Miesiąc: styczeń 2012

Dawid

Śląsk. Minus dwadzieścia stopni. W małym mieszkaniu kuzyna, robię mu kilka zdjęć.
Śląsk to kraina mojego dzieciństwa – mieszkałem tam trzynaście lat i po kolejnych trzynastu latach pojawiłem się tam znowu.

(Wolałbym spotykać się z rodziną w zupełnie innych okolicznościach.)

… Że niby bez tytułu

Najpierw, w tajemniczych okolicznościach, umarł mi transfer na serwerze.
I z racji tych wspomnianych tajemniczych, to do tej pory nie mam pojęcia dlaczego i jakim prawem.
Przeniosłem wszystko piętro wyżej, serwer bez limitów i muszę ogarnąć tylko galerie, bo mi się miniatury rozkraczyły w galeriach.
I pomijając całą akcję zabaw z phpMyAdmin i innymi kosmicznymi rzeczami – należę do bardzo spokojnych ludzi 🙂
Tyle.
I śnieg spadł. Bardzo dużo śniegu.

Ps / Byłbym wdzięczny za informacje dotyczące problemów z moją stroną 🙂

Fragment dnia. Żukòwò.

Dzielnie dzierżąc kubek kawy w dłoni rozpoczynamy małe włóczęgostwo po tym trzynastowiecznym miasteczku, uważając (jak wspomniała Izabela K.) na cyganów, którzy gęsto rozsiani w okolicach kościoła poszukują pięniedzy w cudzych portfelach. W Żukowie fantastyczny jest właśnie kościół w stylu ponorbertańskim (można poczuć się jak we wczesnym średniowieczu 😉 ), i nic po za tym. No, może jeszcze grad padający jakimś dziwnym sposobem do nosa był imponujący 😉

Abstrachując, kilka tygodni temu dorwałem starą, niemiecką EXę, po dosłowym wepchnięciu kliszy do środka – czekam na ostatnią klatkę, żeby przekonać się czy aparat popsuty czy nie popsuty 😉

♪♫ Youth Lagoon – July

O tym, tamtym i niczym

Jest czwartek.
Nad pozłacaną filiżanką czarnej kawy długowłose wróżki w okularach, mówią dużo i dosyć intensywnie.
Zakładają nogę na nogę, zwilżają usta i uśmiechają się ubrane w światła żarówek sufitowych.
Jest styczeń. To liczba pierwsza. Drugą liczbą jest Duży Wtorek, o małym oficjalnie nie mówi się. Był sobie fragment.
Licząc do siedmiu możnaby stworzyć swój mały świat, uczesany w nadpobudliwość chwil popołudniowego chaosu, rozsiadać się w słowa i dłubać palcem w dniu ósmym, nieistniejącym fizycznie. Zapowiada się zmiana, początek i jutro. To dosyć dziwne, tym bardziej, że kawa smakuje jakoś inaczej.

♪♫ Michel Teló – Ai Se Eu Te Pego

Rozmowy nieklejące się w ogóle …

 1

To zadziwiające. Bo wiele rzeczy nie dzieje się.
Cisza jest pomieszana w kostki cukru, dwanaście łyżeczek i swoistą nieruchomość cielesną.
Uprawiasz Sen.

Wieje.
W trzecią kawę wpleciona jest głośna muzyka. Potem, kontemplując nudę swojego mieszkania, przeglądam stare płyty.
To fascynujące, że można zarejestrować kilka lat swojego życia i umieścić na takim małym, lśniącym krążku, a potem sobie odtwarzać i śmiać się cicho pod nosem.
Z całej tej głupoty ułożonej w rząd koślawych uśmiechów i prób ubarwiania swojej rzeczywistości. I z tej rozbuchanej kreatywności, która w chwili obecnej wydaje się być zupełnie nie do końca na miejscu. Na swój sposób trochę śmieszno-pompatyczne czasy.
Kilka zdjęć sprzed, wydawałoby się, wieków 😉

♪♫ Queen – The Show Must Go On

Sopot poranny

Mały urlop.
Szósta rano, autobus linii S, duża latte i śmigam między uliczkami Sopotu z kapturem na głowie i słuchawkami w uszach.

Mamy styczeń. Dwa tysiące dwunasty. Plus dziesięć na termometrach przyokiennych. I zbliżający się Koniec Świata, któryś już z kolei w tym stuleciu 😉
W Sopocie pada i ludzie chodzą naburmuszeni, chodzą powoli, a potem siedzą na mokrych ławkach czytając wczorajsze gazety.
Rejestruję dziś wszystko, co popadnie. Bez głębszych przekazów. Po prostu.

♪♫ Pawbeats- Reliance