Po siódme – pokój mojej rzeczywistości

Dekontaminacje słowne, cielesne i umysłowe.
Połączone z małymi powrotami w rejony alternatywnych rzeczywistości tworzonych na potrzeby wyżej wymienionych.
Piękny czas, dobre powietrze i ciche pomruki. Lubię taki stan, mogę chłonąć mentalnymi garściami w tym swoim zamyśleniu wystającym ze wszystkich kieszeni.
Dzień Dobry!

Pozuje Ewelina Czebotar & Bożydar Grzyweczka (zbieżność imion i nazwisk jakby przypadkowa)









Po szóste – turpistyczny powrót do inspiracji fotografiami Jana Saudka

Fotograf Jan Saudek – obecny w moim życiu odkąd po raz pierwszy zapałałem miłością czysto fotograficzną do wszystkiego co można zmieścić w kadrze. I tak sobie mieściłem przez ostatnie kilka lat, podświadomie gdzieś chłonąc z twórczości Saudka garściami – absolutnie ubóstwiam fantasmagoryczne akty autorstwa tego człowieka i mógłbym oglądać je godzinami. I chłonę do dziś, gdyż człowiek ten w dalszym ciągu ma przeogromny wpływ na moją radosną, zwyrolską twórczość.

I osobiście wielbię też pasjami każdą kobietę, która ma w sobie tyle odwagi i akceptacji własnego ciała, że jest gotowa w imię sztuki przed moim obiektywem robić z pozoru rzeczy brzydkie, niesmaczne i ogólnie uważane za dziwne. Mały powrót do Suadkowych Inspiracji tworzonych w dużej mierze przez ostatnie lata na zasadzie totalnego spontanu – i chyba dobrze, choć trochę strach pomyśleć co udałoby się stworzyć gdybym zaplanował wszystko od a do z…

Modelka – Ewelina Czebotar.
Fotograf – oczywiście Zbigniew Piotr Piotrowski


Zatem s m a c z n e g o !

Akt górski sprowokowany

1b kopia

2b kopia

7 kopia

5b kopia

4 kopia

8 kopia

Dużo dzieje się. Mało mnie tutaj ostatnio.

Ale zanim uchylę rąbka tajemnic rodzaju wszelakiego – zdjęcia ze skąpanej wrześniowym słońcem Norwegii.

Akt górski sprowokowany – gdyż tak piękne widoki wkomponowane w tak piękne widoki ponowne same z własnej woli raczej nie występują. Nie ma tak, że idziesz w góry, a tam leży modelka ułożona już i czekająca na dźwięk migawki. Prowokacje były. Dobry czas.

Bliskości …

4 kopia

1 kopia

2 kopia

Wyciśnięte cisze do granic możliwość, w kącie leżymy, jesteśmy. Granatowe pustki. Wszystko jest takie mnogie i niepojedyncze.
Lubię w takich chwilach umierać, zadzierać wysoko głowę, chować dłonie, stopy, serca i żebra, przebierać się w pożółkłe od papierosów paznokcie i rozdrapywać mocno uszy, żeby słyszały jeszcze mocniej. Flegmatyczne wieczory…Modlę się do boga miękkimi słowami, by zrozumiał, że mi życie utyka… że pijany brzemiennym mrokiem otulam się kożuchem mleka…

Jakoś tak górnolotnie wyjątkowo – ostatnio bronię się przed tym stanem wszystkimi kończynami.
Wieki nie pisałem – a jak już się zacznie, to słowa i tak sprawiają o wiele mniej radości niż kiedyś. Ze starości mojej, zapewne. Albo popadam w stan miejskobydlęcy – żadnych myśli, stadem do przodu by przetrwać… wiecie… Taka jednostkowa ślepota na piękno świata tego, która w stadzie jest tak intensywna, że ciężko się oderwać. Sam nie wiem… Póki co, czuję się fragmentarycznie wypisany i wypiszę resztę pewnie za jakiś czas ;)

Odrodzenie

1

3

4

5

6

Zdecydowanie bez słów.
Zbigniew Piotr Piotrowski

Ciało

4 copy

5 copy

7 copy

3 copy

2 copy

1 copy

untitled-6988-3 copy

8 copy

Inspiracja twórczością Joela Petera Witkina.

Światło

untitled-5782 copy

untitled-5777 copy

untitled-5804-3 copy

Naciągamy na twarz jesień dwustronnie klejącą się do wiatru.
Oczy mamy spuchnięte. Z rana od braku snu. Wieczorem od nadmiarów.
A w ciągu dnia od kurwicy mimowolnej.Naciągamy na twarz jesień dwustronnie klejącą się do wiatru.
Oczy mamy spuchnięte. Z rana od braku snu. Wieczorem od nadmiarów.
A w ciągu dnia od kurwicy mimowolnej.Naciągamy na twarz jesień dwustronnie klejącą się do wiatru.
Oczy mamy spuchnięte. Z rana od braku snu. Wieczorem od nadmiarów.
A w ciągu dnia od kurwicy mimowolnej.Naciągamy na twarz jesień dwustronnie klejącą się do wiatru.
Oczy mamy spuchnięte. Z rana od braku snu. Wieczorem od nadmiarów.
A w ciągu dnia od kurwicy mimowolnej.Naciągamy na twarz jesień dwustronnie klejącą się do wiatru.
Oczy mamy spuchnięte. Z rana od braku snu. Wieczorem od nadmiarów.
A w ciągu dnia od kurwicy mimowolnej.

Sen o spaniu …

Wolny czas sprzyja moim dziwactwom, choatycznie porozkładanym po kątach mojej głowy.

Sennie i z otwartymi oczami.
W niebieskim drzewie pojutrza siedzą wrony i rozdziobując płaty serc śliskich, są w odcieniach fioletu.
Leżysz półprzytomnie, fragmentami ciszy będąc.

Trzy lata temu / Szpital Dziecięcy

Trzy lata temu weszliśmy do tego szpitala wyłamanym oknem.
Wystarczyło podważyć framugę i wślizgnąć się do środka.
Z całej serii wykorzystałem może z dziesięć zdjęć, najwyraźniej reszta czekała na lepsze czasy.
To fragmenty moich dziwactw, o których przypomniałem sobie przy okazji obejrzenia Grave Encounters.
Pomimo tego, że kadry pochodzą z czasów mojej awersji do RAWów i tym samym jakość pozostawia trochę do życzenia, to cholernie lubię te zdjęcia!

Czerń i Biel

Zamykanie się w prostokąty kołdry, zbiorowe samobójstwa i mała nuda uczesana w refleksy światła na ścianie.