Zbigniew "Piotr" Piotrowski
Menu
menu

Wczorajsza sobota.
Jakże to straszne, że w dni wolne od pracy włącza mi się tryb starszego pana – godzina szósta rano, oczy robią się już wyłupiaste z wyspania i gapi się człowiek w sufit jakoś tak beznamiętnie. Potem pije dwie kawy pod rząd, pali kilka papierosów i tworzy plan dnia 🙂
Po strasznie długich konsultacjach telefonicznych z kolegą Kamilem uznajemy, że fotograficznie szlajanie się po Sopocie będzie w sam raz – niestety kolega Kamil dosyć spontanicznie zakaszlał, zasmarkał i z drgawkami cielesno-chorobowymi poszedł do domu spożywać tabletki przeciwgrypowe. A ja jakimś cudem i w tajemniczych okolicznościach trafiłem do samochodu koleżanki Kaziuty, gdzie jej niespełna trzyletni synek w foteliku samochodowym puszczał niewyobrażalnie śmierdzące bąki :):):)

Dzień fantastyczny – lubię spotykać takich ludzi jak na zdjęciach poniżej …

I jeszcze zapraszam na wernisaż 🙂

  1. jeśli wypada tak napisać to są zajebiście klimatyczne zdjęcia…

  2. dobre fotki piotrze;-)

  3. Kolega kamil ubolewa,że zdrowie mu nie pozwoliło. Foty zajedwabiste. Następnym razem nie ważne czy gorączka czy nie,jadę!

  4. Nic nie puszczał, nic nie puszczał! Ustaliliśmy przecież, że był to wyziew kanalizacyjny połączony z fetorem Twoich, drogi Autorze, skarpetek!!!

    • Nawet jeśli cokolwiek ustalaliśmy, to w samochodzie tak śmierdziało, że mogło mi się pomieszać 😛 😀

  5. Świetne zdjęcia 🙂 Szkoda, że nie mogłam sobie z Wami polatać po mieście 🙁

Comments are closed.