Fotobudka

Fotobudka. Ślub Izy i Mateusza.

Wyjeżdżam na urlop, ale chyba bardziej z poczuciem, że uciekam z kraju na parę dni niż cokolwiek innego. To urlop, który zdecydowanie był światełkiem na końcu tunelu. Z resztą w miejscu, gdzie tylko nogę wystawię na płycie lotniska i już wszystko wraca do normy, pojawia się równowaga , życiowe dylematy znikają, rozterki obumierają a w głowie piętrzą się tylko myśli, że trzeba pod kolejną górę podleźć. Norwegia – moja ukochana…

Nie gotujemy

The Dumplings pomiędzy świętami, a sylwestrem. Miałbym ochotę, żeby ten rok już się skończył…

Wesołych, Zdrowych i śnieżnych!

Wesołych Świąt życzę  – lada moment wybywam świętować za granicę i najlepsza okazja do złożenia życzeń na stronie piotrografii to własnie teraz. Zatem Wesołych, Zdrowych i choć odrobinę śnieżnych. Niech wszystek zawartości stołu świątecznego ląduje w buzi tak samo często jak ten lizak ze zdjęć… I pudełeczko, lampki choinkowe i wszystko co tylko wpadło w łapki małej modelki. Na zdjęciach Lili – bardzo ruchliwa modelka, którą jakimś cudem (a cuda w święta podobna się zdarzają!) udało się sfotografować parę dni temu.

Fotograf z Gdyni i pałac z horroru, Dalwin

Złożony proces porannego powstawania z ciepłych pierzyn prywatnych alkowych nie ma miejsca – to już nie te czasy, żeby zrywać się o 6 rano i lecieć na łeb i szyję i z krzywo uczesanym włosiem na głowie, który przy ściągniętej czapce w samochodzie i tak przybiera kształt bliżej nieokreślony (albo określony, ale spuśćmy kurtynę milczenia)… Zatem z  domu wychodzę o ósmej z minutami… prawie o dziewiątej, która swoją niewyraźnością jest i tak chyba bliżej jedenastej. W plecaku prócz Nikodema, jest też kubek-obiektyw wypełniony zieloną breją, którą ostatnio się odżywiam w ramach szeroko pojętego zdrowego stylu życia… czy zwał jak zwał.

Jedziemy przed siebie… Towarzysz współfotografujący i ja. Jest chłodny, styczniowy poranek – jeden z takich poranków jakie ja osobiście bardzo lubię… Jeden z takich, gdzie chłodne powietrze próbuje wcisnąć się w jakąkolwiek szparę w kurtce i z racji takiej niemożliwości sprawia, iż masz przeczucie że ten dzień będzie wypełniony dobrem. Nie wiem jak to działa, bo nie analizuję i pozwalam sobie być po prostu nieświadomym odbiorcą. Dobro objawia się w najróżniejszy sposób – najpiękniejsze jest dobro fotograficzne, którego czasami nie jestem w stanie pojąć, bo działa na zwykłej i prostej zasadzie „spotykasz człowieka…”. Spotykasz człowieka, któremu wydaje się wszystko. Z tego wszystkiego najzabawniejsze jest to, że spotkanemu człowiekowi wydaje się, że znasz wszystkich jego kolegów z pobliskich miejscowości, więc dlatego opowiada Ci co u nich słychać, który ostatnio najwięcej spożywa alkoholu i jeszcze żebyś nie miał wątpliwości rzuca nazwiskami, żebyś mógł sobie wizualizować (gdybyś jednak jakimś cudem nie kojarzył kto jest kim). I spotkany człowiek jest jeszcze na tyle miły, że oprowadza Cię po tym pałacu, do którego przyjechałeś i który fotografujesz gdzieś między potokiem słów nieznajomego, który w co trzecim zdaniu mówi, że w pałacu pomieszkuje Kowalski, który teraz poszedł na obiad do kogoś. I, że dach. Że dach ewidentnie trzeba natentychmiast zrobić, bo dłużej pałac tak nie postoi. I, że pewnie gmina sprzeda, za strasznie ogromne miliony, bo to zabytek i zrobią hotel, w którym najsampierw trzeba dach zrobić, bo dłużej pałac tak nie postoi… A pan fotograf? Tak. Fotograf z Gdyni…

 

piotrografia.com - fotograf z Gdyni w pałacu (29)

piotrografia.com - fotograf z Gdyni w pałacu (28)

A zrobi mi Pan zdjęcie? 

Ludzi portretować kocham. Ludzi, których spotykam po raz pierwszy w życiu i fotografuję takich trochę duchowo nagich przed moim obiektywem i nie popsutych instagramowymi filtrami, które w tym wypadku występują bardziej jako symbol socjalnego narcyzmu – kocham pasjami.(Nie będąc hipokrytą – sam używam tej aplikacji;P) Pytanie nieznajomego sprawia, że pałac jest mniej ważny i spada na drugi plan – to nic, że dobre światło wyłoniło się zza pobliskiego chmurzyska i budynek wygląda dzięki temu niesamowicie… Że właśnie niebieskość nieba łeb wychyliła nieśmiało… Najważniejszy jest człowiek…

piotrografia.com - fotograf z Gdyni w pałacu (1)

piotrografia.com - fotograf z Gdyni w pałacu (3)

Sam pałacyk jest pałacykiem bardzo uroczym – kolumna umiejscowiona od frontu nadaje takiego charakteru rodem z filmów o rodzinie Adamsów, podobne odczucia mam patrząc na zewnętrzne, drewniane żaluzje – dużo mroczniej mogłoby stać się tuż po zachodzie słońca… dramatyczne niebo na długim czasie naświetlania i stroboskopie pochodzenia wewnętrznego nie są chyba złym pomysłem na kolejne odwiedziny tego miejsca…?

Pokoje pałacu fotogeniczne sposobem jaki bardzo lubię (zdjęcia większe po kliknięciu)

piotrografia.com - fotograf z Gdyni w pałacu (8)

piotrografia.com - fotograf z Gdyni w pałacu (6)

piotrografia.com - fotograf z Gdyni w pałacu (9)

Pastisz Fotograficzny Mona Lisa & madame Oopjen Coppit & Matka Whistlera

piotrografiaMONALISApastiszfotograficzny

Pochłonął mnie temat – i zazwyczaj jak już tak się stanie, dzieją się bardzo fajne rzeczy. Nie tylko fotograficzne.
Temat pastiszów fotograficznych zgłębiam od jakiegoś czasu i absolutnie cała część mojego organizmu odpowiedzialna za obmyślanie kreacji fotograficznie-inscenizacyjnych – została pochłonięta. Kilka realizacji za mną, kilka przede mną – i sam nie wiem kiedy nastąpi satysfakcjonujący koniec tematu, kiedy będę malarsko i fotograficznie najedzony. Wypadałoby przybliżyć trochę samą definicję tajemniczo brzmiącego pastiszu – zdecydowanie można go nazwać utworem naśladującym oryginał, ale przy tym nie będącym w żaden sposób jego plagiatem. Zdecydowanie można (trzeba!) do takiego pastiszu dorzucić jakieś swoje elementy, swoją historię, swoje widzimisię – ale to wydaje mi się oczywiste, wszak idealne odwzorowanie (łącznie z poszukiwaniem do zdjęć modelki łudząco podobnej do nieżyjącej Mona Lisy, a najlepiej takiej która byłaby praprapraprprapraprapraprapraprawnuczką wyżej wspomnianej ;)) mijałoby się z celem, wtedy można by to nazwać plagiatem. Paranoicznym plagiatem ;)

Zmierzyłem się ostatnio z kilkoma malarskimi gigantami – i choć najbardziej znanym, wydawać by się mogło jest „Mona Lisa, to jednak mam nadzieję, że reszta obrazów też kiedyś obiła się o oczy w odmętach internetu czy telewizji.
Mona Lisa – pozuje Joanna Kucharska, którą można znaleźć pod tym linkiem: Curves To Love. Z Asią znamy się z tysiąc lat (czyt. około 10), wspólnie kiedyś błądziliśmy fotograficznie w poszukiwaniu sposobu na wyrażanie własnych emocji przy pomocy aparatu (że się tak wyrażę dosyć pompatycznie) – ja zostałem za aparatem, Asia wybrała trochę trudniejszą drogę i wyraża te emocje przed aparatem. Pominę nasze wspólne zawirowania życiowe podczas których nasz kontakt urwał się w sposób dramatyczny i niczym w filmie o miłości ;) Odzyskany niedawno kontakt zaowocował wspólnymi zdjęciami, pastiszem słynnej „Mony Lisy”

piotrografiaMONALISApastiszfotograficzny2

piotrografiaMONALISApastiszfotograficzny3

piotrografiaMONALISApastiszfotograficzny4

Kolejny pastisz to rembrandtowski „Portret Oopjen Coppit” (oryginał) – dla nie wtajemniczonych wspomnę, że to jeden z najdroższych portretów ślubnych na świecie (w chwili obecnej obraz wart jest ponad 180 mln dolarów!!!!!!!). Portret Oopjen to zaledwie połowa dzieła – drugie pół to oczywiście małżonek Oopjen, Maerten Soolmans. Obydwa obrazy od momentu namalowania nigdy nie zostały rozdzielone – póki znajdę odpowiedniego męża dla mojej Oopjen (pozuje również Asia), musi ona postać trochę w samotności. Pastisz powstał spontanicznie, gdzieś między klasycznym ujęciem Mony Lisy, a Mona Lisą zdegustowaną hejterami w internecie (na zdjęciu z klawiaturą ;). Wspomnieć muszę, że pomimo iż Asia to modelka plus size to do samej Oopjen jej daleko i w procesie postprodukcji Asi przybyło dużo kilogramów ;)

piotrografiaOOPJETKOPPITpastiszfotograficzny4

A „Matka Whistlera”?
Matkę można skojarzyć z filmu gdzie Jaś Fasola, usilnie próbuje ratować spieprzony przez siebie obraz. Wyszło mu? No zdecydowanie był to swoistego rodzaju pastisz ;) Moja wersja poniżej:

piotrografiaMATKAWHISTLERApastisz

Przede mną „Dama z Łasiczką”, sporo dzieł Rubensa, Hans Memling i same fotogeniczności w kadrze!

Dziewczyna z tatuażem

3 kopia

Ktoś mądry powiedział kiedyś, że nie ważne w jaki sposób zdjęcie powstaje… liczy się efekt końcowy. A efekt z tak piękną modelką, mógł być tylko piorunujący!
Ale…
Ale jedną nogą opierając się o kant wanny, drugą w przestrzeni kafelkowej ściany (tak wannę wbudowano, że drugiego kantu owa wanna nie posiada) czuję się trochę jak świeżo rozwieszone pranie, jeszcze cieknące (gdyż balansując gdzieś blisko sufitu odkrywam, że jest tam cieplej i pocę się dosyć intensywnie), po mieszkaniu biegają koty, na łóżku współlokatorki Klaudii leży świeżo wycięta dynia (która miała być niespodzianką dla nieobecnej wówczas koleżanki, haloween i takie tam), Klaudia od czasu do czasu zapomina, że jest pod wodą i próbuję do mnie mówić…
I teraz taka sytuacja…
Wyobraźcie sobie…
Stopa moja, ta umieszczona w przestrzeni kafelkowej nagle się ześlizguje, wpadam do wanny i z całej siły swoim cielskiem odbieram modelce przytomność, oboje się topimy (gdyż i ja waląc łbem w brzeg wanny przytomność tracę)… Po kilku dniach jej współlokatorka wchodzi do mieszkania, znajduje dwa trupy w wannie, przestraszone koty jedzące te trupy i nadgniłą dynię na swoim łóżku… WTF?! :D To tylko wizje – intensywnie współdzielone i współwyśmiane z modelką…

Zapraszam do oglądania :)

1 kopia

_DSC3195 kopia kopia kopia

_DSC3360 kopia

_DSC3232 kopia

_DSC3311 kopia

_DSC3316 kopia

_DSC3381 kopia

_DSC3412 kopia

 

Fotograf z Gdyni

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (7)

Nie lubię zaległości.
Takich fotograficznych nie lubię najbardziej – piętrzą się foldery, patrzą na Ciebie tym swoim chełpliwym, folderowym okiem, a zdjęcia ze środka szepczą „musisz nas obrobić chuju…” Czy coś ;)
Zatem w końcu usiadłem do swoich zaległości, w końcu znalazł się i czas i chęci – zdjęcia odleżały swoje, najwyraźniej musiały dojrzeć, można iść dalej.
Urlopowy wrzesień to był zdecydowany czas wojaży podróżniczych i przypadkowych spotkań.

Pod koniec urlopu jadę na Górny Śląsk – do Katowic, a stamtąd do Zabrza, gdzie mieszkałem pierwsze trzynaście lat swojego życia. Jadę na cały tydzień, żeby zupełnie na luzie i bez przysłowiowych spinek pospacerować, powspominać, pozwiedzać… i porobić wszystko to, na co nie miałem czasu, kiedy byłem tu ostatnim razem. Zdjęć w zasadzie nie robię wcale, zabieram ze sobą aparat, ale bardziej skupiam się na chłonięciu atmosfery jaka towarzyszy dzielnicy, w której się wychowywałem. To bardziej czas bliżej nieokreślonych refleksji i celebrowania w sobie uczucia zadowolenia, że oto jestem i mogę mury swojej podstawówki pomacać i inne tego typu dziwne ciągoty.

Jest środa. Ciepłe popołudnie. Spożywając kawę, miętoszę misternie przykrywkę papierowego kubka i rozmawiam z Januszem o sztuce wysokiej, niskiej i tej pomiędzy, którą czasem ciężko określić mianem jakiejkolwiek. Kątem oka, którego oczywiście nie mam prawa posiadać z naukowego punktu widzenia, dostrzegam kobiecinę, która wymachując flagą w niebo krzyczy coś cała taka przejęta i ubrana w Kaczyńskiego. Niewiele myśląc łapię kubek kawy w zęby, plecak z aparatem w rękę, Janusza pod pachę i lecimy do kobieciny zapytać o co chodzi…

No i się zaczęło.

Jestem Krystyna, Częstochowa, mam tam poletko i wszyscy mnie tam znają… bo mam emerytury tysiąc czterysta z groszem i szukam trzeciego męża, bo dwóch poprzednich nie dało rady i musiałam pochować, ale takiego co nie będzie miał więcej ode mnie… takie piękne te kwiaty w Częstochowie mam…Uniwersytet Trzeciego Wieku, bo ja jeżdżę trochę po Polsce i te monety w Krakowie takie piękne, widziałam wszystkie… zapiszcie sobie numer telefonu do mnie i adres też weźcie Panowie to może wpadniecie kiedyś na kawę jakąś alboco… może któryś z Was by tym trzecim został co…? Nie? Bo byłam nauczycielką i teraz jestem na wakacjach życia i tak chodzę i śpiewam… zaśpiewać Wam coś? No to zaśpiewam piosenkę patriotyczną, zakazaną kiedyś…” 

Plac Wolności w Zabrzu, wypełniony po brzegi ludźmi, ludźmi na przystankach, ludźmi spacerującymi, ludźmi wszędzie, a  Krystyna L.  zaczyna śpiewać „Nielegalny kwiaty, zakazany krzyż” i wymachiwać flagą. Cała jej mowa ciała, a przede wszystkim to w jaki sposób spojrzeniem lgnie do człowieka podczas rozmowy/śpiewu/koegzystencji wszelakiej, (wręcz układa się tym spojrzeniem w każdym widząco-czującym fragmencie człowieka) sprawia, że nie mogę o Niej myśleć inaczej jak tylko „dobry, fajny i ciepły człowiek”, już nawet niech ma tego Kaczyńskiego na koszulce…

Można kilka zdjęć? Fotograf z Gdyni jestem… 

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (2)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (5)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (4)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (3)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (6)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (8)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (9)

I tym jakże śpiewającym akcentem rozpoczynam wychodzenie z fotograficznych zaległości miesiąca września!

Ulicami Peterborough…

_DSC3812 (Kopiowanie)

Zdjęcia z Peterborough to mieszanka kilku dni wędrówek ulicami tego miasta – począwszy od moich fascynacji wszystkim co widzę („jaki śliczny śmietniczek”), a kończąc na targu rozmaitości odbywającym się raz w miesiącu na bliżej nieokreślonym parkingu, gdzie ludzie zjeżdżają z całego miasta i po rozstawieniu swojego stoiska drą ryje, że mają używane i na sprzedaż absolutnie wszystko. Prócz kiełbasy, bo kiełbasa też była i wyglądała na nieużywaną ;)
Zatem błądząc po uliczkach fotografowałem, co mi ślina na język przyniosła (co mi pryzmat na matrycę) – zapis dosyć chaotyczny, ale to bardzo do mnie pasuje, więc wyrzucam zdjęcia bez wyrzutów sumienia. Zdarzyło się też, że pożyczonym rowerem (z cholernie niewygodnym siodełkiem :P) postanowiłem podjechać bliżej meczetu – zielony neon nad wejściem do meczetu, widoczny z paru kilometrów już, tak hipnotyzował, że musiałem . Ale zanim postanowiłem sięgnąć po aparat z plecaka zjechałem nieświadomie w ulicę, gdzie przed każdym obejściem w odległości paru metrów od siebie stały ciapate skupiska ludzi . I scena niczym z filmu… Ciapate skupiska ludzi zamilkły wszystkie w tym samym momencie na mój widok (a wcześniej trwały jakieś żywe dyskusje), z otwartego okna słyszę jak dziecko zaczyna płakać, ulicę przebiega kot, ciszaaaaa… Na ustach mam „allah akbar”, ale nie mam odwagi wydrzeć się, zatem w błyskawiczny sposób montuję tzw. spierdolkę i wracam do centrum…

_DSC3718 (Kopiowanie)

_DSC3720 (Kopiowanie)

_DSC4837 (Kopiowanie)

Katedrę św. Piotra, Pawła i Andrzeja widać praktycznie z każdego punktu w mieście – monstrualnych rozmiarów obiekt robi duże wrażenie nie tylko na zewnątrz…

_DSC4862 (Kopiowanie)

_DSC4853 (Kopiowanie)

Samo centrum robi bardzo sympatyczne wrażenie – gdzieś między zdjęciami odkrywam, że anglicy to tacy sami syfiarze jak polacy ;)

_DSC3780 (Kopiowanie)

_DSC3788 (Kopiowanie)

_DSC3786 (Kopiowanie)

_DSC3763 (Kopiowanie)

_DSC3782 (Kopiowanie)

Spotykam też Śniętą Helenę czekającą na autobus, która wyszła trochę nie ostro bo strasznie wierciła się przez sen ;)

_DSC4176 (Kopiowanie)

oraz wyluzowanego Mariana, któremu oczekiwanie na śniadanie umilała Śnięta Helena, która po pobudce wsiadła na motor i już nie czekała na autobus…

_DSC4144 (Kopiowanie)

Miałem też okazję zapoznać się z polną sztuką wysoką – za cholerę nie wiem co fotografowałem, ale obiekt był całkiem duży i całkiem fotogeniczny ;)

_DSC4274 (Kopiowanie)

_DSC4288 (Kopiowanie)

_DSC4283 (Kopiowanie)

_DSC4286 (Kopiowanie)

_DSC4169 (Kopiowanie)

No i słynny targ – serce moje skradła Maryla, cała taka do kochania. Siedziała i czekała na wielką miłość…

_DSC4926 kopia

_DSC4997 (Kopiowanie)

_DSC4977 (Kopiowanie)

_DSC4992 (Kopiowanie)

_DSC4927 (Kopiowanie)

_DSC4934 (Kopiowanie)

_DSC4941 (Kopiowanie)

_DSC4947 (Kopiowanie)

_DSC4949 (Kopiowanie)

_DSC4955 (Kopiowanie)

_DSC4986 (Kopiowanie)

Na głównym placu Peterborough przechadzają się trzy kobieciny w dojrzałym wieku – widzę tylko tyły, więc trudno mi określić wiek. Krótkie spódniczki, włos na lok, nóżki w obcasikach, obwieszone z każdej strony wszystkim co świecące i dopiero, gdy spostrzegam zarost wyzierający spod kilku kilogramów pudru na twarzy każdej z nich, na chwilę przystaję i łapię się za głowę – dopiero potem do mnie dociera, że przecież to takie normalne i nikomu nie robiące krzywdy…

Tak…  Anglia to zdecydowanie piękny kraj.

_DSC4913 (Kopiowanie)

Na starym, angielskim cmentarzu…Zombie

_DSC2834 kopiOa kopia

Wschód Anglii, stary cmentarz, jeden aparat, jeden Piotrowski i kilka sztuk Zombie.
Szanownych państwo Fitton miałem okazję fotografować podczas ich ślubu parę miesięcy temu i już wtedy pojawił się pomysł na sesję w stylu Zombie (Nick wielbi, ja wielbię, Olę zmusiliśmy ;)). Zdjęcia powstały w pierwszym dniu mojego urlopu w Anglii – Nick i Ola wyśmienicie przygotowani, krew butelkach, soczewki w oczach, broń biała w bagażniku… Można działać! ;)

_DSC2533 kopia kopia

_DSC2503 kopia

_DSC2685 kopia

_DSC2939 kopia

_DSC2945 kopia

_DSC2785 kopia

_DSC2709 (2) kopia

_DSC2769

_DSC2897 kopia

_DSC2557 kopia

_DSC2798 kopia

_DSC2623 kopia

Między zdjęciami, w przerwach na papierosa działy się różne rzeczy…

_DSC2706 kopia

_DSC2636 kopia

_DSC2956 kopia

A tuż po zdjęciach stoimy pod samochodem, palimy papierosy, Nick straszy ludzi, Ola wyciera sztuczną krew z włosów… Grupa przechodzących lokalesów na widok Nicka podchodzi i najodważniejszy z nich pyta drżącym głosem, czy aby wszystko w porządku i nie wzywać karetki… „Stary, jesteś cały we krwi…”. Historię kończy głośny rechot fotografa… ;)

_DSC2981 kopia

Świąteczny pastisz „Ostatnia Wieczerza” – zbliżenie

Bez nazwy 2 kopia

Absolwenci Trójmiejskiej Szkoły Fotografii rzucili się w (ś)wir świąteczności i Leonardo Da Vinci przerobili na swój sposób.
Jeśli dobrze się przyjrzycie – wyglądam trochę jak chytra baba z Radomia z tą choinką pod pachą.
Więc wesołych świąt i niech jezus jak co roku doceni umyte okna i zabitego karpia – koniecznie wyszarpanego jakiejś staruszce w Lidlu!
Kilka zbliżeń i nadprodukcji ze spotkania Absolwentów TSF :)

1 kopia

2 kopia

3 kopia

_DSC9302

_DSC9302 kopia

_DSC9309 kopia

_DSC9306 kopia

_DSC9326 kopia

Dama na dworze rodziny von Tesmar

sus

Stan chorobowy zelżał – pozostał jedynie gruźliczy kaszel rodem z gardła Dworcowego Żula Bordowego Na Twarzy, ale to zupełnie nie przeszkodziło, żeby rzucić się w kolejne fotograficzne schizy.
Przy okazji kolejnych zdjęć do dyplomu zorganizowanych w grobowcu rodziny von Tesmar w Borkowie Lęborskim, zajechaliśmy też do neoklasycystycznego, tesmarowskiego dworu gdzie Magdalena (tuż po odkryciu, że urodziła się po to by nosić takie przepastne suknie) wirowała klasycznie, przybierając pozy bogatej z domu szlachcianki. Szalona :)

sus3

sus4

sus6

sus2

Bakstejdż dzięki uprzejmości Daniela Wojewskiego.

back1

wamp (128) kopia

Luksusowy Nimf Leśny z rodziny rusałkowatych

_DSC2477 kopia

Luksusowy Nimf Leśny z rodziny rusałkowatych jest hemafrodytą i eurytopem. Zasiedla głównie obszary o dużej lesistości, ponieważ w lasach znajduje, trzecią dziurką od nosa (ukrytą między palcami u lewej nogi) złoża kokainy, amfetaminy i rzadziej śladowe ilości kofeiny. Oraz schronienie. Idealnym siedliskiem dla niego są lasy iglaste i lasy mieszane, gdzie znajduje się najwięcej typowego dla niego pokarmu. Optymalnym środowiskiem dla tego gatunku są prawdopodobnie lasy łęgowe. Luksusowi Nimfy Leśni rzadko łączą się w stada, więc z racji osamotnienia cechuje je poranny wkurw, brak owłosienia na łbie i depresyjne stany jelita grubego(…)

_DSC2481 kopia

_DSC2484 kopia

_DSC2492 kopia

(…) Co można dojrzeć na powyższych zdjęciach. Śluzówka gałki ocznej wydziela oksytocynę, występującą również u ludzkich kobiet po podrażnieniu receptorów szyjki macicy i pochwy. Szyjka macicy Nimfa Leśnego usytuowana jest w prawym przedsionku sercopodobnego narządu i połączona cienką żyłką z jelitem grubym, tuż pod macicą. W przypadku tego gatunku z rodziny rusałkowatych wydzielana oksytocyna objawia się też nadzwyczajną aktywnością intelektualną. Poszukiwanie pokarmu to główny motyw każdego poranka tego osobnika – dzięki wspomnianemu hormonowi, dodatkowy penis eurotopa, znajdujący się pod pachą, oddziela się od reszty ciała i nurkując w ściółce leśnej poszukuje złóż kokainy. Nimf Leśny w tym momencie zazwyczaj zażywa kontemplacji – z długoletnich obserwacji i badań biolodzy wysnuli wnioski jakoby Nimf magicznym zmysłem badał teren w poszukiwaniu zbiornika wodnego(…)

_DSC2516 kopia

(…) Niezwykle rzadki widok. Nimf Leśny wydający z siebie jednostajny dźwięk, podobny do kaszlu grubej kobieciny siedzącej w przychodni w kolejce do lekarza, mający na celu przywołanie penisa nasiąkniętego znalezionym pokarmem(…)

_DSC2558 kopia

I dalej – Nimf Leśny obsypywany przez podpachowego penisa znalezionym pokarmem. Na ciele osobnika znajdują się receptory skórne rozszerzające się pod wpływem zderzenia powietrza z kokainą i chłonące ten pokarm każdym milimetrem ciała(…)

_DSC2549 kopia

_DSC2494 kopia

_DSC2497 kopia

_DSC2534 kopia

_DSC2538 kopia

Receptory skórne z potężna dawką kokainy.

_DSC2579 kopia

Nimf Leśny tuż po napełnieniu czterech żołądków, pozbywa się krępującej bielizny, aby receptory z dolnych części ciała mogły wchłonąć resztę kokainy. (…)

_DSC2561 kopia

I następnie, w przypływie weny twórczej kąpielowej udaje się nad najbliższy zbiornik wodny, gdzie w trudzie receptorami skórnymi pije wodę by oczyścić wszystkie jelita ze stanów depresyjnych oraz kamieni kałowych.

_DSC2611 kopia

_DSC2606 kopia

Czytała Krystyna Czubówna. Wymyślił Zbigniew „Piotr Piotrowski.
To chyba przez brak alkoholu!!! Masakra, dobranoc! ;)

Leria Valeria na Niebiesko

_DSC7111 kopia

I sumiennie obiecałem sobie i wszystkim obecnym i nieobecnym, na jednym kolanie przyklękając podczas rozlewania wódki prezentowej na ławce w sopockim podwórku przy Monciaku i z szarfą żałobną przewieszoną przez ramię (która niejako w prezencie z podpisami wariatów moich z okazji czerwca), że gdy będzie czasu więcej i ochot powłóczyście wszelakich, to powychodzę z jakichś tam zaległości fotograficznych co się nagromadziły w trakcie. Czasu więcej wcale nie ma, ale chęci powłóczyste poprzylepiały się do oczu, więc jest powychodzenie ;) Leria już gościła w moich internetach – gości ponownie…

_DSC7077 kopia

_DSC7106 kopia

_DSC7183 kopia

_DSC7216 kopia

_DSC7220 kopia

_DSC7225 kopia

_DSC7275 kopia

_DSC7213 kopia

Modelka: Leria Valeria
Stylizacja&MakeUp: Bogumiła Piazza-Składanowska
Miejsce: Trójmiejska Szkoła Fotografii

Anita

_DSC1940

_DSC2011

_DSC1925

Najprzyjemniej fotografować ludzi kiedy masz wrażenie, że znasz ich milion lat, a w rzeczywistości widzicie się pierwszy raz w życiu!
Więc oto Anita – skrzyżowanie Urbańskiej, Adele, Washington’a i innych, których w tej chwili nie jestem w stanie sobie przypomnieć ;)
Wulkan śmiechu, energii i wszystkich pozytywnych emocji jakie znam – w życiu się tak nie naśmiałem na zdjęciach!
I generalnie dosyć często trzeba było dziewczę uciszać, żeby zrobić zdjęcie – gada i gadaaa ;)

_DSC1294

_DSC1393

_DSC1510

_DSC1444

_DSC1508

_DSC1549

_DSC1572

_DSC1589

_DSC1899

_DSC1788

_DSC1865

_DSC1869-2

_DSC1890

Pole dance w halach Polifarbu

untitled-4609

Masz pierdolca na punkcie.
Nie wiem … Może jeździsz hobbystycznie autobusami? Albo zbierasz mapki z podróży? Albo zbierasz gadżety militarne? Szlajasz się po opuszczonych miejscach? Nie ważne zupełnie … Mając pierdolca na punkcie czegokolwiek stajesz się od razu jakimś takim fajniejszym człowiekiem-wariatem – pasja to jedna z najważniejszych rzeczy w życiu. Zupełnie nie wyobrażam sobie swojego życia bez fotografii czy, wspomnianym przed chwilą, szlajaniu się po opuszczonych miejscach – no bo jak? Praca i dom – a pomiędzy popołudniowe wylegiwanie się przed telewizorem? Jakoś bez sensu i pusto zupełnie mogłoby być.

Jeśli chodzi o takich wariatów z pierdolcem – przedstawiam Tomka, który (z tego co widziałem i z tego co opowiadał) dancepole’uje gdzie popadnie – i wcale nie nosi przy sobie profesjonalnej rury x-stage, którą widać na zdjęciach ;) Czasami wystarcza słup znaku drogowego – więc zdecydowanie mogę Go zaliczyć do wariatów z pierdolcem – pozytywnym, oczywiście!!!
Rura przenośna x-stage dzięki uprzejmości: Xtreme Poleca Dance Studio z Łodzi – zachęcam do lajkowania :)

untitled-3952

untitled-4551 copy copy

Jeden dzień w Pasłęku

untitled-0668

Jeden dzień. Plener TSF. Pasłęk. I chwilowa przerwa od zdjęć majówkowych ;)
Z prześwietnym podzamczem, klimatycznymi uliczkami i przychylnym do użyczenia swojego wizerunku na potrzeby internetowe dżentelmenelem ;)

untitled-0590-2

untitled-0498

untitled-0511

untitled-0535

untitled-0541

untitled-0546

untitled-0643

Bez tytułu jakby

untitled-0480 copy

Miękkość skóry. Linia obojczyka. W dół. Albo nie wiem …
Jakby organizm złożył rozłożone nogi w kosteczkę, przykrył krzywe kolana i usiadł z rękami skierowanymi ku niebu, bo tam chmury, wiatr i ptaki.
Nieumiejętnie nałożone cisze, trochę krzywo i oszukanie.
Środek jakby krzyczał, jakby trochę darł się i próbował się wydostać – kominem wszystkich naczyń krwionośnych, drapiąc wszystkie ściany przełyku, depcząc, drażniąc, śliniąc.
I nagle rzucasz wszystko, między palcami zawieszasz przestrzeń bycia, które ułożyło się w zgięciu łokcia jakiś fragment temu. Kołyszesz. Jesteś tylko Ty, Twój chaos popijany gorzką, przedpołudniową herbatą i cała ta słabość, zostawiona gdzieś z tyłu.
Potem jest zapach parującego betonowo słońca, drżące nozdrza i kończące się dziś…
Niebieskość jest wszechobecna. Kojąca, miękka, wietrzna. Stoisz na szczycie góry, trochę pada … Ale stoisz i patrzysz przed siebie. Po prostu. Czując się Panem Świata, po prostu jesteś. Zamykasz oczy, chłoniesz tę wszechobecność w odcieniach niebieskiego- głęboki oddech, wkładasz ręce w kieszeń. Słowa są takie niepotrzebne, albo takie nie na miejscu, albo po prostu…
I teraz możesz się ustawić odpowiednio – czułość na wysokie iso, jedna druga, możesz być tak bardzo wolny, prześwietlony, siedzący, płaczący, empatyczny w imię wszystkich cudów świata.

Bartosz w garażu

untitled-5989 copy

Bartosz w garażu.
Szybka akcja.
Kawa, jedna lampa, mały soft i zjazd windą do garażu – miny wjeżdżających sąsiadów – bezcenne!!! ;)

untitled-5985 copy

untitled-6007 copy

untitled-6010 copy

untitled-6041 copy

untitled-6018 copy

untitled-6061 copy

untitled-6066 copy

untitled-6077 copy

untitled-6078 copy

I bonusik backstage’owy.

untitled-6014 copy

untitled-6083 copy

Maria Antonina

untitled-4995

untitled-4994 copy copy

untitled-4996 copy

untitled-5022

untitled-5027

untitled-5066

untitled-4946-2

untitled-4969-2 copy

untitled-4943

untitled-4952

untitled-5119

untitled-5123-2

untitled-5089-3

untitled-5091 copy

untitled-5102

untitled-5106

untitled-5128

untitled-5221

untitled-5228

untitled-5241-2

untitled-5254

untitled-5285

untitled-5289

untitled-5295

untitled-5331

untitled-5341

untitled-5364

Sesja modowa TSF w Willi Antonina.
Modelka: Leria Valeria.
Stylizacja i makeup: Małgorzata Bardoń.

I wieczorne naświetlania ulic gdańskich się szykuję – z wiśniówką w kieszeni, a jakże!

Karolina, heterochromia, niesforne włosy, zielona spinka i skrzypce …

untitled-0335

untitled-0319

untitled-0323

untitled-0353

Karolina to światowej klasy skrzypaczka (Londyn, Wiedeń, Nowy Jork, Pakistan, Klapkowice Górne w małopolskim), którą poznałem przy okazji swojej ostatniej lobotomii w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym w bliżej nieokreślonej miejscowości. Tuż po wspólnej ucieczce z owego zakładu zapałaliśmy do siebie subtelną sympatią i postanowiliśmy spożytkować nasze, wspólnie dzielone emocje, na sesji która poniżej. Szaleństwo Karoliny najbardziej chyba objawiło się na zdjęciu pierwszym, gdzie jej okrutnie niesforne włosy ułożyły się takim trochę beethoven’owskim sposobem. MADNESS! ;) Próbowaliśmy okiełznać jej huragan seksu na głowie zieloną spinką, która pomimo „niepasującowości-swej” jakoś specjalnie mi nie przeszkadza ;)
A już zupełnie poważnie – Karolina świetnie śpiewa, świetnie gra i w ogóle cała jest taka świetna ;)
Przez naturę obdarzona została fantastycznym cudem zwanym naukowo heterochromią – oczy są absolutnie nieziemskie!!!

untitled-0467

Zaczęliśmy dosyć nieśmiało.

untitled-0317

untitled-0350

untitled-0369

Ale potem jej szaleństwo udzieliło się mi – i było już z górki i coraz sympatyczniej ;)

untitled-0362

untitled-0379

untitled-0384

untitled-0396

untitled-0397

untitled-0403

untitled-0406

untitled-0410

untitled-0424

untitled-0434

untitled-0451

untitled-0507

untitled-0528

untitled-0553

untitled-0546

untitled-0579

untitled-0595

untitled-0591

untitled-0625

untitled-0633

Były też szaleństwa w sukience z lat 40tych, ale te zdjęcia jeszcze poczekają …

untitled-0696

Wracając już i kierując się w stronę Bardzo Szybkiej Kolei Miejskiej postanowiliśmy zrobić parę zdjęć w tunelu (nagrałem nawet film! Agent Karoliny – Wiesław – tuż przed śmiercią załatwił jej angaż w drugiej części tego dzieła, więc też proszę poczekać;)), więc pstrykamy sobie, Karolina tym smyczkiem swoim po tych swoich strunach jeździ …

untitled-0785

untitled-0754

… i nie wiem, mam jakąś moc przyciągania ludzi?! Podchodzi koleś i nawiązuje się taki dialog:

Koleś – Robicie zdjęcia?
Piotrograf – No jak widać …
Koleś – A wysyłacie też na maila?
Piotrograf – (konsternacja) … ale o co chodzi?
No więc koleś ładnie poprosił o zdjęcie na tle niekrwiożerczej grafiki (bo ta przy której rozmawialiśmy, była za bardzo krwiożercza właśnie) i pstrykk …

untitled-0775

untitled-0772

untitled-0777

Jak to się dzieje, że zawsze mam takie pozytywne dni? Ktoś wytłumaczy? ;)
Tymczasem dopijam kawę i śmigam w stronę Kościerzyny, świetnie bawić się na plenerze ślubnym Agi i Rafała!
Pozdrawiam !!!

Migawki

untitled-0075

Dzień absolutnie stworzony do picia niezliczonej ilości kaw, czytania niezliczonej ilości książek i słuchania niezliczonej ilości zaległej, odkrytej w tamtym tygodniu, muzyki.
Jest dużo planów, kalendarz pęka w szwach i podobno Nowy Jork stoi otworem (dla wtajemniczonych, żeby się uśmiechnęli na samą myśl).
Zaległe filmy też czekają, zaległe zdjęcia i kolejne w dniach następnych. I tak w kółko przez najbliższy czas.
Jesień – niby czas artystów. Cholernie lubię ten stan :)

untitled-0090

untitled-0202

untitled-0083

untitled-0237

untitled-0218

untitled-0273

untitled-0253

untitled-0154

untitled-0167

Military Fashion Show – czasobraki powłóczyste …

untitled-0576

Nie.
Nie będzie narzekania, użalania się i biadolenia w stylu wiejskobabcinym „ojjakijabiednyjestemojojoj„.
Przecież średnio co trzeci człowiek narzeka na brak czasu, więc dlaczego miałbym być tym statystycznym trzecim dziko cierpiącym na braki czasowe?
Skoro jestem w stanie wyrzucić z siebie pierwszą część zaległych zdjęć, pracować nad drugą częścią, w międzyczasie właśnie pracować jeszcze zawodowo, pić kawę, herbatę, słuchać muzyki, robić zdjęcia bardzo martwej naturze, odbierać telefony i załatwiać pierwsze terminy zdjęć narzeczeńskich swoim ślubnym, jeździć po Gdańskach, Sopotach i Gdyniach, do tego jeszcze na zajęcia w szkole dreptać i przy tym wszystkim uprawiać również gumę dwuchromianowowiedeńską w ciemni szkolnej, a nawet zbierać jeszcze materialy do kolejnych martwiących się natur na sposób trochę nieżywy i potem spać jakoś krzywo i nie do końca to chyba nie jest jeszcze tak źle … ? ;)

Więc jak wspomniałem … zdjęcia zaległej Karoliny, znaczy zaległe zdjęcie Karoliny ;) Mały i powłówczysty Military Fashion Show. Czy jakoś tak właśnie :)

mach

untitled-0547

untitled-0556

untitled-0559

untitled-0558

Nie narzekam, a na resztę przyjdzie przecież czas :)

Dewiacje Absolutne …

untitled-0633

untitled-0106

Bywam w Przeszłości za sprawą swoich zapełnionych dysków twardych. Przyjemne to uczucie, choć odrobinę dziwnie można się poczuć nie mając już tych ludzi koło siebie.

Przemko – niejako w zapowiedzi …

piotrografia-przemo

… Bo mam nadzieję, że w końcu absolutnie ogarnę wszystkie niechciane badziewia związane z dłubaniem htmlowo-cssowo-phpowym i będę mógł poświęcać się radośnie równie radosnej twórczości swojej fotograficznej. W między czasie Przemek – wygrzebany jeszcze z folderu z poprzedniego roku ;) Nie mam czasu, absolutnie przysięgam …

ŻÓŁTO-CZARNA TASIEMKA

piotrografia.com - Przemek tasiemki (15)

Cóż autor miał na myśli? No właśnie, to ważne?
Jeśli wpada mi do głowy wizja to po prostu staram się ją wywalić z głowy i w procesie twórczych czynności uskuteczniających, wspomnianą wizję umieścić właśnie tutaj w postaci plików JPG.
Może to jakaś męska wersja telefonicznej Lejdi Gagi? Tylko na ubogo i z owłosionymi nogami

Marta – szaleństwo studyjne

Piotrowskii ostatnio biega trochę na oślep (że ze zmęczenia niby czy cóś) pomiędzy tzw. uczelnią, a pracą.
Czasami coś ustrzeli – ot, na przykład takie niesamowite dziewczę, które swoim talentem sprawia, że aparat tak naprawdę sam rwie się do robienia zdjęć :)

Więcej zdjęć tu

Jesień Życia …

To niebywałe, że tyle dobrego ostatnio wokół się dzieje.
I pewnie zanim się przyzwyczaję wszystko pieprznie.
Ostatnio fotografuję starszych ludzi – urzekają mnie twarze pełne zmarszczek, są takie prawdziwe.

A teraz czas spiąć wszystkie pośladki, spakować parę rzeczy i ruszyć w stronę Mazur !!!

Gdańskie Kompilacje …

Wczorajsza sobota.
Jakże to straszne, że w dni wolne od pracy włącza mi się tryb starszego pana – godzina szósta rano, oczy robią się już wyłupiaste z wyspania i gapi się człowiek w sufit jakoś tak beznamiętnie. Potem pije dwie kawy pod rząd, pali kilka papierosów i tworzy plan dnia :)
Po strasznie długich konsultacjach telefonicznych z kolegą Kamilem uznajemy, że fotograficznie szlajanie się po Sopocie będzie w sam raz – niestety kolega Kamil dosyć spontanicznie zakaszlał, zasmarkał i z drgawkami cielesno-chorobowymi poszedł do domu spożywać tabletki przeciwgrypowe. A ja jakimś cudem i w tajemniczych okolicznościach trafiłem do samochodu koleżanki Kaziuty, gdzie jej niespełna trzyletni synek w foteliku samochodowym puszczał niewyobrażalnie śmierdzące bąki :):):)

Dzień fantastyczny – lubię spotykać takich ludzi jak na zdjęciach poniżej …

I jeszcze zapraszam na wernisaż :)

Nikodem II, Nikodem III i Pasiasta pidżama …

Nikodem II d90 umarł.
Umarł na atak kawałeczka migawki, który umiejętnie, oderwawszy się od reszty kurtyny, opadł na matrycę przesłaniając jej cały świat.
No i nastały czasy Nikodema III – zaszczyt kopnął pasiastą pidżamę, bo została sfotografowana nowym cudem jako pierwsza.
Człowiek na zdjęciach zupełnie przypadkowy. Zaczepił mnie na ulicy, pytając o jakieś drobne … ;)

Grand Hotel, cztery sukienki i Le

Okazuje się, że mój drewniany angielski nie jest taki zły – można się dogadać, a nawet jeśli jakieś słówka, (przez tryliony lat nieużywania tego języka) gdzieś pouciekały to można „dopokazać” i dzięki temu w kadrze pojawiają się takie cuda ;)
Na zdjęciach, pochodząca z Wietnamu, Le.
Kto zgadnie ile lat ma to dziewczę? ;)

Szalone Fotografki w trakcie plenerów ślubnych …

Plener ślubny w pełnym słońcu i dość wysokiej temperaturze nie jest dobrym pomysłem.
Wszelkie muchy, muszki i inne robaczki po zobaczeniu bieli sukni ślubnej osiągają apogeum swojej złośliwości. Można je znaleźć wszędzie! Nawet w butach panny młodej.
Czasami jednak w napiętym grafiku pary młodej (napiętym pomimo, że mija już tydzień od zaślubin), pomiędzy odwiedzinami rodziny, przyjaciół i wypijaniu wódki weselnej, która jakimś cudem ostała się po weselu ;) nie da się wygospodarować chwili na kilka zdjęć w czasie, jaki byśmy sobie życzyli – najlepiej wieczorem, przy miękkim świetle, chłodniejszym wietrze i innych sprzyjających warunkach. Dlatego pozostała nam godzina w południe, z ciężkim powietrzem, parnością i klejącymi się do twarzy muszkami :)
Więcej zdjęć Katarzyny i Marka wkrótce w Strefie Ślubu.
A tymczasem zapraszam do objerzenia kilku kadrów Szalonej Fotografki – kuzynki Kasi, która porwane rajstopy i rozmazany makijaż nosi zawsze i wszędzie ;)

Dawno, dawno temu …

Ostanio próbowałem odwiedzić opuszczone magazyny PKP, z którymi wiąże się kilka fajnych zdjęć.
Na miejscu okazało się niestety, że magazyny już nie istnieją – zrównano je z ziemią.
Tuż po tej wizycie odszukałem w odmętach moich dysków zewnętrznych sesję, która odbyła się w ich pobliżu. Zapraszam na kilka kadrów ;)

O granatowym niebie …

Zwiedzanie pokojów z przymkniętymi drzwiami o barwie Rzeczywistości.
Rzucam oddech w stronę południowych ścian – zza popękanego serca łeb wychyla Nicość, rozłożona trochę niezdarnie, niczym na łóżku i niczym bezsensu.

Jestem nienormalny?
Czy zdjęcia, niemalże rodem z nieistniejącej już gazety „ZŁY”, są jakimś odruchem obronnym przed otaczającą mnie różowością świata tego?
Ktoś krzyknie, gdy przekroczę jakieś granice w uskutecznianiu swoich, nie zawsze logicznie układających się w głębszy przekaz, wizji?
Dziękuję.

Ilona

Fotograficznie – mam bardzo ciche dni. I szukam nowych inspiracji.

Wariactwa spontaniczne na niebieskich drzwiach …

Jest świt.
Głupi uśmiech rzucony gdzieś nad kostką brukową nie należy do tych dobrych.
Przez chwilę jestem rozkopany, potem wszystko wraca do normy i znowu mogę włożyć ręcę do kieszeni.

Na zdjęciach helskie wariatki. Mam dużo zdjęć, ale też dużo wolnego i nadzieję, że niedługo wszystko ładnie obrobię ;) Pozdrawiam !

Sławek

Ostatnimi czasy jakakolwiek próba ubrania czegokolwiek w słowa – spala na manewce.
Zamykam się w obrazy – rejestruję rzeczywistość, szukam jej, utrwalam i wyrzucam cyfrowo.
I na razie na tym skupiam się najbardziej.

Jak bardzo można być prawdziwym?

Ostatnie rozmiękczanie się nad podłością Małych Światów doprowadza stan umysłu do filzofowania.
Filozowanie w tym wypadku ma postać bardzo złożenie-pokrętną. Jesteś tylko Ty i Twój umysł, który zupełnie nieprawidłowo zagnieżdżony w przestrzeni tworzy rzeczy niemożliwe. Ludzie nie powinni umierać z tyloma emocjami w sobie – powinni mieć możliwość uzupełnienia swojej Pustki w taki sposób, żeby po śmierci móc zacząć z czystą kartką papieru. Autobusowe przeciągi można wówczas tłumaczyć dopiero z perspektywy odległej przeszłości, jakże z pozoru bezpiecznej i już nie aktualnej, prawda? Wszystko jest tylko dymem papierosa wypalanym tuż przed snem przecież. A kiedy już zaczynasz pieprzyć się ze sobą, rozpychając wszystkie sprzeciwy na boki, dostrzegasz możliwość poznania tej prawdy właśnie. A potem i tak już wszystko przestaje być. Są tylko rozłożyste drzewa, przekrojona pomarańcza słońca na niebie, nieistniejące ptaki i chwiejące się na koślawych nogach słowa, których nie zdąrzyłeś powiedzieć.

♪♫ Lana Del Rey – Dark Paradise

Wiosenne Imaginacje

Płynnie.
Z wiosennych imaginacji miało być dużo pleneru, ale wiosna spontanicznie przerodziła się w zimę.
Śnieg o tej porze roku zupełnie nie cieszy tak jak ten w grudniu, więc zaciskając zęby w akcie kurwamaćjapierdolizmu ostatnio robię zdjęcia w domowym studio.
A po za tym urlopuję.

Izabelka

Aż mnie trzęsie z radości ileż rzeczy można powymyślać plenerowych !!!
Portrety, plener, portrety, portrety i jeszcze raz ludzie !!! ;)
Ktoś chętny na Time For Print? Pisać !!!

Na zdjęciach, jedna z ulubionych modelek, Iza.

Ania – morska i leśna

Ania w wersji morsko-śpiochowej i leśnej ;)
Sezon zdjęć plenerowych uważam za oficjalnie OTWARTY!
Poniżej mały backstage autorstwa Sławka K. Izabela chroniła kadr przed ostrym słońcem ;)
Pozdrawiam!

Do trzech razy i … Dorota?

Wiosna w tym roku jeszcze się nie rozkręciła, kapryśna jakaś – niby trochę słońca, a jednocześnie zimno.

Z Dorotą widzieliśmy się w życiu trzy razy.
Po pierwszym spotkaniu, przy okazji urodzinowej imprezy naszej wspólnej koleżanki, podejrzewam, że oboje pamiętaliśmy siebie jak przez mgłę ;)
W trakcie drugiego spotkania – udało nam się nawet porozmawiać i wówczas bezczelnie zaproponowałem zdjęcia.
Trzecie miało miejsce dzisiaj – Dostojewski mówił „(…) po śmiechu można poznać ludzi, i jeśli przy pierwszym spotkaniu śmiech kogoś zupełnie nieznajomego spodoba się wam, śmiało twierdźcie, że to człowiek dobry.”, więc przedstawiam Dorotę, bardzo dobrego człowieka ;)

Kotłownia B-117 / Teraz i Kiedyś

Najpierw otwierasz drzwi. A potem wybucha Wyobraźnia.

W każdym zapomnianym i opuszczonym miejscu tkwi potencjał.
Osobiście wszędzie widzę Lofty, gdzie wszechartysta-malarz-fotograf-grafik-cokolwiek tuż po wypiciu gorzkiej, czerwonej herbaty w przestrzeni kuchennej, nonszalancko i z wysoko podniesioną głową spływa schodami piętro niżej, do swojej pracowni. Taki wszechartysta-malarz-fotograf-grafik-cokolwiek musi być ubrany w luźne, poplamione farbą spodnie, z kieszeni których wystają pędzle albo inne narzędzia (w zależności od upodobań artystycznych wspomnianego). Taki wszechartysta-malarz-fotograf-grafik-cokolwiek powinien być rotargniony i z tego roztargnienia swojego powinien swoje prace układać w kątach pracowni, układać równolegle do okien wychodzących na północ, bo światło lepsze.
I takie wizje miewam za każdym razem, gdy wchodzę w niszczejące, zapomniane i w żaden sposób niewykorzystywane miejsca.
Martyna Cichocka zadzwoniła do mnie kilka tygodni temu, urzeczywistniając moje wizje.
W ramach dyplomu, stworzyła projekt zagospodarowania starej kotłowni B-117 na miejsce rezydencji artystów wszelakiej maści i narodowości. I choć dyplom obroniła celująco, to żadne z nas nie ma pojęcia, czy kiedykolwiek stara kotłownia zmieni się w owy fantastyczny projekt.
Na przełomie kwietnia i maja wspomniany dyplom Martyna zaprezentuje w Klubie Filmowym „Żyrafa”, prezentacja połączona będzie z wystawą zdjęć mojego autorstwa, właśnie z tego miejsca.
Spójne Teraz i Kiedyś. Z nadzieją, że Kiedyś nastąpi jak najszybciej :)

Na obejrzenie reszty zdjęć – z pewnością w przyszłości zaproszę :)

Studio Nagraniowe

W moim otoczeniu dzieją się sympatyczne rzeczy.
Najsympatyczniejsze to te, związane z szeroko pojętą sztuką, której można posłuchać.
Po za tym, szeroko rozpostarte ramiona podupadającego zdrowia, znowu ściskają co popadnie.
A ja strasznie nie lubię jak z nosa robi mi się kran, a z gardła silnik Ursusa C-45.

Klub Filmowy „Żyrafa”

Z racji faktu, że mój organizm jest bardzo gościnny – Witaj Przeziębienie! :D
A do Klubu Filmowego jeszcze wrócę. Ze statywem.
Do poczytania o tym klimatycznym kinie: tutaj.

Życie

(…)Jestem jak rozdeptany ptak, w agonii rozczesujący dziobem skrzydła, podziwiający ich wietrzną konstrukcję (…)
Halina Poświatowska

Dawid

Śląsk. Minus dwadzieścia stopni. W małym mieszkaniu kuzyna, robię mu kilka zdjęć.
Śląsk to kraina mojego dzieciństwa – mieszkałem tam trzynaście lat i po kolejnych trzynastu latach pojawiłem się tam znowu.

(Wolałbym spotykać się z rodziną w zupełnie innych okolicznościach.)

Lewostronność

Opętał mnie subtelny czasobrak fotograficzny.
Po za tym moje monstrualne fale miłości do zdjęć plenerowych zduszane są przez obecną pogodę.
Można siedzieć w domu i nudzić się twórczo. Zdjęcia sprzed kilku miesięcy.

♪♫ Adrian Lux – Can’t Sleep

… Że niby bez tytułu

Najpierw, w tajemniczych okolicznościach, umarł mi transfer na serwerze.
I z racji tych wspomnianych tajemniczych, to do tej pory nie mam pojęcia dlaczego i jakim prawem.
Przeniosłem wszystko piętro wyżej, serwer bez limitów i muszę ogarnąć tylko galerie, bo mi się miniatury rozkraczyły w galeriach.
I pomijając całą akcję zabaw z phpMyAdmin i innymi kosmicznymi rzeczami – należę do bardzo spokojnych ludzi :)
Tyle.
I śnieg spadł. Bardzo dużo śniegu.

Ps / Byłbym wdzięczny za informacje dotyczące problemów z moją stroną :)

O tym, tamtym i niczym

Jest czwartek.
Nad pozłacaną filiżanką czarnej kawy długowłose wróżki w okularach, mówią dużo i dosyć intensywnie.
Zakładają nogę na nogę, zwilżają usta i uśmiechają się ubrane w światła żarówek sufitowych.
Jest styczeń. To liczba pierwsza. Drugą liczbą jest Duży Wtorek, o małym oficjalnie nie mówi się. Był sobie fragment.
Licząc do siedmiu możnaby stworzyć swój mały świat, uczesany w nadpobudliwość chwil popołudniowego chaosu, rozsiadać się w słowa i dłubać palcem w dniu ósmym, nieistniejącym fizycznie. Zapowiada się zmiana, początek i jutro. To dosyć dziwne, tym bardziej, że kawa smakuje jakoś inaczej.

♪♫ Michel Teló – Ai Se Eu Te Pego

Rozmowy nieklejące się w ogóle …

 1

To zadziwiające. Bo wiele rzeczy nie dzieje się.
Cisza jest pomieszana w kostki cukru, dwanaście łyżeczek i swoistą nieruchomość cielesną.
Uprawiasz Sen.

Wieje.
W trzecią kawę wpleciona jest głośna muzyka. Potem, kontemplując nudę swojego mieszkania, przeglądam stare płyty.
To fascynujące, że można zarejestrować kilka lat swojego życia i umieścić na takim małym, lśniącym krążku, a potem sobie odtwarzać i śmiać się cicho pod nosem.
Z całej tej głupoty ułożonej w rząd koślawych uśmiechów i prób ubarwiania swojej rzeczywistości. I z tej rozbuchanej kreatywności, która w chwili obecnej wydaje się być zupełnie nie do końca na miejscu. Na swój sposób trochę śmieszno-pompatyczne czasy.
Kilka zdjęć sprzed, wydawałoby się, wieków ;)

♪♫ Queen – The Show Must Go On

Tylko jedno zdjęcie …

Moja osobista i prywatna siostra obdarowana została ospą wietrzną, więc te święta zapamięta na długo ;)

A po za tym.
Moje zdrowie ostatnio rozkłada szeroko nogi i pozwala pieprzyć się każdej napotkanej bakterii.
Wolny czas, który zamierzam poświęcić na jakiś subtelnie malutki fototrip, przesypiam niezamierzenie w przepastnych pościelach swojej alkowej ;) ;D
Nie ma śniegu, nawet najmniejszego kawałeczka – za to leząc rano do sklepu bo butelkę mleka, można brodzić w błocie i rozpuszczać włosy (osobiście nie rozpuszczam, bo długich włosów nie posiadam) na porywistym wietrze :D
Jeszcze dodać pragnę, iż jakiś anonimowy człowiek po wpisaniu w google „autodestrukcyjne dno” trafił na moją stronę :D
W związku z wszystkim powyższym, jedyne co mogę zrobić, to pójść spać. W styczniu mam urlop. Podobno.

♪♫ Lana Del Rey – Born To Die

A ja grzebię sobie w odmętach dysków twardych

Przez niejasności wypowiedzi, gdzieś pomiędzy tym wszystkim, bawimy się w dobrych ludzi. W dobrych i niesamowitych.
I umierać można na różne sposoby, więc można też bawić się w umieranie. Ktoś wie, jak umierają ptaki?

Odgrzewam stare kotleciki fotograficzne, które w odmętach mojego twardego dysku – wyglądają teraz zupełnie inaczej, niż kiedyś.
Mamy grudzień – Gdynia tak zasypana śniegiem, że ledwo dziś do pracy autobusem dojechałem.
Kierowca musiał wyjść i odśnieżać koło przystanku, bo podjechać nie mógł ;)

Dawo temu i Paweł

Powroty do pracy, po kilku dniach wolnego, są baardzo bolesne. Ja się pytam, gdzie jest weekend?! ;)
Na zdjęciu – dawno temu sportretowany, Paweł.

Czas Urlop’ingu

Od dwudziestej drugiej urlopuję.
Urlopować zamierzam dosyć intensywnie :)
I w związku z tym, że już odczuwam tę aurę „urlopowatości” całym sobą, to wrzucam kilka zdjęć z sierpnia.
W taki szary dzień jak dziś, naprawdę fajnie wspomnieć podbartoszyckie, gorące powietrze.

Pomiędzy słowami Ania

Niezwykle ciężko jest zlokalizować współrzędne tego uśmiechu.
Rozedrganie panujące wszędzie nie powinno pozwolić na to, jesienne nostalgie pogniecione w żółtość liści, chłodne autobusy i na wpół wymieszane zielone herbaty wypijane duszkiem nad krzywą ciszy.
Można się staczać myślowo, drążąc spojrzeniem wszystkie twarze, rozkładać je sobie na czynniki pierwsze, drugie i ostatnie, a na końcu właśnie układać liery w zdania, zdania w szepty, a szepty w krzyki. I krzyczeć gdzieś w przestrzeń. Na płaszczyźnie współbycia.
Jesteśmy tylko sumą oddechów.



Gdzieś pomiędzy tym wszystkim, stojąc na swoim kawałku pomarańczy, głęboko zaciągam się niebem.

Krótka historia o posuwaniu z nutką grafomaństwa w tle

Istota „posuwania” może wydawać się bardziej skomplikowana, niż jest w rzeczywistości.
Już w pierwszej chwili, po usłyszeniu tego słowa większość przeciętnych ludzi oczami wyobraźni widzi godzinę dwudziestą trzecią, bramę podwórkową wielkiej metropolii i dwudziestoparolatka w dresie firmy „ododios”, które swoimi siedmioma paskami budzą szacunek na dzielnicy, posuwającego różową i głośno sapiącą koleżankę swojej naiwnej dziewczyny, czekającej na niego kilka przecznic dalej. Potem ona zapyta czemu tak długo?, a on odpowie bo się zagadałem, kurwa.
A jak daleko można „posunąć się” w fotografii? Co w dzisiejszym, i tak już dziwacznym, świecie może jeszcze zaskoczyć?
Coraz częściej dochodzę do wniosku, o którym już albo pisałem, albo wielokrotnie komuś mówiłem – że pięćdziesiąt lat temu (?) można było wzlecieć na fotograficzne wyżyny, gdzie panowała inna mentalność dzięki czemu Sukces był na wyciągnięcie ręki – tylko trzeba było znaleźć się w odpowiednim miejscu i o odpowiedniej porze.
Sam z chęcią udałbym się w trasę koncertową z The Rolling Stones i nawet wciągałbym z nimi, w imię sztuki, te tony heroiny zwiniętymi studolarowymi banknotami, tak jak Leibovitz. (Czy w dzisiejszych czasach wsadzenie murzynki do wanny pełnej mleka byłoby kontrowerysjne? Nie sądzę.)
Albo zamieszkał w suterenie i uprawiał orgie z fotogenicznymi paniami w rozmiarze xxl, które potem rozbierając się przed obiektywem uskuteczniałyby mój absurd piętrzący się między zwojami mózgopodobnej substancji w głowie – też miałbym swoją słynną i brudną „piwniczą” ścianę jak czeski Saudek.
No cóż, pieprzę? Nie wiem.
Są nas tysiące, ba, miliony nawet – i zrobić coś, co na chwilę zatrzyma, jest niezwykle ciążką sprawą.
Bliski mi absurd – sztuka fotograficzna na pograniczu kiczu, atrakcyjność całości tłumaczę sobie możliwościami. Bo można absolutnie wszystko i wszędzie.
Czasami realizuję pojedyncze obrazy z głowy, bez większego przekazu artystycznego czy podwójnego dna – nie zdarza mi się uzupełniać jednej sztuki serią, a na pytania co autor miał na myśli parskam śmiechem, Ty mi powiedz co autor miał na myśli i wszystko będzie cacy :)

Już dawno nie fotografowałem samego siebie – brak czasu, ochoty, pomysłu? Ale idzie jesień – oficjalny sponsor weny twórczej artystów wszytkich płaszczyzn, więc pewnie nadrobię.
Autoportrety. Absurd. Choas. I szukam tych granic, ciągle szukam posuwając się ostrożnym krokiem do przodu.

Sportretowana Anna K.

Trzysta sześćdziesiąt pięć dni namawiałem Anię na to, żeby pozwoliła sobie zrobić kilka zdjeć.
No i dziś się udało – w towarzystwie siąpiącego deszczu i wiatru wciskającego się w każdą szczelinę okrycia wierzchniego – powędrowaliśmy ulicami zakorkowanej Gdyni w poszukiwaniu „miejskiej intymności”, o ile rzeczywiście taka istnieje. Efekty poniżej :)

Czekam na piątek.
Połączenie poezji, dredów, fioletu i makaronu oraz wymieszanie tego wszystkiego w kadrze uśmiecha mnie szeroko!

Autodestrukcje

Zwyczajnie pieprzyć? Te autodestrukcje, w sensie.
Rozpierdoliwszy swój własny system i pławiąc się w blaskach zajebistości tych wszystkich wokół ułożonych w kostkę czekolady gniecionej po szwajcarsku, z rękoma w kieszeni Antonina zadrżawszy namiętnie, westchnęła w stronę wstającej plamy słońca, w plastrze ulicy wzrokiem potem szukając miłości nuciła wielkie piosenki o małych uczuciach. Antonina nosiła kwieciste spodnie z szerokim stanem (niech będą Ci wszyszcy właśnie tu i ówdzie poświęceni), w których modląc się o stan ducha dogaszała niedopałki uczucia w sercu. Chłodną ciszą wypełniając przepastność chwili, w której trwała – Antonina wcale nie była dziwna, była jedyna w swoim rodzaju. Pół otwartymi oczami spożywała czerwone herbaty i ładnie wyglądając przez okno swojego siedmiopiętrowego bloku przeczesywała włosy bladymi palcami. Czasami płakała, w niedosycie życia, świata i pochodnych, które układając się w uśmiech powinny trwać gdzieś tuż obok, na wyciągnięcie ręki przecież. Pewnego dnia, Antonina spacerując brzegiem swojej wyobraźni odkryła Tę Właśnie Prawdę i wyciągnąwszy pogniecioną kartkę papieru spomiędzy krzywo ułożonych książek postanowiła napisać swoją historię.
Ułożywszy się wygodnie w lewym wgnieceniu zielonej kanapy, Antonina zrobiła się mała – zrobiła się mała i mieszcząca się w dłoni.
I zapaliła małego papierosa, poprawiła mały pierścionek i zapłakała mało. Antonina umarła. (…)



Zupełnie półprzytomnie, z półkubkiem półkawy i półprzemijaniem półczasowym na półramieniu, jesteś półbogiem tylko.

Potrzebuję Ludzi – łapczywe i zachłanne jest moje portretowanie ostatnio.
Jakbym ich zbierał i mówił, że są dla mnie ważni tylko dlatego, że są ludźmi – nie muszą nic więcej.
Siedzę i patrzę. Ale chyba o to mi zawsze chodzi.

/Na zdjęciach Ewa, którą fotografować najzwyczajniej na świecie kocham :)

Ba’Rock, Nie Ba’Rock / FashionVaria

Udało się!
Długo czekałem na takie zdjęcia – w zasadzie nigdy wcześniej nie było okazji do plenerowych zdjęć typu fashion współorganizowanych
z mocną ekipą pod postacią fryzjerów, stylistek i wizażystek – momentami w jednej osobie !
Sześć godzin, sześć stylizacji, trzy modelki i mnóstwo pomysłów na zdjęcia w przyszłości !

Fryzjer – Ewa Klepacka
Make-up – Ewa Klepacka
Stylizacja – Ewa Klepacka
Modelka – Alicja

Fryzjer – Krzysztof Rogal
Make-up – Ewa Klepacka
Stylizacja – Krzysztof Rogal & Ewa Klepacka
Modelka – Monika

Fryzjer – Krzysztof Rogal
Make-up – Krzysztof Rogal & Ewa Klepacka
Stylizacja – Krzysztof Rogal
Modelka – Magda

I tyle.
Jak zwykle lawina zdjęć, ale myślę, że da się to przeżyć? ;)
Pozdrawiam!

Go to the Hel(l)

W tym mieście czas płynie trochę inaczej – zwłaszcza na początku września, tuż po sezonie, gdy znika tłum wszechobecnych turystów i jest jakoś spokojniej.
Ostatni raz byłem tam ponad rok temu, kiedy to nasz najlepszy wykładowca postanowił urządzić tam „zaliczenia” z podstaw kompozycji obrazu.
Zaliczaliśmy też wszystkie knajpy po drodze komponując się z morskim jadłem i trunkami niskoprocentowymi ;) Niektórzy spożywali tylko herbatę z cytryną.
Oczywiście, że robiliśmy zdjęcia – ale zupełnie inaczaj jest połazić z lokalesem, który zna tam każdą dziurę, kamień i drzewo i który pokazać Ci może miejsca, których generalnie nie zwiedza się. No bo kogo zainteresowałaby opuszczona hala remontowa dla statków, śmierdzące zakamarki portu czy blok rodem ze slumsów Nowego Jorku, gdzie schody przyklejone do bocznej ściany nigdzie nie prowadzą? No tylko mnie ! :)
A, że owy lokales, o którym wspomniałem, jest właścicielką żółtych papierów, zdiagnozowanego ADHD i różnych pokrewnych rzeczy, które biorę za pozytywne cechy charakteru – i do tego nie widzieliśmy się chyba z siedem lat jak nie więcej – no to żyć, nie umierać!

Śmiga sobie taki człowieczek wśród statków, mew i rybaków i podziwia wielki, betonowy mur, który chroni miasto przed morzem.
Za sprawą tzw. Kogi można poczuć się trochę jak nie w Polsce :)
Bo tuż za kogą to już fragmenty PRLu pełną gębą. PRLu w architekturze. A taki lubię.
Pozdrawiam!

Jamnik i Żaba

A gdyby tak w rzeczywistości skrzyżować jamnika z żabą?
Wyobrażacie to sobie?
Żaba krótkowłosa, która szczekając na wszystkich wokół drapie się za uchem.
Albo jamnik w kolorze zielonym zamieszkujący bagna.
Mogłoby być ciekawie i dość osobliwie. Myślę.
Przedstawiam Przemka i Żanetę. Jamnika i Żabę.
Do Przemka pseduo „Jamnik” przykleiło się jakieś trzy lata temu i tak już zostało do dziś.
No i Jamnik Żabę sobie znalazł. I tak im mija rok.

Ania i Ania

Człowiek ma w głowie akurat te fragmenty wspomnień, które pomimo tego, że są wspomnieniami szczęśliwymi – wywołują dziwne stany niekontrolowanego i irracjonalnego smutku. Dlaczego? Też nie wiem i w zasadzie zgłębiać tego nie zamierzam.

Ania i Ania.
Gościnnie Katarzyna, która nakręciła całą akcję, za co serdecznie dziękuję :)
Zdjęcia częściowo realizowane w pewnym hotelu, w sympatycznym apartamencie z widokiem na morze – po za tym całe mnóstwo różnych stylizacji i niekontrolowanego kobiecego chaosu pod postacią tuzinu różnokolorowych torebek, ubrań porozwieszanych na gałęziach w orłowskim lesie i kosmetyków (których zastosowania rozumieć NIE MUSZĘ) gubionych spontanicznie w trawie ;)
Działo się !

 

 

 

 

Ewa i pastele

Wypluwam płuca.
Czy można wypluwać płuca przy kaszlu zgodnie z zasadami savoir vivre?
Oczami wyobraźni widzę blondynkę imieniem Mariola, która w pozycji siedzącej na kamieniu trzyma w ręku wątrobę, oko jej wisi na żyłce, rękawem wyciera krew płynącą z ucha i mówi: „ohohohohooho, ale sobie kaszlnęłam”.
Więc chyba się nie da, choć powszechnie mówi się, że jedyną rzeczą, której nie da się zrobić elegancko jest wymiotowanie. Coś w tym jest. :)
Angina ropna gnieżdżąc się w moim organiźmie doprowadza mnie do kurwamaćjapierdolizmu powszechnego.
Jest jeszcze kurwamaćjapierdolizm uroczysty, ale o nim kiedy indziej.

Poszukiwanie odpowiedniego „pastelowego presetu” do programu, którego używam przy obróbce zdjęć zajęło mi kilka miesięcy.
I kiedy już zwątpiłem w istnienie satysfakcjnoujących mnie pasteli – znalazły się same, gdzieś w odmętach bułgarskich portali fotograficznych.
Dzisiejsze zdjęcia zrobione były w połowie lipca, i choć część była już wykorzystywana to nie wszysycy mieli je okazje zobaczyć.
Tego dnia włóczyliśmy się z Ewą pstrykając jej retro rower, okolice Dworca Morskiego i opuszczoną wieżę ciśnień.

I tyle.
Na koniec jeszcze zdjęcie Ewy przed użyciem pastelowej obróbki i po.
Myślę, że zdjęcie w pastelach ma to „coś”.

Ciekawy jestem kto, jako setna osoba, kliknie facebookowe „lubię to” ;)
Pozdrawawiam!

Lekkie zabarwienie ślimakowe

Skłamię jeśli napiszę, że planowałem te zdjęcia.
Dobrym przykładem przypadku w fotografii jest sam Nicéphore Niépce – uważany za ojca prafotografii. Dlaczego? Bo i u niego wszystko działo się przypadkiem i gdyby nie On, myślę, nie fotografowalibyśmy.
Przekonany jestem, że gdzieś w świecie na pewno istnieją takie zdjęcia, że ktoś już wpadł na taki pomysł i uskutecznił go na swój sposób. Sfotografowano już chyba wszystko – teraz można tylko nadrabiać postprodukcją i bawiąc się środkami artystycznego przekazu dopełniać obraz swoim „widzimisię”. Na zdjęciach Ewelina zwana Pigułą z Gdyni, gościnnie wystąpili też Kasia i Bastian.

Kasia na tych zdjęciach jest zjawiskowa pod każdym każdym.

I na koniec Bastian, który zdecydował się na sesje na zasadzie Time For Print.

Oprócz udział w moim tzw. wyziewie artystycznym, załapał się też na kilka zdjęć portretowych bez ślimakowych wspomagaczy.

I na koniec jeszcze Kasia.

Udanego weekendu wszystkim!

Słowem wstępu

Słowem wstępu „No to Dzień Dobry!” chciałoby się krzyknąć i przejść do wklejania zdjęć z ostatnich sesji.
Można tak ?To pierwszy wpis w nowej, wirtualnej przestrzeni, więc może coś więcej?

Jak to się zaczęło Piotrze?

Pięć lat temu spontanicznie zacząłem rejestrować swoje otoczenie aparatem wbudowanym w telefon komórkowy. Jakość zdjęć oczywiście pozostawiała wiele do życzenie, ale wtedy to się nie liczyło. Wystarczyła mi możliwość samej rejestracji, na początku dość bezmyślnej. I dzielnie to czyniłem, jednocześnie udostępniając swoją „radosną twórczość” na wszelkich portalach fotograficznych. Nigdy nie zapomnę kiedy po wrzuceniu zdjęcia przedstawiającego trzy jabłka na parapecie (zdjęcie było okropne!) i podpisaniu „sam się dziwię, że wyszło tak ładnie” po dwukrotnym odświeżeniu strony zdjęcie zniknęło, a w jego miejsce pojawił się komunikat „zdjęcie skasowano, brak walorów artystycznych”. Siedziałem tak jeszcze przez kilka minut tępo wpatrując się w monitor. Niestety, w chwili obecnej, po tych pięciu latach – nie posiadam już tego zdjęcia.
W kilka miesięcy po tej „traumie” zakupiłem pierwszy aparat, Sony DSC H7, który z wbudowanym obiektywem Carl Zeissa przyprawiał mnie o fale miłości i zamiłowania do zdjęć typu makro. Ten aparat był wręcz stworzony do fotografii tego typu.
Następnie w moim życiu pojawił się, legendarny już, przedstawiciel rodziny Nikon, o numerze d40. Przez ponad dwa lata zrobiłem nim tysiące, jeśli nie miliony, zdjęć – i ciągle było mi mało całej tej fotografii. Uzupełniałem tym samym wiedzę na temat Wielkich Świata Fotografii – gdzieś w między czasie pojawiły się w moim życiu zdjęcia fantastycznej Annie Leibovitz, która utwierdziła mnie tylko w przekonaniu wyższości fotografii portretowej, nad wszelką inną.
W fotografii można być czarodziejem – w sposób bezczelny łamać schematy ogólno pojętej rzeczywistości i bawiąc się nią w kadrze sprawiać, że będzie inna, niż jest naprawdę.
Ucząc się fotografii przez dwa lata, wiem o niej jeszcze mniej niż na samym początku – to nie krygowanie, tak jest naprawdę. Zgłębianie jej, niektórym zajęło całe życie – mam nadzieję, że i ze mną tak będzie.
Spełnieniem marzeń był kolejny zakup – Nikon d90, który po „GRIPowym” tunningu wygląda dostojnie i nonszalancko. Z nierozłącznymi przyjaciółmi pod postacią kilku jasnych obiektywów. I w chwili obecnej to najczęstsze rzeczy jakie mam zawsze przy sobie.

Mam świadomość, że przez te pięć lat rozwijałem się niesamowicie.
Przypadkowość kadrów z telefonu komórkowego zamieniłem na lustrzankowe bokehy i tym podobne.
Pamiętam, że na samym początku swojej „fotograficzności” przeglądając zdjęcia różnych fotoblogowiczów, wzdychałem tęsknie do umiejętności robienia takich zdjęć. I moje marzenie kiedyś się spełni – bo w dalszym ciągu uważam, że to co robię to ciągle mało i chcę więcej.


Jak to się skończy Piotrze ?

Skończy się przypadkiem, jak wszystko co w moim przypadku związane z fotografią.
Z racji mojego zamiłowania do spacerowania z aparatem po miejscach opuszczonych, oficjalnie zakazanych i czasami zamieszkałych przez bezdomnych – w najlepszym wypadku może skończyć się połamaną nogą powstałą na skutek uciekania przed stadem rozjuszonych bezdomnych, a w najgorszym poderzniętym gardłem powstałym na skutek uciekania nieumiejętnego.
A poważniej ?
Jak już zacznie się kończyć, to chciałbym czuć się jak na każdym swoim wernisażu – z subtelnym stresem objawiającym się w okolicach klatki piersiowej, szarych spodniach i z rękoma w kieszeni. I z uśmiechem, że po raz kolejny udało mi się ubrać świat w swoją WszechWyobraźnię.

Nazywam się Zbigniew „Piotr” Piotrowski. Mam dwadzieścia pięć lat. Jestem fotografem. I uzależniłem się od dźwięku migawki. No to Dzień Dobry !

O świecie, kawie i dupie

Świat nie kręci się wokół mojej dupy, a jedynie dupa wokół świata i zachaczając o jego kanciaste brzegi tlucze się uroczyście.
Myślę sobie o soczystości tego wszystkiego, masohistyczne podejście do pewnych spraw myśleniowych bywa bardzo przyjemne, w moim przypadku porównywalne do kubka porannej kawy, który to umila mi wybudzanie się z nocnego omdlenia.
Jest druga w nocy.
Jestem skurwysynem, owszem.
Czarnoksiężnikiem, który za sprawą kilku słów sprawia znikanie i co?
I czuję przejmującą obojętność i chłód -oczywiście, że mi z tym dziwnie, wszystko działa w schemacie ogólnej świadomości,
ale świadomość tego stanu jest na tyle osadzona w niewiadomej,
że nawet nie próbuję tego zrozumieć. Nie potrafię.
Czasami nie dokańczam pewnych zdjęć, leżą sobie obrobione w przysłowiowej szufladzie niedotykane z racji przepełnienia szuflady innymi zdjęciami -i tak naprawdę wszystkie można nazwać bieżącymi.
Czasami zapominam o tych pierwszych.
Dlaczego?
Wyobrażam sobie, że to właśnie ja przesiaduję w fotelu na dachu, podczas gdy okolica tej przestrzeni jest zalana wodą.
Nie potrafię oddychać jednym człowiekiem, ciągle potrzebuję nowych, i takich samych jak ja.
Dlaczego?
Podobno egosita egoistę zawsze zrozumie.
Choć będzie starał się to zrozumienie po swojej stronie przytrzymać.
Oglądam filmy o sobie, o schematycznych samotnikach zamkniętych w czterech ścianach swojego umysłu, swojej przesyconej fantazji i nabrzmiałcyh, różnych podobnych, układających się w ciągłą samotność na własne życzenie wśród tłumu ludzi i dochodzę do wniosku, że musi stać się COŚ, abym i ja powieki ciut wyżej podniósł i w końcu zobaczył i przestał traktować ludzi, jak nie człowiek czasami.
W całych tych czarach to zazwyczaj ja znikam, jakoś po cichu, tylnymi drzwiami, często ściągając buty, żeby nikt oddalających się kroków nie usłyszał.
Nie, to nie jest odpowiedź.

Melatonina

Nieprawda jest kojąca.
W nocy wstaje i pytam wszystkich wokół, czy to była na pewno trójka dzieci, zjadam banany z lodówki i siedzę potem przez chwilę na brzegu łóżka kontemplując swoją lewą dłoń.
I wracam tuż przed wubuchem swojej głowy, mnie świadomy, z podrapanymi plecami.
Dziwna dziewczyna dostaje mandat w naszym autobusie, patrząc na Nią – czuję się jakbym pił herbatę w przeciągu.
Dziwna Dziewczyna równie Dziwnie Mówi.

Siedzi we mnie niesamowity spokój. I brak uśmiechu. I dużo bieli. I pianista bez rąk.

Ewelina

Bezsenność zagryzam czym popadnie prawie.
Umiejętnie Królowo.
Trochę mdli.

Bawiąc się słowami, czynnikiem pierwszym jest kłamstwo.
Kłamstwo uśmiechane, bo nawet nie jestem w stanie kłamać na głos.
Jak zwykle z resztą.

Ince

Śnisz.
Choć tak naprawdę nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy.
Wiem, że było bardzo realnie, powinienem pamiętać.

W transie jest Natalia, w transie i w brzydkiej sukience przegląda kwiaty w Twoich włosach, pokazując myśli.
Myślisz mi się powłóczyście, napełniając czas swoją nieobecnością, nie poznaję ludzi. Jesteś.
Jesteś cichy, jak ja.

Dziewięć godzin, pół godziny, szklane oczy Angeliki, truchlejącość, martwość, podniecenie. Wyobraźnia.
Wiem, że w końcu się uda i powrócę ciut inny, łatwiejszy do odczytania.
Mentalne samobójstwo w chaosie ciasnych ulic.
Skurwysyństwo ramieniowe, podskórnie tocząca się krew buzuje, pęka głowa, ze środka wylatują ptaki.
Nie dzieje się nic, czułości i brzydkość. I chaos opętał moje wszystko. Nakładam się zielonym kolorem w świat.
Milczę.

Plażowanie

Do Anny przyjeżdża Jose. Z Finlandii. Pieprząc o naszej lejzowatości (I’m lazy) plażujemy nie robiąc nic więcej.

Daria

Krótko przystrzyżone ptaki mieszają kolory.
Półcienie przestały istnieć.
W lesie dzieci widzą czarne płaszcze jutra, rozwieszone w rytm ciszy.
Umiejętnie rozplątuję język.

Henryka

Henryka jest sympatyczna, tarmosi te swoje skarpetki w rękach i opowiada.
I nawet jeśli chcę wtrącić jakieś swoje słowo, uwagę lub po prostu przytaknąć to zachowuje się jakby zupełnie jej to nie obchodziło – to ona jest ważniejsza, ona mówi, wie więcej i więcej przeżyła. Nic nie zapowiadało tej rozmowy i tych zdjęć, mijałem ją siedzącą w lesie na zwalonym drzewie, pytając czy ten jej szczekający wilczurowaty pies nie rzuci się na mnie z zębami. Pani szeroko roześmiana, że nie i, że poprzedni który już nie żyje to może i owszem. I tak się zaczęło właśnie.
O pewnych ludziach można powiedzieć, że na twarzy mają świadectwo życia. I tak jest z Henryką właśnie.

Zadziwiająco dużo rzeczy, dzieje się

Czasami żałuję, że w dobie tak mało godzin – ale tylko czasami :)

(…)Czasami się staczam. Myślowo.
Umiejętnie drążąc dziurę w brzuchu i równie umiejętnie oszukując się, że potrafię więcej niż w rzeczywistości.
Staczanie się jest umiarkowanie łatwe, wystarczy nie pomalować ust przez jeden dzień, paznokci, nie umyć twarzy.
Wystarczy krzywy uśmiech rzucony w stronę nieba, fałszywie napoczęty dzień w kawałkach rozwalający się pod wpływem tego uśmiechu. I staczam się tak łatwo, że aż radośnie.
Łatwiej wszystko robić nieświadomie przecież – zdaję sobie sprawę, że nie tak ma być, i że nie o to mi chodzi.
Tak naprawdę.

Uspokaja mnie krzyk, dzisiaj. Serce, słowa, łzy i wszystko inne, którym się przykrywam.

Piguła z Gdyni

O Pigule z Gdyni krążą internetowe legendy, sposób w jaki jest odbierana przez większość ludzi utwierdził mnie w przekonaniu, że ma więcej przeciwników, niż zwolenników. Myślę, że sama Piguła zdaje sobie sprawę z tego faktu.
Nazywana dziwką, głupią szmatą, popierdoleńcem i pochodnymi, które układają się w potok mało przyjaźnie brzmiących słów – wytrwale trwa w swoim postanowieniu bycia sławną.
Zaproponowałem spontaniczne zdjęcia – bo niby dlaczego nie?
Należę do ludzi, którzy nie mają w zwyczaju oceniania drugiego człowieka, przez pryzmat (w tym wypadku) kilkuminutowych filmików obejrzanych w sieci. Dlaczego? W samej fotografii umiem „oszukać”, pokazać coś w taki sposób, w jaki chcę żebyście Wy to zobaczyli i pokazuję też tylko tyle, ile sam chcę pokazać. I tak jest mniej więcej z Pigułą. To ona wytycza granice.
Skoro lubi to, co robi – to dlaczego miałby jej ktoś tego zabronić?
Przyznaję, miałem wielkie obawy przed tymi zdjęciami – tak naprawdę nie wiedziałem czego się spodziewać.
Piguła okazała się zjawiskowym stworzeniem, kreatywnym i bardzo innym niż na wszystkich filmach, które zdąrzyłem obejrzeć przed spotkaniem. Szczera i wiecznie uśmiechnięta. I uwaga, nie jest głupia!
Wizerunek, który sukcesywnie sobie stwarza, odkrywa tylko jak bardzo kulejąca jest polska tolerancja.
Przepraszam! Brak polskiej tolerancji.
Mało osób zdaje sobie sprawę z tego, że Piguła to dziewczyna z ogromnym dystansem do samej siebie, śmiejąca się razem z internetowym światkiem, który ją otacza, ze wszystkiego co zrobi. Bardzo świadomie manipuluje tym wszystkim. Myślę, że to działa na zasadzie : Ty się śmiej plebsie, ja i tak wiem swoje.

Na zdjęciach gościnnie występuje Stefan – dobry przyjaciel Piguły.
Piguła, pozdrawiam! :)

/Za skrajne stylizacje i makijaż odpowiada Piguła.
Zdjęcia w starym Sanatorium Zdrowotnym, wszelkie rekwizyty znalezione na miejscu (oprócz pączka, oczywiście :)).

Ania

/Ania była troszkę spięta ;)

Śpiewa Natalia.
Śpiewa za sprawą Eweliny, która przypomniała mi (nieświadoma) co wieczorne przesiadywanie na czwartym piętrze klatki schodowej w Gdańsku i analizowanie wszelkich emocji, które pozostawiała wtedy Natalia.
Wtedy to Damian analizował zawzięcie razem ze mną – i czasem pojawiali się Ci z piętra niżej i wtedy już wszysycy, bo w kupie było raźniej. Zawsze staraliśmy się być cicho, bo spotkania miały miejsce koło dwudziestej.
Nie lubię okresu z Gdańska, kojarzy mi się z monstrualnie grubym Krystianem wystającym wiecznie przez okno i wychodzącym z mieszkania niezwykle rzadko, a jeśli już to z pomocą kul, bo sam nie był w stanie utrzymać swojego ciała na nogach. Krystian zmarł kilka lat temu, z resztą nie ważne.
Te spotkania na chłodnych, betonowych schodach były jedyną pozytywną rzeczą wtedy.

Magda

Wczoraj miałem okazję fotografować wulkan.
Już nie pamiętam kiedy ostatni raz podczas fotografowania wytworzyła się taka chemia między mną, a modelką.
Kobieta, jak dla mnie, żywcem wyjęta z wieczornych wiadomości. Pozytywnie.

Daria

Jesteś odstającym fragmentem ciszy, ubytkiem zapełnianym w dziwaczny sposób.

Dziwny jesteś

Wielorakość tego świata polega w tej chwili na niczym, nudne wypijanie czerwonej herbaty z plasterkiem słodkiej pomarańczy towarzyszyło fragmentowo martwym chmurom, rozpiętym w bladoniebieskość.
Mój świat też jest dziwny.

Chwila

Zaczepia mnie W Gdyńskim Muzeum Motoryzacji. Zaczepia i oddaje kilka swoich starych zdjęć. Miło.

Cichy. Niecichy.

Zatrzymaj się.
Wsadź sobie rękę w porwaną kieszeń i znajdź tam tą nadzieję o której tak pieprzysz.
Widzę Ciebie, wśród pozytywnie brzmiących wykrzykniów, chaotyczności towarzyszącej już od urodzenia, budzeniu się kilkakrotnym w nocy – o trzeciej w nocy obciągasz, oblizujesz wargi, przygryzasz palce, brzeg poduszki, łóżka, serca.
Na imię. Jak kiedyś.

Bywanie elitowe, masz krawat i szepczesz niezrozumiałem słowa w równie niezrozumiałym języku, ptaki we włosach, skrzydła, dzioby – układam się w obrazy znanych malarzy, bogowie się śmieją z nas – markotnie, drążymy czerń, na twarz świt – promienie w zagłębiniach skóry, obojczyki pełne pocałunków – poukładaj się w kąty bytu.

/Chaotycznie poznawanie, nocne mruczenie, parapet pełny wiatru, nieszczelne okno. Boli Cie linia pleców odpowiedzialna za dźwiganie Świata. Nie krzycz, kurwa mać.

Daria i Roksana

(Coraz intensywniej odczuwam Twoją niefizyczną obecność.)

Na brzegu łóżka napisany chwilą drążysz dziurę w żebrach, palcem wskazującym. Wyjdź, mówisz.
Północne mruczenie zamienia się w oczy koloru spokojnego morza, jesteś żółty, pachnący, prawdziwy.
Dopiero uczę się jak masz na imię, nie potrafię go wymówić, ubrać w słowa które znam i których na codzień używam, zawieszam się, jąkam, kuleję. Milczę, mówić też jeszcze nie potrafię.
Tylko teraz.
Przestrzeń czterech kątów wydaje się być taka ogromna, kulę się pod kołdrą, mieszczę czas między palcami i obracam nim w lewo. Lewa strona zawsze wydawała mi się tą właściwszą. Cisza.
I jak gdybym obudził się w kimś innym, uczeszę włosy i wstawię wodę w garbatym czajniku koloru nijakiego, pod stopami przebiegnie mi biały kot, uśmiechnę się, otworzę okno, wszystko się nie dzieje. W ogóle.

Jest tylko to dążenie Gdzieś, Tam nieokreślone dosłownie – bo wszystko się zmienia powoli.
Skąd wiedziałeś?

S. Dietrich

Katarzyna. Zła jak osa.

„(…) Mówi się. Poniżej, na kolanach rozciągając wizję przyszłości uczę się zmieniać kolory.
Mówi się. Spadanie boli od samego początku, tylko dopiero na końcu uświadamiamy sobie jak bardzo.

Mieszkanie wypełnia dźwięk ciała i duszy.
Zapach cynamonu, jaśminowej herbaty i ciszy jednostronnie klejącej się do telefonu. Ja też nie muszę, po co?
Zacząłem znów pisać, powracać do Jakuba opatulonego szalikiem, z szelkami luźno puszczonymi gdzie popadnie.
Noc, którą przespałem była najpiękniejszą nocą.
Rozchodzę się w sobie na miliony kawałeczków z masy perłowej, mam niebieskie oczy i nie mam ust.
Wychodzę.
Bardzo powoli, żeby czasem siebie nie obudzić tym uciszanym niemo skowytem wszechogarniającej radości.
W starym trabancie koloru śmietanowego siedzi Wiesława, siedzi dumnie wyprostowana rozczesując chwilę spotkania białym grzebieniem. Uśmiecha się, pomrukując. Myślałem właśnie o Niej.
Wiatr niesie spokój, nawet jeśli to nie prawda – mówi. Musisz być bardziej Mój Drogi.
Musisz nauczyć się tego, czego nie zdążyłam Ci przekazać. Umrzesz w tym roku – mówi.
A ja pieszcząc duże guziki swojej sukienki, uśmiecham się nie posiadając ust. Z piersi wydobywa mi się światło, Wiesława nie ma rzęs i przestała oddychać. Nie krzycz. Zapal papierosa. Oddychaj powoli.
W starym trabancie koloru śmietanowgo siedzi Wiesława. Milcząco siedzi jakby. Nieistniejąco już. Nienamacalnie.

Rozpychanie kolanami czasu.”

Piotr. Zdrowy jak ryba.

Который год, не знаю сам, я мультибренд, герой реклам.

Patrzę na Ciebie i mam wrażenie, że umrzesz jak Ci wszysycy wielcy. Z braku hamulców bogatego wnętrza lub innych rzeczy, na które na dobrą sprawę nie masz wpływu. Nie wciągaj, podobno to nie zdrowe.
Mówisz jedno słowo psując tym samym mój stosunek do samej siebie, a ja bardzo lubiłam ten stosunek, rozkoszowałam się nim, smużyłam z przygryzioną wargą (mylą mi się dni ostatnio)
Przy Tobie mam wrażenie, że można wszystko – tylko trzeba powoli, sukcesywnie i z nadzieją wciśniętą w kieszeń podartych dżinsów z warszawskiego bazaru pod zielonym mostem, nad ciszą.
Układam Cię w kostkę, w papier, w dłonie i jestem bardziej Tobą czasami. To nie dobrze, raczej.
Wyjeżdżam do Francji.

Anna

Myślę, że jesteś martwy.

Śnią mi się ludzie – naprawdę tych snów nie pamiętam, ale mam pewność, żę śnią się Ci którym wiele zawdzięczam.

Imaginacje

Wymyślanie sobie zapachów polega na zniekształcaniu danej chwili.

Biel krzycząca, pochylam się nad różowością świata tego i wdycham obecność kobiety w autobusie pachnącej mydłem.
Potem wypijam herbaty przy czwartym oknie, licząc od prawej strony i zatapiam palce w dźwiękach jakbym się z nimi pieprzył. Mówisz, mam zielone rękawiczki i smużę się tocząc półuśmiech przez półdrzwi półotwarte. Zasypiam cicho na śniegu, oglądam połamane gałęzie Twojego jutra i czuję, że ta chwilowa samotność jest bardziej dla mnie, niż dla Ciebie. Roztapiasz się, pełznąc w spękania płyt chodników krzywo ułożonych krzywymi palcami. Mogę pytać, niemych twarzy grymas cichy krzycząc bezgłośno milczę. I proszę.

Bo gdyby tak umrzeć raz, a potem komuś o tym opowiedzieć?
Mówisz, części zamienne są używane, ryby mają oczy, dym papierosowy wydmuchują małe dzieci rzucające kamieniami w uliczne egzystencjonującą szarość kuśtykającą pomiędzy Czymś. Spojrzenia, niemoc, usilny płacz który zamienia się tylko w bolące pieczenie pod skórą. Większe znaczenia, anomalie fragmentowo rzucone w półkrzywą matematyczną pękającą pod wpływem zmęczenia nasilającego się swoiście tuż przed północą. Rozumiesz?

Pochylam się nad różowością świata tego.

Katarzyna przystankowa

Szklarnia Nikodemowa jakiś czas temu powiększyła się o koleżankę Sigmę, która swoją obecnością wyparła z torby fotograficznej legendarnego już i zakurzonego, kitowego 18-55. Na dobrą sprawę oto pierwsze zdjęcie w pełnym świetle dziennym (wcześniej brak czasu, a po ciemku na dworzu to mi się nie chce). Jutro zapowiada się istne szaleństwo fotograficzne – po zakupieniu systemu mocowania teł, tła w kolorze szarym i blendy, która będzie odbijała światło z lampy błyskowej rozpoczynam szerszą zabawę w domowym studio. Może nie super ekstra, ale generalnie nie przepadam za sztucznym światłem, a z kolei pogoda za oknem nie zachęca do używania tego podwórkowo zastanego. Czy coś.
Sigmę pokochałem miłością od pierwszego kadru :)

Ślepości

Mówię do was. Porannym milczeniem, rozszczepionym w światło siedzące na parapecie.

/Ocieram się o wnętrze szklanki. Herbaty. Myślisz mi się namiętnie.

I Grudzień biegnie, przysypany po pachy. Wietrznie, głośno, namacalnie.

Bezkształt

(Jesiennie) Bezkształtna masa słów.
Wszelkie rozdwojenia powstające na skutek silnego wiatru ze wschodu, subtelnie przerażając, zamieniają się w konkubinaty ciszy. Rozkładasz nogi, łapiąc ją w pół, zaciskasz ręce na spoconych ramionach i modlisz się powłóczyście drążąc powłóczystość tamtej chwili na chwilę.
Odwykłem. Ty odwykłeś.
Jeden, dwa, trzy – wszyscy jesteśmy zmęczeni tym stanem rzeczy. Jak to było?
Zaprzątamy sobie głowy, serca, mieszkania …
Gasimy światło myśląc, że dzięki temu choć przez chwilę będziemy niewidzialni.
Takie Nieme Nic popijane gorzką herbatą, kawą, wodą.

Obudziła się świadomość, że jest nieświadoma. Że nie przeżywa tak jak kiedyś, opierając się milczeniu mam ochotę krzyknąć, żeby sprawdzić jak bardzo jesteśmy głusi. Budzi się.
Niecodzienność, rozmywam się w swoim chaosie nie wiedząc co dalej.
A wy się śmiejecie. I tyle …

Idalia S.

Rozdwojenie jaźni, wielowarstwowość czasu, pochmurność uśmiechu i Ja. W tym wszystkim.
Zastanawiam się co powiedzieć, w które słowa się ubrać.

Joanna

Kilka zdjęć ze spotkania z Joanną.
Dzień miał wyglądać zupełnie inaczej, całą grupą ze szkoły mieliśmy tarzać się w alkoholu z radości posiadania magicznego świstka czyniącego z nas ludzi z kwalifikacjami. Niestety wszysycy się wyłożyli, więc spożytkowaliśmy ten czas sącząc kawę z cynamonem i umawiając się na wielkie opijanie w piątek. I robiąc zdjęcia -rzecz jasna.

Jesień idzie

Pod wszelkimi wpływamy swojej urlopowej spontaniczności zapakowałem osobistą rodzicielkę, posiadającą dwa dni wolnego od pracy, do samochodu i wybraliśmy się w rejony warmińsko-mazurskie poodwiedzać rodzinę. Zatrzymaliśmy się u brata ciotecznego, syna chrzestnego owej osobistej rodzicielki, gdzie jego jak na razie jedyna córeczka wytrwale uskuteczniała swoją mimikę twarzy przed obiektywem – czego efekty można zobaczyć powyżej, niesamowite ma te oczyska! Osobista rodzicielka odwiedziła przy okazji przyjaciółkę ze szkolnej ławki, z którą nie widziały się przeszło dwadzieścia lat, więc można sobie wyobrazić, że wspomnieniowym ochom i achom nie było końca. Po za tym w przypływie ogromnej ilości wspomnień na widok miejscowości, w której kiedyś bardzo długo mieszkała zapragnęła kupić tam dom – „coby na starość mieć gdzie kości przytulić”. Żeby było śmieszniej, dom rodzinny, w którym się wychowała, rodziła dzieci i który jakimś cudem jeszcze stoi :) Czekając (bo rodzicielka musiała sobie przypomnieć wszystko, pooglądać i dotknąć każdego drzewa w „jej” parku) napadła mnie grupa szczerbatych chłopaczków, krzycząc żebym robił zdjęcia – a mi dwa razy nie trzeba powtarzać.

I kociak się trafił, ale to już inna historia – którą z racji pękających folderów ze zdjęciami z poprzedniego wyjazdu, będzie trzeba ominąć.

…i Powroty

Działo się.
Publikacje wszystkiego nastąpią w późniejszych terminach – z racji przewlekłego przeziębienia i potrzeby wytarzania się na łonie rodziny.
Nawet nie wiem jak się za to wszystko zabrać :)

Wyjazdy

Wiejskie kawy w przecieranych kubkach wypijam na niedokończonym ganku Anny Em.
Chłonę wiatr muskający gołe stopy, bawię się z kotami i niezmiennie palę poranne papierosy.
Anna ostatni dzień jeszcze w pracy, więc z zapasowymi kluczami do jej domu wsiadam na rysiowy rower w kolorze granatowym i wybywam na pobliskie pola coby czekania na nią przebiegało w szybszym tempie – wszak człowiek zajęty nie zwraca uwagi na minuty. I stojąc tak na polnej drodze, chłonąc kolory z każdej strony, z rysiowym rowerem ułożonym umiejętnie w pobliski rów – splatam ręce za głową i mam ochotę krzyczeć z radości posiadania oczu, dzięki którym tak dużo mogę zobaczyć.

Burzowo

Półdzień spędzam na rowerze w asyście pewnej okularnicy, przeczekujemy burzę w miejscach niedozwolonych, rozsiadamy się po kawiarniach i przed nimi, wypijamy kawy w papierowych kubkach. Chłonę czas całym sobą.

Domowe Studio

Schłodzoną kawą wypełniam ciche popłudnie. W łupinie rzeczywistości, namacalności i niewidzialności.

I wszystko.
Scena przed lustrem.
Z cichym pomrukiem na ustach, spinam mięśnie twarzy i modlę się o spokój w przyszłości.
Widzę werandę, drewniane koty ułożone niemo na poduszkach ciszy, śmietanową filiżankę w angielskie róże i pąsowy pocałunek na policzkach. Delikatny wiatr widzę, co palcami muska bladą skórę ramion, pogniecione bibeloty w jesiennie złocistym dywanie trawy, półotwarte okna, drzwi, serca.
Dopóki marzymy Świat wydaje się być subtelniejszy, myślę.

Jestem bardzo popsutym człowiekiem …

/Dygresja. Buduję powoli domowe studio. Pierwsze efekty powyżej z jedną żarówką błyskową, parasolką i styropianem, który swoją obecnością zastępował blendę.

Idioci

(Idioci zapominają. )
Palarniane półszepty z nad kubka dorotowej kawy, za oknem przewijają się leniwo, mleczne chmury.
Dorota ma bardzo ładne oczy, myślę. I myślę też, że ma bardzo dużo racji z tym półtora roku wstecz – zasiedziałem się półprzytomnie, z ciemności wygrzebując ostatnie fragmenty tej całości mojej ułożonej kiedyś bardziej konstruktywnie, czy coś. I Coś tak jak kiedyś – popite dużą ilością kawy, przesiąknięte nicością na wskroś, obżarte i nie takie same jak wtedy. (Pierdolenie, powiesz..)
Człowiek się zmienia, myślę. Idioci zapominają.

Hel

Można mijać się w drzwiach i tworzyć przy okazji wszelkie filozofie dotyczące całego zajścia, wymyślać większe znaczenia, doszukiwać się symboli, przesłań.

(W takiej zwyczajnie pojętej codzienności dzieląc łóżko, pokój i łazienkę.)

Ja

(Przynudzanie.)

Za dużo śpię, za dużo palę, za dużo kawy piję, za dużo myślę i analizuję. Wszystkiego za dużo.

Nierealne apopleksje / noce bezsenne

Czarne chmury nad miastem, wiatr między gałęziami i podkołdrowe uśmiechy.

I niech mnie biorą w nocy zamglone apopleksje, rozluźniające się samoistnie kąty szarych pokojów układające się pod kołdrą w złowrogo piętrzące się, nieme twarze.
/Złożenie następuje : samo, sobie i po prostu. Akty niesionego serca, dłoni, stóp – rosnę niczym Maria w delikatnej doniczce, jak kurwa mać moja droga i w ogóle.
I niech mnie biorą apopleksje nienazwane, rozłożone w sznur brudnej bielizny, ciasnych propozycji i wszechstronności. Wydaję z siebie jednostajny odgłos sera.
Nierealnie.
Swoiście drżąc, myślisz o tych wszystkich czekających zakrętach szeroko pojętego jutra.

/Lubię taką pogodę, kłęby szarych chmur tworzą realniejszy obraz świata, łatwiej się dopasować, wsadzić, współgrać i tworzyć te wszystkie artystyczne wyziewy mieszczące się w fotograficznej puszce.
Wyłączam się, wymyślam, rysuję przerywaną linią wszystkie małe sukcesy żeby móc potem połączyć je pogrubioną kreską.
Nadużywam ostatnio słowa „generalnie”.
Ściągam testy egzaminacyjne z poprzednich lat i dochodzę do wniosku, że nie są takie straszne. Może jakoś uda się prześlizgnąć z wymaganą ilością procentów, bo „generalnie” nie mam głowy do spółkowania z książkami.

„Babcia” Kasia

Babcia Kasia z Trzmielewa.
Nie jest moją babcią, ale na widok jej twarzy tytuł „Pani” w żaden sposób do Niej nie pasuje.
Babcia Kasia kradnie co popadnie. A to ciasto z talerza do kieszeni, szczoteczki do zębów, mydło.
Dlatego też nikt Babci Kasi nie wpuszcza do mieszkania.

/Dochodzę do wniosku, że pogoda dostaje pierdolca. A ja razem z nią. Jest tak goroąco, że polewamy sobie nawzajem głowę zimną wodą z dyspozytora. Jednorazowe polanie wystarcza na ok. dziesięć minut, potem lać trzeba znowu :)
W planach było subtelne gnicie nad brzegiem jeziora, ale popołudniowa burza na to nie pozwoliła.
Po za tym nie mogę wyjść z ostatnio zrobionych zdjęć. Foldery pękają w szwach, a nie posiadam czasu, ochoty i innych pochodnych i niezbędnych.

Marta

Marta. Cicha mieszkanka Warszawy, koleżanka z roku, pani fotograf.

/Spokojne dni stygną, zaczynają się półnagie wkurwy prześwietlone zbyt jasnym światłem wpadającym przez przymknięte okno. Całe zdania układające się w sensowność jakąkolwiek przygłuszone są ulotnością chwili. Nic nie rozumiem.
Przysypiając widzę chorego chłopaka z kręconymi włosami, który pytając po co ich zaprosiłem wbija mi srebrny widelec w dłoń. Wypijam kawę, znów łykam tabletki, i budzę się mało spokojny przykryty tylko do połowy kołdrą.
Jest zimno.

Demony

Dzień Dobry.
Znajduje się Pan na poziomie plus dwudziestym czwartym, mamy godzinę pierwszą w nocy czasu morskiego, za oknem sztorm rzuca wzruszonymi ramionami drzew na wszystkie strony.
Prześladuje Pana Nic, popijane gorzką herbatą i zagryzane czerstwym kawałkiem chleba jest bardziej kłujące, niż łodygi martwych tych kwiatów z poprzedniego dnia. W uszach może Pan słyszeć szum wynikający z potrzeby intensywnego relaksu, namacalnie objawiającego się na poziomie plus dwudziestym czwartym, także bardzo proszę nie regulować, niczego nie dotykać. Za bladość skóry, podkrążone oczy, wszelkie gardłowe suchości, drewnianość, metalowość, niepołyskliwość materiału odpowiadamy dopiero na poziomie plus czterdziestym czwartym, z małymi wyjątkami które w tym wypadku niestety nie mają miejsca. Proszę tędy …

(Urocze dekorowanie twarzy, dłoni, stołu. Wysokie szklanki, czekolada, dym.)

/Z racji tej potrzeby usiłuję się zgubić i odnaleźć w całkiem innym świecie. Rozstania bywają radosne, zwłaszcza te z zastaną rzeczywistością.

Berbeciątko

Berbeciątko.
W odwiedzinach w wejherowskim szpitalu, gdzie Szanowna Pani Klaudia powiła metodą naturalną.

Bez Subtelności

Kurwię się majestatycznie, błądząc spojrzeniem w okolicach trzeciej szyby niebieskiego autobusu.

Zagrzmiało burzowo, krzywo uśmiechnięty czas, wyrzuty sumienia, zastanowienia, włosy przepełnione zapachem dymu, popołudniowo ciche mieszkanie.

/Widzę białe gałęzie drzewa kładące się na krzywą połać dachu.

Namacalnie / Anna eM

Bardziej jestem.
Majowe słońce wylewa się strumieniami, między gałęzie, liście, drobne kwiaty.

/Spacer rynsztokami, płochliwe koty, ptaki, ludzie. Namacalnie dziś.

Bronisław

„O pewnych zdjęciach nie powinno się pisać…”

Z wymyślonym imieniem, ceglaną podłogą, stosem szmat łóżkowych i strychem pełnym niszczejących staroci.
Przed Bronisławem przestrzegała miejscowa ludność pod postacią młodej blondynki imieniem Karolina, mówiła że Bronisław to nie skoro do rozmowy, a jak skory to tylko pod sklepem w pobliskiej wiosce i z butelką wytrawnie taniego wińska lejącego się najlepiej strumieniami i najlepiej za darmo.
Bronisław przywitał nas bezzębnym uśmiechem układającym się na twarzy w charakterystycznie miły sposób, a w szczególności uśmiechał się do koleżanki Anny która dzielnie dzierżąc w ręku butelkę domowego wina przyniesionego z samochodu („Mam nadzieję, że będzie Panu smakowało..”) potykała się co chwilę z całej tej radości wynikającej z poznania kogoś tak fascynującego.

Bronisław nie poradziwszy sobie z otwarciem butelki wina wyznał, że ma sześćdziesiąt siedem lat i wyciągając artystycznie tłusto wypalcowaną i poszczerbioną szklankę uznał, iż kultura musi być. Służył w wosjku w Grudziądzu, kawalerem jest od dzieciństwa i chciałby być w telewizji („A wiecie, że Lech Wałęsa był ostatnio w telewizji?”). Próbując namówić go do kilku zdjęć w lepszym świetle niż półmroczny dom i stojąc w progu gdzie światło wręcz waliło po oczach wyciągam paczkę Camelów i częstuję. Szanowny Pan podchodzi i trzaskamy całe mnóstwo portretów. Bronisław jest wniebowzięty :)

Niedziela

Podwójnie.
W nocy śnią mi się ludzie bezczelnie gapiący się w monitory mojej głowy, czytający z lini papliarnych moich dłoni, wiedzący więcej niż ja sam chciałbym wiedzieć o sobie.
Za oknem ptaki pod niebem, i każdorazowo dokończonym lotem muskają wierzch trawy soczyście zielonej zmieniając tym samym poziom mojego uśmiechu.
Podwójnie.
Jest szum, świetliście zakończone w powietrzu fale morskie przy długim czasie naświetlania, pole pełne piasku, kiełkującego czegoś i myszy białoszarych chowających się w kępkach przypadkowości.
Przez uchylone drzwi Chaos zagląda.

Anna eM

Na brzegu wyobraźni niebo ma inny kolor…
Brązowe kubki, papierosy, twarze.
(Chłodne szepty za oknem, chłodne cienie na ścianie, chłodne ramiona jutra wciskającego się w horyzont tego dnia ciężkiego co to półotwartymi ustami oddycha.)

„Mam czelność Być dziś. Ubrana powłóczyście zachłysnęłam się porankiem.”

„Ludzi można podzielić na ludzi i kawałki gówna, które intensywnie śmierdząc zabiera nam chęć na egzystnecję…”

Koszmarne Dni.
Rozłożywszy chude ramiona z chęci przytulenia tej pomarańczy na niebie Antonina zadrżała.

Anna Em

Bardzo spontaniczna akcja z bardzo spontaniczną stylizacją. Ciepło nareszcie :)