Miesiąc: kwiecień 2010

Anna eM

Na brzegu wyobraźni niebo ma inny kolor…
Brązowe kubki, papierosy, twarze.
(Chłodne szepty za oknem, chłodne cienie na ścianie, chłodne ramiona jutra wciskającego się w horyzont tego dnia ciężkiego co to półotwartymi ustami oddycha.)

„Mam czelność Być dziś. Ubrana powłóczyście zachłysnęłam się porankiem.”

„Ludzi można podzielić na ludzi i kawałki gówna, które intensywnie śmierdząc zabiera nam chęć na egzystnecję…”

Koszmarne Dni.
Rozłożywszy chude ramiona z chęci przytulenia tej pomarańczy na niebie Antonina zadrżała.

O Pełnym Dniu

Drzwi.
Adapter Bambino, aparat fotograficzny AMI sześćdziesiąt sześć, trzy albumy do negatywów dwadzieścia cztery na trzydzieści sześć i setki kobiet leżących półnago na podłodze, wydartych stronom gazet z tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego roku, kilka szczelnie zamkniętych opakowań papieru światłoczułego starego tak, że nawet już pewnie nie dźwignie jakiegokolwiek naświetlania, zmurszała torba koloru błękitnopodobnego, sterty książek czekających jakby na kogoś, kto je przeczyta, postawi na półce i sprawi, że znowu będą. Odpryski niebieskiej farby, fragmenty drewnianej cudownie powywijanej szafy.
I my czujemy, że to kawałki czyjegoś życia, których można dotknąć…
Wchodząc, lubię sobie wyobrażać ludzi tam mieszkających, pracujących czy po prostu będących. Próbuję wyobrażać sobie ich twarze i zapachy. Próbuję całym sobą ich samych trwających w tych wszystkich opustoszałych pokojach, półotwartych onkach, porzuconych okularach, krzeseł i innych zwykłych rzeczy, które dla większości ludzi wydają się być nic nie warte.

Skanuję kilka znaleionych negatywów …

Babie Doły / O Tej Pani

(O pewnych rzeczach nie powinno dyskutować się w autobusie.)

Szanowna Pani.
Włożywszy szeroki sweter tanio kupiony na rynku pełnym towarów wszelakich i wsadziwszy rękę w kieszeń tej mgliście zielonej kurtki, Brygida wydęła usta czerwone, pełne. Wydęła na nadmiary chłodu objawiające się o poranku oszronionymi szybami sąsiadów mieszkających tuż obok, na miauczący wiatr bijący w twarz nieprzyjemnym skowytem i pochodne rzekomo nieobecnego mrozu zżerającego plaster ulicy.

(Zapisuję obrazy. Brak konsekwencji literackiej bywa.)

Matko Bosko Gejosko

(Miejsca pełne nieznajomych uśmiechów i przypadkowej miłości.)

Miejsce znane nielicznym jako nadmorska Jebalnia, gdzie elementy społeczeństwa w wieku bezprodukcyjnym załatwiają swoje homoseksualne potrzeby pęczniejące w rozporkach. Taki plenerowy kurort przydrzewny, natrawnikowy i międzykrzakowy, w którym figlarnie wiszące na gałęziach drzew prezerwatywy odstraszają matki z dziećmi i pochodne. Gdzie spomiędzy ścieżek rowerowych dochodzi brudny jęk rozkoszy fizycznej, przypadkowej bliskości. Raj dla starszych, samotnych panów przed pięćdziesiątką śliniących się intensywnie na widok nawet przypadkowo spacerującego chłopaka. Miejsce pełne Matki Boskiej „Gejoskiej” objawiającej się nielicznym w powłóczystej, wygniecionej sz(m)acie i z niemym „wypierdalaj stąd” na pełnych ustach. Ot tak …

Opuszczony komisariat policji / Gdynia Obłuże

Rozsadzająca wnętrze wiosna nie pozwala usiąść, nie pozwala pisać jesiennie brzmiących bełkotów, nie pozwala rozsypywać się nad domenami życia, czasu i pochodnymi ułożonymi rzędem pod ścianą. Ciągłe biegi, skoki, fotograficzne szaleństwa narysowane często całkiem spontanicznie, poopuszczane miejsca, otwarte drzwi i okna. Gdzieś między nimi wszystko wydaje się być prostsze, ładniejsze i do przełknięcia.