Miesiąc: Listopad 2009

Architektura

„W ruinach mogę spędzać po kilka godzin” – powiedziałem.
A Ty patrzysz łzawo i prawie krzyczysz, żeby trochę czasu w Twoim życiu spędzić.

(…) O betonowych klocach z których ułożone ściany mają na sobie twarze różne, złowieszcze. Mówię.
A potem idąc w stronę tej stacji benzynowej (gdzie czekacie często, schowani w trawie) doświadczam deszczu na przymkniętych powiekach, łopoczące skrzydła ptaków w mojej głowie i senność półnagą, przykrytą tanim prześcieradłem.
Makabra jest. I nie wiem skąd się bierze, popołudniowe zawijanie w kłębek rodzi chęci na ciepłe herbaty piętrzące się w brązowej szafce, posłodzone trzcinowym cukrem i pomieszane srebrnymi łyżeczkami (jedną łyżeczką wszak tak nie artystycznie).
Tłumaczę sobie zapachy rozproszone w nocne powietrze, z tymi palcami w kieszeni dotykam ust świata w wyobraźni i szepczę, żeby nigdy się nie skończył.

„W ruinach mogę spędzać po kilka godzin” – powiedziałem.

Sobota

Światło leniwie sączy się z żarówki, ciemna półcichość, kawa.
A gdyby tak w końcu wyjść z opakowania? Zakrzyczeć, zawyć a potem dostrajać się pożółkłym pokrętłem jak w radiu. Złapać fale, podgłośnić (O, teraz jest mi dobrze) i płynąć z otwartymi oczami, spojrzeniem układać sobie te kawałki wymyślane przed zaśnięciem, a na końcu zdrapać paznokciem starą farbę i oprzeć się o ścianę. Zielone oczy.

Nie męcz się tak / Poezja Ulicy

Bywam.
Na ulicy nie ma światła, jest półmrok mgliście zataczający się w ciemność.

(Bo ja mam tak, proszę Pana, że zawsze włażę tam gdzie nie powinienem. Więc włażę oknem, gruz sypie mi się na głowę, brudzę spodnie i rozcinam dłoń o resztki szyby w tym oknie. Zeskakuję na pokruszone cegłówki, siadam w kącie na starym, szkolnym krześle i kreślę niewidzialne linie w powietrzu zastanawiając się nad wszystkim i niczym.)

Generalnie

Zamykamy się w kołdrę, kubek kawy i muzykę. Wchłaniamy ciszę, siebie. (Prosty, pusty taki…)

Dzień. Patyczkowanie się. Nadrabianie. Słuchanie. Pisanie. Owijanie. Przesyty.
Słońce zlizuje z ulic resztkę roześmianych ludzi, za ścianą ktoś intensywnie gra na saksofonie, wsłuchujemy się w tą nieciszę i planujemy zbiorowe samobójstwo bajzlu w mieszkaniu. Ja i moja nuda (uczesana w refleksy światła na ścianie).