Zbigniew "Piotr" Piotrowski
Menu
menu

Mały urlop.
Szósta rano, autobus linii S, duża latte i śmigam między uliczkami Sopotu z kapturem na głowie i słuchawkami w uszach.

Mamy styczeń. Dwa tysiące dwunasty. Plus dziesięć na termometrach przyokiennych. I zbliżający się Koniec Świata, któryś już z kolei w tym stuleciu 😉
W Sopocie pada i ludzie chodzą naburmuszeni, chodzą powoli, a potem siedzą na mokrych ławkach czytając wczorajsze gazety.
Rejestruję dziś wszystko, co popadnie. Bez głębszych przekazów. Po prostu.

♪♫ Pawbeats- Reliance

  1. I don’t think I could be with a guy for more than a few months without at least talking to his family at some point. If this person is a part of your life, you need to know the other people in their life.

  2. ach ten Sopot 🙂

  3. E tam jakis Sopot… pffffff

  4. z tym kawałkiem mam wrażenie, że chodzę tam sobie obok Ciebie, i dotykam piasku i deszczu. miodzio. cudowności w nowym roku, mężu!

  5. ehh to tam miałam iść dziś z Tobą :(( wredna choroba :/ ale do 6go już na pewno wyzdrowieję !!a poza tym fuuu kawencja i do tego duża ogromna ehh 😛 blech 😀 dobrze że Ci po niej i po fajku nic się nie zachciało 😀 bo w sobotę rano trudno znaleźć TO miejsce 😀 ;*

    • No masz rację – jakiś cudem uniknąłem TEJ sytuacji 😀

  6. 1 stycznia jest tak chujowym dniem, że nawet sopot jest wtedy chujowy (nie zdjęcia).

    + nie jestem kawową purystką, ale błagam Cię, latte z maka? 😛

    • dziś jest drugi stycznia tak a propos 😀 co tego roczny sylwester zrobił z ludźmi że dni im uciekają 😀

    • Hmm … Wiesz … Z braku C’Heaven i Latte z Maka przyzwoita wydaje się być 🙂 Z resztą o porze, w której pojawiłem się w Sopotowie to za dużego wyboru nie miałem 😉 😀

      • ahaa, myślałam, że to zdjęcia z wczoraj :p
        no aż mi się kawy zachciało.

Comments are closed.