Norwegia – Droga Troli

Mój urlop jawi się w tym roku niczym światełko na końcu tunelu. Ostatnie miesiące obfitują w Wielkie Zmiany, zarówno w życiu prywatnym, zawodowym jak i fotograficznym. Bywają dni, że co rano budząc się  jestem bardziej Człowiekiem Zmartwychwstającym aniżeli wypoczętym, wyspanym i świeżym…Plan jest taki, że za parę tygodni będę wspinał się z wywieszonym jęzorem (wywieszonym, bo kondycja jest rzadko istniejąca w ostatnim czasie) po górach w Norwegii, fotografował czerwone sukienki i spał do południa, żeby odespać wszystkie traumy związane z porannym wstawaniem do pracy. I w związku z tym mały wpis przypominający – droga Troli w Norwegii to podobno jeden z piękniejszych widoków na świecie – i ja to potwierdzam podpisując się pod tym stwierdzeniem wszystkimi kończynami. Zdjęcia archiwalne, trochę zakurzone i wygrzebane z odmętów moich dysków twardych… Trole i okolice.

Ferropolis

Ferropolis – dawna kopalnia odkrywkowa, dziś jedno z tzw. muzeów na otwartym powietrzu. Niezwykłe industrialne pamiątki swoich czasów znaczą historię kontynentu w ramach Europejskiego Szlaku Dziedzictwa Przemysłowego. (Czytaj więcej!)

Oprowadza osobista i jedyna w swoim rodzaju rodzicielka. Grudzień 2016, Boże Narodzenie, Gräfenhainichen, Niemcy.

Następna stacja – Berlin

Gdynia-Berlin-Wittenberg-Gräfenhainichen-Ferropolis-Wittenberg-Berlin-Gdynia.

Mam dużo pomiętych biletów poupychanych gdzieś po kieszeniach i posiadłem umiejętność kupowania wspomnianych w języku niemieckim właśnie. Zapisy chaotyczne i nic ponad to. Od wczoraj Olsztyn mi chodzi po głowie, fotograficznie…

Praga, Pilnzo, Mariańskie Łaźnie – zapis

_DSC6049 (Kopiowanie)

Praga. Szybki zapis. W sumie tak samo szybki jak ruchome schody prowadzące do metra czy mentalność ludzi korzystających z tych schodów.Trochę deszczu dnia pierwszego, dzień drugi Pilzno i Mariańskie Łaźnie. Chłonę fotograficznie. Ale jakoś bez ciśnienia, więc wyrzucam zapis rzeczywistości bez popadania w słowną górnolotność z którą zwyczajnie mi ostatnio nie po drodze…

_DSC5987 (Kopiowanie) _DSC5988 (Kopiowanie) _DSC5990 (Kopiowanie) _DSC5991 (Kopiowanie) _DSC5993 (Kopiowanie) _DSC5994 (Kopiowanie) _DSC5997 (Kopiowanie) _DSC6001 (Kopiowanie) _DSC6005 (Kopiowanie) _DSC6006 (Kopiowanie) _DSC6008 (Kopiowanie) _DSC6010 (Kopiowanie) _DSC6012 (Kopiowanie) _DSC6013 (Kopiowanie) _DSC6015 (Kopiowanie) _DSC6016 (Kopiowanie) _DSC6018 (Kopiowanie)_DSC6026 (Kopiowanie) _DSC6034 (Kopiowanie) _DSC6043 (Kopiowanie) _DSC6045 (Kopiowanie) _DSC6047 (Kopiowanie) _DSC6050 (Kopiowanie) _DSC6052 (Kopiowanie) _DSC6053 (Kopiowanie) _DSC6054 (Kopiowanie)_DSC6352 (Kopiowanie) _DSC6350 (Kopiowanie) _DSC6332 (Kopiowanie) _DSC6331 (Kopiowanie) _DSC6321 (Kopiowanie) _DSC6320 (Kopiowanie) _DSC6319 (Kopiowanie) _DSC6317 (Kopiowanie) _DSC6315 (Kopiowanie) _DSC6314 (Kopiowanie) _DSC6310 (Kopiowanie) _DSC6308 (Kopiowanie) _DSC6307 (Kopiowanie) _DSC6302 (Kopiowanie) _DSC6357 (Kopiowanie) _DSC6360 (Kopiowanie) _DSC6366 (Kopiowanie)

Świńskie przemyślenia

Kuźnice. Zielony Szlak.

Plecak, woda, aparat i tak naprawdę mam wrażenie, że do szczęścia absolutnego więcej nie potrzeba.

Wdrapując się w stronę Kasprowego Wierchu robię mało zdjęć, bardziej skupiam się na samej możliwości osobistego przeżywania tego co widzę wokół… to znaczy mrużę oczy przy tym przeżywaniu,  gdyż dzięki temu zabiegowi moje źrenice postrzegają ciut mniej ludzi, występujących tego dnia na szlaku w ilości mocno przekraczającej liczbę tolerowaną przeze mnie i mój aparat. Po za tym mrużę, bo tego dnia co drugim obuwiem spotykanym po drodze to śliczne, beżowe balerinki wysadzane pseduodiamencikami  albo innym gównem sfarofskiego, które odbijając słońce rażą nieprzyzwoicie mocno…Mógłbym dostać nagrodę Puliztera za serię zdjęć obuwia spotykanego na szlaku, tak myślę. Jakoś tak statystycznie wypada, że właścicielkami wspomnianych trzewików zazwyczaj są dziewczęcia w obcisłych spodenkoszmatach czy jakoś tak i o ile jestem w stanie zrozumieć paznokcie długie na dwanaście metrów, którymi przecież można polować na górską zwierzynę (w przypadku, gdy owa przedstawicielka naszej rasy zgubi się w górach i będzie próbowała po dwudziestu dniach niejedzenia zaspokoić swój głód) lub ewentualnie traktować wspomniane szpony niczym czekan trekkingowy, żeby przy stromym podejściu nie ześlizgnąć się w przepaść (Boże!Chroń!) tak absolutnie nie jestem w stanie zrozumieć pełnego makijażu, brwi maźniętych jakby przed wyjściem z domu markerem i dizajnerskiej torebki, która równie intensywnie odbija światło słoneczne co wspomnianego parę słów wyżej buciki… Z drugiej strony jestem tylko prostym facetem i co ja tam mogę wiedzieć o tym jak chodzić po górach… ;)

 

_DSC4755 (Kopiowanie) _DSC4776 (Kopiowanie) _DSC4780 (Kopiowanie) _DSC4781 (Kopiowanie) _DSC4785 (Kopiowanie)_DSC4756 (Kopiowanie)

_DSC4757 (Kopiowanie)_DSC4804 _DSC4793 _DSC4794

_DSC4812 (Kopiowanie)

_DSC4853 (Kopiowanie) _DSC4813 (Kopiowanie) _DSC4814 (Kopiowanie)

_DSC4819 (Kopiowanie) _DSC4822 (Kopiowanie) _DSC4854 (Kopiowanie)

_DSC4885 (Kopiowanie)

_DSC4886 (Kopiowanie) _DSC4858 (Kopiowanie) _DSC4859 (Kopiowanie) _DSC4862 (Kopiowanie)

_DSC4872 (Kopiowanie) _DSC4875 (Kopiowanie) _DSC4876 (Kopiowanie) _DSC4880 (Kopiowanie) _DSC4881 (Kopiowanie)

_DSC4888-2 (Kopiowanie)

_DSC4895 (Kopiowanie) _DSC4893 (Kopiowanie)

_DSC4902 (Kopiowanie)

_DSC4906 (Kopiowanie)_DSC4928 (Kopiowanie) _DSC4917 (Kopiowanie) _DSC4924 (Kopiowanie)

_DSC4935 (Kopiowanie)

_DSC4950 (Kopiowanie) _DSC4956 (Kopiowanie) _DSC4958 (Kopiowanie)

_DSC4963 (Kopiowanie)

_DSC4992 (Kopiowanie)_DSC5010 (Kopiowanie)

Ps. Świnica zdobyta…

Zakopane – Morskie Oko, Czarny Staw i Nosal

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (16)

Jestem fotograficznym pracoholikiem i nie ma dnia, żebym nie miał jakichś zdjęć, które czekają na zacny proces postprodukcji. Z zaległości wychodzę ostatnio dużo wolniej niż zazwyczaj, czasu mam trochę mniej, obowiązków dużo więcej niż kiedyś, ale szczerze mówiąc – nie narzekam. Kawałek czerwcowego urlopu spędzam w Zakopanem, pracując nad plenerem ślubnym Antoniny i Patryka, w między czasie poddając się dużemu urokowi polskich gór. Co prawda przez dwa dni pobytu udaje mi się zobaczyć tylko Morskie Oko, Czarny Staw i radośnie wdrapać na Nosal, ale i tak widoki są bardzo satysfakcjonujące.

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (4)

 

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (2)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (3)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (8)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (13)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (14)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (15)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (5)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (6)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (7)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (9)

 

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (11)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (12)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (18)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (17)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (24)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (21)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (22)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (23)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (25)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (27)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (29)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (30)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (31)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (32)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (33)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (34)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (35)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (36)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (37)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (38)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (39)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (40)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (41)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (42)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (43)

piotrografia.com - Zakopane, Morskie Oko & Nosal (28)

 

Majówka 2016 – rowerowo i fotograficznie

Rowerem w Gdańsku

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (205)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (4)

Scena jest prosta.
Weekend majówkowy, czwarta zero zero, półmrok. Stoję, chowając ręce w kieszeniach krótkich spodenek założonych na sportowe leginsy (zwane dalej przez mniej rozgarniętych przedstawicieli płci męskiej pedalskimi). Jest chłodno. Odbijam się w szybie pobliskiego, najtańszego z najtańszych podobno, sklepu. Mam na głowie kask rowerowy, na stopach trekkingi i delikatnie uśmiecham się pod nosem…

– I pamiętaj Piotrowski… przecież złego diabli nie biorą!

Powtarzam sobie… Wszak ludzie rowerem robią tysiące kilometrów, objeżdżają Polskę wokół… albo porywają się na kraje, zdawać by się mogło, mało przyjazne rowerzystom. I żyją. I wracają. I mają się dobrze… BA! Nawet lepiej, niż przed wyprawą… i nikt ich nie okrada, ani nie zabija, ani nie gwałci ich zwłok… Więc dlaczego ze mną miałoby być inaczej?
Najpierw jest tak, że kilka tygodni wcześniej rzucam sobie wewnętrznie luźno brzmiącą propozycję. Oczywiście nie wierząc do końca, że zrealizuję plan – tygodniowy urlop wpleciony umiejętnie w majówkę jednak jest coraz bliżej, a mi plan wydaje się być coraz bardziej godny realizacji.

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (8)

Robię to. Pakuję sakwy rowerowe, torbę z aparatem, namiot i śpiwór i ruszam na początek w stronę Gdańska z kolegą asekurantem, który z własnej i nieprzymuszonej woli postanawia mnie rowerowo odprowadzić, jakby upewniał się, że naprawdę zamierzam owy plan, wprowadzony dosyć spontanicznie w życie zrealizować. Od ulicy Elbląskiej w Gdańsku zostaje już sam.  Pierwszego dnia tygodniowej włóczęgi mam do pokonania 85 km i wiem już na samym początku drogi, że to niewiele, bo przecież inni robią więcej…

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (9)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (14)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (12)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (13)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (6)

 Jest słońce, ale chłodny wiatr zdecydowanie nie rozpieszcza. Na zegarku piąta, pierwszy prom na Mikoszewo odpływa za piętnaście minut, więc mam chwilę żeby usiąść na pobliskiej ławce i tępo gapiąc się w wodę rozmyślać filozoficznie nad sensem całej wyprawy. Nie, oczywiście że nie ma chwili zwątpienia… Bardziej chyba chodzi o możliwość celebrowania w sobie uczucia zadowolenia wynikającego z danej chwili… Z tej możliwości zmrużenia oczu do słońca podczas niesamowitej, porannej ciszy wdzierającej się pod skórę. Jestem naprawdę spokojny…

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (16)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (17)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (18)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (19)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (20)

Nie spieszę się zupełnie. Kiedy widzę potencjalnie dobre zdjęcie po prostu zatrzymuję się, wyciągam aparat i napawam się chwilą naciśnięcia spustu migawki. Próbuję nie oddychać przy tym, bo mam wrażenie, że jakikolwiek mój ruch popsuje wszystko co mi się pięknie w kadrze układa – że woda wyschnie, niebo poszarzeje a drzewa poznikają… i cały czar pryśnie. Mam wrażenie, że przez ostatnie kilka miesięcy tego mi właśnie brakowało – jakbym teraz dostał możliwość wyciszenia się… Żadnych ludzi, samochodów na drodze – tyle co kot napłakał, wszechobecna natura…

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (23)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (22)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (21)

Do Elbląga dojeżdżam dużo szybciej niż planowałem. Na Campingu 61 rozstawiam namiot, biorę prysznic w campingowej łazience i z kubkiem kawy siadam nad brzegiem Kanału Elbląskiego. Jest wczesne południe, kawa smakuje nieziemsko, a Elbląg bardziej od środka okazuje się pięknym miastem – do tej pory znałem je jedynie z perspektywy dworca autobusowego, na którym zawsze był postój, kiedy pks’em jechało się do rodziny na wakacje. Dworzec szary i oglądany tylko zza szyby autobusu – nic więcej. Po za tym za sprawą kilku pięknych spotkań na miejscu już zawsze z sentymentem będę podchodził do tego miasta…

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (30)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (27)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (28)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (29)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (26)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (25)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (195)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (196)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (31)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (32)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (33)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (194)

Dzień drugi jest taki, że budzi Cię potrzeba pędu, układająca się jakimś takim wyrzutem sumienia niewiadomego pochodzenia. Wszystko działa na zasadzie, że musisz. Musisz jak najszybciej spakować rzeczy, wsiąść na rower i po prostu jechać. Niby masz plan kilometrowy, ale stanowczo wiesz że potrzeba pędu będzie nazywana tego dnia potrzebą pędu w nieznane, przed siebie i po prostu. Wystawiasz nieuczesany łeb w otwór drzwiowy namiotu… to pochmurny poranek ale wiesz, że to będzie dobry dzień…

Kieruję się w stronę Jeleniej Doliny zwanej też dalej Smoczą i choć jedynym prawie smokiem, który mnie atakuje to miniaturowy pies Rambo, należący najprawdopodobniej do któregoś z porannych wędkarzy to i tak sama Dolina jest na tyle fotogeniczna, że warto odczekać, aż Rambo odpuści szczekanie i będę mógł zrobić kilka zdjęć.

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (35)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (40)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (42)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (34)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (36)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (39)

Na dwadzieścia kilometrów przed miasteczkiem, w którym mam kolejny postój noclegowy, tym razem u rodziny – gubię się. Wjeżdżam w jakiś mało przyjazny las, kręcę w lewo i wyjeżdżam na tajemniczą polanę, gdzie grupa rosyjskich, przygranicznych prostytutek obcasami swoich butów wyciągając konsekwencje z nieuczciwego alfonsa, drze się niemiłosiernie i mało przyjaźnie. Największa z nich, ta z wąsem zauważa mnie i w imię ogólnoświatowej nienawiści do wszystkich mężczyzn rzuca we mnie rzeczonym alfonsem, który łamie się na rozłożystej brzozie sposobem przywodzącym na myśl wydarzenia sprzed sześciu lat. Wszystko dzieje się w zwolnionym i wymyślonym tempie… ;) Rzeczywiście się gubię, ale okazuje się, że jak na moje nieogarnięcie terenowe walające się gdzieś u dołu skali, naprawdę całkiem nieźle radzę sobie z czytaniem mapy. A, że zgubieniu towarzyszyła wizja powstała na skutek WszechWyobraźni to ja już nic nie poradzę… i tym bardziej odpowiadać nie chcę…i te grzejące w łeb słońce… ;)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (63)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (45)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (46)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (47)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (49)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (50)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (52)

_DSC7315 kopia

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (55)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (57)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (204)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (76)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (73)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (74)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (64)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (65)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (48)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (58)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (61)

Tego dnia odkrywam Marię. Maria, stoi przy drodze dosyć często – w zasadzie w każdej miejscowości stoi i patrzy. To znaczy ja odnoszę takie wrażenie i w którymś momencie nie jestem już w stanie obojętnie przejechać obok takiej Marii. I już nawet nie chodzi o to, że w ukropie dnia gorącego siada mi całkiem na zgrzany prawie maksymalnie  łeb i jestem nawrócony na tyle, że zsiadam z roweru i krzyżem leżąc w trawie z różańcem w zębach napierdalam odmawiam zdrowaśki, a oczęta swoje zielone z nadzieją wznoszę ku niebu, bo Jezus. Nie… Przypominam sobie, że kiedyś było takie szalone dziewczę, które jeździło po wioskach i wioseczkach i fotografowało kapliczki wypchane Marią w różnych postaciach i szczerze mówiąc, nagle zaczynam rozumieć ideę całego przedsięwzięcia fotograficznie-artystycznego. Zaczynam doceniać ile pracy wsadzić musiał Wiesław, Zdzisław, Henryk czy też rzeźbiarz o innym imieniu zamówiony przez Proboszcza, jak mniemam. Ileż artyzmu w tym, ileż mnogości twarzy, gestów, kolorów – choć te ostatnie są w jakimś stopniu zachowane pod linijkę, to jednak królują zdecydowanie najróżniejsze odcienie. To dziwne w sumie zatrzymywać się przy co ciekawszych Mariach i je fotografować. Ale z min lokalnych, sędziwych monitoringów zwanych dalej sympatycznymi staruszkami  (które zupełnie inaczej piastują swoje funkcje na wsiach aniżeli w oknach i z poduszką, żeby łokcie nie bolały od parapetów) odczytuję pewną aprobatę i dumę, że o to jakiś rowerzysta zatrzymał się i patrzy na naszą Marię, którą przystroiłyśmy sztucznymi kwiatami i innymi świecącymi duperelami…

Mijam też sporo Jezusów, którym na krzyżu nie wygodnie…

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (189)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (190)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (191)

I creepy (czyt. piękne, że aż kurwa straszne) zajączki, których bałbym się po ciemku…

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (81)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (82)

Końcówka dnia polega na zjedzeniu jabłecznika domowej roboty, popitego kubkiem mleka w asyście błądzących między moimi kostkami kotów i psów.

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (170)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (67)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (180)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (177)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (178)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (179)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (173)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (176)

Kolejny dzień to najkrótszy odcinek do pokonania, bo raptem pięćdziesiąt parę kilometrów. Ale i grzanie słoneczne, jak się potem okaże, popada w jakieś takie apogeum intensywności. Wolnym krokiem cierpi lewa strona mojego ciała – ta częściej wystawiana na słońce. Kolejnego dnia o poranku wybiorę się ze Szwagrem na poszukiwania bobrów i łażąc po okolicznych polach, łąkach i pokrewnych połaciach ziemi opalę jeszcze bardziej ręce, kark i twarzoczaszk oraz uszy. Uszy cierpieć będą najbardziej i najdłużej – wyglądać trochę będę na tych uszach, jakbym zębami wyszarpywał je jakimś warmińskim niedźwiedziom rosyjskiego pochodzenia i po koślawym przytwierdzeniu ich do głowy (uszu, nie niedźwiedzi) z brzegów uszowych nie starł kleju, który zasechł i wygląda dosyć mało apetycznie. Ale zagłębmy się może w zdjęcia…

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (113)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (132)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (97)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (91)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (133)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (141)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (139)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (138)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (137)

Droga w całej podróży jest różna. Pod wiatr, pod górę, po kocich łbach, które pomimo swoistego uroku, do jazdy rowerem średnio się nadają. Bardzo dużo poruszam się po słynnej GreenVelo, ale i nie odmawiam sobie przyjemności z jazdy polnymi, utwardzonymi drogami wciśniętymi gdzieś w małe, leniwe i wydawać by się mogło wiecznie zaspane i ledwo istniejące miejscowości.  Droga często usłana jest dziurami – i w którymś momencie już mi to nawet nie przeszkadza – na sto pięćdziesiątym kilometrze bardziej zainteresowany jestem niezliczoną ilością spotykanych po drodze zwierząt. Te martwe i rozkładające i poprzyklejane do asfaltu zgrabnie omijam… Te żywe, choć oczywiście zabrzmi to banalnie, naciąganie i śmiesznie zapewne, niosą tyle dobrych emocji w trakcie jazdy, że szaleństwo absolutne. We wsiach mijam niezliczone ilości kotów chowających się w wysokiej, przydomowej trawie i polujących na pierwsze wiosenne motyle. Polem tuż przy drodze ścigają się ze mną sarny i oczywiście przegrywam z kretesem ten wyścig, ale przecież wcale nie o wygraną chodzi. Bociany, które niemym uśmiechem staram się nakłonić do pozowania swoim fotogenicznym profilem współpracują na całkiem przyzwoitym poziomie. Wielu zdjęć nie robię… nie dlatego, że mi się nie chce, bo do niechcenia względem robienia zdjęć zawsze jestem ostatni… Ale  wchodzę na jakiś taki wyższy poziom przeżywania wszystkiego co wokół, że aparat, choć przecież bardzo przydatne narzędzie do późniejszego przeżywania, jest trochę zbędny na tym poziomie… Nie… Nie będzie górnolotnego wdrapywania na się stwierdzenia, że osiągnąłem nirvanę i odnalazłem w sobie światłość wiekuistą niczym bosy buddysta  po roku medytacji i nicniejedzenia i teraz będę baniaki rył wszystkim przyjaciołom, żeby i oni światło zobaczyli… To tylko potrzeba podzielenia się swoimi odczuciami… ;)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (144)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (145)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (146)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (147)

 

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (200)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (201)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (149)

Majówka Rowerem na Mazury - ZbigniewPiotrPiotrowski - piotrografia (150)

Przejechałem 260 km… Kolejne 260 w drodze powrotnej, która minęła mi już dużo szybciej – zapewne dlatego, że dużo mniej zdjęć robiłem. Tydzień urlopu na rowerze to niezwykle oczyszczająca podróż. I motywująca. I niezwykle piękna w swojej prostocie. Najlepsza kawa jaką do tej pory piłem – zrobiona na kartuszu i małej butli gazowej, gdzieś nad brzegiem rzeki – pomijając kawę pitą w Norwegii, która oprócz tego, że była najlepsza to była też najdroższa (klik). Jest coś niesamowitego w takim podróżowaniu – jakoś tak chyba przyjęło się, że poczucie wolności i niezależności jest zarezerwowane tylko dla podróżników poruszających się na motorach…Nie prawda! Wiatr we włosach i muchy między zębami występują też podczas pedałowania na rowerze  – i mają pełne prawo towarzyszyć tym uczuciom, o których wspomniałem… Euforia!

– Dokąd to Młody z tymi tobołami…?

Tuż za Braniewem zrównuje się ze mną inny rowerzysta. W lusterku widziałem, że już dłuższy czas próbował mnie dogonić, ale byłem bezczelny i kręciłem nogami podwójnie. Spod kasku wyziera siwizna włosa, twarz pokryta zmarszczkami…

– Z urlopu wracam…

– Z urlop na rowerze? Setkę zrobiłeś…? Więcej?

Widzę, ze facet uśmiecha się z podziwem na moje 500 km…

– Żona to już teraz by mnie nie puściła… ale gdybym tylko był młodszy… Zazdroszczę Ci!

I chyba tym akcentem zakończę rowerową  tygodniową podróż warmińsko-mazurskimi drogami…W lipcu kolejna, zatem trzymamy kciuki!

Przełom Gudbrandsjuvet, Norwegia

ZbigniewPiotrPiotrowski - przełom Gudbrandsjuvet (11)

ZbigniewPiotrPiotrowski - przełom Gudbrandsjuvet (3)

ZbigniewPiotrPiotrowski - przełom Gudbrandsjuvet (9)

ZbigniewPiotrPiotrowski - przełom Gudbrandsjuvet (8)

W internetach znalazłem informację, że zgodnie z historią z XVI wieku, nazwa tego wąwozu powstała od niejakiego Gudbranda, który uciekając ze swoją narzeczoną uratował się przeskakując wąwóz w najwęższym punkcie. Gudbrand został uznany za wyjętego spod prawa za swoje czyny i mieszkał do końca swoich dni w domku z kamienia w jednej z dolin powyżej Gudbrandsjuvet. Dolina nadal nazywa się Gudbrandsdalen. Co stało się z narzeczoną legenda nie wspomina. I jakich czynów miał czelność dokonywać ów wymieniony – nie wiem. Miejsce bardzo urokliwe – błękitne wody rzeki Valldøla poszarpały miejsce tworząc ciekawe formy i dziury w skałach, niezliczone ilości wirów też robią wrażenie. Przebywanie w tym miejscu zdecydowanie pozytywnie podnosi ciśnienie.

 

Sykkylven. Jak upolować zorzę polarną…?

_DSC0329 kopia

Jak upolować zorzę polarną?

Oto przepis: musisz znaleźć się na norweskiej górze Fauskekambane, z której  widok rozciąga się na miejscowość Sykkylven. Zorza polarna, pomimo miliona świateł bijących z domostw poniżej i tak będzie świetnie widoczna – w końcu jesteśmy w Norwegii… To znaczy byłaby świetnie widoczna, gdyby tylko zechciała rozbłysnąć na niebie… Niestety… Wieczór spędzam siedząc na dwustopniowej drabince, która docelowo miała służyć jako statyw, ale świetnie radziła sobie też jako krzesełko. Do tego popijam kakao i rzucam zachmurzonemu niebu  spojrzenia pełne nienawiści. Co prawda tuż po porannym otworzeniu oczu i uświadomieniu sobie, że właśnie jestem po prawdziwie norweskim telttur wybaczam zorzy tę nieobecność powstałą zapewne z nieśmiałości czy pokrewnych uczuć targających nią w drodze od słońca do ziemi. A kiedy wypełzam z namiotu i widzę jakie światło bezczelnie rozbiegło się po niebie – wybaczam wszystko…

_DSC0349 kopia

_DSC0332 kopia

_DSC0334 kopia

_DSC0344 kopia

Pierwsza noc polowania, mimo braku spotkania pierwszego stopnia z zorzą, ma bardzo sympatyczny finał pod postacią powyższego skromnego wschodu słońca… Jedźmy dalej – jesteśmy na dobrej drodze do spotkania…

_DSC8814 kopia

Więc… (jakkolwiek nie wolno zaczynać zdania w ten sposób, ja robię to z premedytacją…)

Co z tą zorzą? Kolejny wieczór (kilka wymieszanych ze sobą i bezzorzowych dni, które powyżej można obejrzeć w galerii – opisowo pomijam) to wieczór, gdzie wszystko mówi Ci, że coś się wydarzy. Norwedzy wtedy zachowują się odrobinę dziwnie – co prawda jestem z Polski i nie wiele może mnie zdziwić… ;)

piotrografia - jak upolować zorzę polarną (16)

piotrografia - jak upolować zorzę polarną (13)

Siedzę na ławce. 3 godziny. Współtowarzyszka marudzi, że jej zimno – wcale się nie dziwię, bo i ja gdzieś nieśmiało szczękam zębami, ale wspaniałomyślnie i po gentelmeńsku oddaje swoją ciepłą bluzę (żebyśmy przypadkiem nie opuścili miejsca polowania, bo mam przeczucie) i sam siedzę w kurtce jedynie. Zorza pojawia się w dziwny sposób – to znaczy najpierw na niebie wyskakuje biała łuna ciągnąca się od lewej do prawej części horyzontu, którą można pomylić z chmurami. Najlepiej ustawić aparat na dłuższy czas naświetlania – jeśli owa biała łuna na zdjęciu będzie miała zielone zabarwienie to znak, że lada moment na niebie będzie istne szaleństwo, jednorożce, motyle i inne synonimy szczęścia ;)

_DSC9781 kopia kopia

_DSC9783 kopia kopia

_DSC9788 kopia kopia

Moim statywem jest paczka papierosów, lampa błyskowa i skały – na zmianę, czasu jest za mało bo zorza jest dosyć kapryśna. I choć zdjęcie nawet w najmniejszym stopniu nie oddaje piękna tego zjawiska i choć ISO za wysokie, czas otwarcia migawki za krótki, matryca zapaćkana to i tak uśmiecham się szeroko, bo BYŁEM i WIDZIAŁEM. Marzenia się spełniają!

Dalsnibba, Norwegia

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (116)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (120)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (121)

Mam lęk wysokości – wszyscy to wiedzą. W nieskrajnych przypadkach objawia się on perliście spoconym czołem, rozbieganym wzrokiem i pochodnymi, które układając się gdzieś w okolicach prawego ramienia nie dają normalnie w danej chwili funkcjonować. W skrajnych przypadkach wszystko ma miejsce to co powyżej plus dodatkowo drę się, że wszyscy zginiemy… czasami zdarzy się, że jestem na tyle taktowny, żeby wydzierać się milcząco i wewnątrz siebie- rzucam wtedy tylko takie spojrzenia pełne nienawiści do wszystkiego co jest w zasięgu wzroku i w jakikolwiek sposób próbuje popsuć strefę mojego komfortu – i to wcale nie musi być człowiek.

Na szczyt Dalsnibba wjeżdżamy samochodem – jak tylko nieśmiało spojrzę w szybę to widzę, że nic nie widzę… to znaczy droga jest tak powykręcana i powciskania w zbocze, że momentami mam wrażenie, iż zaraz na zakręcie spadniemy te czterysta pięćdziesiąt dwa kilometry w dół i łamiąc kończyny zginiemy dosyć szybko, być może nawet bezboleśnie.  Zatem rzucam swoje nienawistne spojrzenia wszystkim przepaściom, które objawiając się moim oczom przyspieszają bicie serca, rodzą drżenie rąk i  sprawiają, że wciskam wszystkie niewidzialne pedały odpowiedzialne za hamowanie ;)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (4)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (30)

Na samej górze wieje złem – mój kąt oka obserwuje człowieka, który z racji tego zła straszliwego pod postacią wszystkich rodzajów wiatrów występujących na 1495 metrze nad poziomem morza, nie jest w stanie założyć na siebie kurtki. Ani czapki. Za to przepiękny i fotogeniczny widok na dolinę rekompensuje to zło okrutne.

 

Norwegia. Geiranger, król norweskich fiordów

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (56)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (60)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (65)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (64)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (66)

W myślach jest wrzesień. Wrzesień mocno kładący się słońcem na płycie lotniska, kiedy wolno drepczę w stronę samolotu z torbą podróżną żeby zająć swoje miejsce i polecieć TAM WŁAŚNIE. Bo TAM WŁAŚNIE to zdecydowanie moje miejsce, gdzie wyciągnięte mentalne baterie leżące w trawie niewysokich gór ładują się dużo szybciej, niż w trawie krajowego pochodzenia. Gdzie wpychasz ręce w kieszeń, zamykasz oczy i kierując głowę w stronę nieba masz wrażenie, że to tutaj początek ma świat. Bo w kraju nizin, błota, PISu i posłanki Krystyny, z którego przyleciałeś to raczej niekoniecznie. Jest wrzesień – do zdjęć z Norwegii chciałem wrócić nareszcie, ale czekałem na impuls. Taki magiczny pstryczek, kopniak i szept „Piotrowski, dawaj… już można„. Ostatnio lubię jak mi się zdjęcia uleżą, dojrzeją, foldery napuchną i popękają trochę sposobem ciastowo-kuchennym ;)
Najpierw obiecałem sobie, że pierwsze norweskie wpisy pojawią się jak tylko spadnie śnieg – jakoś tak miało grać ze sobą to wszystko… Norwegia, często zimna, śnieg w kraju, ciepła herbata i zdjęcia. Co prawda parę dni temu spadło trochę śniegu, ale że czekałem na to białe cudo tak długo to wolałem złapać aparat i robić nowe zdjęcia, niż wychodzić ze zdjęć archiwalnych.
Impuls pojawił się wraz z możliwością obejrzenia norweskiego filmu Bølgen. Bølgen (po polsku fala) to katastroficzny film przedstawiający skutki osunięcia się mas ziemi ze stoków do wody. Generalnie żeby było śmieszniej, albo wcale nie… Nie są to wyssane z palca historie, bo takie rzeczy już w tym kraju się zdarzały. Tsunami powstałe po takim osunięciu w roku 1958 roku miało wysokość 524 metrów. Wracając do mojego impulsu… akcja filmu Bølgen (pod nazwą filmu link do trailera) dzieje się w Geiranger, małej osadzie u podnóża fiordu o tej samej nazwie – jednym z piękniejszych fiordów w Norwegii, gdzie we wrześniu dwa tysiące piętnaście z największą przyjemnością (spożywając frytki kupione po polsku w polskiej frytbudzie) rozkoszowałem się niesamowitością przyrody ;) Ale zanim… Po drodze dwa promy i parę bardzo fotogenicznych miejsc…

Zatrzymujemy się przy punkcie widokowym skąd rozciąga się widok na Geiranger zwanego też, co akurat mnie nie dziwi, królem fiordów…

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (95)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (96)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (94)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (40)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (41)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (46)

Po wojażach górskimi drogami wciśniętymi czasami w zbocza jakby od niechcenia i po przesłuchaniu tryliona razy „Ballady o Janku Wiśniewskim” (bo jedziesz z całej siły naciskając pedał gazu, z całej siły i na całą parę lecą Chłopcy z Grabówka i to jest tak absurdalne i piękne jednocześnie, że absolutne szaleństwo, łza w oku i motylki w brzuchu wymieszane z jednorożcami szczęścia ;)!) przyszedł czas na podróż w stronę Dalsnibby – szczytu leżącego na południe od Geiranger.  Na wysokości  1 476 m, więc wiało piździło napierdalało wiatrem tak, że nie czułem oczu, nosa i w ogóle całej twarzy. Ale te zdjęcia następnym razem :)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (119)

I cóż, że ze Szwecji…?

piotrografia-Szwecja (76)

Wstyd się przyznać, że mieszkając w Gdyni, lekką ręką (nogą i korpusem) ponad dziesięć lat i w zasadzie mając rzut beretem lub pokrewnymi do Karlskrony, wybrałem się tam dopiero we wrześniu tego roku.  Rzut beretem, bo w zasadzie sadzasz cztery litery na promie wieczorem, idziesz spać w przyzwoitej kajucie, o szóstej rano budzi Cię z głośników zaspany głos jakiejś kobieciny, która próbuje śpiewać „Aj em sejling” (co prawda podejrzewam, że nie jest to występ na żywo ;))  i jesteś na miejscu. Zatem tak właśnie było… Spakowałem plecak, jakieś żarcie, wodę, aparat, wsiadłem na rower (gdyż taka opcja była możliwa) i w drogę na prom. Miała być dużo większa ekipa, jednakże większość ludzi zasłaniała się bólami kręgosłupów, finansami, brakiem czasu i wszystkimi możliwymi i niemożliwymi rzeczami, które wyjazd ten im uniemożliwiły – więc na froncie tylko dwa wysłużone rowery, jeden aparat i cień niewyspanego Piotrowskiego. O współtowarzyszu wyprawy, którego kondycja fizyczna była dużo poniżej przeciętnej, niż raczył wspomnieć nawet nie będę pisał ;)

piotrografia-Szwecja (32)

piotrografia-Szwecja (18)

Kiedy jesteś w Szwecji:

-Staraj się nie palić papierosów, siedząc na schodkach czyjegoś sklepu (nawet jeśli schodki to takie trochę landary szerokie i wysokie na 20 metrów), bo po chwili wylezie Grube Szwedzkie Babsko i pod pretekstem pozamiatania będzie Cię szturchać tą miotłą, żebyś sobie z tym papierosem polazł gdzieś indziej, bo jej w sklepie śmierdzi (tak myślę, że o to chodziło, bo Grube Szwedzkie Babsko nie raczyło używać języka angielskiego, tylko mamrotało coś przygryzając wargi).

-Jedyną słuszną i sprawdzoną w podróży opcją kawową w plenerze jest ZAWSZE kawa z McDonalds, nawet jeśli PseudoSzwed Ciapatego Pochodzenia zza lady nie bardzo wie, czym jest „spoon” kiedy prosisz go o podanie łyżeczki, bo w stojaczku się skończyły…

-Jeśli już naprawdę włączy Ci się podróżnicza loża szyderców (spontanicznie zupełnie, siedząc na ławce, popijając kawę i mówiąc nawet bez cienia złośliwości, a raczej z pobudek fotograficznych „Patrz stary! Jaka dziwna twarz! f o t o g r a f o w a ł b y m „) powstrzymaj się od głośnych komentarzy, wszak możesz własnie mówić o dziwnej twarzy pochodzenia polskiego, która doskonale zrozumie Twoje mamrotanie i nie omieszka Cię o tym poinformować swoją śliczniutką torebunią ze ślicznymi zameczkami, które zostawiają imponujące ślady WSZĘDZIE, na twarzy też…

-Dużą kupę można zrobić tylko na głównym rynku, w budce na przeciwko Informacji Turystycznej za całe 8 koron szwedzkich i po ciemku, więc dobrze jest mieć ze sobą telefon ze ściągniętą latarkową aplikacją, papier toaletowy też warto mieć przy sobie ;)

piotrografia-Szwecja (52)

Szczerze mówiąc, nie wiem czy dobrym pomysłem była podróż do Szwecji tuż po wojażach po norweskich fiordach. Cały czas w pamięci siedział norweski Geiranger, Droga Trolli, upolowana zorza polarna i mnóstwo tak fotogenicznych wyłowionych kadrów, że szwedzka Karlskrona ze swoimi kolorowymi domkami i kilkoma skałami wciśniętymi w morze jawiła się trochę jako żałośnie uboga siostra skandynawska… taka z nieprawego łoża, po porodzie kleszczowym i z powybijanymi jedynkami. Co prawda poranne widoki z pokładu na Gdynię tak mi pozytywnie ciśnienie podnosiły…

piotrografia-Szwecja (67)

piotrografia-Szwecja (68)

piotrografia-Szwecja (66)

piotrografia-Szwecja (69)

piotrografia-Szwecja (70)

piotrografia-Szwecja (71)

piotrografia-Szwecja (72)

piotrografia-Szwecja (73)

piotrografia-Szwecja (74)

piotrografia-Szwecja (75)

Chciałbym powtórzyć wyprawę. Bez świeżego wspomnienia w głowie, że dzień wcześniej wróciłem z Norwegii… Bo Karlskrona na pewno ma bardzo dużo do zaoferowania. Po prostu zupełnie inaczej tym razem patrzyłem…

Jeden dzień w Londynie

 

Zbigniew Piotr Piotrowski - Londyn (61)

Oj Londyn, Londyn.
Spędzenie całego dnia w Londynie to jak wycieczka na Hel zimą – cisza, spokój, zero ludzi na ulicach, średnio co trzy godziny leniwie przetoczy się jakiś samochód (że już nawet nie wspomnę o autobusach, których praktycznie prawie wcale nie widać na ulicach). Londyn to trochę taki kurort, gdzie można nieziemsko wypocząć, rozsiąść się wygodnie na ławce i po prostu chłonąć aurę tego cichego, spokojnego i nie skalanego w żaden sposób masową kulturą miasteczka, popijając w trochę snobistyczny sposób herbatę o piątej po południu … Żartowałem, oczywiście ;)
Na trzecim kilometrze londyńskiego, jednodniowego spaceru (żeby w ogóle poruszać się do przodu) przepycham się na chodnikach między ludźmi łokciami. Zewsząd gapią się na mnie Justin Bieber, buty nike, kremy przeciwzmarszczkowe i wszystko co tylko dało się zareklamować w sposób zgodny z prawem. Tłumy ludzi po prostu przelewają się przed moim obiektywem, a ja cicho klnę pod nosem, że nie zawsze układają się w kadrze tak jakby sobie tego życzył (bo, że wpierdalają się w kadr nagminnie to już się pogodziłem ;) ). Pod dużym wrażeniem pozostaję do tej pory – samym przepychem i bogactwem sytuacji, które rozgrywają się przed moim aparatem, a ja miałem szansę to sfotografować. Samym przepychem i bogactwem fotograficznym każdego mijanego budynku, kamienicy, biurowca, budki z lodami, hot-dogami, przejściami dla pieszych i pochodnymi. No i przede wszystkim wielokulturowością ludzką, mnogością, różnorakością i wszystkim co wiążę się z multum inności, tolerancji i kojarzy ze słowami określającymi tę przeogromność wszystkiego, a których w tej chwili nie jestem w stanie przytoczyć.
Londyn – myślę, że odnalazłbym się w tym mieście…

Zbigniew Piotr Piotrowski - Londyn (71)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Londyn (66)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Londyn (7)

Absolutnie nie zmuszam do obejrzenia całej galerii, proszę sobie wyłowić interesujące kadry ;)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Londyn (105)

Pałac Buckingham, ku mojej radości oczywiście, współgrał z aparatem w stylu bardzo piotrowskim co widać na poniższym zdjęciu. Moja podświadomość zawsze ukierunkowuje mnie na poszukiwania miejskich brudów i tej strony miasta, którą ciężko zobaczyć w oficjalnym przewodnikach ;)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Londyn (78)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Londyn (82)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Londyn (84)

I trochę rodzajowych scenek, które szczególnie zwróciły moją uwagę…

Zbigniew Piotr Piotrowski - Londyn (74)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Londyn (47)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Londyn (143)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Londyn (100)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Londyn (104)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Londyn (147)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Londyn (150)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Londyn (98)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Londyn (96)

China Town

Zbigniew Piotr Piotrowski - Londyn (115)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Londyn (116)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Londyn (117)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Londyn (119)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Londyn (114)

Myślę, że Londyn to zdecydowanie miejsce do którego z aparatem jeszcze wrócę.

Ulicami Peterborough…

_DSC3812 (Kopiowanie)

Zdjęcia z Peterborough to mieszanka kilku dni wędrówek ulicami tego miasta – począwszy od moich fascynacji wszystkim co widzę („jaki śliczny śmietniczek”), a kończąc na targu rozmaitości odbywającym się raz w miesiącu na bliżej nieokreślonym parkingu, gdzie ludzie zjeżdżają z całego miasta i po rozstawieniu swojego stoiska drą ryje, że mają używane i na sprzedaż absolutnie wszystko. Prócz kiełbasy, bo kiełbasa też była i wyglądała na nieużywaną ;)
Zatem błądząc po uliczkach fotografowałem, co mi ślina na język przyniosła (co mi pryzmat na matrycę) – zapis dosyć chaotyczny, ale to bardzo do mnie pasuje, więc wyrzucam zdjęcia bez wyrzutów sumienia. Zdarzyło się też, że pożyczonym rowerem (z cholernie niewygodnym siodełkiem :P) postanowiłem podjechać bliżej meczetu – zielony neon nad wejściem do meczetu, widoczny z paru kilometrów już, tak hipnotyzował, że musiałem . Ale zanim postanowiłem sięgnąć po aparat z plecaka zjechałem nieświadomie w ulicę, gdzie przed każdym obejściem w odległości paru metrów od siebie stały ciapate skupiska ludzi . I scena niczym z filmu… Ciapate skupiska ludzi zamilkły wszystkie w tym samym momencie na mój widok (a wcześniej trwały jakieś żywe dyskusje), z otwartego okna słyszę jak dziecko zaczyna płakać, ulicę przebiega kot, ciszaaaaa… Na ustach mam „allah akbar”, ale nie mam odwagi wydrzeć się, zatem w błyskawiczny sposób montuję tzw. spierdolkę i wracam do centrum…

_DSC3718 (Kopiowanie)

_DSC3720 (Kopiowanie)

_DSC4837 (Kopiowanie)

Katedrę św. Piotra, Pawła i Andrzeja widać praktycznie z każdego punktu w mieście – monstrualnych rozmiarów obiekt robi duże wrażenie nie tylko na zewnątrz…

_DSC4862 (Kopiowanie)

_DSC4853 (Kopiowanie)

Samo centrum robi bardzo sympatyczne wrażenie – gdzieś między zdjęciami odkrywam, że anglicy to tacy sami syfiarze jak polacy ;)

_DSC3780 (Kopiowanie)

_DSC3788 (Kopiowanie)

_DSC3786 (Kopiowanie)

_DSC3763 (Kopiowanie)

_DSC3782 (Kopiowanie)

Spotykam też Śniętą Helenę czekającą na autobus, która wyszła trochę nie ostro bo strasznie wierciła się przez sen ;)

_DSC4176 (Kopiowanie)

oraz wyluzowanego Mariana, któremu oczekiwanie na śniadanie umilała Śnięta Helena, która po pobudce wsiadła na motor i już nie czekała na autobus…

_DSC4144 (Kopiowanie)

Miałem też okazję zapoznać się z polną sztuką wysoką – za cholerę nie wiem co fotografowałem, ale obiekt był całkiem duży i całkiem fotogeniczny ;)

_DSC4274 (Kopiowanie)

_DSC4288 (Kopiowanie)

_DSC4283 (Kopiowanie)

_DSC4286 (Kopiowanie)

_DSC4169 (Kopiowanie)

No i słynny targ – serce moje skradła Maryla, cała taka do kochania. Siedziała i czekała na wielką miłość…

_DSC4926 kopia

_DSC4997 (Kopiowanie)

_DSC4977 (Kopiowanie)

_DSC4992 (Kopiowanie)

_DSC4927 (Kopiowanie)

_DSC4934 (Kopiowanie)

_DSC4941 (Kopiowanie)

_DSC4947 (Kopiowanie)

_DSC4949 (Kopiowanie)

_DSC4955 (Kopiowanie)

_DSC4986 (Kopiowanie)

Na głównym placu Peterborough przechadzają się trzy kobieciny w dojrzałym wieku – widzę tylko tyły, więc trudno mi określić wiek. Krótkie spódniczki, włos na lok, nóżki w obcasikach, obwieszone z każdej strony wszystkim co świecące i dopiero, gdy spostrzegam zarost wyzierający spod kilku kilogramów pudru na twarzy każdej z nich, na chwilę przystaję i łapię się za głowę – dopiero potem do mnie dociera, że przecież to takie normalne i nikomu nie robiące krzywdy…

Tak…  Anglia to zdecydowanie piękny kraj.

_DSC4913 (Kopiowanie)

Jeden dzień w Cambridge

Zbigniew Piotr Piotrowski - Cambridge (22)

Lubię całodniowe, fotograficzne wędrówki po mieście – już pomijając, że z każdą kolejną godziną elektroniczne dwa kilogramy uwieszone pod szyją ciążą coraz bardziej, że kopyta intensywnie potem pchają się w przysłowiową część ciała, a przy sprzyjającej, letniej pogodzie tak się sklejam z koszulką, iż stajemy się jednością. Są takie miasta, które mocno współpracują z moim aparatem – być może kwestia tego, że pojawiam się w odpowiednim miejscu i czasie, nie wiem… Ale zaczynam odkrywać plusy ulic przepełnionych turystami – wszak każdy przepycha się łokciami przez wspomnianą ulicę i trzaska zdjęcia i nikt zupełnie nie zwraca uwagi na kolejnego, tym razem Piotrowskiego, turystę trzaskającego zdjęcia w wydawać by się mogło bezsensowny i turystyczny sposób. A tu jednak Piotrowski-Niby-Turysta poluje na zdjęcia w Bressonowskiej koncepcji decydującego momentu, gdzie główną rolę odgrywają nic nie świadomi ludzie ;)

Zatem witam w Cambridge, studenckim mieście zupełnie opanowanym przez rowerzystów…

Zbigniew Piotr Piotrowski - Cambridge (30)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Cambridge (32)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Cambridge (25)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Cambridge (26)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Cambridge (27)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Cambridge (35)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Cambridge (5)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Cambridge (15)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Cambridge (17)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Cambridge (19)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Cambridge (29)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Cambridge (33)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Cambridge (21)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Cambridge (16)

Burghley House

_DSC4705 (Kopiowanie)

Zdjęcie powyżej idealnie obrazuje jak w chwili obecnej się czuję – miesiąc wolnego i mnóstwo planów w głowie.
Fotograficznych, podróżniczych, większych, mniejszych ale zdecydowanie na swój sposób bardzo ważnych… I tymczasem, zanim popadnę w patosy rodzaju różnego i wszyscy będziemy płakać ze wzruszenia, jaki to Piotrowski literacko elokwentny – przedstawiam galerię, do której zdjęcia zrobiłem podczas lipcowego urlopu i tuż po przejechaniu szesnastu mil z Peterborough w stronę angielskiego Stamford.
Burgley House to budowla robiąca ogromne wrażenie – i choć na moje nieszczęście okazało się, że akurat trwa Bliżej Nienazwany Festiwal Filmowy i nie wszędzie można było wejść – udało się ustrzelić parę zdjęć. Swoją drogą zaczynam się zastanawiać, co miałby do powiedzenia Freud na temat niegdysiejszych architektów, widząc ich monstrualnych wielkości projekty…? ;)

_DSC4640 (Kopiowanie)

_DSC4642 (Kopiowanie)

_DSC4641 (Kopiowanie)

_DSC4633 (Kopiowanie)

_DSC4631 (Kopiowanie)

_DSC4630 (Kopiowanie)

_DSC4632 (Kopiowanie)

_DSC4623 (Kopiowanie)

_DSC4665 (Kopiowanie)

_DSC4649 (Kopiowanie)

_DSC4659 (Kopiowanie)

_DSC4696 (Kopiowanie)

_DSC4708 (Kopiowanie)

Co prawda droga powrotna już mniej zjawiskowa, ale też fotogeniczna… ;)

_DSC4716 (Kopiowanie)

_DSC4718 (Kopiowanie)

_DSC4724 (Kopiowanie)

_DSC4728 (Kopiowanie)

_DSC4720 (Kopiowanie)

_DSC4722 (Kopiowanie)

_DSC4723 (Kopiowanie)

_DSC4725 (Kopiowanie)

Kirby Hall – ruiny Elżbiety Pierwszej

_DSC3420 kopia

Od powrotu do Polski z urlopu po angielsku mija prawie tydzień – strasznie ciężki tydzień, gdzie trzeba było przestawić trybiki i zmusić się do przystosowania do nieurlopowej rzeczywistości – generalnie wypadałoby, żeby człowiek po urlopie był wypoczęty i zrelaksowany, więc dlaczego co rano czuję się jakbym zmartwychwstawał? ;)
Urlop niesamowicie intensywny, od rana do wieczora latanie z wywieszonym jęzorem i aparatem u szyi, żeby jak najwięcej zobaczyć, udokumentować, zobaczyć, zobaczyć, zooobaaaczyć!!! (W międzyczasie sporo kawy!)
Sesja zombie na starym, angielskim cmentarzu, całodniowy spacer po Londynie (na wspomnienie nogi znowu zaczynają boleć!), wizyta w Cambridge, Burghley House, mnóstwo zdjęć z Peterborough (w pierwszych dniach robiłem najwięcej zdjęć, bo zachwycony byłem ABSOLUTNIE WSZYSTKIM!), przepiękna Katedra św. Piotra, Pawła i Andrzeja… Tyle tego, że przez najbliższy miesiąc nie ruszam się sprzed komputera i wszystko obrabiam! ;)

Teraz zapraszam do Kirby Hall – elżbietański dworek(!), w którym wypoczywała czasami Królowa Dziewica Elżunia Pierwsza Tudorowa. To najpiękniejsze ruiny, w jakich kiedykolwiek byłem, a wierzcie mi – widziałem ich mnóstwo!

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (16)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (7)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (4)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (5)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (11)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (13)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (18)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (20)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (15)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (10)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (6)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (2)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (14)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (3)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (19)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (8)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (12)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (9)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (17)

Čtvrtý den. Česká republika. Prague.

_DSC1565 (Kopiowanie)

_DSC1451 (Kopiowanie)

_DSC1456 (Kopiowanie)

_DSC1487 (Kopiowanie)

Dzień ostatni. Gdzie poszukiwania Saudka osiągają stan podgorączkowy i mocno histeryczny :)
Ale najpierw zgrabnie pominę proces śniadaniowy, pakowanie i inne prozaiczne czynności – zatem jesteśmy w okolicach południa. Bagaże zostawione na dworcu Florenc i mamy mały plan, żeby wypić jak najwięcej kubków grzanego wina na Starym Mieście przed wyjazdem – kobiecina, która wyżej wymienione w te kubki rozlewa kasując groszowe części koron czeskich już nawet nie pyta po co przyleźliśmy do jej stoiska. Wino w dłoń i na Celetná’ą, żeby po raz ostatni upewnić się, że osobista galeria mojego mistrza po prostu nie istnieje i dla pewności, że nie jestem źle szukającym gamoniem. Bo gamoniem zdecydowanie bywam, ale źle szukającym? ;)

I kiedy po raz enty sprawdzam czy numer budynku, w którym miała być rzeczona galeria na pewno jest tylko sklepem z pamiątkami, gdzie blond piękności pochodzenia rosyjskiego wciskają breloczki czeskiego krecika każdemu kto wchodzi postanawiam zapytać lokalesa. Stoi Naganiacz Klientowy z tacą pełną jakichś cukierków i zaprasza do restauracji – podchodzę, pytam z uśmiechem, a ten gapi się wzrokiem nie zdradzającym żadnej inteligencji i robi najokrutniejszą rzecz jaką zrobić tylko może. Nieświadomie zapewne. Mówi, że nie wie… Ale tam (wskazuje ręką) jest zakład (patrzę na jakiś zapyziały zakładzik fotograficzny z logiem kodaka, gdzie wchodzi się tylko po to, żeby zdjęcie legitymacyjne zrobić) i może tam jest ten Saudek? Z tej swojej bezsilności łapię Naganicza Klientowego za włosy i tą jego nicniewiedzącą głową uderzam o te piękne, czeskie kocie łby ułożone pod stopami. W wyobraźni – bo tak naprawdę rzucam mu tylko pogardliwe spojrzenie i odchodzę… ;)

 Na głównym rynku stoi Obecní dům – Miejski Dom Reprezentacyjny, na nim afisze z informacją, że wystawy Alfonsa Muchy i Andy Warhola… Kobiecina w okienku wybałusza oczy na pytanie o Saudka i swoją łamaną angielszczyzną mówi, że „tak! była galeria, ale zamknęli parę lat temu…”. I wszystko stało się jasne…

I kiedy już przybrałem żałobną minę, w akcie rozpaczy przechylając kolejny plastikowy kubek grzanego wina i powłócząc nogami kierowałem się na dworzec, gdzie zostawiliśmy bagaże Jan Saudek spojrzał na mnie z witryny jakiejś księgarni. I absolutnie szybka akcja… Bo gotówki zostało zdecydowanie za mało na kupno albumu i Katarzyna Wszechmocna i Najwspanialsza wykłada pieniądze (mamrocząc coś pod nosem, że przecież urodziny mam niedługo, a ona nie miała pomysłu na prezent;)) i tym sposobem zabieram Saudka ze sobą do Polski. W reklamówce. Saudek znaleziony – może nie w formie jaką sobie wymyśliłem… Ale to chyba nawet lepiej…?

Třetí den. Česká republika . Prague

_DSC1564 kopia

No i od czego zacząć dzień trzeci?
To dosyć oczywiste, że od śniadania bo i tak właśnie było – jednakże pragnę wskoczyć czasowo w okolice popołudnia tego dnia, przedstawić po raz kolejny Saudka, a dopiero potem wrócić od zwiedzania, które miało miejsce tuż po śniadaniu właśnie.
Otóż…
Po wejściu do jakiegoś podziemnego przejścia wszystko dzieje się w zwolnionym tempie – i gdybym był cycatą blondynką zapewne zamaszyście machnąłbym głową w celu samoczynnego odgarnięcia włosów z twarzy – jak w tych wszystkich filmach amerykańskich, a z obficie obdarowanej klatki piersiowej wydobyłoby się głośne westchnienie podniecenia na widok Karela Rodena. A tak tylko stoję przez chwilę (bez tych cycek i bez tego wzdychania ;) ) i gapię się z myślą „Osz kurwa… No znam fotę…”
Film o Saudku? W pierwszej chwili nie chce mi się trochę wierzyć – chyba rzadko zdarza się żeby powstawały filmy o sławach za ich życia?
No tak…
Był film o Wałęsie, ale to Wałęsa. A Saudek? Fotograf…?
Po przeczesaniu internetów odnajduję trailer…

…dowiadując się też, że sam Saudek mocno uczestniczył w powstawaniu filmu – ot, chociażby osobiście pstryknął fotkę, która jest na plakacie. Więcej tu. Tego dnia i następnego też błądzę jeszcze po ulicy Celetná w poszukiwaniu galerii Saudka – ale o tym jak bardzo czesi nie znają rodzimego fotografa – sławnego na absolutnie całym świecie trochę później.
Tymczasem wracamy do zwiedzania Žižkova.

_DSC1089

_DSC1087

W okrojonym towarzystwie – to dzień kiedy każdy robi i lezie gdzie chce, więc podzieleni na dwie grupy działamy samopas.

_DSC1099

Powłóczystym krokiem kierujemy się na Witkową Górę, gdzie stoi monumentalny pomnik Jana Žižki.

_DSC1103

_DSC1095

_DSC1097

_DSC1101

_DSC1106

Pomnik jak i cały budynek zwany dalej Narodowym Miejscem Pamięci na Witkowej Górze upamiętnia bitwę która miała miejsce 14 lipca 1420 roku podczas pierwszej krucjaty w okresie wojen husyckich. Ale jak zwykle zapraszam ciekawskich w okolice wikipedii ;)

_DSC1149

_DSC1151 (Kopiowanie)

_DSC1152

_DSC1153

_DSC1107

_DSC1108

_DSC1111

_DSC1114

_DSC1118 (Kopiowanie)

_DSC1137

_DSC1144

_DSC1130

_DSC1128 (Kopiowanie)

A schodząc w dół i kierując się w okolice wzgórza Petřín napotykamy co jakiś czas brakkostekbrukowych i z pełnym dystansem do własnej narodowości stwierdzamy, że byli tu Polacy ;)

_DSC1174

_DSC1154

_DSC1159

_DSC1163

_DSC1170

_DSC1171

Kiedy przechadzamy się w miejscu pokazanym poniżej w okolicach dworca autobusowego Florenc z megafonów głos jakiejś kobiety ogłasza koniec świata. Przynajmniej takie sprawa wrażenie – dźwięk z megafonów jest tak cholernie głośny i niepokojący, że przez chwilę zastanawiamy się gdzie się schować przed owym wyimaginowanym końcem świata ;)

_DSC1172

_DSC1173

A u podnóża Petřín znajduje się Pomnik Ofiar Komunizmu.

_DSC1178

_DSC1175

_DSC1176

Na Wzgórze Petřín wjeżdżamy kolejką linową.

_DSC1196

_DSC1185

_DSC1200

_DSC1199

Podczas gdy moja grupa kapituluje – ja płacę 350 koron za możliwość pokonania miliona schodów i obejrzenia Pragi z wieży widokowej. Widok warty wysiłku ;)

_DSC1202

_DSC1203

_DSC1210

_DSC1208

W kolejnym planie na ten dzień słynny symbol Pragi – Złota Uliczka.
Jednakże najpierw spożywamy kawę w knajpce na Hradczanach – a z racji tego, że spożywamy w papierowym kubku czuję się jakbym tę kawę profanował. Na Złotą Uliczkę wchodzimy chwilę po szesnastej – jak się okazuje słusznie, bo za darmo. A niesamowicie zły byłbym gdybym zapłacił… Złota Uliczka jakkolwiek urokliwa to przereklamowana po stokroć. Moim zdaniem, oczywiście.

_DSC1248

_DSC1297

_DSC1299

_DSC1302

_DSC1305

_DSC1306

_DSC1311

_DSC1314

_DSC1316

_DSC1318

_DSC1319

_DSC1321

_DSC1327

_DSC1333

_DSC1335

Po wejściu w mikroskopijnych rozmiarów drzwiczki okazało się, że weszliśmy do mini muzeum…

_DSC1269

_DSC1253

_DSC1258

_DSC1260

_DSC1264

_DSC1267

_DSC1265

Sala tortur :)

_DSC1289

_DSC1275

_DSC1277

_DSC1279

_DSC1280

_DSC1282

_DSC1286

_DSC1358

_DSC1350

_DSC1352

_DSC1356

Późnym wieczorem drepczemy sobie po starym mieście z mistrzowskim, grzanym winem i w poszukiwaniu osobiście saudkowej galerii z absolutnie stałą ekspozycją i pochodnymi.

_DSC1361

Nie zawracam sobie głowy zbytnio, żeby zapamiętać numer budynku (sprawdzany wcześniej w hotelu przy pomocy internetów w telefonie i hotelowym wifi), w którym znajduje się owa galeria – przecież to SAUDEK i podejrzewam, że owy przybytek powinien być widoczny już z daleka. Z resztą sama ulica Celetná nie jest jakaś strasznie długa, żeby po niej błądzić. Oczywiście, nie mogło być inaczej, galerii nie znalazłem :)
I sumiennie poprzysiągłem udać się ponownie w te okolice dnia następnego…

_DSC1377

_DSC1362

_DSC1364

_DSC1366

_DSC1370

I na koniec, a jakże… Most Karola. Tym razem w biegu, w deszczu i bez szmatki, którą byłbym w stanie na bieżąco wycierać zapaćkany obiektyw ;)

_DSC1394

_DSC1391

_DSC1393

Druhý den. Česká republika . Prague

_DSC0616

Dzień drugi.
Po obfitym śniadaniu w hotelowym bufecie wita nas naprawdę fantastyczna pogoda.
Mamy ambitny plan poszukiwań słynnego muru Lennona – a według naszego przewodnika i mapy (na której mur oznaczony jest zieloną siódemką) znajduje się dosłownie parę chwil dreptania od naszego hotelu, na dzielnicy Žižkov.
I nikomu w tej chwili nie wydaje się dziwne, że ściana Lennona znajduje się na takim dzielnicowym odpowiedniku warszawskiej pragi.

_DSC0668

_DSC0662

_DSC0663

_DSC0666

_DSC0669

_DSC0670

Poniżej žižkovska wieża telewizyjna, na której w 2000 roku pojawiły się rzeźby raczkujących dzieci autorstwa Davida Černý(ego) – tego samego artysty od instalacji sikającej pod muzeum Kafki. Teraz trochę żałuję, że nie udało się popatrzeć na wieżę z bliska ;)

_DSC0672

Wdrapujemy się na wzgórze w parku o nazwie Parukářka. Ciągle intensywnie poszukując Lennona. I podziwiając widoki.

_DSC0674

_DSC0676

_DSC0679

_DSC0681

Język czeski jest językiem uroczym – nie da się ukryć. Być może za dużo piwa naród spożywa i stąd miękkość i śmieszność prawie każdego słowa. Jednakże apogeum radości osiągam w momencie słyszenia czeskich dzieci przedszkolnych, które na początku swojego życia (jak każde dziecko przecież) naturalnie sepleniąc kaleczą większość słów na swój dziecinny sposób. Język czeski z ich ust jest po prostu tak przesłodki, że aż do tak zwanego porzygania tęczą. Więc rzygam i idę ;)

_DSC0687

_DSC0689

_DSC0692

_DSC0740

Znajdujemy mur – zaledwie trzymetrowy i wyglądający zupełnie inaczej niż w przewodniku. Trzeba dopytać ale czeskie przedszkolanki niestety nie grzeszą podstawową znajomością angielskiego, a przechodzący staruszek (z outfit’em, który mógłby pozazdrościć sam Lennon) na pytanie „czy po angielsku” odkrzykuje, że „Jaa! Naturlich!”.
Ale… Udaje się odkryć, że nasz tajemniczy przewodnik (na którym mur Lennona zaznaczony zieloną siódemką, jak już wspominałem) ma różne odcienie wymienionego zielonego i tym samym okazuje się, że szukamy Lennona nie tam gdzie powinien być.
Staruszek na mapie pokazuje okolice… mostu Karola :D
Zatem w stronę tramwaju…

_DSC0694

_DSC0696

_DSC0699

_DSC0702

_DSC0706

Pogoda cudo…

_DSC0708

_DSC0711

_DSC0713

_DSC0714

_DSC0716

_DSC0719

_DSC0722

_DSC0724

_DSC0726

_DSC0727

_DSC0729

_DSC0732

_DSC0735

_DSC0736

_DSC0737

_DSC0738

_DSC0739

_DSC0741

_DSC0744

_DSC0746

Już z daleka słychać jakiegoś czeskiego śpiewaka, który zachrypłym głosem (i wcale nie takim pierwszej jakości) wyje imadżiiiiin of de pipl sprawiając, że wizyta pod murem jest ciut szybsza, niż planowaliśmy ;)

_DSC0748

_DSC0750

_DSC0753

_DSC0757

_DSC0759

Znajdujemy się na Kampie – półwyspie na Wełtawie z centralnie położonym owalnym rynkiem. Grupę różnokolorowych domków przecina Čertovka – ślepy kanał rzeki Wełtawy. Wyczytałem, że prażanie nazywają to miejsce swoją Małą Wenecją. I wcale mnie to nie dziwi…

_DSC0762

_DSC0768

_DSC0761

I zdjęcie z ostatniego wpisu potwierdzające praską Wenecję.

_DSC0619

A potem schodami.
W internetach można poczytać, że w zamierzchłych czasach schodów tych nie było i mieszkańcy wyspy używali drabin, żeby na most Karola się wdrapać.

_DSC0781

I tradycyjnie kilka zdjęć z mostu Karola. Hradczany same pchają się do aparatu.

_DSC0782

_DSC0788

_DSC0790

_DSC0794

_DSC0795

_DSC0799

_DSC0800

_DSC0803

_DSC0805

_DSC0813

_DSC0816

_DSC0817

_DSC0818

_DSC0820

_DSC0821

_DSC0824

_DSC0826

Docieramy na Josefov – dawną żydowską dzielnicę otoczoną z każdej strony Starym Miastem. Niestety – moje wyobrażenia na temat tego miejsca nijak się miały z rzeczywistością – multum włoskich sklepów sprawiał, że urok żydowskości znikł zanim się jeszcze pojawił. Po za tym okazało się jeszcze, że żeby wejść na stary cmentarz żydowski trzeba zapłacić około 250 koron czeskich. Nie… Zdecydowanie nie należę do sknerowatych i wiecznie oszczędzających ludzi, gdyż rękę do pieniędzy mam dosyć lekką ;) Jednakże wychodzę z założenia, że za pewne rzeczy po prostu nie powinno się płacić.

_DSC0827

_DSC0829

_DSC0831

_DSC0832

_DSC0834

_DSC0838

_DSC0841

_DSC0842

_DSC0844

_DSC0848

_DSC0849

_DSC0851

W planach kolejne wzgórze, na które docieramy drepcząc przez kolejny most. I kolejne widoki.

_DSC0854

_DSC0856

_DSC0858

_DSC0862

_DSC0868

_DSC0871

_DSC0872

_DSC0876

I schody.

_DSC0884

Ze wzgórza z metronomem też świetne widoki.
Po za tym nasz książkowy przewodnik określa miejsce, na które się wdrapaliśmy jako Praga dla zaawansowanych ;)

_DSC0889

_DSC0907

_DSC0909

_DSC0910

O samym nieistniejącym już i potężnym pomniku Stalina (który kiedyś z tego miejsca górował nad miastem) można poczytać na ZŁOTEJ PRADZE.

_DSC0896

_DSC0929

_DSC0931

_DSC0933

_DSC0935

_DSC0913

_DSC0926

_DSC0937

_DSC0947

_DSC0949

_DSC0950

_DSC0955

_DSC0960

_DSC0962

_DSC0967

Przejścia dla pieszych w Pradze są co najmniej fascynujące.
Tak samo jak mała ilość widocznych na mieście sędziwych mieszkańców i jeszcze tego samego dnia mamy okazję świadomie przyjrzeć się tym dwóm zjawiskom (wcześniej nikt nie zwracał na to uwagi), a nawet stwierdzić, że łączy je jedno. Otóż… Stoimy i czekamy przed przejściem dla pieszych, żeby zgodnie z ogólnie pojętymi zasadami ruchu ulicznego przejść zgodnie z prawem na zielonym świetle. Zielone światło zapala się na trzy sekundy i gaśnie w momencie kiedy nawet nie jesteśmy w połowie owego przejścia. Potem już nauczyliśmy się przybierać pozy jakbyśmy startowali do biegu, a i tak nie zawsze się udawało. A teraz wyobraźmy sobie że, taka czeska staruszka ledwo kuśtykająca obładowana czeskimi siatami z czeskiego tesco idzie po tym czeskim przejściu i kiedy już by się mogło wydawać, że zdąży przejść przejeżdża ją czeski autobus. Selekcja naturalna? Czeski film, no mówię wam ;)

_DSC0969

_DSC0973

_DSC0982

_DSC0984

I drugi dzień już prawie ku końcowi.
Pomimo, że od popołudnia nogi wchodzą ze zmęczenia w czteroliterową część ciała obiecuję sobie szybki, wieczorny spacer po Pradze ze statywem i długim czasem naświetlania. I jak się okazało z odczuciem delikatnego szoku, że bydło turystyczne o tej porze znika w tajemniczych okolicznościach…

_DSC0985

_DSC0988

Powrót na wzgórze z metronomem.

_DSC0999

_DSC1002

_DSC1005

_DSC1010

_DSC1013

_DSC1028

Rzecz chyba niespotykana w ciągu dnia – opustoszały plac zamkowy na Hradczanach. Tym bardziej dziwne, że wejście o tej porze jest ogólnodostępne i nikt nie ściga, że zamknięte czy coś.

_DSC1033

_DSC1046

_DSC1049

_DSC1051

_DSC1053

_DSC1054

_DSC1057

_DSC1065

_DSC1069-2

_DSC1072

_DSC1074

_DSC1080

I schodami w dół. Do hotelu. Spaaaaaaać!

_DSC1085

První den . Česká republika . Prague / część 2

Po wdrapaniu się po sześciu tysiącach dziewięćset dwudziestu trzech tysiącach miliardach schodów docieramy na plac zamkowy.

_DSC0491

_DSC0488

… z widokiem, jeśli się nie mylę, na dachy Małej Strany.

_DSC0506

_DSC0505

_DSC0485

_DSC0493

_DSC0500

_DSC0509

_DSC0510

_DSC0512

_DSC0514

_DSC0517

_DSC0502

Krótka przerwa na papierosa. Wciśnięci w jakiś kąt puszczamy dym nosem i w milczeniu podziwiamy to, co wydarzyło się na zdjęciu poniżej. Podziwiamy nie rozumiejąc, oczywiście ;)

_DSC0528

Absolutnie fenomenalna Katedra Świętych Wita, Wacława i Wojciecha!!!
Oczywiście, żeby wejść dużo bardziej w katedrę trzeba zapłacić – a jakże! I to taki łączony bilet trzeba kupić (bo na samo zwiedzanie katedry się nie da, gdyż pewnie wyszłoby za tanio), ale z racji ogólnej ignorancji na wszelkie rzeźby świętych i mniej świętych władających kiedyś Czechami znajdujących się w głębi katedry – nie płacimy i podziwiamy darmowo kręcąc się w obszernym fragmencie katedry, gdzie idealnie można było sfotografować interesujące części wyżej wymienionej.

_DSC0519

_DSC0531

_DSC0523

_DSC0533

_DSC0554

_DSC0542

_DSC0543

_DSC0548

_DSC0549

_DSC0572

_DSC0573

_DSC0574

_DSC0577

_DSC0532

_DSC0534

_DSC0535

_DSC0538

_DSC0557

_DSC0563

_DSC0569

_DSC0568

_DSC0586

_DSC0584

_DSC0593

_DSC0581

_DSC0583

_DSC0588

_DSC0607

_DSC0597

_DSC0601

_DSC0604

_DSC0609

_DSC0614

_DSC0619

_DSC0661

No i most. Słynny most Karola…
Sypiący się, brudny i… nie powiem… piękny w swojej specyficznej brzydocie.
Nie muszę chyba nikomu wspominać, jak bardzo krew zalewała mój i tak już zmęczony organizm na widok tych wszystkich ludzi pełzających tu i ówdzie… a w szczególności przed obiektywem i w najmniej odpowiednim momencie? Że już nawet nie będę wspominał jak bardzo serce moje skradły jebane nieestetyczne straganiki z pamiątkami osadzone dosłownie przy najbardziej fotogenicznych fragmentach mostu…
Ale to NIC…
Miałem pełne prawo cichutko używać najpiękniejszych słów polskich pod nosem i ukradkiem w stronę tłumu – wszak już pół dnia nogi niosły po uliczkach Pragi, wolnym krokiem doskwierał też głód a i zapas wepchniętej rano kofeiny na Hlavní Nádraží ubożał z każdą chwilą…

_DSC0660

_DSC0651

_DSC0623

_DSC0637

_DSC0634

_DSC0648

_DSC0631

_DSC0650

_DSC0638

_DSC0618

_DSC0645

_DSC0620

_DSC0627

Więc zacisnąwszy ząbki (ależ ja jestem hipokrytą, będąc jednym z turystów, narzekam własnie na nich!) drepcę sobie z aparatem tuż przy twarzy przekonany, że absolutnie nic mi już nie będzie psuło nadwątlonego humoru i wtedy pojawia się ON!
Człowiek w NIEBIESKIM BALERONIE SPLENDORU (nie rozumiejących odsyłam: tu).
Już tylko pozostaje mi parsknięcie… ;)

_DSC0625

Dosyć intensywnie macam Jasia Nepomucena… Macam trzy razy na wszelki wypadek, żeby życzenie się spełniło.

_DSC0642

I resztę też macam, bo macają wszyscy ;)

_DSC0630

_DSC0629

I kiedy dzień chyli się ku końcowi, siedząc nad kuflami z czeskim piwem dochodzimy do jednego wniosku: w Pradze wszędzie trzeba dojść pod górę, po schodach i na około, I to na raz ;)

10928711_10205447808049719_870986265_n kopia

První den . Česká republika . Prague / część 1

1

No to Praga – trochę przereklamowana, naszpikowana bydlęctwem turystycznym i pokątnie brudna. Ale wciąż tak pięknie fotogeniczna jak wszyscy wspominali. Gdyby nie przepinanie wagonów na bocznicy w Bohuminie podróż ciągnęłaby się godzinę krócej – choć i tak oczekiwanie na dalszą jazdę umilał konduktor wpadający do przedziału z zapytaniem „Všechno v pořádku?”. I chyba nawet nie był świadomy ile radości przynosił nam tym pytaniem w swoim języku ;)
No to Praga – wielbłądzio obładowani wypełzamy z pociągu na Hlavní nádraží i przekrwionymi oczyma jak w amoku poszukujemy jakiegokolwiek miejsca gdzie można napić się kawy. I zapalić.

_DSC0336

_DSC0341

_DSC0337

_DSC0338

_DSC0340

I z mapą, trochę z początku błądzimy w poszukiwaniu naszego hotelu. I tak lezę sobie przysłuchując się pociągnięciom nosowym chorych koleżanek (że nawet już nie wspomnę o armagjedonie kaszlowo-katarowym w pociągu ;) ) i coś tam pstrykam już niecierpliwie i mało wygodnie (wyglądam trochę jak człowiek-plecak, na plecach 80L, z przodu plecak fotograficzny) i tradycyjnie rozglądam się jak szalony w poszukiwaniu dobrego kadru i nagle dostaję w pysk – mocno, zamaszyście i prawie z pięści! I jak najbardziej metaforycznie… Oto sam Jan Saudek wita mnie w swoim mieście – mój mistrz absolutny!!! I takich spotkań było więcej – co śmieszne, codziennie!!! ;)

_DSC0343

_DSC0345

_DSC0346

_DSC0350

_DSC0351

_DSC0353

W hotelu szybkie doprowadzenie się do ładu i na miasto postraszyć ludzi, gdyż doprowadzanie się do porządku tak naprawdę niewiele dało ;)

2

I tradycyjnie zdjęć ciut, ciut i troszeczkę. Marudzących, że za dużo kadrów na stronie odsyłam na fejsbukową piotrografię, gdzie pewnie poleci ostra selekcja i nie będzie tak nudno ;)

_DSC0360

Z całodobowym biletem za 110 koron czeskich wsiadamy w 207 i dojeżdżamy do ostatniego przystanku Staroměstská. Ablo wysiadamy na Právnická fakulta. Już nie pamiętam ;)
W każdym bądź razie spacerowo znajdujemy się na moście Josefa Manesa, skąd oczywiście widać słynny Most Karola.

_DSC0362

_DSC0372

_DSC0379

_DSC0361

_DSC0364

_DSC0363

Ponure przedpołudnie, ale potem się rozpogodziło ;)

_DSC0373

_DSC0368

_DSC0378

_DSC0381

_DSC0382

_DSC0383

_DSC0384

_DSC0385

_DSC0386

W pobliżu ulicy Cihelná schodzimy na brzeg Wełtawy.
Pomimo, że widzę to miejsce pierwszy raz w życiu odnoszę wrażenie, że już tu kiedyś byłem…

_DSC0395

_DSC0389

…i jak się okazuje nie zawodzi przeczucie…? Dodatkowy zmysł saudkowy…? Nie mam pojęcia ;)
W tym miejscu Saudek popełnił zdjęcie „Hej Joe” i szkoda, że nie byłem tego świadomy podczas pobytu w Pradze – pewnie ułożyłbym kadr w odpowiedniej perspektywie. Chyba nawet drzewo to samo? Bo łabędzie to chyba nie…? ;)

_DSC0387

Hey-Joe-Place-30-years-later

I na samej Cihelnej ruchoma rzeźba Čůrající postavy autorstwa Davida Černego.
Dwóch kolesi leje do basenu w kształcie Czech – a przecież sam proces sikania to bardzo przyjemna czynność ma więc kojarzyć się z przyjemnością wstąpienia Czech do UE – bo z tej okazji powstała instalacja ;)

_DSC0401

_DSC0402

I dalej idąc w stronę Wzgórza Hradczany

_DSC0410

_DSC0398

_DSC0399

_DSC0406

_DSC0407

_DSC0411

_DSC0414

_DSC0416

_DSC0418

_DSC0415

_DSC0424

_DSC0419

_DSC0459

_DSC0426

_DSC0427

_DSC0428

_DSC0429

_DSC0430

_DSC0431

_DSC0432

_DSC0433

_DSC0434

_DSC0439

_DSC0441

_DSC0442

_DSC0444

_DSC0447

_DSC0456

_DSC0457

Miliony fantastycznych detali architektonicznych przyprawiają o zawroty głowy. Chyba, że zawroty z powodu miliona schodów do pokonania…? ;)
Rzadki widok uliczka bez ludzi albo prawie bez ludzi

_DSC0460

_DSC0461

_DSC0463

_DSC0465