Fotograf w Gdyni – jaskinia Goryla

 

1966 rok. Redłowskim lasem o poranku spacerowała Halina. Halina była raczej chłopięcej urody, miała wypieki na kościstych policzkach, bezkształtną trwałą na głowie i modną, trapezową spódnicę w paski w odcieniach szarości wspomnianego już poranka. Szlajała się Halina spacerowo, zbierając gałązki i procesem oddychania wpychając w płuca jod, tak potrzebny jej organizmowi. Gdyż Halina chorowała na tarczycę. Halina nie miała pojęcia, że w oddali, zza drzewa obserwuje ją Przestępca o pseudonimie Goryl, który zamierzał swoim urokiem osobistym i siłą zaciągnąć ją do jaskini wmawiając jej, że urodziły się kotki i ona musi je wszystkie obejrzeć. Kotków oczywiście nie będzie, biedna Halina zostanie w jaskini zgwałcona oraz pozbawiona życia w bestialski sposób. I już nawet patyczków nie będzie więcej zbierała w lesie położonym tuż nad redłowską plażą… A Goryl, tuż po pozbyciu się w bliżej nieokreślony sposób halinowego ciała, nadal będzie wabił do owej jaskini te wszystkie biedne dziewczęta…

W internetach można znaleźć wzmiainki, że jakieś 50 lat temu przestępca o pseudonimie Goryl wabił do owej jaskini kobiety, mordował, gwałcił, mordował w absolutnie bliżej nieokreślonych i różnych kolejnościach. Stąd nazwa odwiedzonego przeze mnie ładnych parę miesięcy temu miejsca – Jaskinia Goryla. Nie wiele osób zdaje sobie sprawę z istnienia takiej jaskini w Gdyni…

Zbigniew Piotr Piotrowski PIOTROGRAFIA fotograf w Gdyni JASKINIA GORYLA
Zbigniew Piotr Piotrowski PIOTROGRAFIA fotograf w Gdyni JASKINIA GORYLA – wejście

Jaskinia Goryla to jedyne takie miejsce w Polsce, nie ma takiej drugiej – znajduje się 13 metrów nad poziomem morza i powstała w mułkach i iłach. Zimą zazwyczaj zamieszkiwana przez nietoperze.

Wybierając się do środka warto zadbać o odzież, którą z radością pobrudzimy całym spotkanym syfem po drodze i jakiś worek foliowy, który zabezpieczy nam torbę z aparatem i sam aparat – do środka wchodzimy czołgając się krótkim tunelem  do pierwszej komnaty- potem węższym do głównej (tak można ją nazwać). Mnóstwo kurzu i unoszącego się miału  –  naprawdę warto zadbać o sprzęt  fotograficzny. Impreza raczej nie polecana klaustrofobikom.

Zbigniew Piotr Piotrowski PIOTROGRAFIA fotograf w Gdyni JASKINIA GORYLA
Zbigniew Piotr Piotrowski PIOTROGRAFIA fotograf w Gdyni JASKINIA GORYLA
Zbigniew Piotr Piotrowski PIOTROGRAFIA fotograf w Gdyni JASKINIA GORYLA
Zbigniew Piotr Piotrowski PIOTROGRAFIA fotograf w Gdyni JASKINIA GORYLA
Zbigniew Piotr Piotrowski PIOTROGRAFIA fotograf w Gdyni JASKINIA GORYLA
Zbigniew Piotr Piotrowski PIOTROGRAFIA fotograf w Gdyni JASKINIA GORYLA
Zbigniew Piotr Piotrowski PIOTROGRAFIA fotograf w Gdyni JASKINIA GORYLA
Zbigniew Piotr Piotrowski PIOTROGRAFIA fotograf w Gdyni JASKINIA GORYLA
Zbigniew Piotr Piotrowski PIOTROGRAFIA fotograf w Gdyni JASKINIA GORYLA
Zbigniew Piotr Piotrowski PIOTROGRAFIA fotograf w Gdyni JASKINIA GORYLA

 

Fotograf w Gdyni – Camera Obscura w Orłowie – co to jest i jak zacząć?


Camera obscura – po przetłumaczeniu z łaciny otrzymamy wdzięczną „ciemną komnatę„, która w pierwszej chwili wydaje się nie wiele mieć wspólnego z fotografią. Ale nic bardziej mylnego. Ciotka Wikipedia dodaje, że camera obscura była swoistego rodzaju pierwowzorem aparatu fotograficznego. Nie sposób się z tym nie zgodzić – tym bardziej, że dalej nazywane jest też ciemnią optyczną czy kamerą otworkową i te dwie nazwy już jakoś bardziej działają na naszą fotograficzną wyobraźnię…

W wersji bardziej tradycyjnej do zbudowania takiej camery obscury potrzebowałbym pudełka (chociażby po butach) poczernionego w środku (przy pomocy spray’u), igłę (która posłuży mi do zrobienia mikroskopijnego otworu, który służył będzie pudełku jako obiektyw) i papier fotograficzny, który umieszczę w pudełku. Naświetlam papier w środku i lecę do ciemni fotograficznej poddać owy papier procesowi wywołania – umówmy się, to napisane bardzo ogólnie i trochę spłycające poszczególne procesy.

Ale skupmy się na wersji nowoczesnej camery obscury, bo taka też istnieje, ma się całkiem świetnie i efekty też są zadowalające. Potrzebuję aparatu fotograficznego-lustrzanki, wieczko po jogurcie/śmietanie, igłę, taśmę izolacyjną. Co zrobić? Ściągam obiektyw, przykładam do aparatu wieczko po jogurcie, w którym wcześniej zrobiłem igłą dziurkę i przyklejam taśmą w taki sposób, żeby światło nie mogło dostać się do aparatu poboczem mojego wieczka. Całość powinna wyglądać mniej więcej tak:

Aparat na statyw – program manualny (gdyż aparat bez wkręconego obiektywu nie będzie chciał pracować na innych programach), mały otwór przysłony oraz czas otwarcia migawki uzależnione od warunków pogodowych i działamy! Trzeba liczyć się z tym, że każdy paproch, który bezczelnie zamieszkał na matrycy naszego aparatu i który jest niewidoczny zazwyczaj na zdjęciach cyfrowych powstałych przy tradycyjnym obiektywie – teraz będzie obecny na zdjęciu ze zdwojoną intensywnością. Mi poniższy efekt brudu i syfu na zdjęciach bardzo odpowiadał, ale oczywiście można poświęcić parę godzin na żmudne usuwania w programie graficznym ?

Pozostając w strefie eksperymentów fotograficznych warto zrobić w wieczku więcej, niż jedną dziurkę…