Galeria E66 / pracownie artystyczne

Przy okazji swojego sierpniowego urlopu postanowiłem zapakować kilka członków rodziny do samochodu i udać się w stronę województwa warmińsko-mazurskiego na rodzinne spożywanie trunków wysokoprocentowych i delektowanie się mazurską ciszą trwającą pomiędzy drzewami, polami i jeziorami.
I tak wlokąc się w stronę, wiecznie remontowanej krajowej siódemki i upominając rodzinnego kierowcę, żeby uważał na wszystkich drogowych kretynów, wzrokiem poszukiwałem ciekawych temtów do sfotografowania. I w taki oto sposób moim oczom ukazała się różowa, jak mi się wydawało, pantera.
Pantera trwała milcząco za zardzewiałym płotem, pilnując wejścia do zniszczonego budynku, miała na sobie okulary i z bliska bardziej wyglądała jak lwica niż pantera. Ale to jest nie ważne.
Po weekendzie na Mazurach, zwerbowałem koleżankę Katarzynę i razem udaliśmy się do Gdańska na bliższą i głębszą kontemplację owego zjawiska, jakim potem okazało się całe miejsce.

Zwiedzanie zaczęło się wdrapaniem na parapet otwartego okna i wpełźnięciem do środka.

Potem było już tylko lepiej. Po skorzystaniu z plenerowej łazienki, umyciu rąk i spuszczeniu wody w ubikacji udaliśmy się zwiedzać wszystko inne.

Pewnej sztuki nie rozumiem, ale wystarczy mi samo patrzenie na nią.

Cały budynek pokryty był fantastycznymi graffiti.

Wgłębiając się coraz bardziej w zaplecza nasze oczy robiły się, można rzec, wyłupiaste z zachwytu. W między czasie pojawiło się tajemnicze szuranie.

Zaglądając przez wielkie, brudne okna widzieliśmy mnóstwo dziwnych, małych pokoików i zgodnie stwierdziliśmy, że trzeba poszukać jakiegoś legalnego wejścia do środka. Zaglądając przez uchylone okno, z którego słychać było tajemnicze szuranie zobaczyłem tajemniczą kobietę, która w równie tajemniczej pozycji na kolanach tajemniczo szurała bliżej niezidentyfikowanym, tajemniczym narzędziem. Śmiertelnie przerażona, że jej ktoś w okno zagląda wpuściła nas do środka w celach fotograficznych.

Pomijając nasze ochy i achy, oraz dialogi które odbywaliśmy pomiędzy wcześniej wymieniownymi okazało się, że znajdujemy się w Galerii E66 połączonej z pracowniami artystycznymi studentów Akademii Sztuk Pięknych. Pomysł prześwietny, osobiście jestem zachwycony całą ideą, którą rozpoczął Andrzej Stelmasiewicz – prezes Fundacji Wspólnota Gdańska. Myślę, że takiej hali magazynowej nie można było lepiej zagospodarować. I jeszcze tam wrócę!

10 Comments Galeria E66 / pracownie artystyczne

  1. Marta Be. 25 września 2011 at

    Genialne miejsce. Zazdroszczę odkrycia :) Z każdym kolejnym oglądanym zdjęciem rodzą mi się w głowie pomysły na różne kadry… I już sama nie wiem czy bardziej bym tam chciała pozować czy fotografować. :)

    Reply
    1. Zbigniew "Piotr" Piotrowski 25 września 2011 at

      :D

      Nie tylko u Ciebie trybiki Wyobraźni w ruch po patrzeniu na to zjawisko ;)

      Reply
    2. Marta Be. 25 września 2011 at

      Gapa ze mnie. Zamiast linka swojej witryny wkleił mi się link z kwejka. ;p

      Reply
      1. Zbigniew "Piotr" Piotrowski 25 września 2011 at

        No widziałem właśnie – kwejkowy obrazek dobry więc się nie ten teguj ;)

        Reply
  2. wystawaczynnacaladobe 23 września 2011 at

    no to za pózno usłyszałeś :p
    aczkolwiek.. po obejżeniu powyższych zdjec, stwierdzam ze jade do gdańska w trybie natychmiastowym.. zaraz po tym jak znajde sie w swojej głowie.. nawet sobie nie wyobrazasz, jak ratujesz mnie panterą..

    Reply
    1. Zbigniew "Piotr" Piotrowski 23 września 2011 at

      :)

      Reply
    1. Zbigniew "Piotr" Piotrowski 22 września 2011 at

      A tak w ogóle to słyszałem, że podobno do #city się wybierasz na spotkanie ze mną ? ;)

      Reply
    1. Zbigniew "Piotr" Piotrowski 21 września 2011 at

      No dobrze – to ja zapytam przy okazji czy nie mają wolnego pokoju ;)

      Reply

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.