Bywam.
Na ulicy nie ma światła, jest półmrok mgliście zataczający się w ciemność.

(Bo ja mam tak, proszę Pana, że zawsze włażę tam gdzie nie powinienem. Więc włażę oknem, gruz sypie mi się na głowę, brudzę spodnie i rozcinam dłoń o resztki szyby w tym oknie. Zeskakuję na pokruszone cegłówki, siadam w kącie na starym, szkolnym krześle i kreślę niewidzialne linie w powietrzu zastanawiając się nad wszystkim i niczym.)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.