Miesiąc: Maj 2010

Okno

Układam się rzędem koślawych liter w chaos, naoczni świadkowie milczą, czasami trudno mi w to uwierzyć.

Sylwia K. została zamordowana.
Nie znałem jej dobrze, jedno spotkanie, wymiana adresów stron www i wpatrywanie się w jej drobne kroczki ku wielkiej karierze nie czynią ze mnie przyjaciela, ba, nawet słabego znajomego. Ale po przyjęciu tej wiadomości musiałem wstać, przejść się kilka razy po pokoju i wziąść kilka głębszych oddechów. Miała dwadzieścia dwa lata, dużo planów i talent. I szeroki uśmiech, którym zarażała dookoła.
Łączę się w bólu z rodziną.

Marta

Marta. Cicha mieszkanka Warszawy, koleżanka z roku, pani fotograf.

/Spokojne dni stygną, zaczynają się półnagie wkurwy prześwietlone zbyt jasnym światłem wpadającym przez przymknięte okno. Całe zdania układające się w sensowność jakąkolwiek przygłuszone są ulotnością chwili. Nic nie rozumiem.
Przysypiając widzę chorego chłopaka z kręconymi włosami, który pytając po co ich zaprosiłem wbija mi srebrny widelec w dłoń. Wypijam kawę, znów łykam tabletki, i budzę się mało spokojny przykryty tylko do połowy kołdrą.
Jest zimno.

Demony

Dzień Dobry.
Znajduje się Pan na poziomie plus dwudziestym czwartym, mamy godzinę pierwszą w nocy czasu morskiego, za oknem sztorm rzuca wzruszonymi ramionami drzew na wszystkie strony.
Prześladuje Pana Nic, popijane gorzką herbatą i zagryzane czerstwym kawałkiem chleba jest bardziej kłujące, niż łodygi martwych tych kwiatów z poprzedniego dnia. W uszach może Pan słyszeć szum wynikający z potrzeby intensywnego relaksu, namacalnie objawiającego się na poziomie plus dwudziestym czwartym, także bardzo proszę nie regulować, niczego nie dotykać. Za bladość skóry, podkrążone oczy, wszelkie gardłowe suchości, drewnianość, metalowość, niepołyskliwość materiału odpowiadamy dopiero na poziomie plus czterdziestym czwartym, z małymi wyjątkami które w tym wypadku niestety nie mają miejsca. Proszę tędy …

(Urocze dekorowanie twarzy, dłoni, stołu. Wysokie szklanki, czekolada, dym.)

/Z racji tej potrzeby usiłuję się zgubić i odnaleźć w całkiem innym świecie. Rozstania bywają radosne, zwłaszcza te z zastaną rzeczywistością.

Bez Subtelności

Kurwię się majestatycznie, błądząc spojrzeniem w okolicach trzeciej szyby niebieskiego autobusu.

Zagrzmiało burzowo, krzywo uśmiechnięty czas, wyrzuty sumienia, zastanowienia, włosy przepełnione zapachem dymu, popołudniowo ciche mieszkanie.

/Widzę białe gałęzie drzewa kładące się na krzywą połać dachu.