Miesiąc: wrzesień 2009

Geo

Przy pierwszej skrytce towarzyszyło mi całe mnóstwo pozytywnych emocji.
Przy drugiej miałem niepowtarzalną okazję pomoczyć stopy, prawie nie oddychać z racji małej ilości tlenu, zedrzeć logo z plecaka i walnąć się kilka razy w głowę. Po za tym nie czuję dolnych kończyn, pozycja nogi-zgięte-w-pół-tułów-prostopadły-do-wyżej-wymienionych nie jest najwygodnieszją pozycją do przejścia trzech kilometrów w gdyńskich kanałach. Zaintrygowanych odsyłam TU.

Gdziekolwiek

Polska, oficjalnie Rzeczpospolita Polska – państwo położone w Europie Środkowej nad Morzem Bałtyckim. Graniczy z Niemcami (na zachodzie), Czechami i Słowacją (na południu), Ukrainą i Białorusią (na wschodzie), na północnym wschodzie z Litwą oraz na północy z Rosją (obwód kaliningradzki). Ponadto polska granica wyłącznej strefy ekonomicznej na Bałtyku graniczy ze strefami Danii i Szwecji. Pod względem powierzchni zajmuje 68. miejsce na świecie i dziewiąte w Europie. Pod względem zaludnienia zajmuje 33. miejsce na świecie. Kraj jest podzielony na 16 województw, które dzielą się na powiaty i gminy. Za umowną datę założenia państwa polskiego jest często przyjmowany rok 966, kiedy władca Mieszko I przyjął chrześcijaństwo. Polska stała się królestwem w roku 1025, a w 1569 zawiązała unię z Litwą. Przez większą część swojej historii Rzeczpospolita Polska była państwem niepodległym, wieloetnicznym i wielowyznaniowym. Państwo przetrwało do roku 1795, kiedy terytorium zostało podzielone pomiędzy trzech zaborców: Królestwo Prus, Imperium Rosyjskie i Austrię (tzw. rozbiory Polski). Polska odzyskała niepodległość w 1918 po pierwszej wojnie światowej. Podczas II wojny światowej kraj był okupowany przez hitlerowskie Niemcy i Związek Radziecki. Liczbę ofiar wojny szacuje się na ponad 6 milionów obywateli Polski. Po wojnie Polska stała się republiką socjalistyczną pod silnym wpływem ZSRR. W 1989 nastąpiła zmiana ustroju politycznego na demokrację parlamentarną i gospodarczego na kapitalizm. Polska jest członkiem m.in. Unii Europejskiej, NATO, ONZ, OECD, WTO.

Wyciągnąć się wygodnie w pozycji leżącej i patrząc na gwiazdy analizować wszystkie marzenia, które w końcu można spełnić. Duchowy przewodnik milczy, naczynia rozpadają się w zlewie, za oknem jest zimno i zasypiając słyszę wycie tych wilków ułożonych stereofonicznie w odtwarzaczu.

Są takie dni …

Półnago jestem, jak krzyk – głośny.

Szepty. Mówisz.
Na lini horyzontu kończy się droga, musisz tylko tam pójść. Zostawić za sobą te zakręty, wsadzić w kieszeń ten żółty guzik i głośno powtarzając Om mani padme hum wznieść ręce do góry, chaotycznie zapłakać za swoje niegrzechy.
Szepty. Mówisz.
Bóg nie istnieje. (Zamknij mordę!)

Są hamulce, przed samym sobą. Ubieram kolor czerwony i czekam na godzinę wyjścia, ze oknem pada, popielniczka pełna, stygnę.
W żyłach jest ta niepewność, przelewająca się w drżenie przed światem.
Chęć poradzenia sobie tworzy ten zlepek siły, zlepek tych resztek które organizm wywala na światło dzienne, przytłumione chmurami.
Jest cicho.
Dni są podobne, tak samo umalowane z tą jasną poświatą jutra (Mój Choas, mój…) siadającego na brzegu łóżka i drążącego dziurę w płucu.
Zaśpiewaj mi piosenkę o prostej, ludzkiej miłości – uśmiechnę się blado, przecierając czoło z potu zanucę w rytm tego ruchu ulicznego, bo nie wiem w którą stronę teraz trzeba pójść.

Jesień to dla Ciebie czas tęsknot do przypadkowości wieczoru, otwartych szeroko okien, drzwi, ramion.

Niebo

Mam ochotę pisać, a kiedy już zasiądę wysublimowanie ruchem zaaferowanej blondynki przed komputerem (z miną bólu spowodowanego wszystkimi grzechami świata) z zaparzoną kawą w filiżance, której kolor wymyślasz codziennie na nowo – pstryk, ochota ulatnia się gdzieś w pomarańczowy pokój i znajdując się po za zasięgiem moich rąk – sobie jest, po prostu.

Małgorzata

Ubieram się w słońce, w habrowe kwiaty jutra i słodki deszcz z wczoraj.
Myśli mi się już, intensywnie i bardzo – czas, w którym siedząc w domu tworzysz rzeczy malutkowielkie na pohybel ciszy, dobra i zła zmieszanego w jeden kolor, łudząco podobny do śmiechu. Powietrze. Co już nie lepiąc się do skóry, jest chłodne, bo chłodem kładzie się na zółtawych słowach, wyciśniętych w chaos. Układam się, powoli i sukcesywnie.