Miesiąc: styczeń 2009

Portret Rodzinny

(Rozciągam się w swetrze, nienaturalnie przytłoczony mruczeniem wnętrza swojego.)
Najchętniej zakopałbym się pod muślinowo nieistniejącą kołdrą, z czerwonym kubkiem czerwonej herbaty, z zaczerwienionym nosem i zaczerwienionymi oczami. I czerwono tworzyłbym w głowie swoją wyobraźnię, późno kładąc się spać.

„Dziwka to artysta, który sprzedaje swoją duszę, przyjmując za swoje dzieła pieniądze lub narkotyki.”

Migawki

Sprany dżins i poplamiona koszulka.
Huragany seksu na głowie.
Poranek tuz po nieprzespanej nocy. Kierowca autobusu zasuwa jakby wiózł ziemniaki.
Kleją mi się oczy po ścianach. Ubrano się w dźwięki.
Podwiązane palce mam, pod łodygę serca i snuję się milczaco po głównym placu swojej istoty.
Napuchniete gardło, krzyki gdzieś między spierzchłymi ustami i bóle.

/Pogmatwanie.

Portretownia

Nastepuje wycięcie z rzeczywistości.
Odrealnienie słów, którymi karmiąc wszystkich naokoło, po prostu jestem.
Półchłodne kawy przy procesach fotograficznych, cisza telefoniczna i kawałki zniechęcenia na podłodze. Nad łóżkiem będzie czarno-biały skok, jak tylko to wszystko się skończy, szukam siebie w tym śniegu co spadł wczoraj.

Pełnosprawnie

Tak jak mówisz.
To jest przemęczenie.
Stan czarno-białości na skórze i zmarźniętych pleców.

Wnioski nasuwają się same. I bywają tak oczywiste, że nawet nie warto o nich wspominać.
Umieranie jest okresem bardzo złożonym, chaotycznym.
Codziennie kawałki naszej bliżej nieokreślonej świadomości życia, umierają. To jak z siatką Hermana – im bardziej się przyglądasz, tym (jak w moim klinicznym przypadku) bardziej się wkurwiasz.
(Nic nie umiera.)
Po prostu bądźmy.

Mam takie dni, właśnie…

Zostawiam po sobie śniadaniowe okruchy, zamarźnięte dłonie zwinięte w prześcieradło i ciszę, której nie potrafię.
Ostatnio bywa ciężko, i nie potrafiąc wytłumaczyć tego stanu – przyjmuję go łąpczywie.
Upajam się bólem głowy, pięty i krzyża. Płaczę.
Wycięci jesteśmy – tak myślę.
Patryk pyta, jakiej czułości używać. A mi w głowie tłuczę myśl, że tej najckliwszej. Głupie to wszystko. Przerysowane.
(W kuchni pachnie orzechową kawą.)
Małgorzaty już nie ma. Nie siedzi koło mnie. Nie pyta. Nie mówi. Nie śmieje się.
Linią prowadzącą są głowy, powtarza się motyw siedzącego, potem podchodzimy do sali pełnej krzeseł i zapalając światło, udajemy królowe polski.
Okna są pootwierane, drzwi pozamykane, ściskamy się za ręce i powtarzając te dziwne słowa, wchłaniamy kurz.
Musiałbym się dokończyć jakoś. Dopełnić. Dobyć. Dotrwać.
(Uczę się, wkuwam, sram słowem głośno wymawianym.)
Potem umarła babcia Łukasza, rodzice się rozwiedli, Katarzyna wyjechała do ciepłych męzczyzn za granicą, a my zostaliśmy z długiem przemilczenia w sercu. Teraz myślę.
Czasami, mógłbym się modlić – nawet do tych wymyślonych Bogów, którzy ułożeni rzędem na parapecie proszą o przeczytanie.
Jestem siódmą stroną, włosem, palcem, zapałką.
Ostatnio bywa ciężko, nie umiem tęsknić – tak myślę.
Bo ktos albo jest, albo go po prostu nie ma.
(Moja droga Kobieto.)
Zrobiłam się rzeczowa. Mam w torebce butelkę wina i piję, gdy nikt nie widzi.
Nie potrzebne mi stany uduchowienia, które drążąc dziurę w podłodze bywają wymyślone. Dziś chciałabym umrzeć.

Walki

Od szóstej rano trzaskam się po głowie technicznym bełkotem ułożonym w rzędy liter, które z kolei układają się w zdania. Zdania muszę wykuć, najlepiej w głowie gdzieś – jak twierdzi Brian Tracy – dobrze by było gdyby wszystko dało się wpechnąć do mózgu środkowego.
Tak, tak .. Bo przecież mamy trzy mózgi, które wzajemnie się uzupełniają. Pierwszy mózg odpowiada za instynkty różnego rodzaju. To tak zwany mózg prymitywny, więc sobie wyobraź – mózg prymitywny nagle się uaktywnia i odczuwając powiew swojej zamierzchłej prymitywności – rzucasz się w mięsnym na kobietę, która wykupiła Ci ostatni kawałek kiełbasy i mordujesz ją, przegryzając tętnicę udową. Za tą kiełbasę właśnie. Matko ..

Leć Joanno, leć !

Zimne poranki wprawiają mnie w stany zawieszeń.
Kiedy to lezę na przystanek z zamarźniętymi gilami w nosie i zastanawiam się, przy którym zakręcie nie wyrobię na lodzie i pęknie mi kawałek kręgosłupa.
Oczy na zapałki, w autobusie stoję przymarźnięty do podłogi i w milczeniu patrzę na innych przymarźniętych.

/Zgubiłem najważniejszejsze notatki, z niektórych nie mogę się rozczytać i poprawiając zdjęcia, przygryzam wargę z wkurwienia.