Miesiąc: Marzec 2009

Świszczę sobie

Jestem Hipochondrykiem.
Z bolącym gardłem idę do lekarza przekonany, nie mając jeszcze wyników o złośliwości swojego wyciętego guza, że najpewniej mam już przerzuty i został mi miesiąc życia. Gdzieś w poczekalni łapią mnie ostre ataki kaszlu, wszystkie siedzące naokoło babcie znikają, chowając się za zakrętem korytarza. Najodważniejsza z nich, wystawia głowę zza ściany i chowając usta za chusteczką, dopytuje czy ja aby na pewno jako drugi na dziewiątą wchodzę i żebym karteczkę z rejestracji pokazał (Chryste..)

Czasowo

Brzegiem niebieskiej filiżanki, pogwizdując i patrząc w kosmos.
Ten rozrywający ból w płucach i palące gardło doprowadzają mnie do szału. Szał jest subtelny, bo nie mam za duzo siły, żeby ten szał uprawiać intensywniej niż bym chciał. To cudowne uczucie przeziębiać się co tydzień, z bólu głowy nie widzieć na oczy i dotykając skóry na przedramieniu dochodzić do wniosku, że chyba się rozpadam i leżę fragmentowo w dywanie szukając nogi i ręki. (Młynku kawowy..)
Śniły mi się włosy Damiana, tego dwulatka Katarzyny, który po wejściu do mojego mieszkania bawi się telewizorem i wszystkimi niepochodnymi, ułożonymi chociażby w rządek małych kolorowych świec.

Gapię się w okno

(Nie wiem jak to działa. Nigdy się nie zastanawiałem, bo nie było mi to potrzebne.)

Dziś za oknem świeci słońce, kładąc się na parapecie żółtymi promieniami – jestem.
Mógłbym się uśmiechnąć, albo machnąć ręką na zewnątrz, żeby uspokoić ogrom tłumu, który powstając zostawił ślady butów na dywanie.
Na drewnianej półce zamieszkały kolejne trzy koty (wydłubany w drewnie jestem.)
Czekam na Katarzynę z szalem na szyi, we włosy wplecie ciszę umiejętnie towarzyszącą od otworzenia oczu (i wsadzi ręce w kieszenie szukając opuszkami palców zielonego koloru.)

Prywatnie

Dziś pozwalam sobie nie myśleć.
Wypijam kilka szklanek herbaty, potem kawę z kardamonem i uśmiecham się przeciągle na myśl o bardziej zaawanasowanym wieczorze, niż w tej chwili. Muzyka – przydałaby mi się opcja wytnij/wklej którą mógłbym stosować na samym sobie, powklejałbym się w kilka zwizualizowanych utworów, a tak tylko siedzę wgapiony maślanym spojrzeniem, przecierając oczy z subtelnego zmęczenia.

/Prywatnie wstaje o trzynastej, biorę prysznic i wkurwiony na swoje wszystkie dokumenty, dochodzę do wniosku, że nastało pomieszanie z pogubieniem, przeplatane z poplątaniem

Czternaście

W ramach odpoczynku od trudów tego tygodnia, tłumiąc w sobie wyrzuty sumienia postanawiam świadomie nie pójść na zajęcia jutro (w zasadzie dziś.)
Roztrojony jestem po nocnych zmianach z Dorotą w palarni.
Jest niedziela.