Ferropolis

Ferropolis – dawna kopalnia odkrywkowa, dziś jedno z tzw. muzeów na otwartym powietrzu. Niezwykłe industrialne pamiątki swoich czasów znaczą historię kontynentu w ramach Europejskiego Szlaku Dziedzictwa Przemysłowego. (Czytaj więcej!)

Oprowadza osobista i jedyna w swoim rodzaju rodzicielka. Grudzień 2016, Boże Narodzenie, Gräfenhainichen, Niemcy.

Następna stacja – Berlin

Gdynia-Berlin-Wittenberg-Gräfenhainichen-Ferropolis-Wittenberg-Berlin-Gdynia.

Mam dużo pomiętych biletów poupychanych gdzieś po kieszeniach i posiadłem umiejętność kupowania wspomnianych w języku niemieckim właśnie. Zapisy chaotyczne i nic ponad to. Od wczoraj Olsztyn mi chodzi po głowie, fotograficznie…

W klubie motocyklowym EXPANDERS EX

piotrografiaEXPANDERSEX (19)

Któregoś wieczoru, jeszcze podczas wizyty na Górnym Śląsku, trafiam do klubu motocyklowego EXPANDERS EX, gdzie na moich oczach rozgrywa się prawie, że mecz życia. Nie miałem pojęcia, że gra w piłkarzyki może być pełna tylu emocji – osobiście bawiłem się wyśmienicie podczas tego fotografowania. Była krew, był pot, były łzy! ;) Mała relacja poniżej…
piotrografiaEXPANDERSEX (22)

piotrografiaEXPANDERSEX (23)

piotrografiaEXPANDERSEX (12)

piotrografiaEXPANDERSEX (13)

piotrografiaEXPANDERSEX (3)

piotrografiaEXPANDERSEX (6)

piotrografiaEXPANDERSEX (8)

piotrografiaEXPANDERSEX (9)

piotrografiaEXPANDERSEX (18)

piotrografiaEXPANDERSEX (15)

piotrografiaEXPANDERSEX (29)

piotrografiaEXPANDERSEX (27)

piotrografiaEXPANDERSEX (26)

piotrografiaEXPANDERSEX (25)

piotrografiaEXPANDERSEX (20)

 

Fotograf z Gdyni

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (7)

Nie lubię zaległości.
Takich fotograficznych nie lubię najbardziej – piętrzą się foldery, patrzą na Ciebie tym swoim chełpliwym, folderowym okiem, a zdjęcia ze środka szepczą „musisz nas obrobić chuju…” Czy coś ;)
Zatem w końcu usiadłem do swoich zaległości, w końcu znalazł się i czas i chęci – zdjęcia odleżały swoje, najwyraźniej musiały dojrzeć, można iść dalej.
Urlopowy wrzesień to był zdecydowany czas wojaży podróżniczych i przypadkowych spotkań.

Pod koniec urlopu jadę na Górny Śląsk – do Katowic, a stamtąd do Zabrza, gdzie mieszkałem pierwsze trzynaście lat swojego życia. Jadę na cały tydzień, żeby zupełnie na luzie i bez przysłowiowych spinek pospacerować, powspominać, pozwiedzać… i porobić wszystko to, na co nie miałem czasu, kiedy byłem tu ostatnim razem. Zdjęć w zasadzie nie robię wcale, zabieram ze sobą aparat, ale bardziej skupiam się na chłonięciu atmosfery jaka towarzyszy dzielnicy, w której się wychowywałem. To bardziej czas bliżej nieokreślonych refleksji i celebrowania w sobie uczucia zadowolenia, że oto jestem i mogę mury swojej podstawówki pomacać i inne tego typu dziwne ciągoty.

Jest środa. Ciepłe popołudnie. Spożywając kawę, miętoszę misternie przykrywkę papierowego kubka i rozmawiam z Januszem o sztuce wysokiej, niskiej i tej pomiędzy, którą czasem ciężko określić mianem jakiejkolwiek. Kątem oka, którego oczywiście nie mam prawa posiadać z naukowego punktu widzenia, dostrzegam kobiecinę, która wymachując flagą w niebo krzyczy coś cała taka przejęta i ubrana w Kaczyńskiego. Niewiele myśląc łapię kubek kawy w zęby, plecak z aparatem w rękę, Janusza pod pachę i lecimy do kobieciny zapytać o co chodzi…

No i się zaczęło.

Jestem Krystyna, Częstochowa, mam tam poletko i wszyscy mnie tam znają… bo mam emerytury tysiąc czterysta z groszem i szukam trzeciego męża, bo dwóch poprzednich nie dało rady i musiałam pochować, ale takiego co nie będzie miał więcej ode mnie… takie piękne te kwiaty w Częstochowie mam…Uniwersytet Trzeciego Wieku, bo ja jeżdżę trochę po Polsce i te monety w Krakowie takie piękne, widziałam wszystkie… zapiszcie sobie numer telefonu do mnie i adres też weźcie Panowie to może wpadniecie kiedyś na kawę jakąś alboco… może któryś z Was by tym trzecim został co…? Nie? Bo byłam nauczycielką i teraz jestem na wakacjach życia i tak chodzę i śpiewam… zaśpiewać Wam coś? No to zaśpiewam piosenkę patriotyczną, zakazaną kiedyś…” 

Plac Wolności w Zabrzu, wypełniony po brzegi ludźmi, ludźmi na przystankach, ludźmi spacerującymi, ludźmi wszędzie, a  Krystyna L.  zaczyna śpiewać „Nielegalny kwiaty, zakazany krzyż” i wymachiwać flagą. Cała jej mowa ciała, a przede wszystkim to w jaki sposób spojrzeniem lgnie do człowieka podczas rozmowy/śpiewu/koegzystencji wszelakiej, (wręcz układa się tym spojrzeniem w każdym widząco-czującym fragmencie człowieka) sprawia, że nie mogę o Niej myśleć inaczej jak tylko „dobry, fajny i ciepły człowiek”, już nawet niech ma tego Kaczyńskiego na koszulce…

Można kilka zdjęć? Fotograf z Gdyni jestem… 

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (2)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (5)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (4)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (3)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (6)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (8)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (9)

I tym jakże śpiewającym akcentem rozpoczynam wychodzenie z fotograficznych zaległości miesiąca września!

Plener TSF w Gniewie

_DSC2990 kopia

_DSC2999 kopia

_DSC3005 kopia

W Brodzkich Młynach pod Gniewem rzeka Wierzyca, pola rzepaku w ilości jak tylko okiem sięgnąć i most – pozostałość po linii kolejowej Starogard Gdański – Skarszewy (najprawdopodobniej). I tyle. A że żaden ze mnie spostrzegawczy krajobrazista to są momenty kiedy stoję pośrodku zielonego pola panicznie rozglądając się za czymś do sfotografowania. I wtedy Ów Jegomość wyłania się zza wzniesienia polnej drogi – w pierwszej chwili aparat do twarzy, że niby drzewo fotografuję, (bo takie wow zielone i wow z kwiatkami), a tak naprawdę kątem oka obserwuję zachowanie Ów Jegomościa – no patrzy, patrzy jakby z jakimś grymasem, więc myślę sobie, że pewnie wpieprzyłem się w jego pole i rozdeptuję bezczelnie jakieś niesamowicie ważną uprawę. Podnoszę rękę w geście powitania i wspinam się pod zieloną górę, z przepraszającym uśmiechem, że „jak po pańskim polu łażę to przepraszam…”.
Ale gdzieżby tam …

Wszyscy łażą, sąsiad to na rybach właśnie gdzieś na dole siedzi. Szwagier w więzieniu, bo przekręty robił w latach 90tych, a tak to jak widzę młodych teraz jak im się pracować nie chce to mnie krew zalewa. Kiedyś to wszyscy pracowali, i nie było wybrzydzania, że za mało płacą. Tam jak pan spojrzy to kiedyś kolej jeździła… taka zwykła, osobowa z ludźmi…chce Pan wina?”.

Wina nie chciałem, ale Ów Jegomość z radością zgodził się na kilka zdjęć – jakby tylko na to czekał…

Ja tylko wino schowam, bo tak głupio z tym winem…

_DSC2994 kopia

A co w Gniewie? W Gniewie kilka bardzo inspirujących spotkań z mieszkańcami…
Lezie sobie Piotrowski z aparatem między uliczkami miasteczka i nagle rzuca się na niego lokales, (tuż po przyśmietnikowym wypiciu swojej kolejki) rzuca się z prośbą, żeby mu zoom pokazać jak działa („no pokaż jak duży jest ten…no ten…„). I wtedy nagle robi się tłum, wspólne zdjęcia, ze szwagrem, z zięciem, z kumplem… („Na fejsa może wrzucę, bo z takiego aparatu to pewnie ładnie wyjdą„). Z owego spotkania wychodzę z kilkoma fajnymi zdjęciami i jednym, nowym znajomym na fejsie, który prezentuje swoje dziary, a potem łapie mnie jeszcze żeby parę fot z dzieciakami porobić. Cholernie to fajne :)

_DSC3084 kopia

_DSC3092 kopia

_DSC3089 kopia

_DSC3093 kopia

_DSC3100 kopia

_DSC3102 kopia

_DSC3104 kopia

_DSC3106-2 kopia

_DSC3115 kopia

_DSC3147 kopia

_DSC3136 kopia

_DSC3140 kopia

I potem już dużo spokojniej…;)

_DSC3169 kopia

_DSC3198 kopia

_DSC3178 kopia

_DSC3243 kopia

_DSC3253 kopia

_DSC3240 kopia

_DSC3264 kopia

_DSC3275 kopia

I absolutny mistrz ze spotkania pod gniewskim zamkiem – kowal :)

_DSC3278 kopia

_DSC3305 kopia

_DSC3299 kopia

_DSC3302 kopia

Jeden dzień w Pasłęku

untitled-0668

Jeden dzień. Plener TSF. Pasłęk. I chwilowa przerwa od zdjęć majówkowych ;)
Z prześwietnym podzamczem, klimatycznymi uliczkami i przychylnym do użyczenia swojego wizerunku na potrzeby internetowe dżentelmenelem ;)

untitled-0590-2

untitled-0498

untitled-0511

untitled-0535

untitled-0541

untitled-0546

untitled-0643

Gdzie są kurwy?

untitled-1541 copy copy

Majówka. Wpis drugi.

Idziesz.
Taki wyłączony trochę, beztrosko mrużąc oczy do słońca, przedzierającego się przez soczystą zieleń drzew.
Wypinając brzuch do wiatru, ręce chowając w kieszeni i nie myśląc o, zbliżającym się nieuchronnie, powrocie do rzeczywistości (czyt. koniec śląskomajówkowego biesiadowania).
I nagle bum. Albo jeb! Albo jedno i drugie. To tak jakbyś z zimnej zewnętrzności wchodził do ciepłego środka czegokolwiek – jest takie uderzenie gorąca, które w tym wypadku jest symbolem mojej zwyrolskiej WszechWyobraźni. Najpierw jest budynek rozrządowni czy czegoś – to w tej chwili nie ma absolutnie znaczenia, bo moim oczom ukazuje się zbiornik wodny… Nie byle jaki zbiornik. Basen pełen męskości, miłości, martwych chłopców i martwych dziewczynek, pełen euforii. To z tego basenu wieki temu wyłoniła się, ociekając złociście lśniąco zajebistością, Pramatka wszystkich galerianek, zwana też PraGalerianą i do swych cór wściekłych wykrzyczała władczo (wcześniej wypluwając je z ust, bo nigdy nie połykała) „Idźcie moje córy wściekłe! Idźcie w świat i obciągajcie w imię Miłości!!”. Namaszczając każdą z wielkim pietyzmem, klejącą się do skóry, świętą wodą i na drogę jeszcze w plastikowobłękitne buteleczki wodę świętą nalewała, żeby córy, podczas wędrówki pełnej niebezpieczeństw, piły i obciągały bez końca. W imię Miłości…
No dobra, WszechWyobraźnia poniosła mnie po prostu na wyżyny, ale co ja poradzę?
Zwyrol piotrograficzny nad basenem pełnym prezerwatyw – no to wizja sama się wepchnęła ;) I jeszcze! W wodzie pełno żab … Wyobrażacie sobie? Wszystkie żaby w ludzkiej ciąży i nie wiadomo kto jest ojcem…
Podczas wizualizacji tego, co dzieje się w mojej głowie proponuję rzucić okiem na kilka zdjęć ;)
Katowice. Muchowiec. Stacja nierządu, tfu … rozrządu ;)

Dawniej była to prężnie działająca stacja rozrządowa, posiadająca dwie grupy torów przyjazdowych i jedną grupę torów kierunkowo-odjazdowych. Działała też druga, pomocnicza górka rozrządowa, zaś od strony zachodniej mieściły się lokomotywownia oraz wagonownia

untitled-1549

untitled-1551

untitled-1928

untitled-1923

untitled-1925

untitled-1604

untitled-1568

untitled-1545

1

untitled-1554

untitled-1560

untitled-1564

untitled-1575

untitled-1573

untitled-1595

untitled-1639

untitled-1610

untitled-1611

untitled-1613

untitled-1632

untitled-1630

untitled-1626

untitled-1910

untitled-1631

untitled-1644

untitled-1664

untitled-1656

untitled-1652

untitled-1649

untitled-1692

untitled-1671

untitled-1659

untitled-1658

untitled-1676

untitled-1681

untitled-1694

untitled-1688

untitled-1704

untitled-1706

untitled-1716

untitled-1728

untitled-1730

untitled-1756

untitled-1758

untitled-1776

untitled-1781

untitled-1783

untitled-1846

untitled-1897

untitled-1834

45

46

47

48

untitled-1785

untitled-1874

untitled-1787

untitled-1818

untitled-1805

untitled-1808

untitled-1813

untitled-1821

untitled-1904

untitled-1893

I kiedy już z buziami pełnymi uśmiechu, kartami pamięci pełnymi zdjęć, głodni i spragnieni (z basenu pić nikt nie chciał) kierujemy się, powłócząc nogami, w kierunku wyjścia – przed oczętami rozgrywa się kolejna scenka.
Oto pojawia się przedstawicielka starożytnego rodu PraGaleriany. Krążą legendy, że gdy nastał czas rewolucji zbuntowane galeriany przestały obciągać już tylko w imię Miłości, udusiły PraGalerianę wpychając jej do przełyku prawie wszystkie nylony basenowe pełne lepkiej miłości i nastał czas obciągania w imię dóbr materialnych, osobistych, pieniężnopieniężnych i innych. Tak więc przedstawicielka starożytnego rodu jest po ewolucji – to ssak leśny, dar przyleśny, przydrożny słonecznik, stacjonarna światłość wiekuista – jedzie upchnięta na przednim siedzeniu białego powozu, z wysoko podniesioną głową (w ten sposób sugerując swoje pragalerianowe korzenie) i lewą rękę ma pełną miłości, za którą potem dostanie środki płatnicze, które z kolei będzie mogła wymienić między innymi na produkty, skrzętnie kolekcjonowane w tym historycznym basenie.

Uśmiechamy się. Czytała Krystyna Czubówna.

No gdzie wy jesteście?

untitled-1263

No właśnie gdzie?
Trójmiejska Grupa Eksploracyjna poszalała w tegoroczną, minioną już, majówkę.
Część odpoczywała po mazursku, wyeksplorowawszy przy okazji opuszczony tartak. Inni zostali na pomorzu i eksplorowali tuż za miedzą.
Nasza czwórka zapakowała się do zielonego Jeepa grupowego kolegi i ruszyła podbijać silesię, gdzie mieszkałem lat trzynaście.
Więc jesteśmy w Krainie Absolutnie Szczęśliwego Dzieciństwa.
Gdzie zimą, wracając po lekcjach, specjalnie brodziłem po kolana w śniegu, bo wtedy Szanowna Mama Prywatnie-Osobista robiła taką zajebistą, malinową herbatę na rozgrzanie. Gdzie w naiwności poznawania rzeczy zakazanych (czyt. zapałkiiiii) i chęci zrobienia pierwszego w życiu ogniska, spaliłem drzewo w pobliskim parku i też prawie pół rzeczonego parku. Gdzie z blond pyskatą koleżanką (pozdrawiam :*) spotykałem się nad magicznym źródełkiem i pisaliśmy swoje pierwsze „książki”, które oczywiście musiały być opatrzone ilustracjami własnej roboty ;) Gdzie długie, szkolne przerwy zaczynało się pędem do przyszkolnego placu zabaw, żeby zjechać parę razu z pseudowyciągu z oponą imitującą siedzenie. Gdzie w niezrozumieniu pojęcia „kot zawsze spada na cztery łapy” wyrzucałem te biedne zwierzątka z okna pięciopiętrowej kamienicy, żeby sprawdzić (żadne zwierzęcie nie ucierpiało ;))

Eh … tego tyle jest i tak bardzo ryj mi się uśmiecha na samo wspomnienie…
No więc Zabrze, dzielnica Mikulczyce, województwo śląskie, kraina dzieciństwa – najpiękniejszego okresu w moim życiu, tak myślę :)
Nie muszę chyba mówić, jak bardzo cały środek mój piszczał na widok tych miejsc? ;)

untitled-1210

untitled-1211

untitled-1212

untitled-1214

untitled-1252

untitled-1258

untitled-1215

untitled-1216

untitled-1219

untitled-1220

untitled-1224

untitled-1245

untitled-1247

untitled-1248

untitled-1251

untitled-1275

untitled-1264

untitled-1267

untitled-1271

untitled-1272

untitled-1273

untitled-1290

untitled-1285

untitled-1284

untitled-1283

untitled-1282

untitled-1279

untitled-1344

untitled-1346

untitled-1354

untitled-1351

untitled-1341

Hałdy mikulczyckie pamiętam jako porośnięte trawą i inną faunoflorową warstwą. Na grzyby tam się kiedyś chodziło. I nawet, jakby dobrze spojrzeniem zarzucić, to w oddali majaczyły sylwetki bliżej nieokreślonych gór. W chwili obecnej hałdę likwidują/rozbierają. Pozostał tylko zapach siarki (?) – zdecydowanie nieodłączony element mojego dzieciństwa – więc stałem tak sobie i chłonąłem całym sobą ten zapach, ba, mógłbym nawet do słoika pozbierać trochę i ćpuńsko wąchać po kątach ;) ale w oddali dało się dojrzeć, czarno ubranego, Pana Pilnującego z towarzyszką usadowioną na plastikowym krześle, która, najwyraźniej po uświadomieniu sobie, że przecież możemy być z jakiś gazety (wyczytałem, że jest jakaś afera pomiędzy firmą likwidującą, a mieszkańcami) skrzętnie skrywała twarz za dłonią (jakbym rzeczywiście szerokim kątem był w stanie sfotografować jej facjatę ;P). Zapewne pilnowali maszyn burzącolikwidujących, bo hałdy raczej nikt nie ukradnie ;)

untitled-1336

untitled-1301

untitled-1317

To był dzień pierwszy.
Po sześciu godzinach podróży i moim sentymentalnym szlajańsku po starej dzielnicy padaliśmy na twarzoczaszki sposobem wręcz nieprzyzwoitym – trzeba było wracać do naszego katowickiego hostelu. Swoją drogą trochę współczuję swoim współpodróżnikom – bo prawie spazmów dostawałem na widok znajomych przestrzeni i oni biedni musieli słuchać trajkotania pt. „A tutaj to, tutaj tamto, tu robiłem to, blablaba” ;)
Jeszcze się trafił szybki, nocny spacer fotograficzny po Katowicach …

untitled-2554

untitled-2413

untitled-2432

untitled-2501

untitled-2474

untitled-2521

untitled-2508

untitled-2548

untitled-2391

W drugim dniu majówki przyszedł wreszcie czas na obowiązki ;)
Pod katowicką kopalnią węgla kamiennego „Kleofas” docieramy bardzo modnie spóźnieni. Ktoś zaszalał na stronie o opuszczonych miejscach pisząc, że miejsce nadal aktywne – tak naprawdę to już praktycznie nie istnieje. Został szkielet szybu, jakiegoś łącznika między budynkami, budynek biurowy i tony gruzu wokół. I dziadkowie pilnujący, których szumnie ktoś, gdzieś nazwał specjalistycznie uzbrojoną formacją ochronną – ten z wąsem, uzbrojony w specjalistycznego owczarka niemieckiego ;), najodważniejszy chyba, na nasze głośne „dzień dobry” wymamrotał dwa razy „opuścić teren, opuścić teren…”. No więc opuszczamy niespiesznie, spacerkiem uskuteczniając nasze nieporozumienie w oczach, że „jakim cudem my tu trafiliśmy?” i, że „którędy to się wychodziło?”, żeby pod czujnym okiem Najgrubszego Pilnującego (który okiem patrzył z daleka) złapać jeszcze parę kadrów.

untitled-1385

untitled-1387

untitled-1392

untitled-1397

untitled-1406

untitled-1421

untitled-1429

untitled-1439

untitled-1449

untitled-1455

untitled-1456

untitled-1459

untitled-1461

untitled-1472

untitled-1484

Nie da się ukryć, że pogoda dopisała niesamowicie.
Jak i rozmachoprzepych (kocham te swoje dziwactwa „nowomowowe”) miejsc, które jeszcze odwiedziliśmy, a o których następnym razem.
I na koniec jeszcze piotrograficzny Piotrowski, ustrzelony przez kornatkowiczankę

DSC_0698

DSC_0790

Szybkie,Nocne i Bałuty

untitled-3907

Sobota wieczór. Łódź, Bałuty. Oj szybciutki spacerek…
Tuż po wyjściu z hostelu na ulicy Rybnej usłyszeliśmy przeciągle-dresowe „kurwa!Kto to?!” skierowane w naszą stronę, więc wieczór mógł być cudny absolutnie.
Potem jakoś stało się, że kobiecina z twarzą przesiąkniętą odcieniem bordo przechodząc obok wypierdoliła się soczyście („Bo tak szłam, zagapiłam się jak cipa i się wzięłam przewróciłam. Macie papierosa?”).
Potem trójka lokalesów rzuciła się na kolegównę Kaziutę, z czego jeden nalegał na wspólne zdjęcie z rzeczoną kolegówną (miał eleganski sweterek).
Następnie przypałętał się kolejny Kaziutowy Amant (z pochodzenia jak dobrze pamiętam grek) i spod jego bujnego wąsa wypluwały się ślinowo (prócz słów, którymi coś tam opowiadał) zapachy alkoholi przeróżnych, wysokoprocentowych.
Dalej jakiś Jego Mość mocno bujający się między brzegami chodnika, tłumaczył swemu psu „Jak Ty kurwo, nie umisz iść prosto, to ja cię nauczę …”.
W kolejnej bramie grupa lokalesów, spożywająca zapewne z okazji sobotniego wieczoru herbatę, z wyrazem pożądania w oczach patrzyła na nasze aparaty (przyspieszamy kroku!).
Były też jednookie koty w oknach – chyba jedyne trzeźwe stworzenia, które spotkaliśmy tego wieczoru.

untitled-3874

Łódź, piękna Łódź. Piękne bramy, piękne światła, piękne wszystko!

untitled-3789

untitled-3761

untitled-3919

untitled-3784

„Chodź do bramy, pogadamy!” ;)

untitled-3800

untitled-3817

untitled-3818

untitled-3820

untitled-3823

untitled-3829

untitled-3834

untitled-3837

untitled-3869

untitled-3892

untitled-3901

untitled-3921

I coś dla smakoszy słodkości absurdalnych – zdjęcia amatorskie w ciągu godziny.
Znaczy modelowi wydaje się, że pozuje. Fotografowi wydaje się, że robi zdjęcia.
A płacić mogłaby Gruba Pani Urszula z siódmego piętra, czy ktokolwiek.
Ot, taki tam smaczek – wielbię takowe.

untitled-3897

A Łodzi tutaj jeszcze trochę będzie w przyszłości!

3GE na podbój więzienia w Łęczycy

untitled-4260 copy

Tuż po Łodzi, do której wrócę. Z fantastycznymi ludźmi w fantastycznym miejscu.
O samym więzieniu można przeczytać:

„Zakład karny mieści się w dawnym klasztorze Ojców Dominikanów, który został wzniesiony pod koniec XIII wieku. Na przestrzeni lat był on wielokrotnie niszczony i przebudowywany. Budowla spłonęła w XVII wieku, a nowa wzniesiona od strony północnej wykorzystywała jako ścianę wschodnią miejskie fortyfikacje. Klasztor i kościół otoczono murami obronnymi, do których dobudowano obecną bryłę budynku. W 1799 roku obiekt został zamieniony przez władze pruskie w zakład karny i w tej formie funkcjonował przez ponad 200 lat. Dziś, po 6 latach od opuszczenia murów przez ostatniego więźnia, to już jedynie puste cele i ściany, które mogłyby opowiedzieć wiele dramatycznych i mrożących krew w żyłach historii.

Zakład w Łęczycy był uznawany za jedną z najcięższych placówek w Polsce – było to więzienie o najtwardszym rygorze w całym kraju. W dawnych dominikańskich murach przetrzymywani byli m.in. internowani w stanie wojennym działacze „Solidarności”, m.in. Władysław Frasyniuk. Pod koniec XIX wieku wyrok za długi karciane odsiadywał tu także mąż Marii Konopnickiej. Po 6 latach od zamknięcia obiektu można tu zobaczyć jedynie puste i obdrapane mury. Jedynym umeblowanym pomieszczeniem jest mała cela, która oddaje jak trudne warunki panowały w zakładzie karnym. Można tu zobaczyć jedynie prycze przykryte siennikami i toaletę. W 1961 roku kompleks został wpisany do rejestru zabytków województwa łódzkiego i jest własnością Skarbu Państwa, który wielokrotnie wystawiał go na sprzedaż. Po trzech przetargach (ostatni 17.12.2013 roku) wciąż nie udało się znaleźć potencjalnego inwestora. ”

Osobiście z dziką chęcią zostałbym inwestorem, zakupił to mroczne cudo i uczynił tam sobie pustelnię, w której uskuteczniałbym swoje wizje fotograficzne – jednakże w chwili obecnej nie posiadam luźnego 1.600 mln zł ;) więc zmuszony jestem (tuż po cudnej wizycie) podziwiać piękno tego miejsca na zrobionych zdjęciach. Enyoj!

untitled-4124

untitled-4129

untitled-4130

untitled-4143

untitled-4136

untitled-4144

untitled-4478

untitled-4479

untitled-4160

untitled-4163

untitled-4164

untitled-4158

untitled-4168

untitled-4207

untitled-4169

untitled-4170

untitled-4171

untitled-4203

untitled-4187

untitled-4411 copy

untitled-4311 copy

untitled-4315 copy

untitled-4344 copy

untitled-4346 copy

untitled-4188

untitled-4349

untitled-4351

untitled-4352

untitled-4362

untitled-4363

untitled-4368

untitled-4369

untitled-4376

untitled-4380

untitled-4386

untitled-4388

untitled-4402

untitled-4414

untitled-4422

untitled-4426

untitled-4434

untitled-4444

untitled-4450

untitled-4455

untitled-4456

untitled-4468

untitled-4232

untitled-4233

untitled-4236

untitled-4238

untitled-4242

untitled-4248

untitled-4249

untitled-4274

untitled-4285

untitled-4292

untitled-4294

untitled-4302

untitled-4305

untitled-4307

untitled-4313

untitled-4317

untitled-4318

untitled-4319

untitled-4322

untitled-4324

untitled-4331

untitled-4531

untitled-4535

untitled-4484

untitled-4489

untitled-4508

untitled-4511

untitled-4512

untitled-4513

untitled-4514

untitled-4515

untitled-4518

untitled-4521

untitled-4546

untitled-4558

Sobotnie szwendanie …

untitled-2229

untitled-2233

untitled-2234

untitled-2419

untitled-2243

untitled-2245

Jakby gdzieś zupełnie na zapleczu życia, siedzi człowiek.
Siedzi upieprzony ciszą, ciszą upieprzoną milczeniem, milczeniem rozkładającym nogi.
Siedzi i mu się wydaje. Wydaje Mu się wszystko – czarne kruki jutra wyplątują się z włosów powoli, boleśnie. Oddech. Potem ręce też milczą, w kieszeni ułożone w znak krzyża tylko po to, żeby zaprzeczyć istnieniu istnienia. Jednym ruchem w powietrzu. Brzegiem wyobraźni, albo chociaż parę kroków dalej.
Potem czarne ptaki rozdziobują serce puszczone nitkami skóry z łupiny żeber- każdy ma swoją pomarańczę bólu, powiesz.
Potem czarne ptaki nie mają skrzydeł. Nie mają oczu. Nie umierają. Nie.

Latanie.
Dwa kaptury na rozczochranym łbie, węglowodany owinięte papierkiem i żołądkowa gorzka.
Czasami łapy w kieszeń. Słuchawki na uszach. I papierosy.
Sobota chłodna, wietrzna.
Mijam buty – dużo butów w lesie, jakby ludziom już nie chciało się iść dalej i zaznaczali zostawiając te buty właśnie, że zaszli tak daleko. Bez butów raźniej wracać chyba.
Bliżej natury, mniej śladów i nie następuję „brukańsko-okrutne” Matki Ziemi, która potem mści się brakiem śniegu zimą na przykład.
Więc idziemy. Idziemy milcząc i słuchając całej tej wiejskiej ciszy, słuchając i mijając kilka Jezusów uwieszonych na krzyżach na skrzyżowaniach dróg leśno-polnych.
Zimno Jezusom – mocno wieje.
Szkoda, że takie miejsca cichną …
Że skurwiali nowobogaccy mieszkający w chateńkach z kurewskozieloną elewacją (ślepy by zauważył) oszczędzają na Saniporach i innych wywożących śmieci i wywalają co popadnie w te miejsca właśnie.
Tyle historii, tajemnicy, potencjału, drzew i możliwości wyciszenia się.
Na zielonopodobnej wersalce przy wejściu na włościa po prostu siedzę i chłonę całym sobą ten spokój wokół.

untitled-2406 copy

untitled-2403

untitled-2399

untitled-2397

untitled-2398

untitled-2378

untitled-2400

untitled-2389

untitled-2388

untitled-2379

untitled-2377

untitled-2367

untitled-2336

untitled-2338

untitled-2339

untitled-2341

untitled-2342

untitled-2350

untitled-2355

untitled-2358

untitled-2363

untitled-2365

untitled-2328

untitled-2326

untitled-2301

untitled-2334 copy

I temat bezdomności. Niezwykle mi bliski.
Odkryte w pobliżu starego, gdyńskiego Polifarbu. Następnym razem, oczywiście.

untitled-2509

Konsumpcjonizm?

4 copy

3 copy

7a copy

9 copy

13 copy

untitled-0608 copy

untitled-0443 copy

Są bezsensowne potrzeby.
Potrzeby picia, jedzenie, kupowania, wyrzucania, zbierania, chlania, żarcia, nabywania, kolekcjonowania i wszystkich pochodnych układających się koślawo na witrynach sklepowych. W tym wszystkim jest człowiek – bardzo ważny kawałek całości.

Więc pełzam po mieście, uprzednio wypijając pseudokawę w papierowym kubku (przez co sam jestem ofiarą konsumpcjonizmu), pełzam i wpycham aparat w każdy napotkany śmietniczek, żeby odnaleźć tę konsumpcję, tę nadproduktywność i inne. Pokaż mi swoje śmieci, a powiem Ci jakim człowiekiem jesteś? Nie wiem.
Temat otwarty i niedający mi spokoju, więc będę męczył intensywnie przez najbliższy czas.

Wizyta w szpitalu

untitled-7515

untitled-7723

Dawno nie byłem w takim budynku – w takim gdzie moja wyobraźnia wybuchłaby niepowstrzymanie i gdzie w każdym odwiedzonym pokoju widziałbym historię człowieka. Rozumiesz?
Siostra Krystyna siedzi w okienku, siedzi przyodziana w biały fartuch i kremową spinkę na głowie poprawia pomarszczonymi dłoniami. Poprawia tak, żeby długie włosy siwizną oszronione nie wpadały do kubka świeżo zaparzonej kawy. Kubek przyniosła prywatnie, bo w szklankach pić kawy nie lubi. Z resztą ja też.
No więc Krystyna ma dziś taki lejzi dej – wyciąga panoramiczne i nakurwia niebieskim długopisem w te krateczki malutkie, zgadując te hasła skomplikowane i w między czasie zastanawiając się, czy jej zmienniczka przyjdzie na czas do pracy. Bo trzeba karty pacjentów uzupełnić czy coś jeszcze. I wargę przygryza.
Korytarzem przechadzają się leniwe staruszki z numerkami do lekarza od rejestracji i z fioletowymi płukankami na włosach – jedna ma dziś kontrolę u pana doktora i założyła nową bieliznę, żeby wstydu nie było. Druga kurczowo trzyma się przyściennej poręczy, bo dosyć ciężko idzie się jej w nowych butach, które obcierają. Trzecia jest otępiała, bezkrytyczna co do swojego stanu pomroczności jasnociemnej i przyszła ze skierowaniem wykąpać się w terapeutycznym basenie, który w latach swojej świetności mieścił całe stada takich staruszek, jak ona …
Niesie mnie wyobraźnia, oj niesie ;)

untitled-7504

untitled-7507

untitled-7528

untitled-7531

untitled-7856

untitled-7537

untitled-7519

untitled-7524

untitled-7869

untitled-7872

untitled-7541

untitled-7548

untitled-7542

untitled-7545

untitled-7557

untitled-7563

untitled-7564

untitled-7566

untitled-7567

untitled-7568

untitled-7574

untitled-7585

untitled-7587

untitled-7589

untitled-7592

untitled-7593

untitled-7595

untitled-7600

untitled-7601

untitled-7612

untitled-7614

untitled-7616

untitled-7625

untitled-7628

untitled-7629

untitled-7631

untitled-7640

untitled-7643

untitled-7648

untitled-7652

untitled-7658

untitled-7659

untitled-7660

untitled-7661

untitled-7663

untitled-7671

untitled-7672

untitled-7677

untitled-7682

untitled-7692

untitled-7694

untitled-7696

untitled-7699

untitled-7702

untitled-7708

untitled-7709

untitled-7711

untitled-7712

untitled-7718

untitled-7721

untitled-7724

untitled-7727

untitled-7750

untitled-7754

untitled-7760

untitled-7764

untitled-7794

untitled-7795

untitled-7810

untitled-7815

untitled-7821

untitled-7825

untitled-7827

untitled-7829

untitled-7832

untitled-7836

untitled-7877

untitled-7880

untitled-7883

untitled-7890

untitled-7910

W środku absolutny wypas – z koleżanką Suską, zwaną też od biedy Grażyną lub Bożeną, przechodzimy chwile kryzysowe kiedy drzwi nam się same zamykają, albo zza rogu wyskakuje niespodziewanie kot. Wspomnieć muszę, że wejście do szpitala łatwe nie jest -po bliskim spotkaniu z pewną blachą cierpią nasze genitalia ;) Ja na owej blasze stłukłem kilka jajek, a koleżanka Suska, już nigdy nie wysika się sama ;) :D
Dużo zdjęć, ale co ja sobie będę żałował? Enyoj!

untitled-7517

Chorągiew Wejhera w Kąpinie

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (44)

Że niby Kozak Fotograf!
W minioną niedzielę odziany zostałem w żupan i z tzw. kołpakiem na łbie pozowałem przed obozowiskiem kozackim do zdjęcia. Mam też fotę jak Mongoł gardło mi podcina, ale z racji tego, że zbyt radosny na focie jestem w zaistniałej morderczej sytuacji to lepiej, żeby zdjęcie nie ujrzało światła dziennego ;)
Cała impreza z okazji Dni Wejherowa.
A, że ja wielbię akcje z wszelkimi przebieranymi inscenizacjami…

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (104)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (32)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (31)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (23)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (24)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (26)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (25)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (27)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (28)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (29)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (30)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (33)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (42)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (41)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (40)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (39)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (38)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (37)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (36)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (35)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (34)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (43)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (58)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (57)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (56)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (55)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (54)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (53)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (52)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (51)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (50)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (49)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (48)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (47)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (46)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (45)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (61)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (60)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (59)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (72)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (71)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (70)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (69)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (68)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (67)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (66)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (65)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (64)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (63)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (62)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (74)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (73)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (80)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (79)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (78)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (77)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (76)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (75)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (85)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (84)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (83)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (82)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (87)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (86)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (88)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (91)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (90)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (89)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (100)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (17)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (97)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (21)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (94)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (98)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (96)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (95)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (99)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (103)

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (102)

Absolutnie fantastyczni ludzie z pasją :)
Nie mam wpływu na wszystko, ale najchętniej powybijałbym wszystkich kierowców parkujących swoje mechaniczne konie w pobliżu obozu. Niestety – nie obyło się bez psujących klimat zaparkowanych samochodów w tle, stojących kibli turystycznych i innych nie wpasowujących się w klimat rzeczy.
Na szczęście Bohun i jego białogłowa zabrali mnie na swoje ziemie potem, gdzie mogliśmy poszaleć trochę fotograficznie …

ZbigniewPiotrPiotrowski-dniWejherowa (93)

Ale o tym następnym razem ;)

Gęś, Garczegorze, Cecenowo, Smołdziński Las i Wydma Czołpińska

untitled-1747

untitled-1999

untitled-2036

untitled-2047

untitled-2099

untitled-2101

untitled-1977

untitled-2138

W przerwach między zaliczeniem semestru, lubowaniu się w gumie dwuchromianowej wiedeńskiej (absolutnie polecam pędzlowe mazianie się w kuwecie przy tej technice szlachetnej), zdjęciami martwej natury na pracownie inscenizacji (którą obrałem sobie za zaliczenie), odsypianiem wszystkich niedospanych nocy i innych bardzo ważnych pochodnych – udaje mi się wyskoczyć z przyjaciółmi na jeden dzień do Słupska.
To znaczy PRAWIE do Słupska, bo ostatecznie stało się tak jakoś, że do tego miasta nie dojechaliśmy – mało czasu zostało na owe dotarcie po wizytach, w spontanicznie wyłowionych w trakcie jazdy samochodem miejscach opuszczonych.

untitled-1726

untitled-1722

untitled-1735

Sporo zdjęć będzie :)
Na początek pałac i zabudowania gospodarcze w Cecenowie.
Od napotkanej, uroczej pary staruszków dowiedzieliśmy się, że pałac podobno ktoś zakupił i jest w środku remontowany. To nam nie przeszkodziło w obfotografowaniu miejsce chociaż z zewnątrz, po za tym gospodarcze stały otworem :)

(UWAGA! Będzie trochę analogowo ! ;) )

smoldzinski_las009

smoldzinski_las007

smoldzinski_las033

Po udokumentowaniu Domu Latarników w Smołdzińskim Lesie jakimś cudem dotarliśmy pod pobliską latarnię morską, potem przez las nad morze i podziwiać wszystkie zaśnieżone wydmy :) I tak z jakieś piętnaście kilometrów pieszo, śliniąc się i dysząc, czołgając i brodząc po kolana w leśnych bagnach. Cudownie było :)
Cholernie lubię takie wnętrza, jak te poniżej !

untitled-1939

untitled-1926

untitled-1930

To był niesamowicie długi dzień (jakaś miniona już sobota).
Osobiście powoli ogarniam się i ukierunkowuję na szybkie nadrobienie zaległości fotograficznych – wszystkich modeli i modelki bardzo proszę o cierpliwość – a nie będziecie żałować ;) :) :) :)
Ściskam podglądaczy !!!

Gdańskie Kompilacje …

Wczorajsza sobota.
Jakże to straszne, że w dni wolne od pracy włącza mi się tryb starszego pana – godzina szósta rano, oczy robią się już wyłupiaste z wyspania i gapi się człowiek w sufit jakoś tak beznamiętnie. Potem pije dwie kawy pod rząd, pali kilka papierosów i tworzy plan dnia :)
Po strasznie długich konsultacjach telefonicznych z kolegą Kamilem uznajemy, że fotograficznie szlajanie się po Sopocie będzie w sam raz – niestety kolega Kamil dosyć spontanicznie zakaszlał, zasmarkał i z drgawkami cielesno-chorobowymi poszedł do domu spożywać tabletki przeciwgrypowe. A ja jakimś cudem i w tajemniczych okolicznościach trafiłem do samochodu koleżanki Kaziuty, gdzie jej niespełna trzyletni synek w foteliku samochodowym puszczał niewyobrażalnie śmierdzące bąki :):):)

Dzień fantastyczny – lubię spotykać takich ludzi jak na zdjęciach poniżej …

I jeszcze zapraszam na wernisaż :)

Ćwiczenia na poligonie …

Krótki reportaż z poligonu wojskowego w Ustce.
Chyba nie do końca udany, ale jak na kilka krótkich godzin, które tam spędziłem myślę, że wyszło całkiem przyzwoicie.
Podstawowa zasada pasażerowania w PTSM – podczas jazdy po górach i dolinach terenu czołgowego najlepiej trzymać się czegoś stabilnego, bo inaczej człowiek lata bezwładnie na wszystkie strony i najbezpieczniej też nie robić zdjęć, bo i aparat też lata gdzie popadnie ;)
Nie wszystkie zdjęcia mogłem udostępnić ;)
Miłego oglądania! Pozdrawiam!

Życie

(…)Jestem jak rozdeptany ptak, w agonii rozczesujący dziobem skrzydła, podziwiający ich wietrzną konstrukcję (…)
Halina Poświatowska

Oksywie

Z traktora wybiega roześmiany jegomość i biegnąc po swoim polu ziemniaków (w moją stronę biegnąc, rzecz jasna) krzyczy „jak wyszło?!”.
„No wyszło, o tak ..” i wyciągając przed siebie ramię pozwalam zajrzeć w wyświetlacz aparatu.
Następuję krótka wymiana zdań na temat cen ziemniaków, suchości gleby i wszystkich kurestwach rozciągających się w niedogodności ogólne. Dostaje maila do żony jegomościa, ponieważ jegomość nie pamięta swojego. I po wysłaniu owych zdjęć uświadamiam sobie, że znowu nie zapytałem o imię. Niekulturalna świnia jestem.

Babcie Kociakowe

Kocie Babcie.
„Pan te młode porobi, ładne są .. ”

Istotnie.
Rok temu zasiedziałem się na śmietniku kilka godzin fotografując kocie brzdące, które do dziś już spotężniały.
Pojawiło się nowe pokolenie, bardziej strachliwe i nieufne – wszak stoi jakiś debil z czarną puszką przy oku i „kici kici” wypluwa z ust pocąc się przy tym jak maniakalny morderca czworonogów śmietnikowych :)

Szarości

I wszystko mi pachnie na zasadzie bezzasadności.Szarości…
Teatralny Proces, tysiące kubeczków kawy i piątkowy pociąg bezprzedziałowy.
Mimowolne poszukiwania przypadkowości w ludziach, zmarszczek na twarzy i ciasnych kadrów ułożonych w czerwone cegły, poniszczone deski i inne. Ślamazarność poranków, romantyczne filmy i pudełko lodów na śniadanie. Muzyka. Popołudniowe spacery nad skute w lód morze i historia wielkich oczu.
Torby pełne kwiatów i przestrzenie, palce uwieszone na tylnich kieszeniach – kiedy świeci słońce w powietrzu czuć wiosnę. Parapetowe koty i różne inne.