Miesiąc: Luty 2010

Nowy Port

Nowy Port.
Po wczorajszych zajęciach męczymy nogi łażąc gdzie popadnie. Stare magazyny zbożowe cieszą oko swoją subtelną monumentalnością, z Wisłoujścia rozciąga się widok na stoczniowe żurawie, kamieniczki stoją tu jeszcze od czasów wojny. Dzielnica rzekomo pełna pijaków, tajemniczych morderstw i innych rozciągających w kije bejsbolowe, łyse głowy i w ogóle. Nie potwierdzam.

Warszawa

Modnie się wkurwiam, tworzę scenariusze w głowie z tysiącami różnych głównych bohaterów, którzy na końcu i tak albo umierają albo są wcale nie ważni. Pogoda zaczyna mnie rozpieszczać, subtelne szaliki, których i tak nie noszę pochowane są w odmętach szaf białych, nie lakierowanych. Rozpusta cynamonowa w kawie, dużo ludzi i łóżkowe uśmiechy.

Szarości

I wszystko mi pachnie na zasadzie bezzasadności.Szarości…
Teatralny Proces, tysiące kubeczków kawy i piątkowy pociąg bezprzedziałowy.
Mimowolne poszukiwania przypadkowości w ludziach, zmarszczek na twarzy i ciasnych kadrów ułożonych w czerwone cegły, poniszczone deski i inne. Ślamazarność poranków, romantyczne filmy i pudełko lodów na śniadanie. Muzyka. Popołudniowe spacery nad skute w lód morze i historia wielkich oczu.
Torby pełne kwiatów i przestrzenie, palce uwieszone na tylnich kieszeniach – kiedy świeci słońce w powietrzu czuć wiosnę. Parapetowe koty i różne inne.

Rozjeb’unda

Kobiety-koty w pełnym makijażu mruczą nad ranem piosenki o niczym. Rysuję ten dzień.

Z Szarości dnia tego. Nie zrozumiecie.
Monitorowani z góry staczamy nierówną walkę o okruchy życia niedbale rozrzucone w śnieg.
Palce powleczone cienką skórą drżą, usta zaciskają się w czerwoną kreskę jutra i oddech jest, cichy. Ciepłe herbaty wypijam, ciepłe i posłodzone plastikowymi łyżeczkami i nagle potem Ty mówisz, że są tacy co wszystko przyjmują bez walki takiej właśnie, trzęsąc się z radości, że niby im się udało choć tak naprawdę pogubieni są bardziej niż Ci Wszysycy ładnie poukładani pod krawatem pierdolniętej karierki. (Wielkie uśmiechy, oklaski, fortepian)
Masturbacje, konkubinaty i romanse zawodowe wplecione w chłam koloru niebieskiego, od nadmiaru wiatru boli mnie głowa, krzywo uczesana czas jakiś. Tak naprawdę to ja siedząc na tym drewnianym krześle, suszę włosy w słońcu i tak naprawdę to ja kurwię się mentalnie za garść Tego Wszystkiego, sprzedaję się niczym kurwa, dziwka, prostytutka o pięknym oczach zielonych z długimi rzęsami i teczką pełną nicości.

Anja Plaschg płynie w żyłach, wspominam papierową torbę na głowie i napawam się wewnętrznością kolorowo ubraną w te wszystkie dni, kiedy cieszyłem się na głupi uśmiech.

Stutthof

Z cytryną w herbacie myślę o Wszystkim. (moja Droga)
Poukładane słowa w szafce tysiąca życzeń, szuflady pozamykane mosiężnymi zatrzaskami, wiatry we włosach kiedy przy otwartym oknie zapalam jedne z ostatnich, muzyka.

Chciałbym więcej i jeszcze raz. Od początku. Czy coś. Albo inaczej. Sam nie wiem.