Miesiąc: czerwiec 2018

Opuszczony Klub Garnizonowy na Helu

Opuszczony Klub Garnizonowy…?

I znowu miejsce opuszczone…?

I znowu Hel…?

Przy okazji ostatniej wizyty w tym mieście na półwyspie, gdzie udało się odwiedzić opuszczony kinoteatr, sposobem dosyć bezczelnym wlazłem też do klubu garnizonowego, w którm pracowała kiedyś moja przeserdeczna koleżanka. W czasach gdy zdarzyło mi się ową koleżankę odwiedzać w pracy – żadne z nas nawet przez chwilę nie myślało o tym, że owy klub będzie kiedyś miejscem opuszczonym i, że dzierżąc dzielnie swój aparat bede błądził po pustych korytarzach i uskuteczniał fotografię rodzaju dokumentalnego…

Opuszczony Ośrodek Wypoczynkowy na Kaszubach

Opuszczony ośrodek wypoczynkowy na Kaszubach – obiekt na tyle sporych rozmiarów, że przyjemność dreptania po nim i wchłaniania w siebie wszystkich związków pleśni i grzybów naściennych układających się w urocze esy floresy, rozlewała się uśmiechem na twarzy p o d w ó j n i e . Szybsze bicie serca na widok potłuczonych okien, powyrywanych klamek, porzuconych dokumentów i innych chyba już zawsze będzie mi towarzyszyć – wszystko jakby na zasadzie dzieckiem być… i radości z rzeczy, na których widok normalny człowiek machnie ręką czy głośniej stęknie bez większych znaczeń po prostu …

No ale co ja zrobię, że ja lubię…?

Ośrodek przesiąknięty Polską Rzeczpospolitą Ludową, drewniana boazeria przesiąknięta smrodem klubowych papierosów, posadzki przesiąknięte proszkiem Javox… Wszystko przesiąknięte herbatą z musztardówek, tanimi ozdobami pod sufitem, sercami wyciętymi z kolorowego papieru i przyklejonymi do szyby sali potańcówkowej, w której odbywały się pierwsze wieczorki zapoznawcze pracowników pkp, gdyż do ośrodka ze skierowaniem i z ramienia służbowego się szło.  Pewnie, żeby w pobliskich jeziorach kręgosłupy naprawiać czy zwyczajnie wymoczyć się za wszystkie czasy niemoczeniasię… 

I jak zwykle wyobraźnia ponosi…

Obszerna relacja:

Norweski codziennik, sierpień 2017, migawki – dużo zdjęć

Oops, I did it again…

Norwegia, sierpień dwa tysiące siedemnaście, kilka gór, góreczek i pagóreczków – wszystko co wielbię soczyście.

Spora porcja zdjęć. Czerwona sukienka, pot, krew, łzy i kurewsko zimne potoki, stawy, jeziora. To był bardzo piękny czas – i choć preludium końca pewnego fragmentu mojego życia to jednak sentymenty jakoś siedzą na ramieniu i od czasu do czasu tymi swoimi koślawymi paluszkami kręcą łzy w oku na samo wspomnienie tego wszystkiego co fajne wtedy…

Po trzynaste…

Trzynastych nikt nie lubi, dlatego proszę jeść oczami z poziomu plus dwunastego i minus czternastego jakbyśmy chcieli sprawić, że trzynasty akurat na chwilę przestał istnieć. Wszystko i tak jest postrzegane perspektywą zero-jedynkową, więc naprawdę udawanie rodzaju wszelkiego nie powinno sprawiać najmniejszych problemów. Jak na przykład. Migawki. Higiena umysłu numer siedem tysięcy hybernaście.

 

Opuszczony teatr gdzieś w helskich czeluściach

Nagle pojawiły się gdzieś cicho mruczące chęci ponownego kaleczenia rąk w trakcie włażenia w opuszczone miejsca przez krzywo wybite okna – i mrucząc coraz głośniej zagnały mnie na półwysep w poszukiwaniu takowych. Jestem, głośno wciągam powietrze świszcząc z podniecenia, że oto JA i ZNOWU i NARESZCIE – oczywiście, że miejsce mogłoby być trochę bardziej spektakularne, ale cóż… Radość była i tak całkiem imponujących rozmiarów…

Kino lub teatr – sam nie jestem pewny co bardziej, bo szyld nad budynkiem wyraźnie mówi, że kino ale za to całe techniczne zaplecze mówi, że bardziej teatr…











Opuszczona Szkoła Ogrodnicza w Połoninach

Czerwcowa sobota to nie najlepszy czas, żeby chodzić do szkoły- wiem…

Ale alternatywnie zapraszam do opuszczonej szkoły stojącej w okolicach Elbląga, w której światło układające się po kątach jest w stanie ukraść serce każdego urbexowicza z aparatem fotograficznym na podorędziu.  Klimatyczna piwnica wypełniona stosem książek, instrukcjami jak robić alkohol czy porcelanę (ależ pokrewne tematy…) czy kilka porzuconych świadectw dojrzałości skutecznie uprzyjemniły mi zwiedzanie tego miejsca i skutecznie też zapełniły parę bajtów w karcie pamięci.

I nie będę ukrywał – trochę czułem się jak intruz okrutny… wszak mija dużo czasu odkąd ostatni raz byłem w jakimkolwiek opuszczonym miejscu…

Więcej wpisów z kategorii miejsc opuszczonych po kliknięciu tutaj.

 


Fotograf w Gdyni – plaża na Babich Dołach

Fotograf w Gdyni – plaża na Babich Dołach.

Są jeszcze w Gdyni takie miejsca, na szczęście dla mnie, mojego aparatu i ckliwości nad wszystkim co nadgryzione zębem czasu, nie dotknięte unijnymi dotacjami, rewitalizacjami i cholera wie czym jeszcze. Co prawda absolutnie nie mam nic przeciw, że moje miasto intensywnie się rozwija i inwestuje, jednakże mam nadzieję, że plaża w dzielnicy Babie Doły długo pozostanie w tym fotogenicznym stanie, jaki miałem okazję fotografować parę dni temu. Podniszczone słoną wodą i sztormowymi wiatrami drewniane pozostałości wystające z wody to dla mnie nierozerwalny element krajobrazu tej plaży, tak samo jak torpedownia Hexengrund – i choć po internetach krążą legendy już o pomysłach na adaptację tego cudu to jednak mam nadzieję, że fotogeniczność tego miejsca nie zostanie zbeszczeszczona…Głodnych wiedzy na temat torpedowni odsyłam tutaj…, a potem na kilka zdjęć popełnionych pewnego niesamowicie gorącego, czerwcowego dnia…