Tydzień trzeci. Obfitujący w niewymuszone kadry leniwie kładące się na pryzmat pentagonalny w moim aparacie.

 

Zdjęcie piętnaste.”Z lustra vis-a-vis w oczy patrzy mi Twarz, że w mordę dać”

W ciasnej łazience siedzę na pralce. W lewy bark wciska się drewniana półeczka, nieumiejętnie zawieszona kilkanaście lat temu. Co prawda różowe kafle pomalowałem jakiś czas temu ponadczasową szarością, ale pomimo tego w powietrzu i tak czuć jakąś bliżej nieokreśloną wnętrzarską spuściznę lat osiemdziesiątych wychylającą nieśmiało łeb z dziur w fugach.  Powietrze jest ciężkie… jakby gryzące i duszne… Ściana o którą opieram plecy – chłodna… W którymś momencie łapię się na tym, że w tej łazience przecież już teraz jestem gościem. Że tak naprawdę do mieszkania, które do niedawna zajmowałem kilka ładnych lat jako jedyny lokator, wpadłem tylko na herbatę z miodem. Dziwne to było odkrycie, absurdalne. W tym momencie Michał wstawia łeb w okienko od wewnątrz, morda kapitalnie współgra w fakturą ozdobnej szyby, a ja po prostu muszę zrobić zdjęcie.

 

Zdjęcie szesnaste. „Czesław odkrywa kaczki”

Mam las. Nowy. I w tym nowym lesie mam staw. I kaczki. I mam Czesława, którego trzeba czasem wybiegać. Więc ja stoję nad brzegiem stawu, palę te swoje mocne papierosy, do których wróciłem parę ładnych miesięcy temu i patrzę jak Czesław próbuje nawiązać niezobowiązującą konwersację z niewzruszonymi kaczkami. I tutaj tego dnia sprawdza się zasada, że najlepszy aparat to ten, który masz akurat przy sobie. Zdjęcie popełnione telefonem.

 

Zdjęcie siedemnaste. „Ogórki na mizerię”

Jakże ja kocham odkrywać ludzi przed obiektywem! Jowita należy do takich niepozornych cudów, które w pewnym momencie stają się inspiracją w trybie ciągłym. Ja czuję, że my jeszcze ustrzelimy kilka mrocznych kadrów z potencjałem tej dziewczyny. No i na drugim planie ogórki, które po przeleżeniu kilku miesięcy w piwnicy w tajemniczych okolicznościach rozpłynęły się barwiąc wodą na kolor intensywnie zielony. Ale ogórków fotografować już nie będę. Chyba… ;)

 

Zdjęcie osiemnaste. „Piwo”

Fascynacja długim czasem naświetlania ostatni raz miała miejsce w ’74, kiedy to w bliżej nieokreślonym markecie ze sprzętem rtv zostawiłem kilka pierwszych wypłat i kupiłem Nikona d40. Częste wówczas przepinanie obiektywów w nie za fajnych warunkach szybko ostudziło mój zapał do fotografii tego typu – syfy, tłuszcze i plamy na matrycy skutecznie popsuły przyjemność robienia zdjęć ze statywu.

 

Zdjęcie dziewiętnaste. „Portret Gosi, malarki”

I chyba najfajniej fotografię traktować spontanicznie – czego przykładem może być poniższy portret Gosi.

 

Zdjęcie dwudzieste. „Trup świąteczny”

Poniedziałek. Interpretacja dowolna.

 

Zdjęcie dwudzieste pierwsze.

Trzeci tydzień kończę chorobowym zdychaniem wsadzony w ciepłe skarpetki. Bardzo nie lubię tego stanu – dopiero wtedy człowiek docenia jak fajnie jest wziąć głęboki wdech bez wypluwania płuc i kawałków oskrzeli.

5 thoughts on “PROJEKT 365 ZDJĘĆ – PODSUMOWANIE TRZECIEGO TYGODNIA

  1. Ser, jogurt, banany, orzechy, rodzynki, pomidory, sałata, hummus, pieprz, kawa, oregano, mleko, mozzarella, pesto, pieczarki, cebula świeczki, pomarańcze, mango mrożone i truskawki, wino pisze:

    :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.