Tydzień szósty.

Oblepiony z każdej strony ostrym zapaleniem górnych dróg oddechowych, który w tajemniczych okolicznościach atakuje oskrzela. I ja osobiście bardzo nie lubię, ale tak zostałem polubiony, że paskudztwo nie chce zniknąć.

Ale bronię się rękami, nogami i antybiotykiem.

 

Zdjęcie 36. „Kilka sztuk!”

Sopot. Poddasze. Wieczór z niedosytem, bo w połowie trzeba wyjść. Ale dobrze klei się masę solną wymieszaną z papierem, żeby porobić coś innego, niż tylko pić alkohole wysokoprocentowe.

 

Zdjęcie 37. „Czego się lampisz?”

Lampa ze sklejki, patrzyła w kącie przy okazji odwiedzin jakiegoś opuszczonego miejsca. Dałem drugie życie, jak widać bardzo fotogeniczne.

 

Zdjęcie 38. 

Już tak jest, że jak się nad tym morzem mieszka to za rzadko się nad nim bywa. I tak jest ze mną. Ale poszlajane – czasami musi być poszlajane, żeby głowę odpowiednio wywietrzyć.

 

Zdjęcie 39.

Na tym zdjęciu pogodziłem się z blendą.

 

Zdjęcie 40. „Torcik wedlowski”

„Zróbmy na te urodziny taki mały uroczy torcik przekładany kremem. Wiesz… taki równiutki, elegancki i pyszny…” Ale kilka butelek wina później:

 

Zdjęcie 41. „Mieszała z mopem”

Piękne podwórko na tyłach sopockiej kamienicy. Bardzo lubię takie podwórka, bo kojarzą mi się z dzieciństwem spędzonym na Górnym Śląsku. Tylko śmiechu się wtedy odbijało w tych betonowych ścianach…

 

Zdjęcie 42. Bez tytułu.

Krzywa cisza między maską, a twarzą…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.