Nie gotujemy

The Dumplings pomiędzy świętami, a sylwestrem. Miałbym ochotę, żeby ten rok już się skończył…

Kopytko

_DSC8831 kopia_DSC8833 kopia_DSC8836 kopia

Dziś zdecydowanie jestem jeleniem. Leżącym fragmentarycznie*, posiekanym, rozpieprzonym wewnętrznie i z powyrywanymi kończynami, którymi tuż przed oddzieleniem próbowałem odgarnąć chaos zataczający krzywe koła na placu manewrowym swojego życia. Ale ostatni raz jestem jeleniem. Taka sobota.

*fragmentaryczność – nieobejmowanie całości; wycinkowość, ułamkowość, połowiczność, pobieżność, migawkowość, ogólnikowość, niekompletność, niepełność, fragmentaryzm.

Piotrograficzna lustracja, prywaty, dyplomy, migawki, taki klimat…

_DSC4667 kopia

Ponad miesiąc mija od ostatniego wpisu, więc siadam trochę jakbym miał pisać list.
Taki wiesz … prawdziwy … papierowy ;)
Po głowie mi się ostatnio tłucze imię „Krystyna”, którym obdarowuje wszystkie przedstawicielki płci „skobieciałej”, niezależnie od tego czy rzeczywiście tak się nazywa rzeczony kobiet czy też nie…
Więc…
Droga Krystyno… Piszę do Ciebie, bo postanowiłem napisać, że u mnie słychać.
Słuchać dużo.
I nie tylko na płaszczyźnie fotograficzno piotrograficznej.
Już pomijając fakt, że w chwili obecnej zdrowie usiadło na brzegu skurwysyństwa i czerpie radość z moich niedyspozycji głosowo-nosowych, że przed paroma miesiącami lekarzyna (żeby śmieszniej było: Krystyna właśnie, lat 60, koszula w romantyczne kwiaty) na podstawie zwykłych wyników krwi miała czelność zdiagnozować białaczkę (!), że w zasadzie moja wątroba jest w takim stanie, że jakby prawie wcale nie istniała i w ogóle pod górę z pozostałościami mózgu i pochodnymi. To mam przyjemność ogłosić, droga Krystyno, że jest całkiem przyzwoicie.
W ostatnim czasie jakoś tak się stało, że po wleźciu do samochodu wysiadłem pod miastem, w którym się urodziłem. Jakieś 160 km od miasta, w którym teraz mieszkam :)
Dobrze jest mieć miejsce, gdzie z samego rana siadasz pod jabłonią z kubkiem kawy i rozkoszujesz się wszędobylską mazurską ciszą – tego mi było trzeba wtedy.
Higiena umysłu, jak to mawia pewna norweżka ;)

_DSC4559 kopia

Po owej higienie szał zdjęciowy – powstało mnóstwo zdjęć do dyplomu (po kątach, po strychach, po stodołach, gdzie tylko się dało), więc seria robi się coraz okazalsza i bardziej spójna.

_DSC4031 kopia

_DSC4032 kopia

Po powrocie do Trójmiasta kolejny szał – zdjęcia w miejscu, który swoim klimatem niesamowicie inspiruje.

_DSC5459 kopia

Były chwilowe przeprowadzki stołu prosektoryjnego do rogatych garaży kolegi. Trzeba było przewieźć stół przez połowę Sopotu – miny ludzi były takie, że cud, miód i jednorożce. Dopiero potem wpadliśmy na to, że można było kogoś na nim położyć, przykryć białym prześcieradłem i tak wieźć rubasznie przy tym rechocząc ;)

_DSC5304 kopia

_DSC5314 kopia

Przypadkowe odwiedziny Wioski Indian, malowniczo opuszczonej dzielnicy Wrzeszcza – następnie zupełnie świadoma wizyta parę dni później – wszak i tu może powstać zdjęcie do dyplomu, przy którym asystuje niezastąpiona Agnieszka… ;)

_DSC6343 kopia

… z magiczną walizeczką ;)

_DSC6412 kopia

Jak widzisz, droga Krystyno … W biegu jakby.
I wracając jeszcze do Mazur, bo właśnie sobie uświadomiłem, że to o tym miał być w zasadzie ten wpis – przeżyłem najszybszą w życiu eksplorację (bo aż całe dwadzieścia minut fotograficznego urbexu) i co dziwne – była to rodzinna eksploracja – z dzieciakami, wujkiem, kuzynkami i szwagrami ;)

_DSC4173 kopia

Pałac w Drogoszach – będę wredny, reszta zdjęc tego obiektu w następnym „liście” Krycha!
Tymczasem dbaj o dzieciaki, męża, kochanka i wszystkie koty w lodówce!!!

Luksusowy Nimf Leśny z rodziny rusałkowatych

_DSC2477 kopia

Luksusowy Nimf Leśny z rodziny rusałkowatych jest hemafrodytą i eurytopem. Zasiedla głównie obszary o dużej lesistości, ponieważ w lasach znajduje, trzecią dziurką od nosa (ukrytą między palcami u lewej nogi) złoża kokainy, amfetaminy i rzadziej śladowe ilości kofeiny. Oraz schronienie. Idealnym siedliskiem dla niego są lasy iglaste i lasy mieszane, gdzie znajduje się najwięcej typowego dla niego pokarmu. Optymalnym środowiskiem dla tego gatunku są prawdopodobnie lasy łęgowe. Luksusowi Nimfy Leśni rzadko łączą się w stada, więc z racji osamotnienia cechuje je poranny wkurw, brak owłosienia na łbie i depresyjne stany jelita grubego(…)

_DSC2481 kopia

_DSC2484 kopia

_DSC2492 kopia

(…) Co można dojrzeć na powyższych zdjęciach. Śluzówka gałki ocznej wydziela oksytocynę, występującą również u ludzkich kobiet po podrażnieniu receptorów szyjki macicy i pochwy. Szyjka macicy Nimfa Leśnego usytuowana jest w prawym przedsionku sercopodobnego narządu i połączona cienką żyłką z jelitem grubym, tuż pod macicą. W przypadku tego gatunku z rodziny rusałkowatych wydzielana oksytocyna objawia się też nadzwyczajną aktywnością intelektualną. Poszukiwanie pokarmu to główny motyw każdego poranka tego osobnika – dzięki wspomnianemu hormonowi, dodatkowy penis eurotopa, znajdujący się pod pachą, oddziela się od reszty ciała i nurkując w ściółce leśnej poszukuje złóż kokainy. Nimf Leśny w tym momencie zazwyczaj zażywa kontemplacji – z długoletnich obserwacji i badań biolodzy wysnuli wnioski jakoby Nimf magicznym zmysłem badał teren w poszukiwaniu zbiornika wodnego(…)

_DSC2516 kopia

(…) Niezwykle rzadki widok. Nimf Leśny wydający z siebie jednostajny dźwięk, podobny do kaszlu grubej kobieciny siedzącej w przychodni w kolejce do lekarza, mający na celu przywołanie penisa nasiąkniętego znalezionym pokarmem(…)

_DSC2558 kopia

I dalej – Nimf Leśny obsypywany przez podpachowego penisa znalezionym pokarmem. Na ciele osobnika znajdują się receptory skórne rozszerzające się pod wpływem zderzenia powietrza z kokainą i chłonące ten pokarm każdym milimetrem ciała(…)

_DSC2549 kopia

_DSC2494 kopia

_DSC2497 kopia

_DSC2534 kopia

_DSC2538 kopia

Receptory skórne z potężna dawką kokainy.

_DSC2579 kopia

Nimf Leśny tuż po napełnieniu czterech żołądków, pozbywa się krępującej bielizny, aby receptory z dolnych części ciała mogły wchłonąć resztę kokainy. (…)

_DSC2561 kopia

I następnie, w przypływie weny twórczej kąpielowej udaje się nad najbliższy zbiornik wodny, gdzie w trudzie receptorami skórnymi pije wodę by oczyścić wszystkie jelita ze stanów depresyjnych oraz kamieni kałowych.

_DSC2611 kopia

_DSC2606 kopia

Czytała Krystyna Czubówna. Wymyślił Zbigniew „Piotr Piotrowski.
To chyba przez brak alkoholu!!! Masakra, dobranoc! ;)

Pole dance w halach Polifarbu

untitled-4609

Masz pierdolca na punkcie.
Nie wiem … Może jeździsz hobbystycznie autobusami? Albo zbierasz mapki z podróży? Albo zbierasz gadżety militarne? Szlajasz się po opuszczonych miejscach? Nie ważne zupełnie … Mając pierdolca na punkcie czegokolwiek stajesz się od razu jakimś takim fajniejszym człowiekiem-wariatem – pasja to jedna z najważniejszych rzeczy w życiu. Zupełnie nie wyobrażam sobie swojego życia bez fotografii czy, wspomnianym przed chwilą, szlajaniu się po opuszczonych miejscach – no bo jak? Praca i dom – a pomiędzy popołudniowe wylegiwanie się przed telewizorem? Jakoś bez sensu i pusto zupełnie mogłoby być.

Jeśli chodzi o takich wariatów z pierdolcem – przedstawiam Tomka, który (z tego co widziałem i z tego co opowiadał) dancepole’uje gdzie popadnie – i wcale nie nosi przy sobie profesjonalnej rury x-stage, którą widać na zdjęciach ;) Czasami wystarcza słup znaku drogowego – więc zdecydowanie mogę Go zaliczyć do wariatów z pierdolcem – pozytywnym, oczywiście!!!
Rura przenośna x-stage dzięki uprzejmości: Xtreme Poleca Dance Studio z Łodzi – zachęcam do lajkowania :)

untitled-3952

untitled-4551 copy copy

Kanały burzowe

5

untitled-8829 copy

untitled-8907 copy

untitled-8911 copy

untitled-8916 copy

untitled-8917 copy

Troszkę połaziliśmy. Ponaświetlaliśmy. Postroboskopowaliśmy.
I za siedzenie w ciemnościach, pomoczenie butów, głów i innych – należy nam się duża wódka.
Zatem – Wasze zdrowie! ;)

TransBarbie

untitled-3131 copy

untitled-3132 copy

untitled-3145 copy

Rozdmuchane czasy przeszłe. Senne dłonie, leniwie oplatające wszystko co popadnie.
Staczanie się mimowolne i ciche. Trochę alkoholu. Piasek, woda i ptaki.

Konsumpcjonizm?

4 copy

3 copy

7a copy

9 copy

13 copy

untitled-0608 copy

untitled-0443 copy

Są bezsensowne potrzeby.
Potrzeby picia, jedzenie, kupowania, wyrzucania, zbierania, chlania, żarcia, nabywania, kolekcjonowania i wszystkich pochodnych układających się koślawo na witrynach sklepowych. W tym wszystkim jest człowiek – bardzo ważny kawałek całości.

Więc pełzam po mieście, uprzednio wypijając pseudokawę w papierowym kubku (przez co sam jestem ofiarą konsumpcjonizmu), pełzam i wpycham aparat w każdy napotkany śmietniczek, żeby odnaleźć tę konsumpcję, tę nadproduktywność i inne. Pokaż mi swoje śmieci, a powiem Ci jakim człowiekiem jesteś? Nie wiem.
Temat otwarty i niedający mi spokoju, więc będę męczył intensywnie przez najbliższy czas.

Karolina, heterochromia, niesforne włosy, zielona spinka i skrzypce …

untitled-0335

untitled-0319

untitled-0323

untitled-0353

Karolina to światowej klasy skrzypaczka (Londyn, Wiedeń, Nowy Jork, Pakistan, Klapkowice Górne w małopolskim), którą poznałem przy okazji swojej ostatniej lobotomii w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym w bliżej nieokreślonej miejscowości. Tuż po wspólnej ucieczce z owego zakładu zapałaliśmy do siebie subtelną sympatią i postanowiliśmy spożytkować nasze, wspólnie dzielone emocje, na sesji która poniżej. Szaleństwo Karoliny najbardziej chyba objawiło się na zdjęciu pierwszym, gdzie jej okrutnie niesforne włosy ułożyły się takim trochę beethoven’owskim sposobem. MADNESS! ;) Próbowaliśmy okiełznać jej huragan seksu na głowie zieloną spinką, która pomimo „niepasującowości-swej” jakoś specjalnie mi nie przeszkadza ;)
A już zupełnie poważnie – Karolina świetnie śpiewa, świetnie gra i w ogóle cała jest taka świetna ;)
Przez naturę obdarzona została fantastycznym cudem zwanym naukowo heterochromią – oczy są absolutnie nieziemskie!!!

untitled-0467

Zaczęliśmy dosyć nieśmiało.

untitled-0317

untitled-0350

untitled-0369

Ale potem jej szaleństwo udzieliło się mi – i było już z górki i coraz sympatyczniej ;)

untitled-0362

untitled-0379

untitled-0384

untitled-0396

untitled-0397

untitled-0403

untitled-0406

untitled-0410

untitled-0424

untitled-0434

untitled-0451

untitled-0507

untitled-0528

untitled-0553

untitled-0546

untitled-0579

untitled-0595

untitled-0591

untitled-0625

untitled-0633

Były też szaleństwa w sukience z lat 40tych, ale te zdjęcia jeszcze poczekają …

untitled-0696

Wracając już i kierując się w stronę Bardzo Szybkiej Kolei Miejskiej postanowiliśmy zrobić parę zdjęć w tunelu (nagrałem nawet film! Agent Karoliny – Wiesław – tuż przed śmiercią załatwił jej angaż w drugiej części tego dzieła, więc też proszę poczekać;)), więc pstrykamy sobie, Karolina tym smyczkiem swoim po tych swoich strunach jeździ …

untitled-0785

untitled-0754

… i nie wiem, mam jakąś moc przyciągania ludzi?! Podchodzi koleś i nawiązuje się taki dialog:

Koleś – Robicie zdjęcia?
Piotrograf – No jak widać …
Koleś – A wysyłacie też na maila?
Piotrograf – (konsternacja) … ale o co chodzi?
No więc koleś ładnie poprosił o zdjęcie na tle niekrwiożerczej grafiki (bo ta przy której rozmawialiśmy, była za bardzo krwiożercza właśnie) i pstrykk …

untitled-0775

untitled-0772

untitled-0777

Jak to się dzieje, że zawsze mam takie pozytywne dni? Ktoś wytłumaczy? ;)
Tymczasem dopijam kawę i śmigam w stronę Kościerzyny, świetnie bawić się na plenerze ślubnym Agi i Rafała!
Pozdrawiam !!!

Migawki

untitled-0075

Dzień absolutnie stworzony do picia niezliczonej ilości kaw, czytania niezliczonej ilości książek i słuchania niezliczonej ilości zaległej, odkrytej w tamtym tygodniu, muzyki.
Jest dużo planów, kalendarz pęka w szwach i podobno Nowy Jork stoi otworem (dla wtajemniczonych, żeby się uśmiechnęli na samą myśl).
Zaległe filmy też czekają, zaległe zdjęcia i kolejne w dniach następnych. I tak w kółko przez najbliższy czas.
Jesień – niby czas artystów. Cholernie lubię ten stan :)

untitled-0090

untitled-0202

untitled-0083

untitled-0237

untitled-0218

untitled-0273

untitled-0253

untitled-0154

untitled-0167

Collage …

piotrowskii.com - collage

piotrowskii.com - collage rozwod

Nieszczęśliwy wypadek i rozwód. Dyptyki.
Technika, że siedzisz, wycinasz i kleisz. Za dużo kleju, za mało farby – ale ileż radości dają takie uczelniane zadania ;)
Pozdrówki !

Miszmaszowo …

untitled-4581

Soczyste rozgniatanie myśli siłą ciszy, ciała, swoistych zauroczeń chwilami i czymś jeszcze rozkładającym się po kątach głowy.
Artystyczne uprawianie czasu – jeśli jest się tylko człowiekiem to można być czymś/kimś więcej jeszcze? Człowiekiem o wysokiej czułości, liczonej w DINach i zainstalowanej tuż nad obojczykiem, trochę bardziej w stronę serca, żeby umieć widzieć więcej i tworzyć to wszystko, co sprawia że warto patrzeć właśnie w taki sposób. Jeśli idę miastem, z krzywo nałożonym humorem między policzkami i jeżeli mam dłonie chłodne, małe i nieistniejące i jeśli nawet czuję się bardziej artystą, niż czuć się powinienem to bardzo dobrze mi z tym stanem ducha. Chciałbym więcej, więcej i więcej.

untitled-4555

untitled-4557

untitled-4570

untitled-4663

Bez_tytułu_1

untitled-5509

untitled-5490

untitled-5439

Military Fashion Show – czasobraki powłóczyste …

untitled-0576

Nie.
Nie będzie narzekania, użalania się i biadolenia w stylu wiejskobabcinym „ojjakijabiednyjestemojojoj„.
Przecież średnio co trzeci człowiek narzeka na brak czasu, więc dlaczego miałbym być tym statystycznym trzecim dziko cierpiącym na braki czasowe?
Skoro jestem w stanie wyrzucić z siebie pierwszą część zaległych zdjęć, pracować nad drugą częścią, w międzyczasie właśnie pracować jeszcze zawodowo, pić kawę, herbatę, słuchać muzyki, robić zdjęcia bardzo martwej naturze, odbierać telefony i załatwiać pierwsze terminy zdjęć narzeczeńskich swoim ślubnym, jeździć po Gdańskach, Sopotach i Gdyniach, do tego jeszcze na zajęcia w szkole dreptać i przy tym wszystkim uprawiać również gumę dwuchromianowowiedeńską w ciemni szkolnej, a nawet zbierać jeszcze materialy do kolejnych martwiących się natur na sposób trochę nieżywy i potem spać jakoś krzywo i nie do końca to chyba nie jest jeszcze tak źle … ? ;)

Więc jak wspomniałem … zdjęcia zaległej Karoliny, znaczy zaległe zdjęcie Karoliny ;) Mały i powłówczysty Military Fashion Show. Czy jakoś tak właśnie :)

mach

untitled-0547

untitled-0556

untitled-0559

untitled-0558

Nie narzekam, a na resztę przyjdzie przecież czas :)

Martwa Natura a

martwa natura - zbigniew piotr piotrowski

martwa natura - zbigniew piotr piotrowski (2)

Jakiś kosmos zupełny !
Moje mieszkanie zamieniło się ostatnio w plan zdjęciowy.
Kilkanaście reklamówek ze zdobytym „produktem martwonaturalnym” (czyt. warzywa, owoce i inne zgniłe płody ziemi) wala się po kątach, odpływ w wannie mam zapchany rzeżuchą, na parapecie w kuchni leżą kurze łapki i świńskie kopyta i ryba w lodówce czeka na swoją kolej.
Chyba dopiero rozkręcam się – temat martwej natury głęboko osadził się w mojej wyobraźni i jak na razie – nie zamierza znikać :)
I w sumie podoba mi się taki stan rzeczy!

Bez_tytułu_1

bajzlowo1

martwapognieciona

Dewiacje Absolutne …

untitled-0633

untitled-0106

Bywam w Przeszłości za sprawą swoich zapełnionych dysków twardych. Przyjemne to uczucie, choć odrobinę dziwnie można się poczuć nie mając już tych ludzi koło siebie.

ŻÓŁTO-CZARNA TASIEMKA

piotrografia.com - Przemek tasiemki (15)

Cóż autor miał na myśli? No właśnie, to ważne?
Jeśli wpada mi do głowy wizja to po prostu staram się ją wywalić z głowy i w procesie twórczych czynności uskuteczniających, wspomnianą wizję umieścić właśnie tutaj w postaci plików JPG.
Może to jakaś męska wersja telefonicznej Lejdi Gagi? Tylko na ubogo i z owłosionymi nogami

BYŁ SOBIE PIĄTEK

Piątek dosyć intensywny w swoim byciu właśnie.
I nie do końca chyba jestem w stanie całość paradoksalnej finezji tego dnia ogarnąć.
Ale od początku.
Wstaje sobie człowiek po jakichś dwunastu godzinach snu (ja zdaję sobie sprawę, że po takiej ilości godzin ciężko jest oczęta pootwierać, bo trochę już nadgniłe powieki od nadmiaru snu są, ale póki co nad tym nie mogę zapanować, chyba przesadziłem z eksploatacją swojego ciała, rąk, nóg i organizmu totalnego przez ostatnich kilka miesięcy – i odsypiam kiedy popadnie) i postanawia poleźć w las, poszukać badylaków do celów makrozbliżeniowofotograficznych i przy okazji przypomnieć sobie jak zimą wygląda rozległe Morze Bałtyckie.
Lezę, zadowolony że las pusty, wypstrykowywuję kliszę w Nikonie F90x coby jakieś zaliczenie uczelniane poczynić na pracownie srebrową (krajobraz zimowy i takie tam, koniecznie z analoga choć oczywiście zdaję sobie sprawę, że z kliszy FOMAPANU 100 szału raczej nie będzie, ale pstrykam dosyć intensywnie)

piotrografia

piotrografia-lawka

Złażę w stronę owego Bałtyckiego takimi schódkami betonowymi, które w rzeczywistości są schódkami lodowymi , z przymkniętymi powiekami i opatulony na głowie niczym Chytra Baba z tego miasta na R, (tylko że ja jeszcze mam szalik wokół szyi) i telepiąc się z zimna pstrykam sobie też cyfrówą.

piotrografia-nad-morzem

piotrografia-nad-morzem2

I nagle kątem oka, którego rzekomo nie posiadam z naukowego punktu widzenia, widzę coś czerwonego – i przekonany, że zakrwawiona foka morska biega w panice po plaży odwracam się i dzieją się wówczas szalone rzeczy przed moimi oczętami.

piotrografia-nad-morzem-morsy

piotrografia-nad-morzem-morsy2

Dziewczę sobie brykało beztrosko po plaży i uśmiechało się podskakując w wodzie. Ja wiem, że ONI (czyt. MORSY) chodzą, oddychają, żyją i w ogóle istnieją, ale taki widok przy takiej pogodzie zawsze mnie zatrzymuje i sprawia „wyłupiastość zdziwieniową” moim oczom.
I tym oto piątkowym akcentem pragnę zakończyć dzisiejszą sobotę!
Spokojnej reszty weekendu wszystkim! :)

Śląskie Migawki

Dziwactwa serwowane piątkowymi popołudniami smakują wyśmienicie :)

A poniżej kilka migawek ze Śląska.
Z szerokim uśmiechem możnaby tak łazić po miejscach, w których nie było się jakieś dwanaście lat i odświeżać pamięć.

Jakiś czas temu.

Klub Filmowy „Żyrafa”

Z racji faktu, że mój organizm jest bardzo gościnny – Witaj Przeziębienie! :D
A do Klubu Filmowego jeszcze wrócę. Ze statywem.
Do poczytania o tym klimatycznym kinie: tutaj.

Nadzwyczaj w zwyczaj

Śnieg pachnie i popadam nadzwyczaj w zwyczaj.
(O prowadzeniu koślawych zdań wyplutych i gubiących się w gramaturze tego światka.)
Zupełnie nie rozumiem ludzi, którzy mnie nie słuchają. Potem całość układa się na ustach w przeciągłe „A nie mówiłeeem…?”

O tym, tamtym i niczym

Jest czwartek.
Nad pozłacaną filiżanką czarnej kawy długowłose wróżki w okularach, mówią dużo i dosyć intensywnie.
Zakładają nogę na nogę, zwilżają usta i uśmiechają się ubrane w światła żarówek sufitowych.
Jest styczeń. To liczba pierwsza. Drugą liczbą jest Duży Wtorek, o małym oficjalnie nie mówi się. Był sobie fragment.
Licząc do siedmiu możnaby stworzyć swój mały świat, uczesany w nadpobudliwość chwil popołudniowego chaosu, rozsiadać się w słowa i dłubać palcem w dniu ósmym, nieistniejącym fizycznie. Zapowiada się zmiana, początek i jutro. To dosyć dziwne, tym bardziej, że kawa smakuje jakoś inaczej.

♪♫ Michel Teló – Ai Se Eu Te Pego

Rozmowy nieklejące się w ogóle …

 1

To zadziwiające. Bo wiele rzeczy nie dzieje się.
Cisza jest pomieszana w kostki cukru, dwanaście łyżeczek i swoistą nieruchomość cielesną.
Uprawiasz Sen.

Wieje.
W trzecią kawę wpleciona jest głośna muzyka. Potem, kontemplując nudę swojego mieszkania, przeglądam stare płyty.
To fascynujące, że można zarejestrować kilka lat swojego życia i umieścić na takim małym, lśniącym krążku, a potem sobie odtwarzać i śmiać się cicho pod nosem.
Z całej tej głupoty ułożonej w rząd koślawych uśmiechów i prób ubarwiania swojej rzeczywistości. I z tej rozbuchanej kreatywności, która w chwili obecnej wydaje się być zupełnie nie do końca na miejscu. Na swój sposób trochę śmieszno-pompatyczne czasy.
Kilka zdjęć sprzed, wydawałoby się, wieków ;)

♪♫ Queen – The Show Must Go On

Sopot poranny

Mały urlop.
Szósta rano, autobus linii S, duża latte i śmigam między uliczkami Sopotu z kapturem na głowie i słuchawkami w uszach.

Mamy styczeń. Dwa tysiące dwunasty. Plus dziesięć na termometrach przyokiennych. I zbliżający się Koniec Świata, któryś już z kolei w tym stuleciu ;)
W Sopocie pada i ludzie chodzą naburmuszeni, chodzą powoli, a potem siedzą na mokrych ławkach czytając wczorajsze gazety.
Rejestruję dziś wszystko, co popadnie. Bez głębszych przekazów. Po prostu.

♪♫ Pawbeats- Reliance

Tylko jedno zdjęcie …

Moja osobista i prywatna siostra obdarowana została ospą wietrzną, więc te święta zapamięta na długo ;)

A po za tym.
Moje zdrowie ostatnio rozkłada szeroko nogi i pozwala pieprzyć się każdej napotkanej bakterii.
Wolny czas, który zamierzam poświęcić na jakiś subtelnie malutki fototrip, przesypiam niezamierzenie w przepastnych pościelach swojej alkowej ;) ;D
Nie ma śniegu, nawet najmniejszego kawałeczka – za to leząc rano do sklepu bo butelkę mleka, można brodzić w błocie i rozpuszczać włosy (osobiście nie rozpuszczam, bo długich włosów nie posiadam) na porywistym wietrze :D
Jeszcze dodać pragnę, iż jakiś anonimowy człowiek po wpisaniu w google „autodestrukcyjne dno” trafił na moją stronę :D
W związku z wszystkim powyższym, jedyne co mogę zrobić, to pójść spać. W styczniu mam urlop. Podobno.

♪♫ Lana Del Rey – Born To Die

Spada migawka jak gilotyna (…)

Siedząc w dwóch różnych skarpetkach (mam jeszcze jedną taką parę ! ;)) odpalam leniwie telewizor.
Seriws pogodowy. Pani, która jednym okiem patrzy przed siebie, a drugim w lewo, radośnie informuje, że napływa do nas powietrze polarno-morskie.
A powietrze polarno-morskie to takie, które bezczelnie sprawia, że muszę sięgać garściami po tabletki z ibuprofenem.
Zdenerwowała mnie owa Pani, więc w akcie zemsty przełączyłem ją na jakąś stację muzyczną, gdzie niejaka Edzia G. zarzekała się uparcie, że nie była Ewą.
Pada deszcz i podobno za tydzień mamy Święta Bożego Narodzenia.
Na klatkach schodowych dziwne rzeczy ludzie wywieszają.
Słabo kontaktuję dziś.

♪♫ Michał Bajor – Stop Klatka

A ja grzebię sobie w odmętach dysków twardych

Przez niejasności wypowiedzi, gdzieś pomiędzy tym wszystkim, bawimy się w dobrych ludzi. W dobrych i niesamowitych.
I umierać można na różne sposoby, więc można też bawić się w umieranie. Ktoś wie, jak umierają ptaki?

Odgrzewam stare kotleciki fotograficzne, które w odmętach mojego twardego dysku – wyglądają teraz zupełnie inaczej, niż kiedyś.
Mamy grudzień – Gdynia tak zasypana śniegiem, że ledwo dziś do pracy autobusem dojechałem.
Kierowca musiał wyjść i odśnieżać koło przystanku, bo podjechać nie mógł ;)

O Różowościach Świata Tego

Z konsternacją na wypudrowanym policzku napuchniętej twarzy i dumnie głowę unosząc, w sposób może nawet majestatyczny, w akcie rozrzuconych majtek wokół łóżka, wzięła i wyszła. Wzięła i wyszła głośno, głośniej niż planowała i choć drzwi, którymi trzasnęła wcale się nie zamknęły to głupio jej było wracać, żeby udowodnić sobie i Jemu, który siedział krzywo na krawędzi tego łóżka skrzypiącego, że ona te drzwi jeszcze raz trzaśnie. Tak żeby się zamknęły i żeby słowo ostatnie należało do Niej. Chciałoby się rzec, że zostawiła w tym pokoju przez przypadek torebkę i majtki. I serce.

Opieram się, ułożony prawym bokiem do lewej ściany szklanego przystanku i podziwiam jak mi się miasto rozbudowuje. Opieram się i podziwiam w milczeniu, żując ze smakiem gumy owocowe z pobliskiej stacji beznynowej. Ręce mam w kieszeni, ciężką torbę, bo jakieś zdjęcia jadę robić za miasto i czekam na autobus lini nijakiej, który to za to miasto mnie zawiezie. A ta guma to mi się ciągnie jakoś niesmacznie czy coś.
I staje nagle nieopodal blondi-bejbe, w różowym futrze z kota (?) i z cienkim papierosem między palcami zaciąga się nonszalancko i wydawałoby się dystyngowanie.
W tej blond-bejbowej czuprynie, która okala pomarańczową, jakże naturalnie opaloną twarz, to nie jestem w stanie rozpoznać koloru oczu, bo grube na pięćdziesięt centymetrów makijażowe kreski wokół nich – uniemożliwają mi to. No więc stoimy tak sobie oboje, ja w dalszym ciągu się opieram, a blondi-bejbe kończy właśnie papierosa i ruchem zaaferowanej księżniczki, z miną urzędniczki państwowej, która właśnie menopauzę przechodzi, rzuca tego papierosa na chodnik, między mokre liście i tym swoim białym obcasem białego kozaczka, przygniata, żeby dogasić. Już mi się za różowo zrobiło przed oczyma, więc wzrok odwracam, a blondi-bejbe z maciupkiej torebeczki w cekinki, ptasie piórka i inne dziwne ozdóbeczki (?) telefonik wyciąga, z jakimś dziwnym bryloczkiem który przyczepiony do pink telefoniku zwisa jeszcze trzy metry w dół i tymi swoimi szponami w różowy wzorek, którymi mogłaby pewnie tapety zrywać, jako tapetozrywarka w firmie budowlanej, głośno westchnąwszy próbuje wystukać jakimś numer. I, o zgrozo, odzywa się na głos i ja już nie jestem w stanie się opierać jakoś przyzwoicie o ten przystanek, więc prostuje się i odchodzę kawałek dalej, żeby śmiechem nie parsknąć.
-Ej, no heloooł? Ja tutaj czekam…?, poprawia tymi szponami w różowy wzorek blondi-bejbe swoją blondi-czuprynę i moim oczom (bo w dalszym ciągu obserwowałem ukradkiem to zjawisko przyprzystankowe), ukazało się różowe pasemko.
– Ej noooo, chyba żartujesz … Heloooł?
Rozłączyła się i nerwowo zaczeła przeszukiwać swoją torebunię, klnąć przy tym soczystym różowym pod nosem.
A ja mam myśli mordercze, wyciągam swój telefon i podchodzę. Trzy ciosy w twarz z górnego kantu telefonu, potem chwyt za włosy i o drewnianę ławkę przystanku ze dwa razy, potem ściągam jej tego białego kozaczka i obcasem wydłubuje z pomarańczowo-pomarszczonej twarzy lewe oko, krzycząc w jakimś amoku „Gdzie wy się takie rodzicie?! Kto was robi?!”. Ocknąłem się. Różowa blondi-bejbe odpala papierosa, a ja na szczęście właśnie wsiadam do swojego autobusu i ostatnie co widzę, to jak blondi-bejbe sprawdza w małym lusterku czy jej się dwudziestokilogramowy makijaż nie pogniótł i czy aby różowe pasemko na pewno odpowiednio widać. Nie lubię takich kobiet – choć słowo „nie lubię” to chyba za mało.

♪♫ Michał Jelonek- BaRock

Animal Pro

Krótko.
Dziś w asyście koni, ich zapachu, stajennych, stajennych kotów i ich misek z mlekiem.
I chorych dzieci, które przytulając się do koni budzą uśmiech.
Dobry dzień, pozytywny – właśnie takie sprawiają, że moja wiara w człowieka rośnie.
Pozdrawiam!

Beata

Ręce rozkładam – zamiast ust.
Ślady wieczoru zabieram do torebki kilku chwil i zapinam agrafką z szuflady pełnej ciebie.
Patrzysz jak szalony.
Z przyklejoną blizną nad lewym okiem i mną – na papierowym ciele.
Papieros.
Zaznaczam obecność dymem we włosach.
I w popielniczce nasiąkam burzą twoich oczu.
Dogaszam.
W imię syna.
Tego co zmarł patrząc jak długo.
Podchodzę – smugą tej ciszy co wcześniej.
Co teraz. co wtedy.
Nachylam się bielą i szept kładę na usta.
Śpisz. znowu.
Upycham twój zapach do nie-istnienia.
Napawam się nie-istnieniem bliskości.
Dopijam smak nocy – raz jeszcze, w filiżance czekania.
Papieros.
Dogaszam.
W imię ducha.
I patrzysz na mnie jak bóg, kiedy co wieczór wychodzę.

O świecie, kawie i dupie

Świat nie kręci się wokół mojej dupy, a jedynie dupa wokół świata i zachaczając o jego kanciaste brzegi tlucze się uroczyście.
Myślę sobie o soczystości tego wszystkiego, masohistyczne podejście do pewnych spraw myśleniowych bywa bardzo przyjemne, w moim przypadku porównywalne do kubka porannej kawy, który to umila mi wybudzanie się z nocnego omdlenia.
Jest druga w nocy.
Jestem skurwysynem, owszem.
Czarnoksiężnikiem, który za sprawą kilku słów sprawia znikanie i co?
I czuję przejmującą obojętność i chłód -oczywiście, że mi z tym dziwnie, wszystko działa w schemacie ogólnej świadomości,
ale świadomość tego stanu jest na tyle osadzona w niewiadomej,
że nawet nie próbuję tego zrozumieć. Nie potrafię.
Czasami nie dokańczam pewnych zdjęć, leżą sobie obrobione w przysłowiowej szufladzie niedotykane z racji przepełnienia szuflady innymi zdjęciami -i tak naprawdę wszystkie można nazwać bieżącymi.
Czasami zapominam o tych pierwszych.
Dlaczego?
Wyobrażam sobie, że to właśnie ja przesiaduję w fotelu na dachu, podczas gdy okolica tej przestrzeni jest zalana wodą.
Nie potrafię oddychać jednym człowiekiem, ciągle potrzebuję nowych, i takich samych jak ja.
Dlaczego?
Podobno egosita egoistę zawsze zrozumie.
Choć będzie starał się to zrozumienie po swojej stronie przytrzymać.
Oglądam filmy o sobie, o schematycznych samotnikach zamkniętych w czterech ścianach swojego umysłu, swojej przesyconej fantazji i nabrzmiałcyh, różnych podobnych, układających się w ciągłą samotność na własne życzenie wśród tłumu ludzi i dochodzę do wniosku, że musi stać się COŚ, abym i ja powieki ciut wyżej podniósł i w końcu zobaczył i przestał traktować ludzi, jak nie człowiek czasami.
W całych tych czarach to zazwyczaj ja znikam, jakoś po cichu, tylnymi drzwiami, często ściągając buty, żeby nikt oddalających się kroków nie usłyszał.
Nie, to nie jest odpowiedź.

Miasto mi się pali !

A z racji tego, że pali się dosyć intensywnie – postanowiłem jutro wyjechać.
Do dziewczynki z kurami, rozpadających się schodów na strych i polnej ciszy.

Muzeum w moim mieście wystawia prace mojego autorstwa.

Kubek mleka

Betonowe plastry łatają panowie w żarówiastych kamizelkach, spoceni.
Spaceruję więc w stronę przystanku, spaceruję cmentarzem wojskowym, na środku którego anioł kamienny na mnie kamiennym wyrazem twarzy (oczu) patrzy. Można tak? Milczymy oboje, zasłuchani w szumy.
W autobusie czuję się jak ziemniaki. Kierowca jedzie uśmiechnięty.
Wieczorem ulubionej Osiedlowej Pijaczce zostawiam drobne pieniądze na czerowne wino i papierosy.
Ulubiona Osiedlowa Pijaczka zawsze umalowana szminką w najmniej odpowiednim miejscu (i kolorze) siedzi na ławeczce nieopodal sklepu i krzyczy „skurwysyny!”

(…)Lubię wieczory. Wypijam mleko, kawę, herbatę i wciągam kreskę.
Wyobrażam sobie, kreślę, podkreślam. Mam duże oczy.
Mam wrażenie, że umrę za jakiś czas. Albo pojutrze.

Melatonina

Nieprawda jest kojąca.
W nocy wstaje i pytam wszystkich wokół, czy to była na pewno trójka dzieci, zjadam banany z lodówki i siedzę potem przez chwilę na brzegu łóżka kontemplując swoją lewą dłoń.
I wracam tuż przed wubuchem swojej głowy, mnie świadomy, z podrapanymi plecami.
Dziwna dziewczyna dostaje mandat w naszym autobusie, patrząc na Nią – czuję się jakbym pił herbatę w przeciągu.
Dziwna Dziewczyna równie Dziwnie Mówi.

Siedzi we mnie niesamowity spokój. I brak uśmiechu. I dużo bieli. I pianista bez rąk.

Pośpiechy

Uczucie niesamowitości następuje tuż po tym, jak Sylwia zaczyna śpiewać. Panuje Chaos.

Dziwną Dziewczynę widzę codziennie w autobusie, ma niebieskie oczy.
Dziwna Dziewczyna często patrzy w lustro, jakby oczekiwała, że znajdzie tam kogoś innego niż tylko siebie.
Strach, który jej towarzyszy pozwala mi snuć historię ubraną w zielony pokój, drewniane krzesło i nożyczki.
Staram się wpatrywać w Nią tak długo, aż na mnie spojrzy – uśmiecham się, a Dziwna Dziewczyna nerwowo odwraca wzrok, potem wraca i udając, że wcale na mnie nie patrzy, szuka czegoś w torebce.
Czasami czyta książkę i też się uśmiecha. Do sufitu, albo do lustra właśnie.
Bywa, że towarzyszy jej Dziwny Chłopak, milczący i nieobecny. Trzymają się za ręce, i Dziwna Dziewczyna wodzi wtedy zlęknionym spojrzeniem po autobusie, jakby bała się, że ktoś ją potępia za tego Dziwnego Chłopaka.
Sam nie wiem.
Jest niesamowicie ciekawa.
Jestem pewny, że kiedyś Ją sfotografuję.

Ince

Śnisz.
Choć tak naprawdę nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy.
Wiem, że było bardzo realnie, powinienem pamiętać.

W transie jest Natalia, w transie i w brzydkiej sukience przegląda kwiaty w Twoich włosach, pokazując myśli.
Myślisz mi się powłóczyście, napełniając czas swoją nieobecnością, nie poznaję ludzi. Jesteś.
Jesteś cichy, jak ja.

Dziewięć godzin, pół godziny, szklane oczy Angeliki, truchlejącość, martwość, podniecenie. Wyobraźnia.
Wiem, że w końcu się uda i powrócę ciut inny, łatwiejszy do odczytania.
Mentalne samobójstwo w chaosie ciasnych ulic.
Skurwysyństwo ramieniowe, podskórnie tocząca się krew buzuje, pęka głowa, ze środka wylatują ptaki.
Nie dzieje się nic, czułości i brzydkość. I chaos opętał moje wszystko. Nakładam się zielonym kolorem w świat.
Milczę.

Istoty

Wszędzie widać człowieka. I nawet jeśli nie do końca fizycznie to zawsze jakąś jego część. Rejestruję to.

Niebieskość

Ty masz w sobie małego boga, ubranego w pomarańczowe rajstopy, buty na obcasie i biały gorset.
Ja mam w sobie idotę, nagiego w słowa, czyny i dziwne obrazy. Razem jesteśmy świętością.

Przez chwilę panuje relaks, potem wchodzę na rozłożyste drzewo, całym sobą czując jego fakturę pod palcami i zapachy unoszące się ku słońcu. Jest przestrzeń, białe niebo bezchmurne rozciągnięte w ciszę. Teraz pada deszcz.
Jest ten pisk, ciężkość i głosy krzyczące w nieznanymi mi języku. Udało się, myślę. Nie bój się, Piotrze – jesteśmy razem. Wyciągniętą dłoń złapałem na bezdechu, podciągam się na spojrzeniu tego największego, co tak wrogo patrzy. Czas pobiegł jakoś inaczej.
Budzę się

Snickers

Cześć!
Mam na imię Snickers i zdiagnozowano u mnie ADHD.
Lubię szczekać w najmniej odpowiednich momentach, dlatego mówi się też, że jestem schizofrenikiem.

Maurycy ;)

Ulicznie jest. Tak bardzo, że jutro powstaję o szóstej rano i wybywam w miasto umiłowane. Z aparatem, rzecz jasna.

Mówienie Światu

Macie swój syf? Bajzel? Pokojowy burdel w sercu, na twarzy i między palcami?

Z rana najbardziej lubię seledynowość drzewa rozłożonego za oknem, ścieżkę chodnikową w kolorze zimnego betonu i ptaki krzyczące nad głową. Jakie są koty?

Formy organiczne

Szybki spacer po oksywskich plażach owocuje spokojem i chwilową duchową stablizacją – spożywanie form organicznych, wyłącza myślenie, analizowanie szerokiego wachlarza ludzkiej głupoty, która tłumnie ostatnio występują w moim otoczeniu.

MotoVaria!

Zapomniałem się.
Zasiedziałem na brzegu swoich imaginacji, swojej nieochoty i niebycia odstawianego z odpowiednią sobie subtelną spektakularnością.
Robię nic, popijam czerwoną herbatą, wydłubuję z resztek swojego wnętrza myśli i myśli mi się sypią namiętnie.
Otwiera mnie stara Grażyna, ze staro zwisającymi szarymi włosami, starą twarzą i chudością swoją, też starą.
Ja przechylam czasami głowę w lewo i robię się niewidzialny, nie ma mnie. Grażyna otwiera moją podświadomość, moje czakry wewnętrznie spięte rodzierając je jak poranny chleb nad stołem, mówi o sekrecie, o tym, że jak przebiegnie drogę czarnemu kotu to zawsze znajduje pieniądze. Masz miłość. (Ja nie mam kota.)

Marynarz

Po tym człowieku zostaje zupełnie niewiele.
Kilka służbowych legitymacji, drewniany krzyż i pudełko po czekoladkach pełne starych zdjęć.
Przed ich wyrzuceniem udaje mi się uratować kilka sztuk – nie lubię jak ludzie wyrzucają zdjęcia.

Dziwny jesteś

Wielorakość tego świata polega w tej chwili na niczym, nudne wypijanie czerwonej herbaty z plasterkiem słodkiej pomarańczy towarzyszyło fragmentowo martwym chmurom, rozpiętym w bladoniebieskość.
Mój świat też jest dziwny.

Lomo – daj dziecku zabawkę!

Spontanicznie nieokiełznane niechlujstwo. Nazywasz się szeptem, krzykiem i potem niczym.
Za zimno jest, palce marzną w rękawiczkach, stopy w butach, serca w piersiach.

Fish-eye smakuje mi wyśmienicie.

Vilia

Jakiś czas temu w moje objęcia padł aparat fotograficzny, analogowy o nazwie Vilia.
Tak więc po zakupieniu taniej kliszy i wypstrykaniu jej celem sprawdzenia jak, co i czy korpsuik na pewno szczelny i czy nic się nie tenteguje w środku, nie prześwietla i w ogóle – wywołałem.
Jakość zdjęć zmiażdżyła mi nerki – tak więc poszukuję dawcy!
Skany wywołanych zdjęć pozostawiają trochę do życzenia – ale i tak jest fajnie.
Także ten .. druga klisza już wepchnięta w aparat :)

Migawkowo

W taką pogodę jak dziś (czyt. zimno, zimno i bardzo zimno) niezwykle sympatyczną rzeczą jest popijanie gorącej herbaty z wielkiego kubka i zatapianie się w fotografie z folderu o nazwie „Urlop 2010” gdzie to słońce uprzejamniało prawie każdy dzień. Na zdjęciach Chociński Młyn, osada leśna z mnóstwem wiejsko-fotograficznie-fotogenicznych smaczkach układających się we wszech-patynę. Stary dworek, który pełnił kiedyś funkcję czegoś na kształt domu dziecka, następnie leśniczówki – w przyszłości blizej jeszcze nieokreślony ośrodek muzealny. Zdjęcia z końca sierpnia.

Cieplej

Zmieniasz się, mówisz.
A my wracając w szare rzeczywistości rozpięte w oknie, powtarzamy głośno że tak tak naprawdę wszystko nam się śniło. I, że jesteśmy nieprawdziwi, i drżymy pod kołdrą z tego zimna i strachu, oddychamy na pewno. Walk, walk … passion.

/Wernisażowo.

Dzięki wszystkim!

W Porcie

… Pomylony zostaję z dziennikarzem telewizji TVN, rzekomo szukającej kolejnej afery spożywczej.
Musielibyście ujrzeć przerażone miny wszelkich prezesów na widok mojego aparatu, bezcenna rzecz :)

Wyspa Sobieszewska

(…)Pokaż mi swój brzuch! Ciśnie się na usta, pocałunki pochowane w kącie, niehoryzont.
Czekam na czas, aż usiądzie tuż obok i szeptem do ucha poopowiada o tym wszystkim na co czekam.

Niedzielne plażowanie na Wyspie Sobieszewskiej.

Granatowy

Bonifacy Grzbiet.
Statystyczny polak w połowie posiadający cycki na plecach, a w połowie nie posiadający też niczego. Zadziwiające ślinotoki, lemoniada w szklanakch poszczerbionych i ostrzypu wydopcianie (wydopcił Ci się). Pewna blondynka do innej pewnej blondynki subtelnie drżąc na ciele pyta dlaczego ta wydzielina z odbytu jest taka słodka (lwowska wersja: Ta wydzielina taka slodka.) Kurewskie spożywanie herbat pośród luźno zaczesanego drobiu ułożonego rzędem jak do ścięcia siekerami codzienności, mój miły i chowamy się przed deszczem za drewnem już ciut mniej równo ułożonym. Niezrozumienie w oczach, pod powiekami coś (skąd wiesz, że słodka?), rozpychasz się łokciami jak stara kurwa pod mięsnym z okazji poniedziałku. Grzecznie.
Bonifacy Grzbiet nosił okulary, czesał się na dwa boki i przygarbiony chodził, i kulał i w kieszeni zawsze miał kulki analne z podrabianej skóry łabędzia. Bo wszak posiadanie w połowie niczego bardzo dużo zmienia w tej kwestii z dupy, żeby nie powiedzieć z odbytu znów – kręci się świat. Za dużo niczego, dwa dni wolnego, pierdolę pod nosem, uchem i za plecami czasami Matki Boskiej PółRozepchniętej, wielokrotnie przekładam się, przekręcam ochoczo wypinając … buzię do resztek słońca, granatowego co to prawie czarne. I nie palmy już tyle, do kurwy nędzy. Bonifacy miał w oku długopis, amfetaminę i jej koleżanki.

„Jesteśmy piękną katastrofą.”

Czytam z Ciebie. Po cichu, tak żebyś nie wiedziała.

Wieczorem otwieram mosiężne drzwi, nonszalancko wydmuchując papierosowy dym z ust mam wrażenie, że Katarzynę jeszcze kiedyś spotkam. Że opowie mi potem o tym chłopaku co z Nim w łóżku przez pomyłkę wylądowała, że razem w mieszkaniu Sylwii wypijemy pierwsze wspólne kawy, herbaty i inne.
(Wszystko jest takie ciasne, brudne, niekolorowe…)
To był ten jeden raz, raz który powinienem teraz wyrzucić z głowy, bo zaczyna się od „a gdyby…”.
Któregoś dnia parę miesięcy później poznaję Katarzynę, w jednym łóżku oglądamy film o miłości szeroko pojętej w stan błogiej, ludzkiej głupoty. Na fotelu obok siedzi Kobieta w wieczornym makijażu, z dwoma kotami i uśmiechem. Sylwia wtedy zrozumiała najmniej, ale dzięki Niej okazało się, że Ty też. I, że pochłonięci przez ten kurewsko odległy mi świat, jesteście rodzeństwem. Dziwny jest ten świat, myślę wtedy. I taki cholernie mały.
I teraz wtapiam się w Twoje strony o niczym próbując wyłowić cokolwiek, co by mi pomogło zapomnieć o tym wszystkim. Jakie to bezsensu, czytać co jakiś czas to samo – przecież nawet już nie piszesz.
Brudne szklanki, podłoga, czerwone zasłony, obrazy Dali, poranna cisza układająca się na rogu łóżka niczym te dwa koty Kobiety. Może gdybym nie wydmuchiwał tego dymu? Albo zszedł schodami w dół, usiadł na tych wypolerowanych foteliskach i przestał spijać trunki z amfetaminą w środku? Ubierał mniej niebieskie koszulki, miał mniej zielone oczy, czy coś tam? Dasz radę? Tyle chciałbym napisać …

Od kilku dni rejestruje ludzi, staram się zapamiętywać ich twarze, obcość i chłód.
W szarej rzeczywistości tkwimy. Wlokąc się bez celu, bez wyrazu, bez nadzieji, bez niczego.
Śniło mi się, że popełniłaś samobójstwo.
Niszczę się.

„Ożywają w nocy. Wtedy też lepiej widzą, w dzień noszą ciemne okulary w brzydkich, złotych oprawkach z targu…”

Mucho-karłątek

(Mam dosyć ciągłości tych przypadków tkwiących w człowieku. Wolałbym być czasownikiem i działać konstruktywniej niż dotychczas. Nie potrafię zebrać się w sobie, nie mam motywacji – wszak dni wydają się być takie same, identyczne.)

Co się dzieje, kiedy wypalasz się mentalnie? Kiedy czas wydaje Ci się osowiały, kiedy Dni przytłumione w sposób namacalny w żaden sposób nie potrafią rozjaśnić tej deliaktnej poświaty beznadzieji, w której tkwisz czas jakiś? Kiedy codzienne dzielenie wspólnego uśmiechu, ciszy i chleba przestaje być satysfakcjonujące? Szukam sposobu na tą szeroko pojętą dziwność, lekarstwa szukam.
Myślę, że mógłbym być szaleńcem tnącym własne powietrze, wyimaginowanym WszeArtystą, który przy okazji poniedziałkowo popłudniowej herbaty, rozsiadłby się w śmietanowych kryzach wokół szyi i zagapiał niemo na drzewa, ich szum i zieleń. I niebo. I te świezo co urodzone koty z kropalmi mleka na wąsach.
Myślę, że słyszałbym głosy, szeptem rozpięte w Twoje usta, widziałbym blade twarze pokryte piegami i widziałbym to wszystko czego na codzień zwykły człowiek mógłby się wstydzić.
Duży będę od jutra, dziś jeszcze zasnę z marzeniami pod kwiatową kołdrą. Mów do mnie tak …

(…) „Tato… Wojtek powiedział, że to nie moja wina”. Las rąk z białym paznokciami pieścił moje włosy. Pachniało karmelem. „Tato, to przez Piotra… on też kochał księżniczkę. Tak, wiem… Była chora…”. Przyjemna fala gorąca wylała się z potłuczonych butelek. I tyle bladych dzieci. Tyle spojrzeń przytulonych do mojego pępka. Pachniało karmelem… „Ty byłeś? Prawda? Istaniałeś? „Światło w każdym ziarenku bladoczerwonego piasku. Pocałunek. Milczenie. Pożądanie… „To tutaj? Jest tu Ania? a jej córeczka?”. Serce w świecie. Drzwi życia zamykały się skrzypiąc. Piękny. Piękny ja. „To ja? Tato? To ja?”. Płacz w zapach błękitnej poświaty. Jak pachnie cisza? Gdy ktoś umiera? Truskawki… strach układany zimnym wiatrem.
„Tato!!! Ja śnię, prawda? Piotrek wróci? Wiem, że wróci. Wiem! To tylko sen…”
Poczułem szarpnięcie w okolicach serca.
Poczułem, że bije.
W głowie dudniło takie nieznosne pik… pik… pik…
Rozmazane szepty w tle białych ścian i ten jeden nasycony jakąś nieopisaną ulgą…
– Będzie żył… –

Bąble i bąbelki

Ha!
Mam bąbelki na plecach, takie różowiutkie i kurewsko bolące. Czuję, że jak się ruszam to gniotą mi się plecy sposobem wrzuconej do szafy bylejak koszuli na specjalne okazje. Mam nadzieję, że etap złażenia skóry plecowej nastąpi jak najszybciej, ponieważ przeleżenie całej nocy na brzuchu nie należy do przyjemności – tak myślę.
Generalnie siedmiogodzinne gnicie na czarnobiałym kocu, w pełnym słońcu przy mojej jasnej karnacji nie było najlepszym pomysłem – ale co zrobić, dobrze mi się leżało po prostu więc wszystko mam na własne życzenie. Cierpimy zatem. Ja i moja skóra.

Zmysły

Smokas-Zdobywca.

/Poparzonym słonecznie. Nie zdarzyło mi się jeszcze tak opalić nóg, żeby potem nie móc chodzić. Masakra.

Ja

(Przynudzanie.)

Za dużo śpię, za dużo palę, za dużo kawy piję, za dużo myślę i analizuję. Wszystkiego za dużo.

Dzień

(Niekontrolowane szumy) Deszcz, wiosenne burze rozpięte w niebie granatowym guzikiem.

Wymyślam sobie ludzi, tworzę w głowie każdą literę naszych rozmów i trwam w fałszywym przeświadczeniu, że samo się wszystko zrobi. Generalnie nie ma siły, jest tona prac zaliczeniowych, foldery ze zdjęciami i egzaminy zawodowe. I chęci też nie ma.

Kocie

Siąpią deszcze różnorakie i gdyby deszcze były ciepło wiosenne to nie miałbym nic na przeciw.

Szarości

I wszystko mi pachnie na zasadzie bezzasadności.Szarości…
Teatralny Proces, tysiące kubeczków kawy i piątkowy pociąg bezprzedziałowy.
Mimowolne poszukiwania przypadkowości w ludziach, zmarszczek na twarzy i ciasnych kadrów ułożonych w czerwone cegły, poniszczone deski i inne. Ślamazarność poranków, romantyczne filmy i pudełko lodów na śniadanie. Muzyka. Popołudniowe spacery nad skute w lód morze i historia wielkich oczu.
Torby pełne kwiatów i przestrzenie, palce uwieszone na tylnich kieszeniach – kiedy świeci słońce w powietrzu czuć wiosnę. Parapetowe koty i różne inne.

Nierealnie

Stwórz przedmiot/obiekt/coś który potem w studio będziemy zamieniać na katalogowe zdjęcia. No to Gizela w wersji 2.0.

Geo

Przy pierwszej skrytce towarzyszyło mi całe mnóstwo pozytywnych emocji.
Przy drugiej miałem niepowtarzalną okazję pomoczyć stopy, prawie nie oddychać z racji małej ilości tlenu, zedrzeć logo z plecaka i walnąć się kilka razy w głowę. Po za tym nie czuję dolnych kończyn, pozycja nogi-zgięte-w-pół-tułów-prostopadły-do-wyżej-wymienionych nie jest najwygodnieszją pozycją do przejścia trzech kilometrów w gdyńskich kanałach. Zaintrygowanych odsyłam TU.

Gdziekolwiek

Polska, oficjalnie Rzeczpospolita Polska – państwo położone w Europie Środkowej nad Morzem Bałtyckim. Graniczy z Niemcami (na zachodzie), Czechami i Słowacją (na południu), Ukrainą i Białorusią (na wschodzie), na północnym wschodzie z Litwą oraz na północy z Rosją (obwód kaliningradzki). Ponadto polska granica wyłącznej strefy ekonomicznej na Bałtyku graniczy ze strefami Danii i Szwecji. Pod względem powierzchni zajmuje 68. miejsce na świecie i dziewiąte w Europie. Pod względem zaludnienia zajmuje 33. miejsce na świecie. Kraj jest podzielony na 16 województw, które dzielą się na powiaty i gminy. Za umowną datę założenia państwa polskiego jest często przyjmowany rok 966, kiedy władca Mieszko I przyjął chrześcijaństwo. Polska stała się królestwem w roku 1025, a w 1569 zawiązała unię z Litwą. Przez większą część swojej historii Rzeczpospolita Polska była państwem niepodległym, wieloetnicznym i wielowyznaniowym. Państwo przetrwało do roku 1795, kiedy terytorium zostało podzielone pomiędzy trzech zaborców: Królestwo Prus, Imperium Rosyjskie i Austrię (tzw. rozbiory Polski). Polska odzyskała niepodległość w 1918 po pierwszej wojnie światowej. Podczas II wojny światowej kraj był okupowany przez hitlerowskie Niemcy i Związek Radziecki. Liczbę ofiar wojny szacuje się na ponad 6 milionów obywateli Polski. Po wojnie Polska stała się republiką socjalistyczną pod silnym wpływem ZSRR. W 1989 nastąpiła zmiana ustroju politycznego na demokrację parlamentarną i gospodarczego na kapitalizm. Polska jest członkiem m.in. Unii Europejskiej, NATO, ONZ, OECD, WTO.

Wyciągnąć się wygodnie w pozycji leżącej i patrząc na gwiazdy analizować wszystkie marzenia, które w końcu można spełnić. Duchowy przewodnik milczy, naczynia rozpadają się w zlewie, za oknem jest zimno i zasypiając słyszę wycie tych wilków ułożonych stereofonicznie w odtwarzaczu.

Mów do mnie po przecinku …

Uczę się patrzeć na śpiące miasto, na skrawkowość ciemności wychylającej łeb zza pobliskiego domu.
(Wściekłe narządy mowy, ręcę, kręgosłup wyginający się w łuk Twoich brwi. Flegmatyczność.)
Obrazy z głowy. Nic więcej.

Ten stan

Pragnę poinformować wszystkich, że nie jestem chory psychicznie, nie biorę narkotyków i pijam alkohol tylko okazjonalnie. Że pozostaję w pełni władz fizycznych, umysłowych i wszelkich jakie mogą istnieć, a o jakich mogę nie wspomnieć z racji stanu radości, który mnie złapał i przy którym zwyczajnie w świecie mogę o niektórych nie pamiętać. W moim przypadku podniecenie rodzi chaos, słowa mi się przestawiają i przygryzam wargi jak przed pierwszym dniem w przedszkolu. Bo nie wiem jak napisać.

Po nocnej zmianie przebudzam się o szesnastej i leżę gapiąc się w sufit. Tworzę sobie obrazy, po chwili wyciągam zeszyt i zapisuję wszystkie pomysły na zdjęcia. Włącza się budzik w telefonie, zawsze nastawiam ich ze dwadzieścia, żeby dobudzić się konkretnie, umysłowo i tak dalej. Wstaję, włączam komputer i nastawiam wodę na kawę w zielonej filiżance, do której wracam jak zbliżają mi się dni wolne od wszelkich obowiązków. Ziewam. Za oknem ciepło, ktoś skosił trawę nie dawno i wszędzie pachnie takim jakby „dopiero latem”. Zaglądam na wasze strony, odpalam papierosa i wczytuję się w słowa. Opieram się łokciem o półkę z klawiaturą i przeglądam później jakieś mniej istotne rzeczy, robi się nudno. Prawie siedemnasta. Nie wiele się zastanawiając wracam do łóżka, żeby zregenerować siły przed ostatnią nocną zmianą w pracy. Potem urlop.
Zasypiam.
Śni mi się, że idę wzdłuż bardzo długiego bloku jakich pełno w moim mieście. Że idę i piszę sms’a Małgorzacie, że zaraz będę w umówionym miejscu. I wtedy się zaczyna. Małgorzata jest w tej szarej sukience, podbiegamy do siebie jak w tych łzawych filmach, i kiedy chce się do Niej przytulić ona śmiejąc się ściąga mi z czapki nitkę pajęczyny, na której kołysze się mały pajączek. Uświadamiam sobie, że to sen. Któryś raz w życiu mi się to zdarza, żeby w pełni być świadomym, że moje ciało śpi a umysł gdzieś krąży. To uczucie jest niesamowite. Zaczynam się unosić i ogarnia mnie taka euforia, że prawie krzyczę. I wiem, że przecież śpię.
I naglę odczuwam swoją fizyczność, swoje ciało które leży na łózku, w zielonym pokoju i wiem, że mam teraz ogromną szansę spróbować wyjść z Niego. Jakkolwiek to brzmi, po prostu poczułem jak przekręcam się wokoł własnej osi. Towarzyszył temu dźwięk jakby zdartej płyty gramofonowej, i straszne drgawki jakbym wił się po całym łóźku, trząsł i tak dalej. Poczułem fizycznie swoje serce, dwie komory i dwa przedsionki, było śliskie, ciepłe – no, kurwa, coś niesamowitego. I zupełnie już nie czująć ciała fizycznego, czułem jak płynę sobie w powietrzu po pokoju. Pojawia się strach, że umieram – ostrzegali przed nim Monroe i Darek. Nie trzeba się bać. Chce się obudzić, wrócić do ciała więc z całą swoją siłą otwartą dłonią uderzam się w uda. Otwierając oczy widzę ciemność i sierp księżyca.Potem się budzę. Wszystko trwało może, ze trzy minuty.

Zdaję sobie sprawę z chaotyczności tych słów, z tego, że niektórzy z was wezmą mnie za idiotę, wariata, psychola i kogoś jeszcze. Zjawiskiem OOBE zainteresowałem się kilka miesięcy temu i dążąc do tego stanu, miewałem chwile zwątpienia, rozczarowania i rozgoryczenia. Nie było takiego motorka napędowego, aby móc działać z myślą, że to przyniesie efekty. I w końcu się udało. Mam świadomość, że TAM to coś więcej, bardziej, mocniej i intensywnej. Nie sposób jest opisać uczucia, jakie towarzyszyły mi w tym czasie. To coś nieprzeciętnie cudownego, nieziemskiego i wspaniałego.

Krzesło

Dziewczyna ubrana na czarno, kręcone włosy, piegowata – rozmawia przez telefon, poprawia torebkę na chudym ramieniu, wkłada rękę do kieszeni. Zapisuję obrazy w głowie. Inny wymiar świadomości, rozglądam się częściej, analizuję, poprawiam w głowie, przerysowuję, dopatruję się w każdym „A może…”. Żadnego wymuszenia chwili, wszystko dzieje się samo.

Where are you?

Słowa zawinęły mi się w węzeł i nie potrafię z Tobą rozmawiać.
Jest żałośnie, i nie lubię tego stanu, ale nie mam żadnej siły napędowej, żeby to zmienić. Za każdym razem kiedy pojawia się jakaś mała chęć, pojawia się też myśl, iż za jakiś czas będzie tak samo. Bezpłciowo czy jakoś tak. Nie ważne …

Koty

Obudziła mnie chęć wypicia kawy. Trzecia pięćdziesiąt osiem. Za uchylonym oknem szalaje wiatr. Miasto wydaje się spać.

Poprostość.
/Lepisz mi się do dłoni, ustami balony z porzeczkowej gumy do żucia i ograniczanie swoistości ciszy. Zasłucham się./

Od dwóch dni jest gorzej. Odzywa się gardło, tajemniczo powstający katar doprowadza do subtelengo szału, ręce nie mieszczą się w kieszeniach. Ósmego sierpnia Ich ślub.
Odzywa się we mnie współczucie, napuchnięcie uczuć gdzie kulminacyjnym momentem będzie wyziew płaczliwy, mokra siatkówka oka i górne rzęsy zlepione z dolnymi.
Dni wyglądają tak samo, ubrane z samego rana w kubki z kawą, bose stopy układające się w skrzyżowanie dotyków (Chyba nie jestem) i półsuche palce błądzące po czarnej klawiaturze. Nudzę się.

Swoje Kosmosy

(Chaos jest gdzieś na pewno rozkładając nogi czeka na spektakularne wejście pospolitych kurw nie umiejących nawet przeżegnać się w imię ojca syna i świadomości bo ducha świętego nie ma przecież i nigdy nie było)

Zostawię Sieć, pójdę nad Wodę, i złożywszy ręce w modlitwę za spokój całej nierzeczywistości WszechŚwiata Swojego oddam się słonym kroplom we włosach, na wargach i ramionach. Przeguby mojego miasta pełne są słońca, pomarańczowych oddechów i czerwonych truskawek. Napełniam się tym chaosem ulicznym, opierając się o chłodny metal Twoich oczu, odbijasz mi się w kałużach Kosmosu i pytasz o ten kilkudniowy syf w mieszkaniu, artystyczny nieład mojej twarzy i trzepoczące rzęsy niemych ptaków.
Czytam z tego światła.

Kici Kici / Walcz!

Tępe bóle głowy zagłuszam kolejnymi kawami, rozmowy mi się nie kleją, chmury są fotogeniczne i Wioleta opowiada o swoim romansie z Tym Murzynem.
(Nie zaprzeczam.)
Chcąc zmienić Formę Całości staczam się w te świetliki w ciemności wypatrując Twarzy, co mają uśmiechać, potem następuje wyrwanie i rozmawiam z ludźmi o dupie-marynie w przyciasnej sukience w kwiaty, bo lato przecież. Pan Monroe uzależnia, nie tyle słowem co historią nim napisaną. Zeszyty w kratkę zapełniam niebieskiem długopisem tuż po otworzeniu oczu, ucząc się pamięci w pochmurne poranki. Nie ma sensu, jest splot czerwonych szminek, dziewczyn, włosów i kotów z długimi ogonami. Jest Chaos, podskórnie toczący krew w zakamarki ciała.

Mucho moja!

Sobie.
Na rowerze, w autobusie i między drzewami szukając inspiracji na nową serię, która zawiśnie w mieście na K. Przypadkiem natrafiam na piękne uśmiechy, na subtelnie słodką głupotę i zieloną zapalniczkę w kieszeni, którą odpalam papierosy.
Spożywanie Sutter Home na plaży, piasek w podwiniętych nogawkach i czarny las po dwudziestej trzeciej – nie martwię się, jakoś nie odczuwam tej potrzeby.
Co u mnie słychać? Słychać Morze – najbardziej.

Nowe Zabawki

Nowa zabawka drażni mnie z częstotliwością latającego koło dupy komara.
Kupiłem Adapter Odwrotnego Mocowania służący mniej więcej jak obiektywy makro, a przy tym tysiąc razy tańszy.
I co?
I się okazało, że matryca posiada mikroskopijne syfki niewidoczne gołym okiem. Więc walczę zawzięcie z niewidocznymi syfkami – płynem Hamy, gruszką i pędzelkiem – a małe skurwysynki dalej tam siedzą!
I bądź tu człowieku spokojny :)

Świszczę sobie

Jestem Hipochondrykiem.
Z bolącym gardłem idę do lekarza przekonany, nie mając jeszcze wyników o złośliwości swojego wyciętego guza, że najpewniej mam już przerzuty i został mi miesiąc życia. Gdzieś w poczekalni łapią mnie ostre ataki kaszlu, wszystkie siedzące naokoło babcie znikają, chowając się za zakrętem korytarza. Najodważniejsza z nich, wystawia głowę zza ściany i chowając usta za chusteczką, dopytuje czy ja aby na pewno jako drugi na dziewiątą wchodzę i żebym karteczkę z rejestracji pokazał (Chryste..)

Czasowo

Brzegiem niebieskiej filiżanki, pogwizdując i patrząc w kosmos.
Ten rozrywający ból w płucach i palące gardło doprowadzają mnie do szału. Szał jest subtelny, bo nie mam za duzo siły, żeby ten szał uprawiać intensywniej niż bym chciał. To cudowne uczucie przeziębiać się co tydzień, z bólu głowy nie widzieć na oczy i dotykając skóry na przedramieniu dochodzić do wniosku, że chyba się rozpadam i leżę fragmentowo w dywanie szukając nogi i ręki. (Młynku kawowy..)
Śniły mi się włosy Damiana, tego dwulatka Katarzyny, który po wejściu do mojego mieszkania bawi się telewizorem i wszystkimi niepochodnymi, ułożonymi chociażby w rządek małych kolorowych świec.

Różności

To czas przygód.
Magiczny czas i przełomowy jednocześnie.
Wiele może się teraz zmienić.
Warto posłuchać głosu intuicji i iść dalej, chwytać każdą chwilę życia.

Ostatnia potężna kolacja, od jutra Petronla jest na magicznej diecie, dzięki której jej organizm stanie na nogi. Uroczyście przysiega pić tylko czarna kawę z jedną łyżeczka cukru, na obiad jeść tylko sałatę z oliwą, a kolacji w ogóle. Już sobie wyobrażam, jak przeistoczona w wychudzoną blondynkę, zamawia w restauracji sałatkę i szklankę wody pytając ile kalorii jest w tym ciepłym powietrzu pompowanym przez klimatyzację.

Herbata / Filiżanki

„Różne herbaty na ból porannych mięśni i nasze szczęście.”

Nic. Tylko z potrzeby pstrykania wybywam z mieszkania na spacer.
Nad morze, w poszarpane nieśmiałym słońcem ulice, na wystawę Mariusa Jovaisy.
Potem śpię, śniąc o arbuzowych czekoladach. Mam ręce w tylnych kieszeniach i wypinam brzuch do wiatru, szeptając ulubioną piosenkę o nicości.

Zegarmistrz

Potrafię pozytywnie. Gdzieś tam w głębi siebie, na pewno.
Wywołuję kilka zdjęć, na których szczerzymy się w trójkę umazani farbą, trzymając się kurczowo swojej okrutnej wizji stworzenia toaletowego dzieła sztuki. Dzieło sztuki zawisło na ścianie, z tym iksem ogromnym pośrodku straszy Martynę, za każdym razem gdy otworzy oczy.
We wtorek miałem ogladać egzorcyzmy z Joanną, W środę miał być spacer nad morze i kawa w ulubionym miejscu przy fontannie, Wczoraj spadł śnieg.
Kiedy mam mnóstwo czasu, wymyślam sobie swój artyzm podskórnie i naumyślnie go stosuję. Że ubiorę ściany w ulubione fotografie Saudka. Że odkurzę dywan, w ulubionych skarpetkach otworzę okna i wywietrzę mieszkanie z myśli na wpół brzydkich, które czasem usiądą na brzegu łóżka i drążą dziurę w głowie – obiecuję sobie.
Odkrywam Artystów.
(W ciemnym pokoju, kawa chłodna i Oren Lavie na białym prześcieradle.)
W mieście na Eś kupujemy sobie słonie z podniesioną trąbą, lupę i kiczowate etui na okulary, które swoim byciem utwierdza mnie w przekonaniu wyższości tanich sklepów nad tymi drogimi.
Uśmiecham się wewnętrznie.
Bo w planach był odpoczynek, żadnej wódki i dużo spania. Odpoczywaliśmy nie śpiąc, w przerwach pijąc wódkę.
Kocham chwile, kiedy jako jedyny przytulam się do porcelany w ciasnym pomieszczeniu i wydając z siebie dziwne, gardłowe dźwięki mam przed oczami te plamy farby na rolecie. I te kapcie równo ułożone pod łóżkiem. I kolorowe skarpetki. I okruchy na podłodze.

Niedziela

Obsesja. Kawa. Papieros. Ty. (Angeliki lat osiemnaście.)

„Skrzydło 5, daje czwórce introwertyczne zachowanie, odsuwanie się od innych, złożoną osobowość.
Ta czwórka może być intelektualistką ale posiada wyjątkową głębię uczuć.
Jest otwarta na duchowe i estetycznie doznania.
Znajduje wiele znaczeń dla prawie wszystkich zdarzeń.
Może posiadać silną potrzebę i umiejętność aby realizować się artystycznie. Samotnik, wygląda tajemniczo i jest trudna do „rozszyfrowania”.
Do świata zewnętrznego podchodzi z rezerwą, ale wewnętrznie bardzo go przeżywa.
Gdy się w końcu otwiera, to bardzo gwałtownie i całkowicie, bez żadnych oporów.
W stresie, 4w5 bardzo łatwo popada w alienację i depresję.
Wiele czwórek z tym skrzydłem ma odczucie zupełnej inności, jakby pochodziły z innej planety.
Narzeka na swój obecny los, wspomina i przeżywa wiele razy zdarzenia z przeszłości. Dość często ma posębne oblicze, odsuwa się od innych z uczuciem zawiedzenia lub poczuciem wstydu. Żyje we własnym świecie bólu i straty.
Może mieć bardzo chorą duszę, wyobrażać sobie i interesować się własną śmiercią.”

Demony

W nocy mieszkanie wydaje magicznie dziwne dźwięki. Słyszę jak ktoś leżąc w wannie przerażająco jęczy. Jak ktoś czołga się po dywanie i drapie paznokciami w ścianę.