Fotograf w Gdyni – plaża na Babich Dołach

Fotograf w Gdyni – plaża na Babich Dołach.

Są jeszcze w Gdyni takie miejsca, na szczęście dla mnie, mojego aparatu i ckliwości nad wszystkim co nadgryzione zębem czasu, nie dotknięte unijnymi dotacjami, rewitalizacjami i cholera wie czym jeszcze. Co prawda absolutnie nie mam nic przeciw, że moje miasto intensywnie się rozwija i inwestuje, jednakże mam nadzieję, że plaża w dzielnicy Babie Doły długo pozostanie w tym fotogenicznym stanie, jaki miałem okazję fotografować parę dni temu. Podniszczone słoną wodą i sztormowymi wiatrami drewniane pozostałości wystające z wody to dla mnie nierozerwalny element krajobrazu tej plaży, tak samo jak torpedownia Hexengrund – i choć po internetach krążą legendy już o pomysłach na adaptację tego cudu to jednak mam nadzieję, że fotogeniczność tego miejsca nie zostanie zbeszczeszczona…Głodnych wiedzy na temat torpedowni odsyłam tutaj…, a potem na kilka zdjęć popełnionych pewnego niesamowicie gorącego, czerwcowego dnia…





Fotograf w Gdyni – jaskinia Goryla

 

1966 rok. Redłowskim lasem o poranku spacerowała Halina. Halina była raczej chłopięcej urody, miała wypieki na kościstych policzkach, bezkształtną trwałą na głowie i modną, trapezową spódnicę w paski w odcieniach szarości wspomnianego już poranka. Szlajała się Halina spacerowo, zbierając gałązki i procesem oddychania wpychając w płuca jod, tak potrzebny jej organizmowi. Gdyż Halina chorowała na tarczycę. Halina nie miała pojęcia, że w oddali, zza drzewa obserwuje ją Przestępca o pseudonimie Goryl, który zamierzał swoim urokiem osobistym i siłą zaciągnąć ją do jaskini wmawiając jej, że urodziły się kotki i ona musi je wszystkie obejrzeć. Kotków oczywiście nie będzie, biedna Halina zostanie w jaskini zgwałcona oraz pozbawiona życia w bestialski sposób. I już nawet patyczków nie będzie więcej zbierała w lesie położonym tuż nad redłowską plażą… A Goryl, tuż po pozbyciu się w bliżej nieokreślony sposób halinowego ciała, nadal będzie wabił do owej jaskini te wszystkie biedne dziewczęta…

W internetach można znaleźć wzmiainki, że jakieś 50 lat temu przestępca o pseudonimie Goryl wabił do owej jaskini kobiety, mordował, gwałcił, mordował w absolutnie bliżej nieokreślonych i różnych kolejnościach. Stąd nazwa odwiedzonego przeze mnie ładnych parę miesięcy temu miejsca – Jaskinia Goryla. Nie wiele osób zdaje sobie sprawę z istnienia takiej jaskini w Gdyni…

Zbigniew Piotr Piotrowski PIOTROGRAFIA fotograf w Gdyni JASKINIA GORYLA
Zbigniew Piotr Piotrowski PIOTROGRAFIA fotograf w Gdyni JASKINIA GORYLA – wejście

Jaskinia Goryla to jedyne takie miejsce w Polsce, nie ma takiej drugiej – znajduje się 13 metrów nad poziomem morza i powstała w mułkach i iłach. Zimą zazwyczaj zamieszkiwana przez nietoperze.

Wybierając się do środka warto zadbać o odzież, którą z radością pobrudzimy całym spotkanym syfem po drodze i jakiś worek foliowy, który zabezpieczy nam torbę z aparatem i sam aparat – do środka wchodzimy czołgając się krótkim tunelem  do pierwszej komnaty- potem węższym do głównej (tak można ją nazwać). Mnóstwo kurzu i unoszącego się miału  –  naprawdę warto zadbać o sprzęt  fotograficzny. Impreza raczej nie polecana klaustrofobikom.

Zbigniew Piotr Piotrowski PIOTROGRAFIA fotograf w Gdyni JASKINIA GORYLA
Zbigniew Piotr Piotrowski PIOTROGRAFIA fotograf w Gdyni JASKINIA GORYLA
Zbigniew Piotr Piotrowski PIOTROGRAFIA fotograf w Gdyni JASKINIA GORYLA
Zbigniew Piotr Piotrowski PIOTROGRAFIA fotograf w Gdyni JASKINIA GORYLA
Zbigniew Piotr Piotrowski PIOTROGRAFIA fotograf w Gdyni JASKINIA GORYLA
Zbigniew Piotr Piotrowski PIOTROGRAFIA fotograf w Gdyni JASKINIA GORYLA
Zbigniew Piotr Piotrowski PIOTROGRAFIA fotograf w Gdyni JASKINIA GORYLA
Zbigniew Piotr Piotrowski PIOTROGRAFIA fotograf w Gdyni JASKINIA GORYLA
Zbigniew Piotr Piotrowski PIOTROGRAFIA fotograf w Gdyni JASKINIA GORYLA
Zbigniew Piotr Piotrowski PIOTROGRAFIA fotograf w Gdyni JASKINIA GORYLA

 

Fotograf w Gdyni – Camera Obscura w Orłowie – co to jest i jak zacząć?


Camera obscura – po przetłumaczeniu z łaciny otrzymamy wdzięczną „ciemną komnatę„, która w pierwszej chwili wydaje się nie wiele mieć wspólnego z fotografią. Ale nic bardziej mylnego. Ciotka Wikipedia dodaje, że camera obscura była swoistego rodzaju pierwowzorem aparatu fotograficznego. Nie sposób się z tym nie zgodzić – tym bardziej, że dalej nazywane jest też ciemnią optyczną czy kamerą otworkową i te dwie nazwy już jakoś bardziej działają na naszą fotograficzną wyobraźnię…

W wersji bardziej tradycyjnej do zbudowania takiej camery obscury potrzebowałbym pudełka (chociażby po butach) poczernionego w środku (przy pomocy spray’u), igłę (która posłuży mi do zrobienia mikroskopijnego otworu, który służył będzie pudełku jako obiektyw) i papier fotograficzny, który umieszczę w pudełku. Naświetlam papier w środku i lecę do ciemni fotograficznej poddać owy papier procesowi wywołania – umówmy się, to napisane bardzo ogólnie i trochę spłycające poszczególne procesy.

Ale skupmy się na wersji nowoczesnej camery obscury, bo taka też istnieje, ma się całkiem świetnie i efekty też są zadowalające. Potrzebuję aparatu fotograficznego-lustrzanki, wieczko po jogurcie/śmietanie, igłę, taśmę izolacyjną. Co zrobić? Ściągam obiektyw, przykładam do aparatu wieczko po jogurcie, w którym wcześniej zrobiłem igłą dziurkę i przyklejam taśmą w taki sposób, żeby światło nie mogło dostać się do aparatu poboczem mojego wieczka. Całość powinna wyglądać mniej więcej tak:

Aparat na statyw – program manualny (gdyż aparat bez wkręconego obiektywu nie będzie chciał pracować na innych programach), mały otwór przysłony oraz czas otwarcia migawki uzależnione od warunków pogodowych i działamy! Trzeba liczyć się z tym, że każdy paproch, który bezczelnie zamieszkał na matrycy naszego aparatu i który jest niewidoczny zazwyczaj na zdjęciach cyfrowych powstałych przy tradycyjnym obiektywie – teraz będzie obecny na zdjęciu ze zdwojoną intensywnością. Mi poniższy efekt brudu i syfu na zdjęciach bardzo odpowiadał, ale oczywiście można poświęcić parę godzin na żmudne usuwania w programie graficznym ?

Pozostając w strefie eksperymentów fotograficznych warto zrobić w wieczku więcej, niż jedną dziurkę…

Fotograf w Gdyni – Dwór Marysieńki…?

kolibki-dworek (112) (Kopiowanie)

DWOR-MARYSIENKI-piotrografiacom (6)

DWOR-MARYSIENKI-piotrografiacom (24)

DWOR-MARYSIENKI-piotrografiacom (11)

DWOR-MARYSIENKI-piotrografiacom (1)

DWOR-MARYSIENKI-piotrografiacom (27)

Nieeeee….
Zdecydowanie to nie jest wpis świątecznie kolorowy, gdzie pomiędzy wklepywaniem kolejnych literek z klawiatury jedną ręką lepię pierogi, drugą mieszam bigos, a trzecią pewnie lukrowałbym pierniczki. Do tego włosy miałbym pewnie okraszone brokatem z bombek, byłbym świątecznie uśmiechnięty i myłbym wszystkie trzy okna dla jezusa, w zębach trzepiąc dywan z kurzu, słuchając na cały regulator „Dzisiaj w Betlejeeeeeem” (i „Cicha noc” żeby „Dzisiaj w Betlejem” mi się nie znudziło za szybko), a oczy miałbym takie przepełnione świąteczną miłością i radością, i lepieniem bałwanów i pachnącymi świeczuszkami i w ogóle siedziałbym na bujanym fotelu przykryty ciepłym kocem i w ciepłych kapciach popijałbym herbatą z konfiturami i karpia trzymałbym na kolanach głaszcząc go i mówiąc do niego pieszczotliwie „tygrysku…”. Ja pierdolę, nieeee… 😀
Okien nie myłem, prezenty spakowałem wczoraj, kawa jak zawsze zajebista więc mogę siedzieć i wychodzić z zaległości, gdyż najbliższy tydzień zamierzam spędzić na nicnierobieniu połączonym właśnie z odgrzebywaniem zdjęć z niedalekiej przeszłości, ewentualnie urodzę kilka nowych fotografii 😉 A, że święta? No święta, fajnie ale bez paranoi…

Dlaczego tytuł tego wpisu jest ze znakiem zapytania…?
Bo generalnie sam nie wiem czy mogę nazwać tak prezentowane tu dzisiaj miejsce – co prawda sam obiekt mieści się w Parku Marysieńki, w samym parku można znaleźć „Grotę Marysieńki” i „Dąb Marysieńki” … ale po wpisaniu w googlowskim okienku wyszukiwania „Dwór Marysieńki” wyskakuje Dwór Królowej Marysieńki spod ręki Invest Komfortu, który chwali się, że w 2003 ich inwestycja marysieńkowa zdobyła złote wiertło (no, cudownie!). I oczywiście nie jest to ten sam obiekt co z moich zdjęć…
No, ale mniejsza… Większość ludzi, którzy kiedykolwiek zapuścili się w rejony Kolibek, do wspomnianego parku na pewno kojarzy cudo dworkowe. Cudo dworkowe wygląda trochę ubogo i po przejściach – zdecydowanie nie raz dostało w pysk ciężką ręką PRLu – niezliczone dzielenia pomieszczeń w środku odcisnęły swoje ślady w ścianach, o sali balowej z drewnianym sufitem już od dawna można wykrzyczeć „przeminęło z wiatrem” – i kto by pomyślał, że właścicielem był sam Król Jan III Sobieski? Po Jego śmierci rządy na dworze przejęła królowa Marysieńka i pomijając perypetie związane z wszystkimi rodami szlacheckimi i ludźmi, którzy też swego czasu byli właścicielami – ostatnim prywatnym właścicielem majątku, tuż po I Wojnie Światowej został Witold Kukowski.
W chwili obecnej, tak jak wspomniałem, dwór bardziej straszy niż cieszy oko spacerowiczów parku Marysieńki.
Kilka zdjęć, powstałych w okolicach maja lub czerwca.

I oczywiście, żeby nie było: Wesołych Świąt wszystkim! 🙂

DWOR-MARYSIENKI-piotrografiacom (35)