Królewna Śnieżka

Głośno pełznąc w smutku rozkrokach rozrysowanych tak samo szeroko jak się patrzy. Niby nie patrzy. Niby cisza. Niby cisza. Niby siedem zdjęć. Niby bez krasnoludków. Niby na papierosie. Niby z uśmiechem.

Kamila

Czasami spontaniczny dobór miejsca, sukienki i modelki tworzy przed obiektywem rzeczy zjawiskowe – i w tym przypadku ma to właśnie miejsce. Na zdjęciach przepiękna Kamila.

 

Dzień Dziecka

Szósty miesiąc projektu 365 zdjęć zaczynamy wspólnie z Grzegorzem krótką serią portretową w klimacie „Tego” Stefana King’a. Osobiście wielbię ludzi podobnie czujących horror i tego typu akcje, więc spotkanie przebiegało w atmosferze radosnej, wręcz hurraoptymistycznej. Zatem Klown (klałn lub klaun ,jak kto woli) sfotografowany oczywiście w odpowiedzialnej odległości dwóch metrów, bo covid. I w asyście Grzegorzowego Dziewczęcia, które wspięło się na wyżyny umiejętności charakteryzacyjnych – co, jak widać na zdjęciach przyszło jej z absolutną lekkością i pełnym profesjonalizmem. Lubicie klauny?

Ewa

Są ochoty. I potrzeby.

Rzucasz wszystko… Ale absolutnie w s z y s t k o.

Pakujesz wodę, parę gaci, buty w wysłużony plecak i wypierdalasz smakować wszystkiego co w danej chwili po pierwsze nie będzie Cię wkurwiać soczyście, po drugie będzie sprawiać że życie nabierze tego polotu, który zniknął gdzieś parę lat temu.  Tego co najpierw był, a potem w tajemniczych okolicznościach pierdolnął na łeb na szyję popełniając samobójstwo we własnym dziwacznym zakresie nie bardzo wiedząc po co. Brakuje mi ludzi. Kilku przecinków. I papierosów.

Nawet jeśli sporo czasu spędzam ostatnio nad poszukiwaniem zgubionego sensu to jednak…

Na zdjęciach Ewa.

   

Dzień Dobry! Kłamiesz?

Dzień Dobry!

Jest kubek… biały albo zielony.  Albo niebieski. Choć szczerze mówiąc kolor tak naprawdę nie ma tu znaczenia. Ale jest kubek na którego dnie mały kopczyk kawowych fusów czeka na gorącą wodę. I chlup chlup, jakby użyć onomatopei – wyrazu dźwiękonaśladowczego . Kubek zalany, ale woda w czajniku nie miała  odpowiedniej temperatury i fusy nie potopiły się tak jak zwykle to robiły.  Mleko też jest za zimne, cukier krzywo wsypany – trochę w kubku, trochę na podłodze. Stoisz koślawo, lewym biodrem oparty o szafkę kuchenną i w porannym zaspaniu mieszasz te źle zaparzoną kawę. Której nieutopione fusy już Cię wkurwiają, bo albo przed każdym łykiem będziesz rozdmuchiwał je we wszystkie strony kubka, albo rozgryzał uprzednio językiem ściągając je z zębów. I połykał.  Jest poniedziałek, wtorek albo piątek.  To też nie ma znaczenia. Bo tu chodzi o to, że tak właśnie czują się ludzie, których właśnie okłamałeś.

Istota kłamstwa spędzała mi sen z powiek w ostatnich miesiącach wielokrotnie – i to też kłamstwo, bo spałem normalnie, ale istota i tak siedziała na tyłach głowy. Nieśmiało drapała i szczypała rozkręcając się w okolicach lewej piersi gdzie zaczynała gryźć za każdym razem, gdy wypływała trochę bardziej na światło dzienne. Bo istota zakopana i na pierwszy rzut oka niewidoczna podobno boli mniej. Albo nawet wcale, tak mówią. Potrzeba kontroli tego stanu rzeczy tłukła się mocno po ciasnocie głowy, ale w którymś momencie człowiek uświadamia sobie, że nie jest w stanie nad istotą zapanować. Nie nad tą, która nie jest własnością jego ust, warg czy języka.

Po co ludzie kłamią? 

Po co ludzie kradną cudze historie i rzucają w świat jako swoje? Kłamiąc, ubarwiając i ściemniając? Po co wymyślają historie o swoim życiu, które nigdy nie miały miejsca? Ktoś by powiedział, że jeśli tak robią to mają swoje powody. Kurwa, serio? Nie lepiej byłoby budować swój wizerunek na prawdzie? W czym tkwi wygoda kłamstwa? Bo co? Jak to? Po co? Gdzie, za ile i co z tego masz? Trochę uznania w oczach osoby własnie okłamywanej, która jeszcze nie jest świadoma tego, że została okłamana?

Karyna i Sebix – sesja ciążowa z przymrużeniem oczu

Karyna, Sebix, 1500 pln (pińcet plus razy trzy, bo trojaczki), siata biedronkowa (takich już nie ma na rynku!), pod zacnym dresiwem sebixowa żonobijka w białym kolorze – brak kołczanu wpierdolu wynika tylko z tego, że Sebix w dniach świętych i wolnych od pracy owego kołczanu nie nosi.  Oryginalne kuboty! A Karyna jak to Karyna – w ciąży, ale nigdy nie zapomina, że nadal jest seksowna 😉

Nadmienić pragnę wszystkie urzędniczki z MOPsów oraz kuratorki stojące szeroko rozstawionymi urzędniczymi nogami na granicy Dobra Instytucji Rodziny, że widoczne zdjęcie to zabieg inscenizacyjny zamieniający nudne sesje ciążowe w trochę bardziej odjechaną pamiątkę 😉

Pozdro!

Krótka historią z porankiem w tle

Krótka historia z porankiem w tle, słońcem kładącym się leniwie na ścianach i białą pościelą.

Możemy udawać.

Na przykład udawać, że każdy poranek przesycony jest nostalgią, romantyzmem i ciszą rozlaną gdzieś w okolicy guzików miękkiej poduszki. Że człowiek budzi się świeży, wypoczęty i pełny energii. I tak właśnie trochę udajemy na tym zdjęciach.  Osobiście byłbym bardziej za tym, niż za poczuciem, że co rano zmartwychwstaję zamiast budzić się z szerokim uśmiechem. I z racji tego, że moje poranki to bardziej warkot i skowyt z zalepionym porannie ropnie okiem, które utrudniają poranny bieg w poszukiwaniu łazienki, kawy i papierosa to sobie wymyśliłem, że pokaże inny rodzaj takiego poranka. Na zdjęciach śliczna Ola, czwartek, godzina siódma z minutami.

Dobrze zrobiło mi takie odświeżenie umiejętności dialogu z drugim człowiekiem, znajdującym się tuż przed obiektywem.

Wracam do żywych! 🙂

Ewelina w białej sukni…

Zawsze miałem jakąś taką radosną tendencję do wpychania ludzi do wody i następnie fotografowania owych ludzi w wodzie…

Na zdjęciach piękna Ewelina w stylizacji ślubno-bajkowej powstałej w zasadzie legendarnym już u mnie sposobem spontanicznym.

Po ósme – Paulina sielsko, anielsko, bajkowo

O proszę…
Piotrowski wypełzł ze swoich zakrwawionych jelit, pociętych członków, obrzyganych brzuchów i innych paskudnych rzeczy po to, żeby poczynić kilka ładnych zdjęć pięknej niewiaście.
Klimat bajkowy bliski okolic mojej Wyobraźni i niewykluczone, że podobnych sesji powstanie więcej – już pod konkretnymi tytułami i zainspirowanymi konkretnymi baśniami właśnie…
Ale póki co kilka zdjęć Pauliny – która w roli wiejskiego dziewczęcia z królewskimi korzeniami spisała się świetnie! 🙂













Fotobudka

Fotobudka. Ślub Izy i Mateusza.

Wyjeżdżam na urlop, ale chyba bardziej z poczuciem, że uciekam z kraju na parę dni niż cokolwiek innego. To urlop, który zdecydowanie był światełkiem na końcu tunelu. Z resztą w miejscu, gdzie tylko nogę wystawię na płycie lotniska i już wszystko wraca do normy, pojawia się równowaga , życiowe dylematy znikają, rozterki obumierają a w głowie piętrzą się tylko myśli, że trzeba pod kolejną górę podleźć. Norwegia – moja ukochana…

Wesołych, Zdrowych i śnieżnych!

Wesołych Świąt życzę  – lada moment wybywam świętować za granicę i najlepsza okazja do złożenia życzeń na stronie piotrografii to własnie teraz. Zatem Wesołych, Zdrowych i choć odrobinę śnieżnych. Niech wszystek zawartości stołu świątecznego ląduje w buzi tak samo często jak ten lizak ze zdjęć… I pudełeczko, lampki choinkowe i wszystko co tylko wpadło w łapki małej modelki. Na zdjęciach Lili – bardzo ruchliwa modelka, którą jakimś cudem (a cuda w święta podobna się zdarzają!) udało się sfotografować parę dni temu.

Fotograf z Gdyni i pałac z horroru, Dalwin

Złożony proces porannego powstawania z ciepłych pierzyn prywatnych alkowych nie ma miejsca – to już nie te czasy, żeby zrywać się o 6 rano i lecieć na łeb i szyję i z krzywo uczesanym włosiem na głowie, który przy ściągniętej czapce w samochodzie i tak przybiera kształt bliżej nieokreślony (albo określony, ale spuśćmy kurtynę milczenia)… Zatem z  domu wychodzę o ósmej z minutami… prawie o dziewiątej, która swoją niewyraźnością jest i tak chyba bliżej jedenastej. W plecaku prócz Nikodema, jest też kubek-obiektyw wypełniony zieloną breją, którą ostatnio się odżywiam w ramach szeroko pojętego zdrowego stylu życia… czy zwał jak zwał.

Jedziemy przed siebie… Towarzysz współfotografujący i ja. Jest chłodny, styczniowy poranek – jeden z takich poranków jakie ja osobiście bardzo lubię… Jeden z takich, gdzie chłodne powietrze próbuje wcisnąć się w jakąkolwiek szparę w kurtce i z racji takiej niemożliwości sprawia, iż masz przeczucie że ten dzień będzie wypełniony dobrem. Nie wiem jak to działa, bo nie analizuję i pozwalam sobie być po prostu nieświadomym odbiorcą. Dobro objawia się w najróżniejszy sposób – najpiękniejsze jest dobro fotograficzne, którego czasami nie jestem w stanie pojąć, bo działa na zwykłej i prostej zasadzie „spotykasz człowieka…”. Spotykasz człowieka, któremu wydaje się wszystko. Z tego wszystkiego najzabawniejsze jest to, że spotkanemu człowiekowi wydaje się, że znasz wszystkich jego kolegów z pobliskich miejscowości, więc dlatego opowiada Ci co u nich słychać, który ostatnio najwięcej spożywa alkoholu i jeszcze żebyś nie miał wątpliwości rzuca nazwiskami, żebyś mógł sobie wizualizować (gdybyś jednak jakimś cudem nie kojarzył kto jest kim). I spotkany człowiek jest jeszcze na tyle miły, że oprowadza Cię po tym pałacu, do którego przyjechałeś i który fotografujesz gdzieś między potokiem słów nieznajomego, który w co trzecim zdaniu mówi, że w pałacu pomieszkuje Kowalski, który teraz poszedł na obiad do kogoś. I, że dach. Że dach ewidentnie trzeba natentychmiast zrobić, bo dłużej pałac tak nie postoi. I, że pewnie gmina sprzeda, za strasznie ogromne miliony, bo to zabytek i zrobią hotel, w którym najsampierw trzeba dach zrobić, bo dłużej pałac tak nie postoi… A pan fotograf? Tak. Fotograf z Gdyni…

 

piotrografia.com - fotograf z Gdyni w pałacu (29)

piotrografia.com - fotograf z Gdyni w pałacu (28)

A zrobi mi Pan zdjęcie? 

Ludzi portretować kocham. Ludzi, których spotykam po raz pierwszy w życiu i fotografuję takich trochę duchowo nagich przed moim obiektywem i nie popsutych instagramowymi filtrami, które w tym wypadku występują bardziej jako symbol socjalnego narcyzmu – kocham pasjami.(Nie będąc hipokrytą – sam używam tej aplikacji;P) Pytanie nieznajomego sprawia, że pałac jest mniej ważny i spada na drugi plan – to nic, że dobre światło wyłoniło się zza pobliskiego chmurzyska i budynek wygląda dzięki temu niesamowicie… Że właśnie niebieskość nieba łeb wychyliła nieśmiało… Najważniejszy jest człowiek…

piotrografia.com - fotograf z Gdyni w pałacu (1)

piotrografia.com - fotograf z Gdyni w pałacu (3)

Sam pałacyk jest pałacykiem bardzo uroczym – kolumna umiejscowiona od frontu nadaje takiego charakteru rodem z filmów o rodzinie Adamsów, podobne odczucia mam patrząc na zewnętrzne, drewniane żaluzje – dużo mroczniej mogłoby stać się tuż po zachodzie słońca… dramatyczne niebo na długim czasie naświetlania i stroboskopie pochodzenia wewnętrznego nie są chyba złym pomysłem na kolejne odwiedziny tego miejsca…?

Pokoje pałacu fotogeniczne sposobem jaki bardzo lubię (zdjęcia większe po kliknięciu)

piotrografia.com - fotograf z Gdyni w pałacu (8)

piotrografia.com - fotograf z Gdyni w pałacu (6)

piotrografia.com - fotograf z Gdyni w pałacu (9)

Fotograficzne podsumowanie 2015 roku

_DSC9198 kopia

Fotograficzne podsumowanie 2015 roku?

Szczerze mówiąc to pierwszy raz w życiu czynię takie podsumowanie – co roku pałętał mi się po kątach głowy taki pomysł na podsumowanie – na wybór ważnych dla mnie zdjęć. Może to tylko z pobudek czysto fotograficznie-egoistycznych? Że to fajny rok był? Sympatyczny, lekki i przyjemny? Że sobie zajrzę za jakiś czas na takie podsumowanie z uśmiechem…?
Fotograficzny 2015 to był cholernie fajny rok, intensywny w swojej fotograficzności i bardzo pracowity – prywatnie ciężki i momentami smutny, ale jak to się mówi „co nas nie zabije, to nas wzmocni!„. Zatem niech zdjęcie rozpoczynające ten wpis i przedstawiające mój spocony i odrobinę zmęczony, prywatny ryj (wspinający się na norweską górę o nazwie Melsesætra) będzie symbolem ciężkości tego roku, że czasami było pod górę i zazwyczaj na piechotę, ale ciągle z sympatycznym wyrazem twarzy (jak mniemam) i bez rąk – bo ręce w wiecznym ruchu wciskające migawkę aparatu 😉

Styczeń. Gdynia.

Początek roku musiałem zacząć od miasta, z którym związany jestem od czternastu lat. I owego związania nie zamierzam rozwiązywać w najbliższym czasie. Zapewniam też, że nie trzeba urodzić się w tym mieście, żeby je pokochać. Wpis z pierwszego stycznia dwa tysiące piętnastego roku to spacer szlakiem gdyńskich uliczek i obowiązkowy spacer brzegiem morza (pewnie dlatego, że sylwester był mało procentowy, więc z samego rana można było spacerować ;)) – poniższe zdjęcia zdecydowanie mają charakter bardzo archiwalny. Pod koniec roku wlazł na plażę oksywską buldożer z nalepką unii ojropejskiej i zrównał wszystko z ziemią robiąc fenomenalny bulwar do spacerowania (też z nalepką). Ja rozumiem – idziemy do przodu, dzielnica Oksywie ze swoją plażą też ma do tego prawo… ale zrównano z ziemią i zabetonowano jedną z piękniejszych dzikich plaż Trójmiasta – kto choć raz zapuścił się starym falochronem w stronę wojskowej torpedowni – ten wie o czym mówię i zrozumie mój fotograficzny ból…

_DSC9492 kopia

_DSC9496 kopia

Luty. Czeska Praga.

Luty to Czechy i pierwsza roku dwa tysiące piętnaście podróż.
Cholernie lubię poniższe zdjęcie – wszak to trochę takie metaforyczne preludium do codziennych spotkań z Mistrzem Absolutnym, który tym właśnie zdjęciem przywitał mnie w Pradze. Spotkań takich było więcej, tak samo jak zdjęć z samej Pragi – zainteresowanych odsyłam do archiwum

_DSC0343 kopia

Marzec.

Ten miesiąc jest bez zdjęciowy – bez zdjęciowy na stronie, bo dam sobie wszystkie nogi poucinać, że zdjęcia robiłem – po prostu w ferworze pracy i pochodnych nie było czasu na marcowe wpisy. A co robiłem w marcu? Przygotowywałem się do pierwszych zajęć w Trójmiejskiej Szkole Fotografii, gdzie miałem debiutować jako wykładowca.

Kwiecień. Absolwenci TSF.

Początki kwietnia są chłodne. W zaciszu sal wykładowych TSFu, pod studyjnymi lampami drobna społeczność nazywająca się tajemniczo Absolwentami oddaje się fotograficznym uniesieniom (i w tym miejscu pojawia się złowieszczy rechot, rubaszny chichot i inne). Brzmi to trochę jak żywcem wyjęte z opowieści o sektach, gdzie ludzie spotykają się po kryjomu, każdy przychodzi z własnym kotem, na miejscu wymieniają się owymi kotami i je spożywają począwszy od główek, bo najszybciej stygną (ja pierdolę…).
A zupełnie poważniej… Końcóweczka 2014 i początek 2015 to powstanie grupy Absolwentów TSF, gdzie ludzie spotykają się i po burzy mózgu czynią wspólne zdjęcia (bez kotów). Po jednym ze spotkań wyszedłem z takim oto portretem kolegi Marcina, który do tej pory twierdzi, że kaftan bezpieczeństwa to tylko odświętnie 😉

Zbigniew Piotr Piotrowski, Bez tytułu

Maj. Gniew.

To znaczy ja nie gniewałem się prawie wcale. Wcale, bo nie było nawet o co 😉 Maj to plener TSFu w Gniewie, na którym uruchomił mi się taki syndrom żuranlist fotografi i aparat rwał mi się do reportażowania i podobnych układających się w kadrze w socjologiczne portrety uliczne. Czasami jest tak, że taki syndrom włączy się samoistnie, socjologiczny portret zapytawszy wcześniej czy mam papierosa, sam mi się pcha przed obiektyw i ja, taki fotograf inscenizacyjny z krwi, kości i rudych włosów poddaję się takiemu stanowi rzeczy. Bo najważniejsza cały czas jest i tak fotografia – już nawet nie rozkrajana na rodzaje i kategorie.
Łukasz, mieszkaniec Gniewu…
_DSC3106-2 kopia

Czerwiec. Poznań.

Czerwiec jawi się przez pryzmat tajemniczych sił, które pognały mnie i kilka osób z 3GE do Poznania. Tajemnicze siły w tym wypadku to krążące po internetach zdjęcia opuszczonych zakładów taboru kolejowego. W 2015 miejsc opuszczonych do sfotografowania było dużo mniej niż zazwyczaj, więc tym bardziej trzeba było tam pojechać, zobaczyć, udokumentować – to chyba najbogatsze miejsce pod względem pozostawionych fantów, jakie zwiedziłem w tamtym roku. Nalegam na klik w link i zapoznanie się z różnorodnością każdego z pomieszczeń…

_DSC3754 kopia

Lipiec. Anglia.

Lipiec to ciąg dalszy zaplanowanych na początku roku podróży. I Wielka Brytania po raz pierwszy. Jestem w Peterborough, Londynie, Cambridge, szlajam się rowerem po włościach Burghley House i ruinach Kirby Hall. Karty pamięci pękają w szwach, fotograficznie wzbijam się na wyżyny zadowolenia – zazwyczaj wszystko układa się pięknie w kadrze, na resztę nie mam wpływu…

_DSC3420 kopia

Sierpień.

Też jakby cichy – wychodzę niespiesznie ze zdjęć poczynionych w miesiącu lipcu, gdyż jak wspomniałem karty pamięci po wizycie w Anglii pękały w szwach. Ale, żeby nie było za pusto pod sierpniem i dlatego też, że bardzo lubię ten miesiąc nieodzownie kojarzący mi się z początkiem jesieni – niech będzie zdjęcie kilkudniowego słodkiego kotka – kilkudniowy, słodki kotek zawsze się obroni (kotek, bo cycków ostatnio nie fotografowałem, a swoich – dla Waszego zdrowia psychicznego nie chcę wrzucać ;))

DSC_0006 kopia

Wrzesień. Norwegia, Szwecja, Polska.

Oj… Wrzesień pod względem fotograficznym to takie apogeum fotograficzne, punkt szczytowy, kulminacja, zupełność najwyższa, kilka spełnionych marzeń, jednorożce, tęcze i bańki mydlane i wszystko co może przyjemnie kojarzyć się potencjalnemu Piotrowskiemu (choć akurat bańka mydlana pękająca na wysokości otwartych oczu wcale nie należy do przyjemnych).
Jednak, żeby do tego mogło dojść najpierw musiałem wziąć miesiąc wolnego od codziennych, zawodowych obowiązków. I potem przystanek Norwegia.
Wrzesień tam pełny był cichych i bardzo przyjemnych niby absurdów wyzierających przy każdej okazji – o których wspomnę jak tylko zacznę z wrześniowej Norwegii wychodzić, bo póki co – zdjęcia leżą ułożone w kosteczkę w folderach i dojrzewają. Jeden z ważniejszych momentów tego miesiąca? Spełnia się moje marzenie, co prawda jednego wieczoru najpierw bezskutecznie próbuję upolować owe marzenie, a kolejnego czekam na nie kilka ładnych godzin ale jest… Sfotografowałem zorzę polarną!!! I to tak naprawdę jedna z fajniejszych, fotograficznych rzeczy, która przytrafiła się w tym miesiącu .Co prawda zwiedziłem podczas tego pobytu połowę tego kraju, po powrocie zahaczyłem o Szwecję i potem wylądowałem na tydzień na śląsku, ale… 😉

_DSC9789 kopia

Październik. Krystyna.

W październiku udostępniam kilka zdjęć poznanej na Placu Wolności w Zabrzu, Krystyny. Krystyna dla mnie śpiewa. Absolutnie przepiękny człowiek (pomijam Kaczyńskiego), bardzo lubię te zdjęcia… Po za tym po raz kolejny miejsce ma syndrom żurnaslist fotografi… 😉

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (8)

Listopad. Dziewczyna z tatuażem.

Listopad pod względem fotograficznym należy do ślicznej dziewczyny z tatuażem. To fajne uczucie, kiedy drugi człowiek ufa Tobie na tyle, że pozwala sfotografować się w tak bardzo intymny sposób.

_DSC3316 kopia

Grudzień.  Pastisz fotograficzny.

I miesiąc ostatni. Płodny pod względem fotografii inscenizacyjnej – pastisze fotograficzne pochłonęły mnie dosyć głęboko. Co prawda temat zacząłem zgłębiać gdzieś na początku roku z grupą Absolwentów TSF,  jednakże popadnięcie absolutne miało miejsce w grudniu i zapoczątkowane zostało zdjęciami tej prześlicznej dziewczyny wcielającej się w „Dziewczynę z perłą”. Powstała też Oopjen Coppit, Mona Lisa, Matka Whisltera… W piotrograficznym archiwum znajdzie się też „Ostatnia Wieczerza”, „Narodziny Wenus” i „Stworzenie Adama”, a w planach jeszcze mnóstwo innych dzieł, potem kilka wystaw w Wiedniu, Paryżu i Klapkowicach Górnych 😉

pastisz DZIEWCZYNA Z PERLA piotrografia

 

Fotograficzny rok na piotrografii i u Piotrowskiego to był bardzo fajny rok – pełny inspiracji; fotograficznych planów, które udało się spełnić; kilki podróży; nowych ludzi;  projektów i mnóstwa innych pokrewnych, których było strasznie dużo i o których nie wspominam z premedytacją, żeby leniwi czytelnicy tego bloga (a o istnieniu takich doskonale zdaję sobie sprawę) zajrzeli w archiwum, bo to przecież jedno kliknięcie tylko 😉 Z resztą nie sposób zamknąć rok w dwunastu zdjęciach – dwunastu, które w jakikolwiek sposób oddawały by charakter całości i nakreślały ludziom nawet z dużą wyobraźnią jak ten rok mógł wyglądać. To moje podsumowanie roku 2015. Mam nadzieję, że rok kolejny i plany, które klarują się zazwyczaj w mojej głowie na przełomie stycznia i lutego będą już tylko lepsze 🙂

_DSC4395 kopia

 

Pastisz Fotograficzny Mona Lisa & madame Oopjen Coppit & Matka Whistlera

piotrografiaMONALISApastiszfotograficzny

Pochłonął mnie temat – i zazwyczaj jak już tak się stanie, dzieją się bardzo fajne rzeczy. Nie tylko fotograficzne.
Temat pastiszów fotograficznych zgłębiam od jakiegoś czasu i absolutnie cała część mojego organizmu odpowiedzialna za obmyślanie kreacji fotograficznie-inscenizacyjnych – została pochłonięta. Kilka realizacji za mną, kilka przede mną – i sam nie wiem kiedy nastąpi satysfakcjonujący koniec tematu, kiedy będę malarsko i fotograficznie najedzony. Wypadałoby przybliżyć trochę samą definicję tajemniczo brzmiącego pastiszu – zdecydowanie można go nazwać utworem naśladującym oryginał, ale przy tym nie będącym w żaden sposób jego plagiatem. Zdecydowanie można (trzeba!) do takiego pastiszu dorzucić jakieś swoje elementy, swoją historię, swoje widzimisię – ale to wydaje mi się oczywiste, wszak idealne odwzorowanie (łącznie z poszukiwaniem do zdjęć modelki łudząco podobnej do nieżyjącej Mona Lisy, a najlepiej takiej która byłaby praprapraprprapraprapraprapraprawnuczką wyżej wspomnianej ;)) mijałoby się z celem, wtedy można by to nazwać plagiatem. Paranoicznym plagiatem 😉

Zmierzyłem się ostatnio z kilkoma malarskimi gigantami – i choć najbardziej znanym, wydawać by się mogło jest „Mona Lisa, to jednak mam nadzieję, że reszta obrazów też kiedyś obiła się o oczy w odmętach internetu czy telewizji.
Mona Lisa – pozuje Joanna Kucharska, którą można znaleźć pod tym linkiem: Curves To Love. Z Asią znamy się z tysiąc lat (czyt. około 10), wspólnie kiedyś błądziliśmy fotograficznie w poszukiwaniu sposobu na wyrażanie własnych emocji przy pomocy aparatu (że się tak wyrażę dosyć pompatycznie) – ja zostałem za aparatem, Asia wybrała trochę trudniejszą drogę i wyraża te emocje przed aparatem. Pominę nasze wspólne zawirowania życiowe podczas których nasz kontakt urwał się w sposób dramatyczny i niczym w filmie o miłości 😉 Odzyskany niedawno kontakt zaowocował wspólnymi zdjęciami, pastiszem słynnej „Mony Lisy”

piotrografiaMONALISApastiszfotograficzny2

piotrografiaMONALISApastiszfotograficzny3

piotrografiaMONALISApastiszfotograficzny4

Kolejny pastisz to rembrandtowski „Portret Oopjen Coppit” (oryginał) – dla nie wtajemniczonych wspomnę, że to jeden z najdroższych portretów ślubnych na świecie (w chwili obecnej obraz wart jest ponad 180 mln dolarów!!!!!!!). Portret Oopjen to zaledwie połowa dzieła – drugie pół to oczywiście małżonek Oopjen, Maerten Soolmans. Obydwa obrazy od momentu namalowania nigdy nie zostały rozdzielone – póki znajdę odpowiedniego męża dla mojej Oopjen (pozuje również Asia), musi ona postać trochę w samotności. Pastisz powstał spontanicznie, gdzieś między klasycznym ujęciem Mony Lisy, a Mona Lisą zdegustowaną hejterami w internecie (na zdjęciu z klawiaturą ;). Wspomnieć muszę, że pomimo iż Asia to modelka plus size to do samej Oopjen jej daleko i w procesie postprodukcji Asi przybyło dużo kilogramów 😉

piotrografiaOOPJETKOPPITpastiszfotograficzny4

A „Matka Whistlera”?
Matkę można skojarzyć z filmu gdzie Jaś Fasola, usilnie próbuje ratować spieprzony przez siebie obraz. Wyszło mu? No zdecydowanie był to swoistego rodzaju pastisz 😉 Moja wersja poniżej:

piotrografiaMATKAWHISTLERApastisz

Przede mną „Dama z Łasiczką”, sporo dzieł Rubensa, Hans Memling i same fotogeniczności w kadrze!

Dziewczyna z tatuażem

3 kopia

Ktoś mądry powiedział kiedyś, że nie ważne w jaki sposób zdjęcie powstaje… liczy się efekt końcowy. A efekt z tak piękną modelką, mógł być tylko piorunujący!
Ale…
Ale jedną nogą opierając się o kant wanny, drugą w przestrzeni kafelkowej ściany (tak wannę wbudowano, że drugiego kantu owa wanna nie posiada) czuję się trochę jak świeżo rozwieszone pranie, jeszcze cieknące (gdyż balansując gdzieś blisko sufitu odkrywam, że jest tam cieplej i pocę się dosyć intensywnie), po mieszkaniu biegają koty, na łóżku współlokatorki Klaudii leży świeżo wycięta dynia (która miała być niespodzianką dla nieobecnej wówczas koleżanki, haloween i takie tam), Klaudia od czasu do czasu zapomina, że jest pod wodą i próbuję do mnie mówić…
I teraz taka sytuacja…
Wyobraźcie sobie…
Stopa moja, ta umieszczona w przestrzeni kafelkowej nagle się ześlizguje, wpadam do wanny i z całej siły swoim cielskiem odbieram modelce przytomność, oboje się topimy (gdyż i ja waląc łbem w brzeg wanny przytomność tracę)… Po kilku dniach jej współlokatorka wchodzi do mieszkania, znajduje dwa trupy w wannie, przestraszone koty jedzące te trupy i nadgniłą dynię na swoim łóżku… WTF?! 😀 To tylko wizje – intensywnie współdzielone i współwyśmiane z modelką…

Zapraszam do oglądania 🙂

1 kopia

_DSC3195 kopia kopia kopia

_DSC3360 kopia

_DSC3232 kopia

_DSC3311 kopia

_DSC3316 kopia

_DSC3381 kopia

_DSC3412 kopia

 

Fotograf z Gdyni

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (7)

Nie lubię zaległości.
Takich fotograficznych nie lubię najbardziej – piętrzą się foldery, patrzą na Ciebie tym swoim chełpliwym, folderowym okiem, a zdjęcia ze środka szepczą „musisz nas obrobić chuju…” Czy coś 😉
Zatem w końcu usiadłem do swoich zaległości, w końcu znalazł się i czas i chęci – zdjęcia odleżały swoje, najwyraźniej musiały dojrzeć, można iść dalej.
Urlopowy wrzesień to był zdecydowany czas wojaży podróżniczych i przypadkowych spotkań.

Pod koniec urlopu jadę na Górny Śląsk – do Katowic, a stamtąd do Zabrza, gdzie mieszkałem pierwsze trzynaście lat swojego życia. Jadę na cały tydzień, żeby zupełnie na luzie i bez przysłowiowych spinek pospacerować, powspominać, pozwiedzać… i porobić wszystko to, na co nie miałem czasu, kiedy byłem tu ostatnim razem. Zdjęć w zasadzie nie robię wcale, zabieram ze sobą aparat, ale bardziej skupiam się na chłonięciu atmosfery jaka towarzyszy dzielnicy, w której się wychowywałem. To bardziej czas bliżej nieokreślonych refleksji i celebrowania w sobie uczucia zadowolenia, że oto jestem i mogę mury swojej podstawówki pomacać i inne tego typu dziwne ciągoty.

Jest środa. Ciepłe popołudnie. Spożywając kawę, miętoszę misternie przykrywkę papierowego kubka i rozmawiam z Januszem o sztuce wysokiej, niskiej i tej pomiędzy, którą czasem ciężko określić mianem jakiejkolwiek. Kątem oka, którego oczywiście nie mam prawa posiadać z naukowego punktu widzenia, dostrzegam kobiecinę, która wymachując flagą w niebo krzyczy coś cała taka przejęta i ubrana w Kaczyńskiego. Niewiele myśląc łapię kubek kawy w zęby, plecak z aparatem w rękę, Janusza pod pachę i lecimy do kobieciny zapytać o co chodzi…

No i się zaczęło.

Jestem Krystyna, Częstochowa, mam tam poletko i wszyscy mnie tam znają… bo mam emerytury tysiąc czterysta z groszem i szukam trzeciego męża, bo dwóch poprzednich nie dało rady i musiałam pochować, ale takiego co nie będzie miał więcej ode mnie… takie piękne te kwiaty w Częstochowie mam…Uniwersytet Trzeciego Wieku, bo ja jeżdżę trochę po Polsce i te monety w Krakowie takie piękne, widziałam wszystkie… zapiszcie sobie numer telefonu do mnie i adres też weźcie Panowie to może wpadniecie kiedyś na kawę jakąś alboco… może któryś z Was by tym trzecim został co…? Nie? Bo byłam nauczycielką i teraz jestem na wakacjach życia i tak chodzę i śpiewam… zaśpiewać Wam coś? No to zaśpiewam piosenkę patriotyczną, zakazaną kiedyś…” 

Plac Wolności w Zabrzu, wypełniony po brzegi ludźmi, ludźmi na przystankach, ludźmi spacerującymi, ludźmi wszędzie, a  Krystyna L.  zaczyna śpiewać „Nielegalny kwiaty, zakazany krzyż” i wymachiwać flagą. Cała jej mowa ciała, a przede wszystkim to w jaki sposób spojrzeniem lgnie do człowieka podczas rozmowy/śpiewu/koegzystencji wszelakiej, (wręcz układa się tym spojrzeniem w każdym widząco-czującym fragmencie człowieka) sprawia, że nie mogę o Niej myśleć inaczej jak tylko „dobry, fajny i ciepły człowiek”, już nawet niech ma tego Kaczyńskiego na koszulce…

Można kilka zdjęć? Fotograf z Gdyni jestem… 

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (2)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (5)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (4)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (3)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (6)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (8)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (9)

I tym jakże śpiewającym akcentem rozpoczynam wychodzenie z fotograficznych zaległości miesiąca września!

Ulicami Peterborough…

_DSC3812 (Kopiowanie)

Zdjęcia z Peterborough to mieszanka kilku dni wędrówek ulicami tego miasta – począwszy od moich fascynacji wszystkim co widzę („jaki śliczny śmietniczek”), a kończąc na targu rozmaitości odbywającym się raz w miesiącu na bliżej nieokreślonym parkingu, gdzie ludzie zjeżdżają z całego miasta i po rozstawieniu swojego stoiska drą ryje, że mają używane i na sprzedaż absolutnie wszystko. Prócz kiełbasy, bo kiełbasa też była i wyglądała na nieużywaną 😉
Zatem błądząc po uliczkach fotografowałem, co mi ślina na język przyniosła (co mi pryzmat na matrycę) – zapis dosyć chaotyczny, ale to bardzo do mnie pasuje, więc wyrzucam zdjęcia bez wyrzutów sumienia. Zdarzyło się też, że pożyczonym rowerem (z cholernie niewygodnym siodełkiem :P) postanowiłem podjechać bliżej meczetu – zielony neon nad wejściem do meczetu, widoczny z paru kilometrów już, tak hipnotyzował, że musiałem . Ale zanim postanowiłem sięgnąć po aparat z plecaka zjechałem nieświadomie w ulicę, gdzie przed każdym obejściem w odległości paru metrów od siebie stały ciapate skupiska ludzi . I scena niczym z filmu… Ciapate skupiska ludzi zamilkły wszystkie w tym samym momencie na mój widok (a wcześniej trwały jakieś żywe dyskusje), z otwartego okna słyszę jak dziecko zaczyna płakać, ulicę przebiega kot, ciszaaaaa… Na ustach mam „allah akbar”, ale nie mam odwagi wydrzeć się, zatem w błyskawiczny sposób montuję tzw. spierdolkę i wracam do centrum…

_DSC3718 (Kopiowanie)

_DSC3720 (Kopiowanie)

_DSC4837 (Kopiowanie)

Katedrę św. Piotra, Pawła i Andrzeja widać praktycznie z każdego punktu w mieście – monstrualnych rozmiarów obiekt robi duże wrażenie nie tylko na zewnątrz…

_DSC4862 (Kopiowanie)

_DSC4853 (Kopiowanie)

Samo centrum robi bardzo sympatyczne wrażenie – gdzieś między zdjęciami odkrywam, że anglicy to tacy sami syfiarze jak polacy 😉

_DSC3780 (Kopiowanie)

_DSC3788 (Kopiowanie)

_DSC3786 (Kopiowanie)

_DSC3763 (Kopiowanie)

_DSC3782 (Kopiowanie)

Spotykam też Śniętą Helenę czekającą na autobus, która wyszła trochę nie ostro bo strasznie wierciła się przez sen 😉

_DSC4176 (Kopiowanie)

oraz wyluzowanego Mariana, któremu oczekiwanie na śniadanie umilała Śnięta Helena, która po pobudce wsiadła na motor i już nie czekała na autobus…

_DSC4144 (Kopiowanie)

Miałem też okazję zapoznać się z polną sztuką wysoką – za cholerę nie wiem co fotografowałem, ale obiekt był całkiem duży i całkiem fotogeniczny 😉

_DSC4274 (Kopiowanie)

_DSC4288 (Kopiowanie)

_DSC4283 (Kopiowanie)

_DSC4286 (Kopiowanie)

_DSC4169 (Kopiowanie)

No i słynny targ – serce moje skradła Maryla, cała taka do kochania. Siedziała i czekała na wielką miłość…

_DSC4926 kopia

_DSC4997 (Kopiowanie)

_DSC4977 (Kopiowanie)

_DSC4992 (Kopiowanie)

_DSC4927 (Kopiowanie)

_DSC4934 (Kopiowanie)

_DSC4941 (Kopiowanie)

_DSC4947 (Kopiowanie)

_DSC4949 (Kopiowanie)

_DSC4955 (Kopiowanie)

_DSC4986 (Kopiowanie)

Na głównym placu Peterborough przechadzają się trzy kobieciny w dojrzałym wieku – widzę tylko tyły, więc trudno mi określić wiek. Krótkie spódniczki, włos na lok, nóżki w obcasikach, obwieszone z każdej strony wszystkim co świecące i dopiero, gdy spostrzegam zarost wyzierający spod kilku kilogramów pudru na twarzy każdej z nich, na chwilę przystaję i łapię się za głowę – dopiero potem do mnie dociera, że przecież to takie normalne i nikomu nie robiące krzywdy…

Tak…  Anglia to zdecydowanie piękny kraj.

_DSC4913 (Kopiowanie)

Na starym, angielskim cmentarzu…Zombie

_DSC2834 kopiOa kopia

Wschód Anglii, stary cmentarz, jeden aparat, jeden Piotrowski i kilka sztuk Zombie.
Szanownych państwo Fitton miałem okazję fotografować podczas ich ślubu parę miesięcy temu i już wtedy pojawił się pomysł na sesję w stylu Zombie (Nick wielbi, ja wielbię, Olę zmusiliśmy ;)). Zdjęcia powstały w pierwszym dniu mojego urlopu w Anglii – Nick i Ola wyśmienicie przygotowani, krew butelkach, soczewki w oczach, broń biała w bagażniku… Można działać! 😉

_DSC2533 kopia kopia

_DSC2503 kopia

_DSC2685 kopia

_DSC2939 kopia

_DSC2945 kopia

_DSC2785 kopia

_DSC2709 (2) kopia

_DSC2769

_DSC2897 kopia

_DSC2557 kopia

_DSC2798 kopia

_DSC2623 kopia

Między zdjęciami, w przerwach na papierosa działy się różne rzeczy…

_DSC2706 kopia

_DSC2636 kopia

_DSC2956 kopia

A tuż po zdjęciach stoimy pod samochodem, palimy papierosy, Nick straszy ludzi, Ola wyciera sztuczną krew z włosów… Grupa przechodzących lokalesów na widok Nicka podchodzi i najodważniejszy z nich pyta drżącym głosem, czy aby wszystko w porządku i nie wzywać karetki… „Stary, jesteś cały we krwi…”. Historię kończy głośny rechot fotografa… 😉

_DSC2981 kopia

Świąteczny pastisz „Ostatnia Wieczerza” – zbliżenie

Bez nazwy 2 kopia

Absolwenci Trójmiejskiej Szkoły Fotografii rzucili się w (ś)wir świąteczności i Leonardo Da Vinci przerobili na swój sposób.
Jeśli dobrze się przyjrzycie – wyglądam trochę jak chytra baba z Radomia z tą choinką pod pachą.
Więc wesołych świąt i niech jezus jak co roku doceni umyte okna i zabitego karpia – koniecznie wyszarpanego jakiejś staruszce w Lidlu!
Kilka zbliżeń i nadprodukcji ze spotkania Absolwentów TSF 🙂

1 kopia

2 kopia

3 kopia

_DSC9302

_DSC9302 kopia

_DSC9309 kopia

_DSC9306 kopia

_DSC9326 kopia

Dama na dworze rodziny von Tesmar

sus

Stan chorobowy zelżał – pozostał jedynie gruźliczy kaszel rodem z gardła Dworcowego Żula Bordowego Na Twarzy, ale to zupełnie nie przeszkodziło, żeby rzucić się w kolejne fotograficzne schizy.
Przy okazji kolejnych zdjęć do dyplomu zorganizowanych w grobowcu rodziny von Tesmar w Borkowie Lęborskim, zajechaliśmy też do neoklasycystycznego, tesmarowskiego dworu gdzie Magdalena (tuż po odkryciu, że urodziła się po to by nosić takie przepastne suknie) wirowała klasycznie, przybierając pozy bogatej z domu szlachcianki. Szalona 🙂

sus3

sus4

sus6

sus2

Bakstejdż dzięki uprzejmości Daniela Wojewskiego.

back1

wamp (128) kopia

Luksusowy Nimf Leśny z rodziny rusałkowatych

_DSC2477 kopia

Luksusowy Nimf Leśny z rodziny rusałkowatych jest hemafrodytą i eurytopem. Zasiedla głównie obszary o dużej lesistości, ponieważ w lasach znajduje, trzecią dziurką od nosa (ukrytą między palcami u lewej nogi) złoża kokainy, amfetaminy i rzadziej śladowe ilości kofeiny. Oraz schronienie. Idealnym siedliskiem dla niego są lasy iglaste i lasy mieszane, gdzie znajduje się najwięcej typowego dla niego pokarmu. Optymalnym środowiskiem dla tego gatunku są prawdopodobnie lasy łęgowe. Luksusowi Nimfy Leśni rzadko łączą się w stada, więc z racji osamotnienia cechuje je poranny wkurw, brak owłosienia na łbie i depresyjne stany jelita grubego(…)

_DSC2481 kopia

_DSC2484 kopia

_DSC2492 kopia

(…) Co można dojrzeć na powyższych zdjęciach. Śluzówka gałki ocznej wydziela oksytocynę, występującą również u ludzkich kobiet po podrażnieniu receptorów szyjki macicy i pochwy. Szyjka macicy Nimfa Leśnego usytuowana jest w prawym przedsionku sercopodobnego narządu i połączona cienką żyłką z jelitem grubym, tuż pod macicą. W przypadku tego gatunku z rodziny rusałkowatych wydzielana oksytocyna objawia się też nadzwyczajną aktywnością intelektualną. Poszukiwanie pokarmu to główny motyw każdego poranka tego osobnika – dzięki wspomnianemu hormonowi, dodatkowy penis eurotopa, znajdujący się pod pachą, oddziela się od reszty ciała i nurkując w ściółce leśnej poszukuje złóż kokainy. Nimf Leśny w tym momencie zazwyczaj zażywa kontemplacji – z długoletnich obserwacji i badań biolodzy wysnuli wnioski jakoby Nimf magicznym zmysłem badał teren w poszukiwaniu zbiornika wodnego(…)

_DSC2516 kopia

(…) Niezwykle rzadki widok. Nimf Leśny wydający z siebie jednostajny dźwięk, podobny do kaszlu grubej kobieciny siedzącej w przychodni w kolejce do lekarza, mający na celu przywołanie penisa nasiąkniętego znalezionym pokarmem(…)

_DSC2558 kopia

I dalej – Nimf Leśny obsypywany przez podpachowego penisa znalezionym pokarmem. Na ciele osobnika znajdują się receptory skórne rozszerzające się pod wpływem zderzenia powietrza z kokainą i chłonące ten pokarm każdym milimetrem ciała(…)

_DSC2549 kopia

_DSC2494 kopia

_DSC2497 kopia

_DSC2534 kopia

_DSC2538 kopia

Receptory skórne z potężna dawką kokainy.

_DSC2579 kopia

Nimf Leśny tuż po napełnieniu czterech żołądków, pozbywa się krępującej bielizny, aby receptory z dolnych części ciała mogły wchłonąć resztę kokainy. (…)

_DSC2561 kopia

I następnie, w przypływie weny twórczej kąpielowej udaje się nad najbliższy zbiornik wodny, gdzie w trudzie receptorami skórnymi pije wodę by oczyścić wszystkie jelita ze stanów depresyjnych oraz kamieni kałowych.

_DSC2611 kopia

_DSC2606 kopia

Czytała Krystyna Czubówna. Wymyślił Zbigniew „Piotr Piotrowski.
To chyba przez brak alkoholu!!! Masakra, dobranoc! 😉

Leria Valeria na Niebiesko

_DSC7111 kopia

I sumiennie obiecałem sobie i wszystkim obecnym i nieobecnym, na jednym kolanie przyklękając podczas rozlewania wódki prezentowej na ławce w sopockim podwórku przy Monciaku i z szarfą żałobną przewieszoną przez ramię (która niejako w prezencie z podpisami wariatów moich z okazji czerwca), że gdy będzie czasu więcej i ochot powłóczyście wszelakich, to powychodzę z jakichś tam zaległości fotograficznych co się nagromadziły w trakcie. Czasu więcej wcale nie ma, ale chęci powłóczyste poprzylepiały się do oczu, więc jest powychodzenie 😉 Leria już gościła w moich internetach – gości ponownie…

_DSC7077 kopia

_DSC7106 kopia

_DSC7183 kopia

_DSC7216 kopia

_DSC7220 kopia

_DSC7225 kopia

_DSC7275 kopia

_DSC7213 kopia

Modelka: Leria Valeria
Stylizacja&MakeUp: Bogumiła Piazza-Składanowska
Miejsce: Trójmiejska Szkoła Fotografii

Anita

_DSC1940

_DSC2011

_DSC1925

Najprzyjemniej fotografować ludzi kiedy masz wrażenie, że znasz ich milion lat, a w rzeczywistości widzicie się pierwszy raz w życiu!
Więc oto Anita – skrzyżowanie Urbańskiej, Adele, Washington’a i innych, których w tej chwili nie jestem w stanie sobie przypomnieć 😉
Wulkan śmiechu, energii i wszystkich pozytywnych emocji jakie znam – w życiu się tak nie naśmiałem na zdjęciach!
I generalnie dosyć często trzeba było dziewczę uciszać, żeby zrobić zdjęcie – gada i gadaaa 😉

_DSC1294

_DSC1393

_DSC1510

_DSC1444

_DSC1508

_DSC1549

_DSC1572

_DSC1589

_DSC1899

_DSC1788

_DSC1865

_DSC1869-2

_DSC1890

Pole dance w halach Polifarbu

untitled-4609

Masz pierdolca na punkcie.
Nie wiem … Może jeździsz hobbystycznie autobusami? Albo zbierasz mapki z podróży? Albo zbierasz gadżety militarne? Szlajasz się po opuszczonych miejscach? Nie ważne zupełnie … Mając pierdolca na punkcie czegokolwiek stajesz się od razu jakimś takim fajniejszym człowiekiem-wariatem – pasja to jedna z najważniejszych rzeczy w życiu. Zupełnie nie wyobrażam sobie swojego życia bez fotografii czy, wspomnianym przed chwilą, szlajaniu się po opuszczonych miejscach – no bo jak? Praca i dom – a pomiędzy popołudniowe wylegiwanie się przed telewizorem? Jakoś bez sensu i pusto zupełnie mogłoby być.

Jeśli chodzi o takich wariatów z pierdolcem – przedstawiam Tomka, który (z tego co widziałem i z tego co opowiadał) dancepole’uje gdzie popadnie – i wcale nie nosi przy sobie profesjonalnej rury x-stage, którą widać na zdjęciach 😉 Czasami wystarcza słup znaku drogowego – więc zdecydowanie mogę Go zaliczyć do wariatów z pierdolcem – pozytywnym, oczywiście!!!
Rura przenośna x-stage dzięki uprzejmości: Xtreme Poleca Dance Studio z Łodzi – zachęcam do lajkowania 🙂

untitled-3952

untitled-4551 copy copy

Bez tytułu jakby

untitled-0480 copy

Miękkość skóry. Linia obojczyka. W dół. Albo nie wiem …
Jakby organizm złożył rozłożone nogi w kosteczkę, przykrył krzywe kolana i usiadł z rękami skierowanymi ku niebu, bo tam chmury, wiatr i ptaki.
Nieumiejętnie nałożone cisze, trochę krzywo i oszukanie.
Środek jakby krzyczał, jakby trochę darł się i próbował się wydostać – kominem wszystkich naczyń krwionośnych, drapiąc wszystkie ściany przełyku, depcząc, drażniąc, śliniąc.
I nagle rzucasz wszystko, między palcami zawieszasz przestrzeń bycia, które ułożyło się w zgięciu łokcia jakiś fragment temu. Kołyszesz. Jesteś tylko Ty, Twój chaos popijany gorzką, przedpołudniową herbatą i cała ta słabość, zostawiona gdzieś z tyłu.
Potem jest zapach parującego betonowo słońca, drżące nozdrza i kończące się dziś…
Niebieskość jest wszechobecna. Kojąca, miękka, wietrzna. Stoisz na szczycie góry, trochę pada … Ale stoisz i patrzysz przed siebie. Po prostu. Czując się Panem Świata, po prostu jesteś. Zamykasz oczy, chłoniesz tę wszechobecność w odcieniach niebieskiego- głęboki oddech, wkładasz ręce w kieszeń. Słowa są takie niepotrzebne, albo takie nie na miejscu, albo po prostu…
I teraz możesz się ustawić odpowiednio – czułość na wysokie iso, jedna druga, możesz być tak bardzo wolny, prześwietlony, siedzący, płaczący, empatyczny w imię wszystkich cudów świata.

Bartosz w garażu

untitled-5989 copy

Bartosz w garażu.
Szybka akcja.
Kawa, jedna lampa, mały soft i zjazd windą do garażu – miny wjeżdżających sąsiadów – bezcenne!!! 😉

untitled-5985 copy

untitled-6007 copy

untitled-6010 copy

untitled-6041 copy

untitled-6018 copy

untitled-6061 copy

untitled-6066 copy

untitled-6077 copy

untitled-6078 copy

I bonusik backstage’owy.

untitled-6014 copy

untitled-6083 copy

Maria Antonina

untitled-4995

untitled-4994 copy copy

untitled-4996 copy

untitled-5022

untitled-5027

untitled-5066

untitled-4946-2

untitled-4969-2 copy

untitled-4943

untitled-4952

untitled-5119

untitled-5123-2

untitled-5089-3

untitled-5091 copy

untitled-5102

untitled-5106

untitled-5128

untitled-5221

untitled-5228

untitled-5241-2

untitled-5254

untitled-5285

untitled-5289

untitled-5295

untitled-5331

untitled-5341

untitled-5364

Sesja modowa TSF w Willi Antonina.
Modelka: Leria Valeria.
Stylizacja i makeup: Małgorzata Bardoń.

I wieczorne naświetlania ulic gdańskich się szykuję – z wiśniówką w kieszeni, a jakże!

Karolina, heterochromia, niesforne włosy, zielona spinka i skrzypce …

untitled-0335

untitled-0319

untitled-0323

untitled-0353

Karolina to światowej klasy skrzypaczka (Londyn, Wiedeń, Nowy Jork, Pakistan, Klapkowice Górne w małopolskim), którą poznałem przy okazji swojej ostatniej lobotomii w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym w bliżej nieokreślonej miejscowości. Tuż po wspólnej ucieczce z owego zakładu zapałaliśmy do siebie subtelną sympatią i postanowiliśmy spożytkować nasze, wspólnie dzielone emocje, na sesji która poniżej. Szaleństwo Karoliny najbardziej chyba objawiło się na zdjęciu pierwszym, gdzie jej okrutnie niesforne włosy ułożyły się takim trochę beethoven’owskim sposobem. MADNESS! 😉 Próbowaliśmy okiełznać jej huragan seksu na głowie zieloną spinką, która pomimo „niepasującowości-swej” jakoś specjalnie mi nie przeszkadza 😉
A już zupełnie poważnie – Karolina świetnie śpiewa, świetnie gra i w ogóle cała jest taka świetna 😉
Przez naturę obdarzona została fantastycznym cudem zwanym naukowo heterochromią – oczy są absolutnie nieziemskie!!!

untitled-0467

Zaczęliśmy dosyć nieśmiało.

untitled-0317

untitled-0350

untitled-0369

Ale potem jej szaleństwo udzieliło się mi – i było już z górki i coraz sympatyczniej 😉

untitled-0362

untitled-0379

untitled-0384

untitled-0396

untitled-0397

untitled-0403

untitled-0406

untitled-0410

untitled-0424

untitled-0434

untitled-0451

untitled-0507

untitled-0528

untitled-0553

untitled-0546

untitled-0579

untitled-0595

untitled-0591

untitled-0625

untitled-0633

Były też szaleństwa w sukience z lat 40tych, ale te zdjęcia jeszcze poczekają …

untitled-0696

Wracając już i kierując się w stronę Bardzo Szybkiej Kolei Miejskiej postanowiliśmy zrobić parę zdjęć w tunelu (nagrałem nawet film! Agent Karoliny – Wiesław – tuż przed śmiercią załatwił jej angaż w drugiej części tego dzieła, więc też proszę poczekać;)), więc pstrykamy sobie, Karolina tym smyczkiem swoim po tych swoich strunach jeździ …

untitled-0785

untitled-0754

… i nie wiem, mam jakąś moc przyciągania ludzi?! Podchodzi koleś i nawiązuje się taki dialog:

Koleś – Robicie zdjęcia?
Piotrograf – No jak widać …
Koleś – A wysyłacie też na maila?
Piotrograf – (konsternacja) … ale o co chodzi?
No więc koleś ładnie poprosił o zdjęcie na tle niekrwiożerczej grafiki (bo ta przy której rozmawialiśmy, była za bardzo krwiożercza właśnie) i pstrykk …

untitled-0775

untitled-0772

untitled-0777

Jak to się dzieje, że zawsze mam takie pozytywne dni? Ktoś wytłumaczy? 😉
Tymczasem dopijam kawę i śmigam w stronę Kościerzyny, świetnie bawić się na plenerze ślubnym Agi i Rafała!
Pozdrawiam !!!

Migawki

untitled-0075

Dzień absolutnie stworzony do picia niezliczonej ilości kaw, czytania niezliczonej ilości książek i słuchania niezliczonej ilości zaległej, odkrytej w tamtym tygodniu, muzyki.
Jest dużo planów, kalendarz pęka w szwach i podobno Nowy Jork stoi otworem (dla wtajemniczonych, żeby się uśmiechnęli na samą myśl).
Zaległe filmy też czekają, zaległe zdjęcia i kolejne w dniach następnych. I tak w kółko przez najbliższy czas.
Jesień – niby czas artystów. Cholernie lubię ten stan 🙂

untitled-0090

untitled-0202

untitled-0083

untitled-0237

untitled-0218

untitled-0273

untitled-0253

untitled-0154

untitled-0167

Military Fashion Show – czasobraki powłóczyste …

untitled-0576

Nie.
Nie będzie narzekania, użalania się i biadolenia w stylu wiejskobabcinym „ojjakijabiednyjestemojojoj„.
Przecież średnio co trzeci człowiek narzeka na brak czasu, więc dlaczego miałbym być tym statystycznym trzecim dziko cierpiącym na braki czasowe?
Skoro jestem w stanie wyrzucić z siebie pierwszą część zaległych zdjęć, pracować nad drugą częścią, w międzyczasie właśnie pracować jeszcze zawodowo, pić kawę, herbatę, słuchać muzyki, robić zdjęcia bardzo martwej naturze, odbierać telefony i załatwiać pierwsze terminy zdjęć narzeczeńskich swoim ślubnym, jeździć po Gdańskach, Sopotach i Gdyniach, do tego jeszcze na zajęcia w szkole dreptać i przy tym wszystkim uprawiać również gumę dwuchromianowowiedeńską w ciemni szkolnej, a nawet zbierać jeszcze materialy do kolejnych martwiących się natur na sposób trochę nieżywy i potem spać jakoś krzywo i nie do końca to chyba nie jest jeszcze tak źle … ? 😉

Więc jak wspomniałem … zdjęcia zaległej Karoliny, znaczy zaległe zdjęcie Karoliny 😉 Mały i powłówczysty Military Fashion Show. Czy jakoś tak właśnie 🙂

mach

untitled-0547

untitled-0556

untitled-0559

untitled-0558

Nie narzekam, a na resztę przyjdzie przecież czas 🙂

Dewiacje Absolutne …

untitled-0633

untitled-0106

Bywam w Przeszłości za sprawą swoich zapełnionych dysków twardych. Przyjemne to uczucie, choć odrobinę dziwnie można się poczuć nie mając już tych ludzi koło siebie.

Przemko – niejako w zapowiedzi …

piotrografia-przemo

… Bo mam nadzieję, że w końcu absolutnie ogarnę wszystkie niechciane badziewia związane z dłubaniem htmlowo-cssowo-phpowym i będę mógł poświęcać się radośnie równie radosnej twórczości swojej fotograficznej. W między czasie Przemek – wygrzebany jeszcze z folderu z poprzedniego roku 😉 Nie mam czasu, absolutnie przysięgam …

ŻÓŁTO-CZARNA TASIEMKA

piotrografia.com - Przemek tasiemki (15)

Cóż autor miał na myśli? No właśnie, to ważne?
Jeśli wpada mi do głowy wizja to po prostu staram się ją wywalić z głowy i w procesie twórczych czynności uskuteczniających, wspomnianą wizję umieścić właśnie tutaj w postaci plików JPG.
Może to jakaś męska wersja telefonicznej Lejdi Gagi? Tylko na ubogo i z owłosionymi nogami

Marta – szaleństwo studyjne

Piotrowskii ostatnio biega trochę na oślep (że ze zmęczenia niby czy cóś) pomiędzy tzw. uczelnią, a pracą.
Czasami coś ustrzeli – ot, na przykład takie niesamowite dziewczę, które swoim talentem sprawia, że aparat tak naprawdę sam rwie się do robienia zdjęć 🙂

Więcej zdjęć tu

Jesień Życia …

To niebywałe, że tyle dobrego ostatnio wokół się dzieje.
I pewnie zanim się przyzwyczaję wszystko pieprznie.
Ostatnio fotografuję starszych ludzi – urzekają mnie twarze pełne zmarszczek, są takie prawdziwe.

A teraz czas spiąć wszystkie pośladki, spakować parę rzeczy i ruszyć w stronę Mazur !!!

Gdańskie Kompilacje …

Wczorajsza sobota.
Jakże to straszne, że w dni wolne od pracy włącza mi się tryb starszego pana – godzina szósta rano, oczy robią się już wyłupiaste z wyspania i gapi się człowiek w sufit jakoś tak beznamiętnie. Potem pije dwie kawy pod rząd, pali kilka papierosów i tworzy plan dnia 🙂
Po strasznie długich konsultacjach telefonicznych z kolegą Kamilem uznajemy, że fotograficznie szlajanie się po Sopocie będzie w sam raz – niestety kolega Kamil dosyć spontanicznie zakaszlał, zasmarkał i z drgawkami cielesno-chorobowymi poszedł do domu spożywać tabletki przeciwgrypowe. A ja jakimś cudem i w tajemniczych okolicznościach trafiłem do samochodu koleżanki Kaziuty, gdzie jej niespełna trzyletni synek w foteliku samochodowym puszczał niewyobrażalnie śmierdzące bąki :):):)

Dzień fantastyczny – lubię spotykać takich ludzi jak na zdjęciach poniżej …

I jeszcze zapraszam na wernisaż 🙂

Deszczowa Sobota …

Żyję! 🙂
Miesiąc prawie mija od ostatniego wpisu, ale brak czasu na wszystko i chroniczne zmęczenie sprawia, że wolne popołudnia przesypiam.

Nikodem II, Nikodem III i Pasiasta pidżama …

Nikodem II d90 umarł.
Umarł na atak kawałeczka migawki, który umiejętnie, oderwawszy się od reszty kurtyny, opadł na matrycę przesłaniając jej cały świat.
No i nastały czasy Nikodema III – zaszczyt kopnął pasiastą pidżamę, bo została sfotografowana nowym cudem jako pierwsza.
Człowiek na zdjęciach zupełnie przypadkowy. Zaczepił mnie na ulicy, pytając o jakieś drobne … 😉

Grand Hotel, cztery sukienki i Le

Okazuje się, że mój drewniany angielski nie jest taki zły – można się dogadać, a nawet jeśli jakieś słówka, (przez tryliony lat nieużywania tego języka) gdzieś pouciekały to można „dopokazać” i dzięki temu w kadrze pojawiają się takie cuda 😉
Na zdjęciach, pochodząca z Wietnamu, Le.
Kto zgadnie ile lat ma to dziewczę? 😉

Szalone Fotografki w trakcie plenerów ślubnych …

Plener ślubny w pełnym słońcu i dość wysokiej temperaturze nie jest dobrym pomysłem.
Wszelkie muchy, muszki i inne robaczki po zobaczeniu bieli sukni ślubnej osiągają apogeum swojej złośliwości. Można je znaleźć wszędzie! Nawet w butach panny młodej.
Czasami jednak w napiętym grafiku pary młodej (napiętym pomimo, że mija już tydzień od zaślubin), pomiędzy odwiedzinami rodziny, przyjaciół i wypijaniu wódki weselnej, która jakimś cudem ostała się po weselu 😉 nie da się wygospodarować chwili na kilka zdjęć w czasie, jaki byśmy sobie życzyli – najlepiej wieczorem, przy miękkim świetle, chłodniejszym wietrze i innych sprzyjających warunkach. Dlatego pozostała nam godzina w południe, z ciężkim powietrzem, parnością i klejącymi się do twarzy muszkami 🙂
Więcej zdjęć Katarzyny i Marka wkrótce w Strefie Ślubu.
A tymczasem zapraszam do objerzenia kilku kadrów Szalonej Fotografki – kuzynki Kasi, która porwane rajstopy i rozmazany makijaż nosi zawsze i wszędzie 😉

Dawno, dawno temu …

Ostanio próbowałem odwiedzić opuszczone magazyny PKP, z którymi wiąże się kilka fajnych zdjęć.
Na miejscu okazało się niestety, że magazyny już nie istnieją – zrównano je z ziemią.
Tuż po tej wizycie odszukałem w odmętach moich dysków zewnętrznych sesję, która odbyła się w ich pobliżu. Zapraszam na kilka kadrów 😉

O granatowym niebie …

Zwiedzanie pokojów z przymkniętymi drzwiami o barwie Rzeczywistości.
Rzucam oddech w stronę południowych ścian – zza popękanego serca łeb wychyla Nicość, rozłożona trochę niezdarnie, niczym na łóżku i niczym bezsensu.

Jestem nienormalny?
Czy zdjęcia, niemalże rodem z nieistniejącej już gazety „ZŁY”, są jakimś odruchem obronnym przed otaczającą mnie różowością świata tego?
Ktoś krzyknie, gdy przekroczę jakieś granice w uskutecznianiu swoich, nie zawsze logicznie układających się w głębszy przekaz, wizji?
Dziękuję.

Ilona

Fotograficznie – mam bardzo ciche dni. I szukam nowych inspiracji.

Wariactwa spontaniczne na niebieskich drzwiach …

Jest świt.
Głupi uśmiech rzucony gdzieś nad kostką brukową nie należy do tych dobrych.
Przez chwilę jestem rozkopany, potem wszystko wraca do normy i znowu mogę włożyć ręcę do kieszeni.

Na zdjęciach helskie wariatki. Mam dużo zdjęć, ale też dużo wolnego i nadzieję, że niedługo wszystko ładnie obrobię 😉 Pozdrawiam !

Sławek

Ostatnimi czasy jakakolwiek próba ubrania czegokolwiek w słowa – spala na manewce.
Zamykam się w obrazy – rejestruję rzeczywistość, szukam jej, utrwalam i wyrzucam cyfrowo.
I na razie na tym skupiam się najbardziej.

Jak bardzo można być prawdziwym?

Ostatnie rozmiękczanie się nad podłością Małych Światów doprowadza stan umysłu do filzofowania.
Filozowanie w tym wypadku ma postać bardzo złożenie-pokrętną. Jesteś tylko Ty i Twój umysł, który zupełnie nieprawidłowo zagnieżdżony w przestrzeni tworzy rzeczy niemożliwe. Ludzie nie powinni umierać z tyloma emocjami w sobie – powinni mieć możliwość uzupełnienia swojej Pustki w taki sposób, żeby po śmierci móc zacząć z czystą kartką papieru. Autobusowe przeciągi można wówczas tłumaczyć dopiero z perspektywy odległej przeszłości, jakże z pozoru bezpiecznej i już nie aktualnej, prawda? Wszystko jest tylko dymem papierosa wypalanym tuż przed snem przecież. A kiedy już zaczynasz pieprzyć się ze sobą, rozpychając wszystkie sprzeciwy na boki, dostrzegasz możliwość poznania tej prawdy właśnie. A potem i tak już wszystko przestaje być. Są tylko rozłożyste drzewa, przekrojona pomarańcza słońca na niebie, nieistniejące ptaki i chwiejące się na koślawych nogach słowa, których nie zdąrzyłeś powiedzieć.

♪♫ Lana Del Rey – Dark Paradise

Wiosenne Imaginacje

Płynnie.
Z wiosennych imaginacji miało być dużo pleneru, ale wiosna spontanicznie przerodziła się w zimę.
Śnieg o tej porze roku zupełnie nie cieszy tak jak ten w grudniu, więc zaciskając zęby w akcie kurwamaćjapierdolizmu ostatnio robię zdjęcia w domowym studio.
A po za tym urlopuję.

Izabelka

Aż mnie trzęsie z radości ileż rzeczy można powymyślać plenerowych !!!
Portrety, plener, portrety, portrety i jeszcze raz ludzie !!! 😉
Ktoś chętny na Time For Print? Pisać !!!

Na zdjęciach, jedna z ulubionych modelek, Iza.

Ania – morska i leśna

Ania w wersji morsko-śpiochowej i leśnej 😉
Sezon zdjęć plenerowych uważam za oficjalnie OTWARTY!
Poniżej mały backstage autorstwa Sławka K. Izabela chroniła kadr przed ostrym słońcem 😉
Pozdrawiam!

Do trzech razy i … Dorota?

Wiosna w tym roku jeszcze się nie rozkręciła, kapryśna jakaś – niby trochę słońca, a jednocześnie zimno.

Z Dorotą widzieliśmy się w życiu trzy razy.
Po pierwszym spotkaniu, przy okazji urodzinowej imprezy naszej wspólnej koleżanki, podejrzewam, że oboje pamiętaliśmy siebie jak przez mgłę 😉
W trakcie drugiego spotkania – udało nam się nawet porozmawiać i wówczas bezczelnie zaproponowałem zdjęcia.
Trzecie miało miejsce dzisiaj – Dostojewski mówił „(…) po śmiechu można poznać ludzi, i jeśli przy pierwszym spotkaniu śmiech kogoś zupełnie nieznajomego spodoba się wam, śmiało twierdźcie, że to człowiek dobry.”, więc przedstawiam Dorotę, bardzo dobrego człowieka 😉

Kotłownia B-117 / Teraz i Kiedyś

Najpierw otwierasz drzwi. A potem wybucha Wyobraźnia.

W każdym zapomnianym i opuszczonym miejscu tkwi potencjał.
Osobiście wszędzie widzę Lofty, gdzie wszechartysta-malarz-fotograf-grafik-cokolwiek tuż po wypiciu gorzkiej, czerwonej herbaty w przestrzeni kuchennej, nonszalancko i z wysoko podniesioną głową spływa schodami piętro niżej, do swojej pracowni. Taki wszechartysta-malarz-fotograf-grafik-cokolwiek musi być ubrany w luźne, poplamione farbą spodnie, z kieszeni których wystają pędzle albo inne narzędzia (w zależności od upodobań artystycznych wspomnianego). Taki wszechartysta-malarz-fotograf-grafik-cokolwiek powinien być rotargniony i z tego roztargnienia swojego powinien swoje prace układać w kątach pracowni, układać równolegle do okien wychodzących na północ, bo światło lepsze.
I takie wizje miewam za każdym razem, gdy wchodzę w niszczejące, zapomniane i w żaden sposób niewykorzystywane miejsca.
Martyna Cichocka zadzwoniła do mnie kilka tygodni temu, urzeczywistniając moje wizje.
W ramach dyplomu, stworzyła projekt zagospodarowania starej kotłowni B-117 na miejsce rezydencji artystów wszelakiej maści i narodowości. I choć dyplom obroniła celująco, to żadne z nas nie ma pojęcia, czy kiedykolwiek stara kotłownia zmieni się w owy fantastyczny projekt.
Na przełomie kwietnia i maja wspomniany dyplom Martyna zaprezentuje w Klubie Filmowym „Żyrafa”, prezentacja połączona będzie z wystawą zdjęć mojego autorstwa, właśnie z tego miejsca.
Spójne Teraz i Kiedyś. Z nadzieją, że Kiedyś nastąpi jak najszybciej 🙂

Na obejrzenie reszty zdjęć – z pewnością w przyszłości zaproszę 🙂

Studio Nagraniowe

W moim otoczeniu dzieją się sympatyczne rzeczy.
Najsympatyczniejsze to te, związane z szeroko pojętą sztuką, której można posłuchać.
Po za tym, szeroko rozpostarte ramiona podupadającego zdrowia, znowu ściskają co popadnie.
A ja strasznie nie lubię jak z nosa robi mi się kran, a z gardła silnik Ursusa C-45.

Dawid

Śląsk. Minus dwadzieścia stopni. W małym mieszkaniu kuzyna, robię mu kilka zdjęć.
Śląsk to kraina mojego dzieciństwa – mieszkałem tam trzynaście lat i po kolejnych trzynastu latach pojawiłem się tam znowu.

(Wolałbym spotykać się z rodziną w zupełnie innych okolicznościach.)

Lewostronność

Opętał mnie subtelny czasobrak fotograficzny.
Po za tym moje monstrualne fale miłości do zdjęć plenerowych zduszane są przez obecną pogodę.
Można siedzieć w domu i nudzić się twórczo. Zdjęcia sprzed kilku miesięcy.

♪♫ Adrian Lux – Can’t Sleep

… Że niby bez tytułu

Najpierw, w tajemniczych okolicznościach, umarł mi transfer na serwerze.
I z racji tych wspomnianych tajemniczych, to do tej pory nie mam pojęcia dlaczego i jakim prawem.
Przeniosłem wszystko piętro wyżej, serwer bez limitów i muszę ogarnąć tylko galerie, bo mi się miniatury rozkraczyły w galeriach.
I pomijając całą akcję zabaw z phpMyAdmin i innymi kosmicznymi rzeczami – należę do bardzo spokojnych ludzi 🙂
Tyle.
I śnieg spadł. Bardzo dużo śniegu.

Ps / Byłbym wdzięczny za informacje dotyczące problemów z moją stroną 🙂

O tym, tamtym i niczym

Jest czwartek.
Nad pozłacaną filiżanką czarnej kawy długowłose wróżki w okularach, mówią dużo i dosyć intensywnie.
Zakładają nogę na nogę, zwilżają usta i uśmiechają się ubrane w światła żarówek sufitowych.
Jest styczeń. To liczba pierwsza. Drugą liczbą jest Duży Wtorek, o małym oficjalnie nie mówi się. Był sobie fragment.
Licząc do siedmiu możnaby stworzyć swój mały świat, uczesany w nadpobudliwość chwil popołudniowego chaosu, rozsiadać się w słowa i dłubać palcem w dniu ósmym, nieistniejącym fizycznie. Zapowiada się zmiana, początek i jutro. To dosyć dziwne, tym bardziej, że kawa smakuje jakoś inaczej.

♪♫ Michel Teló – Ai Se Eu Te Pego

Rozmowy nieklejące się w ogóle …

 1

To zadziwiające. Bo wiele rzeczy nie dzieje się.
Cisza jest pomieszana w kostki cukru, dwanaście łyżeczek i swoistą nieruchomość cielesną.
Uprawiasz Sen.

Wieje.
W trzecią kawę wpleciona jest głośna muzyka. Potem, kontemplując nudę swojego mieszkania, przeglądam stare płyty.
To fascynujące, że można zarejestrować kilka lat swojego życia i umieścić na takim małym, lśniącym krążku, a potem sobie odtwarzać i śmiać się cicho pod nosem.
Z całej tej głupoty ułożonej w rząd koślawych uśmiechów i prób ubarwiania swojej rzeczywistości. I z tej rozbuchanej kreatywności, która w chwili obecnej wydaje się być zupełnie nie do końca na miejscu. Na swój sposób trochę śmieszno-pompatyczne czasy.
Kilka zdjęć sprzed, wydawałoby się, wieków 😉

♪♫ Queen – The Show Must Go On

Tylko jedno zdjęcie …

Moja osobista i prywatna siostra obdarowana została ospą wietrzną, więc te święta zapamięta na długo 😉

A po za tym.
Moje zdrowie ostatnio rozkłada szeroko nogi i pozwala pieprzyć się każdej napotkanej bakterii.
Wolny czas, który zamierzam poświęcić na jakiś subtelnie malutki fototrip, przesypiam niezamierzenie w przepastnych pościelach swojej alkowej 😉 ;D
Nie ma śniegu, nawet najmniejszego kawałeczka – za to leząc rano do sklepu bo butelkę mleka, można brodzić w błocie i rozpuszczać włosy (osobiście nie rozpuszczam, bo długich włosów nie posiadam) na porywistym wietrze 😀
Jeszcze dodać pragnę, iż jakiś anonimowy człowiek po wpisaniu w google „autodestrukcyjne dno” trafił na moją stronę 😀
W związku z wszystkim powyższym, jedyne co mogę zrobić, to pójść spać. W styczniu mam urlop. Podobno.

♪♫ Lana Del Rey – Born To Die

A ja grzebię sobie w odmętach dysków twardych

Przez niejasności wypowiedzi, gdzieś pomiędzy tym wszystkim, bawimy się w dobrych ludzi. W dobrych i niesamowitych.
I umierać można na różne sposoby, więc można też bawić się w umieranie. Ktoś wie, jak umierają ptaki?

Odgrzewam stare kotleciki fotograficzne, które w odmętach mojego twardego dysku – wyglądają teraz zupełnie inaczej, niż kiedyś.
Mamy grudzień – Gdynia tak zasypana śniegiem, że ledwo dziś do pracy autobusem dojechałem.
Kierowca musiał wyjść i odśnieżać koło przystanku, bo podjechać nie mógł 😉

Dawo temu i Paweł

Powroty do pracy, po kilku dniach wolnego, są baardzo bolesne. Ja się pytam, gdzie jest weekend?! 😉
Na zdjęciu – dawno temu sportretowany, Paweł.

Czas Urlop’ingu

Od dwudziestej drugiej urlopuję.
Urlopować zamierzam dosyć intensywnie 🙂
I w związku z tym, że już odczuwam tę aurę „urlopowatości” całym sobą, to wrzucam kilka zdjęć z sierpnia.
W taki szary dzień jak dziś, naprawdę fajnie wspomnieć podbartoszyckie, gorące powietrze.

Pomiędzy słowami Ania

Niezwykle ciężko jest zlokalizować współrzędne tego uśmiechu.
Rozedrganie panujące wszędzie nie powinno pozwolić na to, jesienne nostalgie pogniecione w żółtość liści, chłodne autobusy i na wpół wymieszane zielone herbaty wypijane duszkiem nad krzywą ciszy.
Można się staczać myślowo, drążąc spojrzeniem wszystkie twarze, rozkładać je sobie na czynniki pierwsze, drugie i ostatnie, a na końcu właśnie układać liery w zdania, zdania w szepty, a szepty w krzyki. I krzyczeć gdzieś w przestrzeń. Na płaszczyźnie współbycia.
Jesteśmy tylko sumą oddechów.



Gdzieś pomiędzy tym wszystkim, stojąc na swoim kawałku pomarańczy, głęboko zaciągam się niebem.

Krótka historia o posuwaniu z nutką grafomaństwa w tle

Istota „posuwania” może wydawać się bardziej skomplikowana, niż jest w rzeczywistości.
Już w pierwszej chwili, po usłyszeniu tego słowa większość przeciętnych ludzi oczami wyobraźni widzi godzinę dwudziestą trzecią, bramę podwórkową wielkiej metropolii i dwudziestoparolatka w dresie firmy „ododios”, które swoimi siedmioma paskami budzą szacunek na dzielnicy, posuwającego różową i głośno sapiącą koleżankę swojej naiwnej dziewczyny, czekającej na niego kilka przecznic dalej. Potem ona zapyta czemu tak długo?, a on odpowie bo się zagadałem, kurwa.
A jak daleko można „posunąć się” w fotografii? Co w dzisiejszym, i tak już dziwacznym, świecie może jeszcze zaskoczyć?
Coraz częściej dochodzę do wniosku, o którym już albo pisałem, albo wielokrotnie komuś mówiłem – że pięćdziesiąt lat temu (?) można było wzlecieć na fotograficzne wyżyny, gdzie panowała inna mentalność dzięki czemu Sukces był na wyciągnięcie ręki – tylko trzeba było znaleźć się w odpowiednim miejscu i o odpowiedniej porze.
Sam z chęcią udałbym się w trasę koncertową z The Rolling Stones i nawet wciągałbym z nimi, w imię sztuki, te tony heroiny zwiniętymi studolarowymi banknotami, tak jak Leibovitz. (Czy w dzisiejszych czasach wsadzenie murzynki do wanny pełnej mleka byłoby kontrowerysjne? Nie sądzę.)
Albo zamieszkał w suterenie i uprawiał orgie z fotogenicznymi paniami w rozmiarze xxl, które potem rozbierając się przed obiektywem uskuteczniałyby mój absurd piętrzący się między zwojami mózgopodobnej substancji w głowie – też miałbym swoją słynną i brudną „piwniczą” ścianę jak czeski Saudek.
No cóż, pieprzę? Nie wiem.
Są nas tysiące, ba, miliony nawet – i zrobić coś, co na chwilę zatrzyma, jest niezwykle ciążką sprawą.
Bliski mi absurd – sztuka fotograficzna na pograniczu kiczu, atrakcyjność całości tłumaczę sobie możliwościami. Bo można absolutnie wszystko i wszędzie.
Czasami realizuję pojedyncze obrazy z głowy, bez większego przekazu artystycznego czy podwójnego dna – nie zdarza mi się uzupełniać jednej sztuki serią, a na pytania co autor miał na myśli parskam śmiechem, Ty mi powiedz co autor miał na myśli i wszystko będzie cacy 🙂

Już dawno nie fotografowałem samego siebie – brak czasu, ochoty, pomysłu? Ale idzie jesień – oficjalny sponsor weny twórczej artystów wszytkich płaszczyzn, więc pewnie nadrobię.
Autoportrety. Absurd. Choas. I szukam tych granic, ciągle szukam posuwając się ostrożnym krokiem do przodu.

Sportretowana Anna K.

Trzysta sześćdziesiąt pięć dni namawiałem Anię na to, żeby pozwoliła sobie zrobić kilka zdjeć.
No i dziś się udało – w towarzystwie siąpiącego deszczu i wiatru wciskającego się w każdą szczelinę okrycia wierzchniego – powędrowaliśmy ulicami zakorkowanej Gdyni w poszukiwaniu „miejskiej intymności”, o ile rzeczywiście taka istnieje. Efekty poniżej 🙂

Czekam na piątek.
Połączenie poezji, dredów, fioletu i makaronu oraz wymieszanie tego wszystkiego w kadrze uśmiecha mnie szeroko!

Autodestrukcje

Zwyczajnie pieprzyć? Te autodestrukcje, w sensie.
Rozpierdoliwszy swój własny system i pławiąc się w blaskach zajebistości tych wszystkich wokół ułożonych w kostkę czekolady gniecionej po szwajcarsku, z rękoma w kieszeni Antonina zadrżawszy namiętnie, westchnęła w stronę wstającej plamy słońca, w plastrze ulicy wzrokiem potem szukając miłości nuciła wielkie piosenki o małych uczuciach. Antonina nosiła kwieciste spodnie z szerokim stanem (niech będą Ci wszyszcy właśnie tu i ówdzie poświęceni), w których modląc się o stan ducha dogaszała niedopałki uczucia w sercu. Chłodną ciszą wypełniając przepastność chwili, w której trwała – Antonina wcale nie była dziwna, była jedyna w swoim rodzaju. Pół otwartymi oczami spożywała czerwone herbaty i ładnie wyglądając przez okno swojego siedmiopiętrowego bloku przeczesywała włosy bladymi palcami. Czasami płakała, w niedosycie życia, świata i pochodnych, które układając się w uśmiech powinny trwać gdzieś tuż obok, na wyciągnięcie ręki przecież. Pewnego dnia, Antonina spacerując brzegiem swojej wyobraźni odkryła Tę Właśnie Prawdę i wyciągnąwszy pogniecioną kartkę papieru spomiędzy krzywo ułożonych książek postanowiła napisać swoją historię.
Ułożywszy się wygodnie w lewym wgnieceniu zielonej kanapy, Antonina zrobiła się mała – zrobiła się mała i mieszcząca się w dłoni.
I zapaliła małego papierosa, poprawiła mały pierścionek i zapłakała mało. Antonina umarła. (…)



Zupełnie półprzytomnie, z półkubkiem półkawy i półprzemijaniem półczasowym na półramieniu, jesteś półbogiem tylko.

Potrzebuję Ludzi – łapczywe i zachłanne jest moje portretowanie ostatnio.
Jakbym ich zbierał i mówił, że są dla mnie ważni tylko dlatego, że są ludźmi – nie muszą nic więcej.
Siedzę i patrzę. Ale chyba o to mi zawsze chodzi.

/Na zdjęciach Ewa, którą fotografować najzwyczajniej na świecie kocham 🙂

Ba’Rock, Nie Ba’Rock / FashionVaria

Udało się!
Długo czekałem na takie zdjęcia – w zasadzie nigdy wcześniej nie było okazji do plenerowych zdjęć typu fashion współorganizowanych
z mocną ekipą pod postacią fryzjerów, stylistek i wizażystek – momentami w jednej osobie !
Sześć godzin, sześć stylizacji, trzy modelki i mnóstwo pomysłów na zdjęcia w przyszłości !

Fryzjer – Ewa Klepacka
Make-up – Ewa Klepacka
Stylizacja – Ewa Klepacka
Modelka – Alicja

Fryzjer – Krzysztof Rogal
Make-up – Ewa Klepacka
Stylizacja – Krzysztof Rogal & Ewa Klepacka
Modelka – Monika

Fryzjer – Krzysztof Rogal
Make-up – Krzysztof Rogal & Ewa Klepacka
Stylizacja – Krzysztof Rogal
Modelka – Magda

I tyle.
Jak zwykle lawina zdjęć, ale myślę, że da się to przeżyć? 😉
Pozdrawiam!

Go to the Hel(l)

W tym mieście czas płynie trochę inaczej – zwłaszcza na początku września, tuż po sezonie, gdy znika tłum wszechobecnych turystów i jest jakoś spokojniej.
Ostatni raz byłem tam ponad rok temu, kiedy to nasz najlepszy wykładowca postanowił urządzić tam „zaliczenia” z podstaw kompozycji obrazu.
Zaliczaliśmy też wszystkie knajpy po drodze komponując się z morskim jadłem i trunkami niskoprocentowymi 😉 Niektórzy spożywali tylko herbatę z cytryną.
Oczywiście, że robiliśmy zdjęcia – ale zupełnie inaczaj jest połazić z lokalesem, który zna tam każdą dziurę, kamień i drzewo i który pokazać Ci może miejsca, których generalnie nie zwiedza się. No bo kogo zainteresowałaby opuszczona hala remontowa dla statków, śmierdzące zakamarki portu czy blok rodem ze slumsów Nowego Jorku, gdzie schody przyklejone do bocznej ściany nigdzie nie prowadzą? No tylko mnie ! 🙂
A, że owy lokales, o którym wspomniałem, jest właścicielką żółtych papierów, zdiagnozowanego ADHD i różnych pokrewnych rzeczy, które biorę za pozytywne cechy charakteru – i do tego nie widzieliśmy się chyba z siedem lat jak nie więcej – no to żyć, nie umierać!

Śmiga sobie taki człowieczek wśród statków, mew i rybaków i podziwia wielki, betonowy mur, który chroni miasto przed morzem.
Za sprawą tzw. Kogi można poczuć się trochę jak nie w Polsce 🙂
Bo tuż za kogą to już fragmenty PRLu pełną gębą. PRLu w architekturze. A taki lubię.
Pozdrawiam!

Jamnik i Żaba

A gdyby tak w rzeczywistości skrzyżować jamnika z żabą?
Wyobrażacie to sobie?
Żaba krótkowłosa, która szczekając na wszystkich wokół drapie się za uchem.
Albo jamnik w kolorze zielonym zamieszkujący bagna.
Mogłoby być ciekawie i dość osobliwie. Myślę.
Przedstawiam Przemka i Żanetę. Jamnika i Żabę.
Do Przemka pseduo „Jamnik” przykleiło się jakieś trzy lata temu i tak już zostało do dziś.
No i Jamnik Żabę sobie znalazł. I tak im mija rok.

Mam okładkę !

„Mam okładkę !” chciałoby się krzyknąć, choć w rzeczywistości jest to raptem maleńki fragment tej okładki.
W czasopiśmie „Takie jest życie” dwie fotografie mojego autorstwa. Strona siedemnasta, wywiad z Pigułą z Gdyni.
I choć Ewelina nie ma 140 cm, choć przekręcili jej nazwisko i zapomnieli podpisać moje zdjęcia -to ja osobiście i tak jest dumny – wszak Ci co mają wiedzieć kto zrobił te zdjęcia – wiedzą. A prasa bardzo często ma takie wpadki 😀
W zasadzie to mój taki pierwszy „sukces prasowy” więc tym bardziej jestem szczęśliwy 😉
Nie pozostaje mi nic innego jak zaproszenie wszystkich do najbliższych kiosków i wydanie tego złoty piećdziesiąt.
Pozdrawiam!

 

 

 

 

 

Ania i Ania

Człowiek ma w głowie akurat te fragmenty wspomnień, które pomimo tego, że są wspomnieniami szczęśliwymi – wywołują dziwne stany niekontrolowanego i irracjonalnego smutku. Dlaczego? Też nie wiem i w zasadzie zgłębiać tego nie zamierzam.

Ania i Ania.
Gościnnie Katarzyna, która nakręciła całą akcję, za co serdecznie dziękuję 🙂
Zdjęcia częściowo realizowane w pewnym hotelu, w sympatycznym apartamencie z widokiem na morze – po za tym całe mnóstwo różnych stylizacji i niekontrolowanego kobiecego chaosu pod postacią tuzinu różnokolorowych torebek, ubrań porozwieszanych na gałęziach w orłowskim lesie i kosmetyków (których zastosowania rozumieć NIE MUSZĘ) gubionych spontanicznie w trawie 😉
Działo się !