Krótka historia o posuwaniu z nutką grafomaństwa w tle

Istota „posuwania” może wydawać się bardziej skomplikowana, niż jest w rzeczywistości.
Już w pierwszej chwili, po usłyszeniu tego słowa większość przeciętnych ludzi oczami wyobraźni widzi godzinę dwudziestą trzecią, bramę podwórkową wielkiej metropolii i dwudziestoparolatka w dresie firmy „ododios”, które swoimi siedmioma paskami budzą szacunek na dzielnicy, posuwającego różową i głośno sapiącą koleżankę swojej naiwnej dziewczyny, czekającej na niego kilka przecznic dalej. Potem ona zapyta czemu tak długo?, a on odpowie bo się zagadałem, kurwa.
A jak daleko można „posunąć się” w fotografii? Co w dzisiejszym, i tak już dziwacznym, świecie może jeszcze zaskoczyć?
Coraz częściej dochodzę do wniosku, o którym już albo pisałem, albo wielokrotnie komuś mówiłem – że pięćdziesiąt lat temu (?) można było wzlecieć na fotograficzne wyżyny, gdzie panowała inna mentalność dzięki czemu Sukces był na wyciągnięcie ręki – tylko trzeba było znaleźć się w odpowiednim miejscu i o odpowiedniej porze.
Sam z chęcią udałbym się w trasę koncertową z The Rolling Stones i nawet wciągałbym z nimi, w imię sztuki, te tony heroiny zwiniętymi studolarowymi banknotami, tak jak Leibovitz. (Czy w dzisiejszych czasach wsadzenie murzynki do wanny pełnej mleka byłoby kontrowerysjne? Nie sądzę.)
Albo zamieszkał w suterenie i uprawiał orgie z fotogenicznymi paniami w rozmiarze xxl, które potem rozbierając się przed obiektywem uskuteczniałyby mój absurd piętrzący się między zwojami mózgopodobnej substancji w głowie – też miałbym swoją słynną i brudną „piwniczą” ścianę jak czeski Saudek.
No cóż, pieprzę? Nie wiem.
Są nas tysiące, ba, miliony nawet – i zrobić coś, co na chwilę zatrzyma, jest niezwykle ciążką sprawą.
Bliski mi absurd – sztuka fotograficzna na pograniczu kiczu, atrakcyjność całości tłumaczę sobie możliwościami. Bo można absolutnie wszystko i wszędzie.
Czasami realizuję pojedyncze obrazy z głowy, bez większego przekazu artystycznego czy podwójnego dna – nie zdarza mi się uzupełniać jednej sztuki serią, a na pytania co autor miał na myśli parskam śmiechem, Ty mi powiedz co autor miał na myśli i wszystko będzie cacy :)

Już dawno nie fotografowałem samego siebie – brak czasu, ochoty, pomysłu? Ale idzie jesień – oficjalny sponsor weny twórczej artystów wszytkich płaszczyzn, więc pewnie nadrobię.
Autoportrety. Absurd. Choas. I szukam tych granic, ciągle szukam posuwając się ostrożnym krokiem do przodu.

29 Comments Krótka historia o posuwaniu z nutką grafomaństwa w tle

  1. soho 5 listopada 2011 at

    wariat :*

    Reply
    1. Zbigniew "Piotr" Piotrowski 5 listopada 2011 at

      Ja Ciebie też ;) :*

      Reply
  2. wystawaczynnacaladobe 31 października 2011 at

    sama nie wiem, dziwne to jest.. całość, ogół, wpis, zdjęcia.. a teraz zastanowiłam się chwilowo, czy słowo ‚dziwne’ jest tu na miejscu? skoro nie ma granic, skoro zdjecie mężczyzny w wielkiej zielonej majtko-skarpecie staje się normą- nie tylko dla mnie, ale też dla całej społeczności.. czemu tu się dziwić? byłam pewna, że dożyje czasów w których zdjęcie z kredkami firmy Bambino w nosie nie będzie czymś niezwykłym, i dożyłam..myślę, że dzisiejsza sztuka fotografii, ogólnie sztuka działa na zasadzie ‚czemu nie?’- piękne to jest.. złamanie wszelkich poprawności, stereotypów poprzez robienie zdjęcia gówna przy ‚Pannach z Avignonu’ pana Picassa Pabla staje się czymś codziennym, normalnym, przyzwyczajamy się do szoków, niecodziennych rozwiązań, intrygacji..chyba właśnie za to kocham sztuke nowoczesną..zwykły obraz, w postaci czerwonego kwadratu na tle białej ściany muzeum, jakiś czas temu byłby zwykłym syfem.. dzisiaj? budzi w człowieku zastanowienie, myśl nad powiedzeniem które idealnie tam pasuje ‚minimum środków maksimum treści’..cudownie

    Reply
  3. Rennus 29 października 2011 at

    Nie będę wnikał zbytnio w słowa, bo pod większością się podpisuje wszystkimi łapami. Dodam tylko, że moje grubaski na mnie czekają wystylizowane, ale praca na dwa etaty nie pozwala sie obecnie wyżyć artystycznie :(…Oj Zbigniew ;), trzeba jednak na to piwo nad morze się wybrać na pogaduchi do Ciebie :))) Acha, co pewnie nie dziwi, „zielone ze szczotą” oczywiście rozwaliło mnie obie nerki…dzięki, za te portrety – dobrze robią w przerwie na oddech :) P.S. Saudka wielbię :)

    Reply
    1. Zbigniew "Piotr" Piotrowski 30 października 2011 at

      Czyli co z tymi nerkami ? Dawcu poszukujesz? ;)
      Wydaje mi się, że szybciej JA będę w Twoich okolicach – Wawa, z tego co pamiętam?
      Można by blogowo-miejską przytupajkę zoorganizować z procenetem alkoholowym w bokehu ;)

      Reply
  4. iamfolje 29 października 2011 at

    pierwsze prawe – najlepsze.
    no i gatki, ale to chyba wiadomo.

    + fotograficzne orgie mnie zaintrygowały :>
    co do treści się zgadzam.
    ale teraz wszystko się zmienia na gorsze, i to nie tylko pod względem fotograficznym. możliwe, że jestem staroświecka, ale moim mottem jest nazwa jednej z fejsbukowych grup: „tęsknię za czasami, w których nie żyłam”.

    Reply
    1. Zbigniew "Piotr" Piotrowski 30 października 2011 at

      Ostatnio coraż częściej o tym myślę, więc pewnie i ja przystąpię do tej grupy !
      A potem już tylko do sejmu musimy z naszą grupą :D ;)

      Reply
  5. turkusowa. 29 października 2011 at

    zajebiaszcze! (;

    Reply
    1. Zbigniew "Piotr" Piotrowski 30 października 2011 at

      :)

      Reply
  6. chodza-ulicami-ludzie 29 października 2011 at

    ja nie nie znam większej przyjemności i cięcie głów z takiej perspektywy:)

    pięknie tu u Ciebie.

    Reply
    1. Zbigniew "Piotr" Piotrowski 29 października 2011 at

      Dziękuję – sam urządzałem ;)

      Reply
  7. mkyo 28 października 2011 at

    no tak, wszystko się zgadza. tylko sprawa polega na tym, że za chwilę nie będzie żadnych wernisaży fotograficznych, nigdzie poza internetem. mam nadzieję, że już mnie wtedy nie będzie na świecie bo mnie ta cała wirtualizacja świata przeraża, ale w tym kierunku niestety to wszystko idzie.

    ja nie jestem jakimś wielkim przeciwnikiem cyfry również, sama zresztą robię zdjęcia głównie w digitalu (bo tak wygodniej/taniej/szybciej, a dzisiaj wszystkim się przecież spieszy), ale dla mnie generalnie to, co jest poza analogami, to już nie do końca jest fotografia. bo fotografia to nie jest zdjęcie, to jest cały proces. owszem – photoshop robi dzisiaj za cyfrową ciemnię, też można nad jedną fotą spędzić kilka godzin, myśleć, jak to zrobić, i jak to powinno wyglądać, żeby było ok, w skrócie – być nawet trochę kreatywnym, ale to już nie to samo. to nigdy nie będzie to samo, co smarowanie kliszy, czekanie 24 aż się potopi, wywoływanie, dziesięć tysięcy próbek. na jedno zdjęcie czasami czekało się tydzień, żeby ‚dojrzało’. to jest dla mnie pasja dopiero, to jest dla mnie miłość, i bardzo mnie cieszy, że są jeszcze ludzie, którzy poza analogowe aparaty nie wyszli, a ich zdjęcia można obejrzeć tylko w ich domach, jak się do nich pójdzie na rosół.

    a za to:

    „działa to następująco: wystraczy, że masz już znane nazwisko – potem możesz osiąść na laurach i robić Wielkie Gówno ze swojej fotografii, bo ludzie i tak znajdą piękno w twoim na odpierdol wykadrowanym bełkocie i stwierdzą, że jest pięknie, bo przecież To Ten Znany Fotografował.”

    chyba Cię pokocham ;]

    Reply
    1. Zbigniew "Piotr" Piotrowski 28 października 2011 at

      Podaj swój adres to przyjadę Ci się oświadczyć ;)
      Na szczęscie należę do grupy, która wielbi fotografię analogową i jestem jednostką, której zdarza się (powtarzam: zdarza się) cykać z kliszy.
      Nic jakoś mocno ambitnego – po nieudanym romansie z Zenitem, zakochałem się w Vilii i Smenie 8M, a teraz najczęściej w użyciu lomowy fish-eye, więc aparat-banał, ale dużo radości daje czekacie na zdjęcia potem :)
      I przyznaję, sam zapach w ciemni zastępuje wszystkie mozolne „godziny” nad powiększalnikiem :) Lubię to ! Choć po skończeniu swojej szkoły, już nie mam okazji na sztachnięcie się tym zapachem :) :)

      Reply
      1. mkyo 28 października 2011 at

        dopiero zauważyłam, że można tu podpinać pod siebie komentarze, hehe ;)

        ja zenitem bawiłam się długo, teraz również wracam do niego sporadycznie. jedyne co, to wciąż używam heliosów w połączeniu z cyfrowym body, co też jest fajną zabawą, aczkolwiek obiektywy oczywiście tracą (x 1,5) bo body jest canona. i ciągle dojrzewam do średniego formatu. to jest moje fotograficzne bóstwo. kwadraty. i myślę, że 2012 rok, to będzie właśnie ten rok, kiedy się za to zabiorę.

        a jak chcesz mi się oświadczać, to tylko w tych majtkach, żadnych innych!

        Reply
  8. mkyo 27 października 2011 at

    bardzo mi się podobają Twoje majtki w trefla oraz bardzo mi się podoba, że tak elegancko używasz wulgaryzmów.

    oprócz tego mówisz też bardzo mądre rzeczy, aczkolwiek jest to dla mnie trochę taki mr obvious (co nie oznacza, że nie potrzeba o tym wspominać). wiele razy zastanawiałam się nad tym również i nigdy nie doszłam do żadnego wniosku. to, co fotografii pozostało chyba to tylko łączenie jej z innymi mediami jak np. ostatnio modne cinemagraphs pana becka i pana burga. ja przynajmniej nie pamiętam, żeby cokolwiek w dzisiejszych czasach zwróciło taką uwagę w tym temacie, nie pamiętam, żeby ktokolwiek wpadł na coś bardziej nowatorskiego, od czasów fotodigitalizacji.

    jedyne co w fotografii pozostanie nieśmiertelne to emocje. i nie chodzi mi o world press photo, które nudzi już klimatem wojennym do usrania. czego byś nie powymyślał – to wszystko i tak już pewnie było.

    a do tego wszystkiego dochodzi jeszcze jeden problem – teraz wszyscy robią zdjęcia. wszyscy się tu w tej kupce babrzemy, smyrając się po pytkach, ochy i achy wzdłuż i wszerz. i weź, w tym śmietniku, znajdź coś, co cię poruszy, co cię zainspiruje, w co nie będziesz mógł uwierzyć. heh. nie da się.

    Reply
    1. Zbigniew "Piotr" Piotrowski 28 października 2011 at

      Dziękuję w imieniu swoim i majtek ;)

      Tak myślę o tym cinemagraphs i znowu dochodzę do pewnych wniosków (może znowu przez chwilę pobędę mr obvious) ale: Ja naprawdę jestem zwolennikiem wszelkiej cyfryzacji fotografii, jednak mimowszystko najpiekniejszą rzeczą jaką można zrobić to potrzymać swoje zdjęcie w ręku – to taka dosyć oczywista i radosna fizyczność. Wernisaże fotograficzne są pełne magii – ściany obwieszone zdjęciami, które ukradkiem można dotykać czerpiąc z tego dużo radości – może to infantylne, ale przypomina mi się film Amelia, gdzie główna bohaterka zanurzając dłoń w jakimś grochu/fasoli/itp przeżywała szaloną przyjemność :) I teraz wyobraź sobie jakąś starą, klimatyczną galerię z cyfrowymi ramkami w kolorze stalowym, na których widnieją GIFy stworzone sposobem panów, o których wspomniałaś. Fajna technika, nie przeczę – ale czy nie zabija w jakimś stopniu całej tej magii fotografii, tradycji i wszystkich pochodnych? Nie chciałbym za kilkadziesiąt lat zaprosić ludzi na swój wernisaż, na którym z racji kroku w przyszłość, musieliby oglądać moje zdjęcia w cyfrowych ramkach.
      Bo równie dobrze, mogilby zostać w domu, odpalić kompa i siedząc przy biurku oglądać wpieprzając solone paluszki. Mam rację? :)

      I tak, masz rację, wszystko już było – dlatego czasami dziwię się, że przykładowo dwunastu artystów tocząc pianę oskarża się wzajemnie o „plagiaty”. Napisałem w cudzysłowie, bo (tak myślę) jeśli nie potrafisz stworzyć w sobie systemu, z którego czerpiesz, tworzysz i wymyślasz – to może lepiej to zostawić i uprawiać ziemniaki, a nie sztukę? I „plagiatów” nie będzie?

      I jedna „nafajniejsza” rzecz w tym naszym milionie, który robi to samo co my.
      Zainteresowałem się ostatnio trochę fashion, dobra znajoma pokzała kilka zdjęć wielkich i znanych fotografów i doszłem do wniosku (często do tych wniosków dochodzę, cholerrra :) ), że działa to następująco: wystraczy, że masz już znane nazwisko – potem możesz osiąść na laurach i robić Wielkie Gówno ze swojej fotografii, bo ludzie i tak znajdą piękno w twoim na odpierdol wykadrowanym bełkocie i stwierdzą, że jest pięknie, bo przecież To Ten Znany Fotografował. Chyba nie o to chodzi?

      Dzięki za tak wyczerpujący komentarz!
      Pozdrawiam :)

      Reply
  9. anka 27 października 2011 at

    Zbiegniewie, b&w mi pasi najbardziej.

    Reply
    1. Zbigniew "Piotr" Piotrowski 27 października 2011 at

      A ja i tak przy kolorze obstaję ;)

      Reply
  10. Yolanda 27 października 2011 at

    co ja się będę rozpisywać – zajebiste!!!!!

    Reply
    1. Zbigniew "Piotr" Piotrowski 27 października 2011 at

      Dziękuję Jolando (: To w zielonym kombinezonie to Helski Cipek tuż po wizycie w SPA, wiesz? ;)

      Reply
      1. Yolanda 27 października 2011 at

        no, wyrobił nam się Cipek… SPA zdziałało cuda…co prawda tylko na ciele, bo podejrzewam, że emocjonalnie i intelektualnie nadal przeraża ignoracją :P

        Reply
  11. Piegusek 27 października 2011 at

    Obowiązkowo, na randkę rozbieraną się przydadzą, myślisz że spodobają się… ?

    Reply
    1. Zbigniew "Piotr" Piotrowski 27 października 2011 at

      To zależy na co je założysz … :D

      Reply
      1. Piegusek 27 października 2011 at

        na siebie :)

        Reply
        1. Zbigniew "Piotr" Piotrowski 27 października 2011 at

          … Bo tak pomyslałem, że jak na głowę to Twój przyszły niedoszły nie byłby nawet chwilowym :D :D :P

          Reply
          1. Piegusek 27 października 2011 at

            Hahahaha

            Reply
            1. Zbigniew "Piotr" Piotrowski 27 października 2011 at

              :D :)

              Reply
  12. Piegusek 27 października 2011 at

    galoty masz fajne :)

    Reply
    1. Zbigniew "Piotr" Piotrowski 27 października 2011 at

      Heh .. Dzięki .. Pożyczyć Ci ? :D

      Reply

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.