Miesiąc: Lipiec 2014

Leria Valeria na Niebiesko

_DSC7111 kopia

I sumiennie obiecałem sobie i wszystkim obecnym i nieobecnym, na jednym kolanie przyklękając podczas rozlewania wódki prezentowej na ławce w sopockim podwórku przy Monciaku i z szarfą żałobną przewieszoną przez ramię (która niejako w prezencie z podpisami wariatów moich z okazji czerwca), że gdy będzie czasu więcej i ochot powłóczyście wszelakich, to powychodzę z jakichś tam zaległości fotograficznych co się nagromadziły w trakcie. Czasu więcej wcale nie ma, ale chęci powłóczyste poprzylepiały się do oczu, więc jest powychodzenie 😉 Leria już gościła w moich internetach – gości ponownie…

_DSC7077 kopia

_DSC7106 kopia

_DSC7183 kopia

_DSC7216 kopia

_DSC7220 kopia

_DSC7225 kopia

_DSC7275 kopia

_DSC7213 kopia

Modelka: Leria Valeria
Stylizacja&MakeUp: Bogumiła Piazza-Składanowska
Miejsce: Trójmiejska Szkoła Fotografii

Bliskości …

4 kopia

1 kopia

2 kopia

Wyciśnięte cisze do granic możliwość, w kącie leżymy, jesteśmy. Granatowe pustki. Wszystko jest takie mnogie i niepojedyncze.
Lubię w takich chwilach umierać, zadzierać wysoko głowę, chować dłonie, stopy, serca i żebra, przebierać się w pożółkłe od papierosów paznokcie i rozdrapywać mocno uszy, żeby słyszały jeszcze mocniej. Flegmatyczne wieczory…Modlę się do boga miękkimi słowami, by zrozumiał, że mi życie utyka… że pijany brzemiennym mrokiem otulam się kożuchem mleka…

Jakoś tak górnolotnie wyjątkowo – ostatnio bronię się przed tym stanem wszystkimi kończynami.
Wieki nie pisałem – a jak już się zacznie, to słowa i tak sprawiają o wiele mniej radości niż kiedyś. Ze starości mojej, zapewne. Albo popadam w stan miejskobydlęcy – żadnych myśli, stadem do przodu by przetrwać… wiecie… Taka jednostkowa ślepota na piękno świata tego, która w stadzie jest tak intensywna, że ciężko się oderwać. Sam nie wiem… Póki co, czuję się fragmentarycznie wypisany i wypiszę resztę pewnie za jakiś czas 😉

Mała Moskwa – poradziecki szpital w Legnicy

untitled-7463

untitled-7403

Szpital sowiecki w Legnicy.
Wielki kompleks budynków, kilka oddziałów – od chirurgii, poprzez psychiatrię, ortopedię i inne oddziały…
Długie na pół kilometra korytarze, które sprawiają takie wrażenie jakby nigdy się nie kończyły i w których można się pogubić – coś niesamowitego – dosłownie nie widać ich końca!
Oczywiście mnóstwo sal, pomieszczeń, mieszkań, zakamarków, przejść podziemnych, piwnic.
Jest także ogromny basen pływacki dla niegdysiejszych pacjentów, prawdziwe kino, sklepy, apteka, kuchnia, stołówka, sala konferencyjna, a także kaplica.
Na zapleczu szpitalnej kaplicy znajduje się chłodnia na ciała i prosektorium.
Miejsce niesamowite i w myśl zasady, że obrazy mówią więcej niż słowa nic pisać już nie będę 😉
Z 3GE! Trójmiejską Grupą Eksploracyjną

untitled-7333

untitled-7350

untitled-7415

untitled-7429

untitled-7461

untitled-7486

untitled-7625

untitled-7741

untitled-7766

untitled-7865

untitled-7870

untitled-7886

untitled-7926

untitled-7941

untitled-7977

untitled-7309

untitled-7312

untitled-7320

Anita

_DSC1940

_DSC2011

_DSC1925

Najprzyjemniej fotografować ludzi kiedy masz wrażenie, że znasz ich milion lat, a w rzeczywistości widzicie się pierwszy raz w życiu!
Więc oto Anita – skrzyżowanie Urbańskiej, Adele, Washington’a i innych, których w tej chwili nie jestem w stanie sobie przypomnieć 😉
Wulkan śmiechu, energii i wszystkich pozytywnych emocji jakie znam – w życiu się tak nie naśmiałem na zdjęciach!
I generalnie dosyć często trzeba było dziewczę uciszać, żeby zrobić zdjęcie – gada i gadaaa 😉

_DSC1294

_DSC1393

_DSC1510

_DSC1444

_DSC1508

_DSC1549

_DSC1572

_DSC1589

_DSC1899

_DSC1788

_DSC1865

_DSC1869-2

_DSC1890

Pałac hrabiny Marion Dönhoff, Kwitajny

untitled-0770

Taka niespodzianka. Bo…

Nie miałem pojęcia, jadąc na plener zorganizowany przez TSF, że po pierwsze: trafimy w miejsce opuszczone (zaplanowane najwyraźniej ku moim zachwyconym wyłupiaście oczom ;)), a po drugie, że zainteresuje się na tyle samą miejscowością, iż zacznę grzebać w odmętach internetów coby odkryć też tę hrabinę kwitajnowską.
W zasadzie już sam tytuł „hrabina” przywodzi mi na myśl blichtry, bogactwa, różne pochodne układające się w złote zęby i loki na głowie na trzy metry w stronę sufitu.
A tu taki zgrzyt – hrabina Marion – żadnych pięknych sukien, przejażdżek konnych w bogato zdobionym powozie czy spacerów po oranżerii zarejestrowanych w spowolnionym tempie na potrzeby hrabinomiękkiego wizerunku (rodem z baśni, wiecie … że sobie siedzi taka na ślicznym krześle i czytając poezję pięknie wygląda czy jakoś tak) – dziennikarka, pisarka, współwydawca tygodnika Die Zeit i co ciekawe, pomimo niemieckiego pochodzenia, działaczka antyhitlerowska – wyczytałem, że nawet uczestniczyła w nieudanym zamachu na życie Adolfa Hitlera.
Właścicielka Kwitajn – więc zapewne budynków PGR również 🙂

untitled-0773

untitled-0817

untitled-0811

untitled-0815

untitled-0791

untitled-0790

untitled-0783

untitled-0784

untitled-1038

untitled-0849

untitled-0852

untitled-0853

untitled-0857

untitled-0860

untitled-0868

untitled-0876

untitled-0934

untitled-0940

untitled-0903

untitled-0908

untitled-0911

untitled-0917

untitled-0920

untitled-0881

untitled-0890

untitled-0887

untitled-0889

untitled-0879

untitled-0995

untitled-0996

untitled-1004

untitled-1009

untitled-1013

untitled-1016

untitled-1029

untitled-1036

untitled-1039

untitled-1040

untitled-1045

untitled-1056

untitled-1051

untitled-1054

untitled-1057

untitled-1059

untitled-1074

untitled-1085

untitled-1088

untitled-1090

untitled-1111

untitled-1114

untitled-1120

untitled-0950

untitled-0956

untitled-0957

untitled-0960

untitled-0965

untitled-0970

untitled-0974

untitled-0992

I jeszcze sympatyczny lokales napotkany pod pałacem:

untitled-0806

Być może większość z was zdawała sobie sprawę z istnienia hrabiny Marion Dönhoff – ja jestem strasznym ignorantem jeśli chodzi o historię.
I tłumaczę to tak, że temat wpada mi do głowy i tam zostaje, dopiero wtedy, kiedy mnie zainteresuje.
No straszne, ale co zrobić? Dobrze mi z tym – po za tym człowiek uczy się całe życie 😉

Letni pałac rodziny Hochbergów

untitled-8363

Pałac w Roztoce, dawny majątek rodziny magnatów niemieckich – wyczytałem w Sieci, że swego czasu jedynym bogatszym osobnikiem od nich był tylko sam cesarz.
Pierwotnie na tych ziemiach stały dwa mniejsze dwory zarządzane przez braci Conrada i Christophera von Hochberg.
Pałac na przestrzeni wielu lat przechodził mnóstwo metamorfoz budowlanych – kolejny właściciel hrabia Bolko von Hochberg dosyć intensywnie dbał o rezydencję: do piętrzącej się wieży dobudowano taras widokowy, a wszystkie okna ozdobiono marmurowymi koronami, wnętrze rezydencji zyskało bogato rzeźbione schody, ściany uświetniły malowidła Bigasa, a sufity pozłacane stiuki, robiące tak ogromne wrażenie, że nawet nie sposób o tym napisać, bo trzeba zobaczyć 😉
W środku można znaleźć marmur, szczątki barokowych mebli, leniwie zwisające z wysokich suftiów weneckie żyrandole.
Taki zupełnie baśniowy klimat – brak tylko jakiejś damy w bogato zdobionej sukni, przechadzającej się po pokojach z filiżanką popołudniowej herbaty w chińskiej porcelanie (bo z takowej podobno w czasach świetności tej rodziny pijało się popołudniowe herbaty.)
Istnieje kilka plotkolegend dotyczących tego miejsca.
Jedna z nich mówi o mezaliansie – że niby KtóryśTam von Hochberg zakochał się w pokojówce i z racji niemożności zaślubin oboje popełnili samobójstwo – ich ciała podobno pochowano w ogrodzie, w miejscu gdzie górka ziemi co roku pokrywa się pięknymi kwiatami.
Inna plotka głosi, że na terenie okalającym pałac zakopano wannę złota – ludzie zjeżdżali z całej Polski i rzucali się w wir poszukiwań 😉
Na poszukiwania tego złota czasu nie mieliśmy – za to udało się zwiedzić prawie wszystkie piętra tej dolnośląskiej perły 🙂

untitled-8203

untitled-8205

untitled-8295

untitled-8304

untitled-8309

untitled-8311

untitled-8411

untitled-8345

untitled-8354 copy

untitled-8388

untitled-8395

untitled-8392

untitled-8160

untitled-8164

untitled-8165

untitled-8169

untitled-8182

untitled-8184

untitled-8186

untitled-8189

untitled-8192

untitled-8193

untitled-8194

untitled-8236

untitled-8238

untitled-8234

untitled-8226

untitled-8231

untitled-8207

untitled-8276

untitled-8275

untitled-8274

untitled-8196

untitled-8199

untitled-8200

untitled-8213

untitled-8224

untitled-8267

untitled-8201

untitled-8257

untitled-8278

untitled-8260

W stronę Dolnego Śląska…

untitled-7276

Zdecydowanie zdjęcie powyżej nie jest moim najlepszym – ale co zrobić? Jestem na nogach od 3 w nocy, nieogolony i z tego co pamiętam już intensywnie śmierdzę, z racji gorączkowej pogody tego dnia. Po za tym samo miejsce zobowiązywało do dziwności – w natężeniu większym niż zazwyczaj.
Dwa tygodnie temu ruszyliśmy w czwórkę na Dolny Śląsk – po drodze zahaczając o psychiatryk w Owińskach.
Ciężko mi teraz wstrzelić się w klimat jaki wtedy nam towarzyszył – było duszno, gorąco, cicho…

untitled-7196

untitled-7242

untitled-6934

untitled-6881

untitled-6882

untitled-6906

untitled-7133

untitled-7176

O psychiatryku ciocia Wikipedia mówi:

Pierwszym dyrektorem zakładu był Friedrich Wilhelm Christian Beschorner, a kolejnym Karl Wilhelm Werner. Do 1920 zakład w Owińskach był jedynym publicznym zakładem dla całej Prowincji Poznańskiej i jednym z najlepiej urządzonych w Niemczech. Rozbudowę obiektu w 1880 roku nadzorował Heinrich Laehr. Według stanu na 1911 rok dysponował 750 łóżkami. Pierwszym dyrektorem po 1920 roku był Stanisław Górny (1886–1934), a po nim nastał Marcin Zieliński. Pod koniec lat 30. planowano zreorganizować zakład i przekształcić go z detencyjnego w ośrodek o charakterze naukowo-leczniczym. Miał też być zapleczem Polskiego Instytutu Badań Dziedziczności. Po wybuchu II wojny światowej, pacjenci szpitala (1100 chorych) zostali zamordowani w ramach akcji T4 (wątek ten porusza Jakub Małecki w powieści Przemytnik cudu). Od 1943 do stycznia 1945 na terenie zakładu znajdował się Arbeitslager Treskau. Podczas działań wojennych część kompleksu została zniszczona.

Ja mówię, że moja Wyobraźnia szaleje po kątach … Widzę te wszystkie eksperymenty na pacjentach czynione przez szalonych, niemieckich doktorów. Skutki uboczne lobotomii są fascynujące – brak ciągłości własnego „ja” – pacjent nie jest świadomy jednego „ja”, codziennie może być kimś innym. No, ale to tylko moja Wyobraźnia, która zazwyczaj działa na pełnych obrotach w takich miejscach 😉
Miejsce fascynujące, zdecydowanie polecam odwiedzić – ot, chociażby żeby zakupić pamiątkową koszulkę z pierwszego zdjęcia 😉
Zdarzyło się też włóczęgostwo bezeksploracyjne 🙂

untitled-8038 copy

untitled-8025 copy

untitled-8020 copy

untitled-8048 copy

untitled-8112 copy

A za chwilę zaproszę do pałacu w Roztoce!

untitled-8368 copy

Kozubnik deszczowy…

untitled-2851

untitled-2566

untitled-3042

Powrót do przeszłości – nie tak dalekiej.
Folder „Majówka 2014” ponownie został otworzony – tym razem zdjęcia z Zespołu Domów Wypoczynkowo-Szkoleniowych w Porąbce-Kozubniku, który odwiedziliśmy przy okazji eksploracji Górnego Śląska (nie mylić z dolnym, który niebawem).
Szczerze? To widok wciśniętych w zbocze, porośnięte drzewami, budynków Kozubnika robi tak niesamowite wrażenie, że można by usiąść i rozkoszować oczy wszystkim co tam obecne. Tym bardziej, że trafiliśmy tam w deszczowy, ponury dzień – nad wierzchołkami drzew iście niesamowicie fotogeniczna mgła!!!
Jeśli chodzi o wnętrze – stan dosyć opłakany, w którymś z budynków na ścianach jeszcze welurowe tapety, trochę mebli i kilka drobiazgów pamiętających lata świetności tego ośrodka. Multum ozdobników ścianowych pod postacią graffiti. Absolutnie piękne miejsce!

untitled-3168

untitled-2682

untitled-2745

untitled-3062

untitled-3047

untitled-3015

untitled-3157

.

Pole dance w halach Polifarbu

untitled-4609

Masz pierdolca na punkcie.
Nie wiem … Może jeździsz hobbystycznie autobusami? Albo zbierasz mapki z podróży? Albo zbierasz gadżety militarne? Szlajasz się po opuszczonych miejscach? Nie ważne zupełnie … Mając pierdolca na punkcie czegokolwiek stajesz się od razu jakimś takim fajniejszym człowiekiem-wariatem – pasja to jedna z najważniejszych rzeczy w życiu. Zupełnie nie wyobrażam sobie swojego życia bez fotografii czy, wspomnianym przed chwilą, szlajaniu się po opuszczonych miejscach – no bo jak? Praca i dom – a pomiędzy popołudniowe wylegiwanie się przed telewizorem? Jakoś bez sensu i pusto zupełnie mogłoby być.

Jeśli chodzi o takich wariatów z pierdolcem – przedstawiam Tomka, który (z tego co widziałem i z tego co opowiadał) dancepole’uje gdzie popadnie – i wcale nie nosi przy sobie profesjonalnej rury x-stage, którą widać na zdjęciach 😉 Czasami wystarcza słup znaku drogowego – więc zdecydowanie mogę Go zaliczyć do wariatów z pierdolcem – pozytywnym, oczywiście!!!
Rura przenośna x-stage dzięki uprzejmości: Xtreme Poleca Dance Studio z Łodzi – zachęcam do lajkowania 🙂

untitled-3952

untitled-4551 copy copy

Dzieje się ! DAG w puszczy bydgoskiej

DSC05137

Albo i działo się, na chwilę przestało i teraz zaczęło znowu.
W amoku przygotowań do obrony uczelniano-szkolnego portfolio – czytaj zrobieniu pudła na zdjęcia (a kurwamaćjapierdolizmu z tym od dolin po wyżyny), batalii z drukarnią o błędy techniczne wydruków i inne pochodne, które w chwili obecnej wywołują już tylko uśmiech na twarzy – foldery z zaległymi zdjęciami tak jakoś pozakurzałysię, obrosły pajęczyną i w ogóle mrok, ciemność i wszędzie nietoperze. Ale tyle na łbie było ostatnio – w sumie to dziwię się, że po stresie związanymi ze wszystkim co wokół (a słynę z przejmowania się nawet błahostkami) jeszcze jakoś łeb prosto trzymam, że szyja się wzięła i nie ugięła pod wpływem.
Ale koniec. Albo właśnie początek. Zobaczy się.
Póki co – otwieram, leżący nieruchomo od świąt wielkanocnych, folder o nazwie DAG i wywalam na światło dzienne kawałek Bydgoszczy ukrytej w puszczy bydgoskiej. DAG Fabrik Bromberg – to największa pod względem powierzchni fabryka zbrojeniowa koncernu Dynamit Nobel AG w hitlerowskich Niemczech, istniejąca w latach 1939–1945. Po resztę informacji odsyłam w przepastne internety.
Jeśli chodzi o DAG i samą Bydgoszcz – nie obyło się bez małych przygód i drobnych nieprzyjemności.
Do samego DAG’u zawiozła nas nieznajoma niewiasta, która zgarnęła nas na dworcu i wyrzuciła w środku lasu, gdzie jak się okazało po DAG’u się oprowadza! Nie ma opcji samotnej wędrówki, wcześniej trzeba zadzwonić i umówić się z Panem, który coś tam opowiada. A, że wcześniej nikt z nas nie zadzwonił próbowano nas odesłać z kwitkiem. Na szczęście byliśmy uparci – i w las pełen opuszczoności wszelakiej wleźliśmy sami 🙂

untitled-9188

untitled-9239

untitled-9276

untitled-9304

untitled-9359

untitled-9434

untitled-9459

untitled-9662

W zajawce wypełzania z zaległości – następnym razem będzie wariat, czerwone rajstopy, koło i rura…

untitled-4551 copy

…że już nawet nie wspomnę o zaległym, majówkowym Kozubniku i klimatach dolnośląskich z ostatniego weekendu!

untitled-8368 copy