Fotograf z Gdyni

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (7)

Nie lubię zaległości.
Takich fotograficznych nie lubię najbardziej – piętrzą się foldery, patrzą na Ciebie tym swoim chełpliwym, folderowym okiem, a zdjęcia ze środka szepczą „musisz nas obrobić chuju…” Czy coś ;)
Zatem w końcu usiadłem do swoich zaległości, w końcu znalazł się i czas i chęci – zdjęcia odleżały swoje, najwyraźniej musiały dojrzeć, można iść dalej.
Urlopowy wrzesień to był zdecydowany czas wojaży podróżniczych i przypadkowych spotkań.

Pod koniec urlopu jadę na Górny Śląsk – do Katowic, a stamtąd do Zabrza, gdzie mieszkałem pierwsze trzynaście lat swojego życia. Jadę na cały tydzień, żeby zupełnie na luzie i bez przysłowiowych spinek pospacerować, powspominać, pozwiedzać… i porobić wszystko to, na co nie miałem czasu, kiedy byłem tu ostatnim razem. Zdjęć w zasadzie nie robię wcale, zabieram ze sobą aparat, ale bardziej skupiam się na chłonięciu atmosfery jaka towarzyszy dzielnicy, w której się wychowywałem. To bardziej czas bliżej nieokreślonych refleksji i celebrowania w sobie uczucia zadowolenia, że oto jestem i mogę mury swojej podstawówki pomacać i inne tego typu dziwne ciągoty.

Jest środa. Ciepłe popołudnie. Spożywając kawę, miętoszę misternie przykrywkę papierowego kubka i rozmawiam z Januszem o sztuce wysokiej, niskiej i tej pomiędzy, którą czasem ciężko określić mianem jakiejkolwiek. Kątem oka, którego oczywiście nie mam prawa posiadać z naukowego punktu widzenia, dostrzegam kobiecinę, która wymachując flagą w niebo krzyczy coś cała taka przejęta i ubrana w Kaczyńskiego. Niewiele myśląc łapię kubek kawy w zęby, plecak z aparatem w rękę, Janusza pod pachę i lecimy do kobieciny zapytać o co chodzi…

No i się zaczęło.

Jestem Krystyna, Częstochowa, mam tam poletko i wszyscy mnie tam znają… bo mam emerytury tysiąc czterysta z groszem i szukam trzeciego męża, bo dwóch poprzednich nie dało rady i musiałam pochować, ale takiego co nie będzie miał więcej ode mnie… takie piękne te kwiaty w Częstochowie mam…Uniwersytet Trzeciego Wieku, bo ja jeżdżę trochę po Polsce i te monety w Krakowie takie piękne, widziałam wszystkie… zapiszcie sobie numer telefonu do mnie i adres też weźcie Panowie to może wpadniecie kiedyś na kawę jakąś alboco… może któryś z Was by tym trzecim został co…? Nie? Bo byłam nauczycielką i teraz jestem na wakacjach życia i tak chodzę i śpiewam… zaśpiewać Wam coś? No to zaśpiewam piosenkę patriotyczną, zakazaną kiedyś…” 

Plac Wolności w Zabrzu, wypełniony po brzegi ludźmi, ludźmi na przystankach, ludźmi spacerującymi, ludźmi wszędzie, a  Krystyna L.  zaczyna śpiewać „Nielegalny kwiaty, zakazany krzyż” i wymachiwać flagą. Cała jej mowa ciała, a przede wszystkim to w jaki sposób spojrzeniem lgnie do człowieka podczas rozmowy/śpiewu/koegzystencji wszelakiej, (wręcz układa się tym spojrzeniem w każdym widząco-czującym fragmencie człowieka) sprawia, że nie mogę o Niej myśleć inaczej jak tylko „dobry, fajny i ciepły człowiek”, już nawet niech ma tego Kaczyńskiego na koszulce…

Można kilka zdjęć? Fotograf z Gdyni jestem… 

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (2)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (5)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (4)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (3)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (6)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (8)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (9)

I tym jakże śpiewającym akcentem rozpoczynam wychodzenie z fotograficznych zaległości miesiąca września!