Projekt 365 zdjęć – podsumowanie pierwszego tygodnia

Projekt 365. Ale, że co?

Można zamknąć się w najzwyklejszym cyfrowym rejestrowaniu codzienności, można poszaleć inscenizacyjnie układając skorupki jajek do zdjęcia prawie pod linijkę… Można wszystko. Jedyna zasada w całej zabawie projektem to to, że trzeba codziennie zrobić jedno zdjęcie- i kompletnie nie wiem czy wytrwam kolejne ponad 300 dni, które mi zostały, ale póki co sprawia mi to dużo przyjemności. Z fotograficzną systematycznością ostatnio mi nie po drodze – wydawało mi się, że ferwor życia codziennego, brak czasu i chroniczne zmęczenie to przyczyna wyżej wymienionego stanu. I miałem rację! Wydawało mi się! Coraz częściej łapię się na tym, że wystarczy tylko i wyłącznie mieć aparat zawsze przy sobie – a to naprawdę jest do zrobienia bez większego wysiłku.

Zdjęcie pierwsze.

Cóż to była za noc! Sylwestra w tym roku wyjątkowo nie przesypiam. Mało tego! Przywdziewam kwiecistą kieckę, perukę rodem z filmu o Marysi (co kilogramy cukru białym, rowerowym składakiem woziła), rajstopy i przy Maryli Rodowicz nakurwiam piruety podczas których cycki wypadają mi z dekoltu, pękając i zalewając mieszkanie wodą. Bo cycki zmontowane arcyprostym, ale ryzykownym sposobem – woda w prezerwatywie, ot co!

Samo hasło, że „impreza przebierana” zawsze rodziła u mnie szeroki uśmiech i choć patrząc na cyferki w dowodzie osobistym może i wypadałoby bawić się w koszuli i spodniach na kant, to jednak w głowie jakoś wygodniej te cycki zmywać z podłogi mopem i potem wspominać przez najbliższe kilka miesięcy jedną ze wspanialszych imprez w gronie najbliższych przyjaciół. Zdjęcie powstaje rano, pierwszy styczeń… Oczy poklejone krzywo zmytym tuszem do rzęs (żadna koleżanka nie wspomniała, że mydłem oczu lepiej nie szorować), ale łapa sama wędruje po aparat i cykamy rzeczywistość zastaną w łazience. W porwanych rajstopach oczywiście, bo gdy by je tam ściągał do spania… 😉

Zdjęcie drugie.

Czesław. Mój towarzysz nieprzerwanie od ponad roku. W pierwszych miesiącach życia specjalista do Spraw Zrywania Przedpokojowych Tapet, Zrywania  Kuchennych Wykładzin Pcv, Pozbywania Się Moich Ulubionych Butów. Ale to przeszłość, na szczęście… W chwili obecnej skojarzyć go można z niewyobrażalnie śmierdzącymi bąkami i tęsknym spojrzeniem jakie rzuca podczas spożywania posiłków przez domowników czy innych gości… Po za tym to kochany chłopak, którego za wszelką cenę ja i wszyscy moi bliscy próbujemy przytyć… Często lubi pozakręcać się smyczą gdzie popadnie… Na zdjęciu akurat wersja light. W wersji hard smycz jest opleciona wokół szyi i łapek z czterdzieści razy… 😉

Zdjęcie trzecie.

„Kosmiczne Energie…”

Zmieniłem miejsce zamieszkania jakiś czas temu. Jest mniej miejsc parkingowych i trochę dalej do lasu z Czesławem. Ale jest Jezus. Wszędzie zawsze jest Jezus. I niezmiennie nikt Go na zimę nie odziewa w ciepłe odzienia. Zimno Jezusowi.

Zdjęcie czwarte.

Na tym zdjęciu Michał udaje Zbigniewa. Zbigniew nie ma weny twórczej i ciężko mu zebrać cztery litery swojego ciała, żeby dokończyć historię Kuby. Więc Kuba siedzi zamknięty w cyfrowym pliku z tymi swoimi wszystkimi problemami. Ale zdecydowanie przyjdzie czas na Kubę i rozwiązanie jego trosk i pochodnych…

 

Zdjęcie piąte.

Do martwej natury wracam cyklicznie – ale i tak za rzadko. Spontanicznie wyłapane śmieci podczas sprzątania kuchni lądują na moich fotogenicznym prześcieradle do zadań specjalnych i ze swoją wrodzoną pieczołowitością układam przed kadrem kompozycję. Przecież opróżnianie zmywarki może jeszcze poczekać… 😉

Zdjęcie szóste.

Bo co z tego, że Kamil nie jest tak może inteligentny, nie czyta tak książek, jak ma to coś w sobie, taki bzik, że mu się nie da oprzeć…” pisała Masłowska. A ja przypadkiem te słowa dostałem i wcisnąłem w swój kadr. Przy okazji chwalę się jedną z dwóch popełnionych galerii na ścianie, gdzie mucha Sołowskiego wisi obok Katarzyny, która po wspięciu się na wyżyny aktorstwa zagrała świetnie Pomarańczarkę… Na zdjęciu Wiola. Tuż przed rozczesaniem włosów i przypadkową ręką w kadrze z wbudowaną funkcją uzupełniania wina w lampce. Nie będę ukrywał – tego wieczoru ta ręka bardzo nam się przydała.

No i muszę ten backstage pokazać… muszę! 

Zdjęcie siódme.

„Portret Jowity z fotografem”

Lubię odbicia. Chyba każdy fotograf lubi. Lubię też Jowitę. Więc połączenie tych dwóch, które się lubi dało piękny błysk w oku okraszony nieśmiałym uśmiechem…

– Jowita… chodź zrobię Ci zdjęcie…

-Ale teraz…?

-No teraz…

Bawię się świetnie!