Przy stole

Flegmatycznie ubieram się w swoje obrazy, w hermafrodytyzm chwili pojętej w sztukę, w głowę szarej chmury i ociekające krwią palce.
Kurwimy się pościelowo z Alejadnrem, Albertem i Antoniem. I ta kobieta stoi taka, w czerwonej sukience – niechcący wszystko.
Wchłaniam dźwięki poranka, ułożone mi na stopach drgania zamieniają się w schody i gdyby nie ten czarny kot, co mu drogę przebiegłem już dawno tliłbym się niebiesko jak w tym filmie o lepszym świecie. Czy coś.
Leje się kawa z kubków pełnych mgnień ckliwych, chaotycznych. Zjadam Twoje serce.

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.