Miesiąc: czerwiec 2011

Ewelina

Bezsenność zagryzam czym popadnie prawie.
Umiejętnie Królowo.
Trochę mdli.

Bawiąc się słowami, czynnikiem pierwszym jest kłamstwo.
Kłamstwo uśmiechane, bo nawet nie jestem w stanie kłamać na głos.
Jak zwykle z resztą.

Ince

Śnisz.
Choć tak naprawdę nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy.
Wiem, że było bardzo realnie, powinienem pamiętać.

W transie jest Natalia, w transie i w brzydkiej sukience przegląda kwiaty w Twoich włosach, pokazując myśli.
Myślisz mi się powłóczyście, napełniając czas swoją nieobecnością, nie poznaję ludzi. Jesteś.
Jesteś cichy, jak ja.

Dziewięć godzin, pół godziny, szklane oczy Angeliki, truchlejącość, martwość, podniecenie. Wyobraźnia.
Wiem, że w końcu się uda i powrócę ciut inny, łatwiejszy do odczytania.
Mentalne samobójstwo w chaosie ciasnych ulic.
Skurwysyństwo ramieniowe, podskórnie tocząca się krew buzuje, pęka głowa, ze środka wylatują ptaki.
Nie dzieje się nic, czułości i brzydkość. I chaos opętał moje wszystko. Nakładam się zielonym kolorem w świat.
Milczę.

Daria

Krótko przystrzyżone ptaki mieszają kolory.
Półcienie przestały istnieć.
W lesie dzieci widzą czarne płaszcze jutra, rozwieszone w rytm ciszy.
Umiejętnie rozplątuję język.

Henryka

Henryka jest sympatyczna, tarmosi te swoje skarpetki w rękach i opowiada.
I nawet jeśli chcę wtrącić jakieś swoje słowo, uwagę lub po prostu przytaknąć to zachowuje się jakby zupełnie jej to nie obchodziło – to ona jest ważniejsza, ona mówi, wie więcej i więcej przeżyła. Nic nie zapowiadało tej rozmowy i tych zdjęć, mijałem ją siedzącą w lesie na zwalonym drzewie, pytając czy ten jej szczekający wilczurowaty pies nie rzuci się na mnie z zębami. Pani szeroko roześmiana, że nie i, że poprzedni który już nie żyje to może i owszem. I tak się zaczęło właśnie.
O pewnych ludziach można powiedzieć, że na twarzy mają świadectwo życia. I tak jest z Henryką właśnie.