Opuszczony teatr gdzieś w helskich czeluściach

Nagle pojawiły się gdzieś cicho mruczące chęci ponownego kaleczenia rąk w trakcie włażenia w opuszczone miejsca przez krzywo wybite okna – i mrucząc coraz głośniej zagnały mnie na półwysep w poszukiwaniu takowych. Jestem, głośno wciągam powietrze świszcząc z podniecenia, że oto JA i ZNOWU i NARESZCIE – oczywiście, że miejsce mogłoby być trochę bardziej spektakularne, ale cóż… Radość była i tak całkiem imponujących rozmiarów…

Kino lub teatr – sam nie jestem pewny co bardziej, bo szyld nad budynkiem wyraźnie mówi, że kino ale za to całe techniczne zaplecze mówi, że bardziej teatr…











Pałac w Nowej Wsi Rzecznej

piotrografia.com - pałac w Nowej Wsi Rzecznej (1)

piotrografia.com - pałac w Nowej Wsi Rzecznej (3)

piotrografia.com - pałac w Nowej Wsi Rzecznej (7)

piotrografia.com - pałac w Nowej Wsi Rzecznej (9)

piotrografia.com - pałac w Nowej Wsi Rzecznej (23)

We wsi znajduje się zabytkowy pałac z XIX w. wraz z parkiem krajobrazowym. W XIX w. należał do niemieckiej rodziny Hertzbergów. W 1924 r. majątek ziemski Nowa Wieś wraz z pałacem nabył Stefan Przanowski. Po II wojnie światowej majątek został przejęty przez Państwo i utworzona PGR. Dzisiaj nie jest już prowadzona działalność rolna w tym zakładzie. Zaś pałac został sprzedany prywatnej osobie. W Nowej Wsi Rzecznej znajduje się również stara szkoła elementarna i zabudowania mieszkalne datowane na 1901 rok. Powiedziała ciocia Wikipedia – w chwili obecnej prywatny właściciel skutecznie uniemożliwia zwiedzenie tego pięknego pałacu w środku. A szkoda… Gdzieś wyczytałem, że ostały się piękne zdobienia, kominki i nawet sala balowa!

Fotograf w Gdyni – Dwór Marysieńki…?

kolibki-dworek (112) (Kopiowanie)

DWOR-MARYSIENKI-piotrografiacom (6)

DWOR-MARYSIENKI-piotrografiacom (24)

DWOR-MARYSIENKI-piotrografiacom (11)

DWOR-MARYSIENKI-piotrografiacom (1)

DWOR-MARYSIENKI-piotrografiacom (27)

Nieeeee….
Zdecydowanie to nie jest wpis świątecznie kolorowy, gdzie pomiędzy wklepywaniem kolejnych literek z klawiatury jedną ręką lepię pierogi, drugą mieszam bigos, a trzecią pewnie lukrowałbym pierniczki. Do tego włosy miałbym pewnie okraszone brokatem z bombek, byłbym świątecznie uśmiechnięty i myłbym wszystkie trzy okna dla jezusa, w zębach trzepiąc dywan z kurzu, słuchając na cały regulator „Dzisiaj w Betlejeeeeeem” (i „Cicha noc” żeby „Dzisiaj w Betlejem” mi się nie znudziło za szybko), a oczy miałbym takie przepełnione świąteczną miłością i radością, i lepieniem bałwanów i pachnącymi świeczuszkami i w ogóle siedziałbym na bujanym fotelu przykryty ciepłym kocem i w ciepłych kapciach popijałbym herbatą z konfiturami i karpia trzymałbym na kolanach głaszcząc go i mówiąc do niego pieszczotliwie „tygrysku…”. Ja pierdolę, nieeee… :D
Okien nie myłem, prezenty spakowałem wczoraj, kawa jak zawsze zajebista więc mogę siedzieć i wychodzić z zaległości, gdyż najbliższy tydzień zamierzam spędzić na nicnierobieniu połączonym właśnie z odgrzebywaniem zdjęć z niedalekiej przeszłości, ewentualnie urodzę kilka nowych fotografii ;) A, że święta? No święta, fajnie ale bez paranoi…

Dlaczego tytuł tego wpisu jest ze znakiem zapytania…?
Bo generalnie sam nie wiem czy mogę nazwać tak prezentowane tu dzisiaj miejsce – co prawda sam obiekt mieści się w Parku Marysieńki, w samym parku można znaleźć „Grotę Marysieńki” i „Dąb Marysieńki” … ale po wpisaniu w googlowskim okienku wyszukiwania „Dwór Marysieńki” wyskakuje Dwór Królowej Marysieńki spod ręki Invest Komfortu, który chwali się, że w 2003 ich inwestycja marysieńkowa zdobyła złote wiertło (no, cudownie!). I oczywiście nie jest to ten sam obiekt co z moich zdjęć…
No, ale mniejsza… Większość ludzi, którzy kiedykolwiek zapuścili się w rejony Kolibek, do wspomnianego parku na pewno kojarzy cudo dworkowe. Cudo dworkowe wygląda trochę ubogo i po przejściach – zdecydowanie nie raz dostało w pysk ciężką ręką PRLu – niezliczone dzielenia pomieszczeń w środku odcisnęły swoje ślady w ścianach, o sali balowej z drewnianym sufitem już od dawna można wykrzyczeć „przeminęło z wiatrem” – i kto by pomyślał, że właścicielem był sam Król Jan III Sobieski? Po Jego śmierci rządy na dworze przejęła królowa Marysieńka i pomijając perypetie związane z wszystkimi rodami szlacheckimi i ludźmi, którzy też swego czasu byli właścicielami – ostatnim prywatnym właścicielem majątku, tuż po I Wojnie Światowej został Witold Kukowski.
W chwili obecnej, tak jak wspomniałem, dwór bardziej straszy niż cieszy oko spacerowiczów parku Marysieńki.
Kilka zdjęć, powstałych w okolicach maja lub czerwca.

I oczywiście, żeby nie było: Wesołych Świąt wszystkim! :)

DWOR-MARYSIENKI-piotrografiacom (35)

Laboratorium ZNTK, Poznań

_DSC3754 (Kopiowanie)

_DSC3772 (Kopiowanie)

_DSC3779 (Kopiowanie)

_DSC3799 (Kopiowanie)

_DSC3897 (Kopiowanie)

_DSC3910 (Kopiowanie)

_DSC3959 (Kopiowanie)

_DSC4063 (Kopiowanie)

_DSC3963 (Kopiowanie)

Zdjęcia z Poznania.
Laboratorium Zakładów Naprawy Taboru Kolejowego – kilka godzin zwiedzania, spotkanie z innymi eksploratorami z Polski i wizyta złomiarzy, którzy przy nas kaloryfer oknem wywalali, żeby potem sprzedać. Miejsce magiczne – prawie już nie istniejące.

Opuszczony neoromański kościół, Pisarzowice

_DSC3752 (Kopiowanie) kopia

_DSC3739 (Kopiowanie) kopia

_DSC3748 (Kopiowanie) kopia

Amen.

Zakład dla Nerwowo i Psychicznie Chorych Żydów „Zofiówka”

DSC9153-kopia

zofiowka (29)

zofiowka (28)

zofiowka (30)

Początek grudnia w Warszawie z Grupą Mobilnych.
Z Warszawy, parę godzin przez odjazdem w stronę Trójmiasta zabieramy się ze ZłymStarymSierżantem do Otwocka, żeby zobaczyć urbexowe miejsce z tych które po prostu TRZEBA zobaczyć. Zatem otwocki zakład dla nerwowo i psychicznie chorych żydów „Zofiówka” – w chwili obecnej królowa ruin, jakie kiedykolwiek miałem okazję zwiedzać. Jedynie fakt tego co tam się działo w przeszłości nadawał całości takiego pompatycznego charakteru tej wizycie – zainteresowanych historią miejsca odsyłam tu. Wspomnieć należy, że pogoda tego dnia jakoś zbytnio nie chciała współpracować, co przełożyło się na dosyć słabe światło.

Warszawskie migawki

_DSC8597 kopia

Początek grudnia zeszłego już roku.
Kilka dni łażenia po stolicy z pozytywną grupą mobilini-opuszczone. Trochę wizyt w opuszczonych miejscach, na dachach warszawskich drapaczy chmur i innych równie fotogenicznych miejscach. Mała relacja poniżej.

_DSC8666 kopia

_DSC3494-2 kopia

_DSC8890 kopia

_DSC3581 kopia

_DSC3582 kopia

_DSC3592 kopia

_DSC8693 kopia

_DSC8710 kopia

_DSC8712 kopia

_DSC8735 kopia

_DSC8741 kopia

_DSC8744 kopia

_DSC8745 kopia

_DSC8751 kopia

_DSC8724 kopia

_DSC8730 kopia

_DSC8731 kopia

_DSC8738 kopia

_DSC8771 kopia

_DSC8615 kopia

_DSC8607 kopia

_DSC3611 kopia

_DSC8896 kopia

_DSC8590 kopia

_DSC8542 kopia

_DSC8579 kopia

_DSC8797 kopia

_DSC8849 kopia

_DSC8863 kopia

_DSC8537 kopia

_DSC8544 kopia

_DSC8546 kopia

_DSC8553 kopia

_DSC8562 kopia

_DSC8568 kopia

_DSC8576 kopia

_DSC8789 kopia

_DSC8914 kopia

_DSC8915 kopia

_DSC8940 kopia

Głębinowa kopalnia soli kamiennej w Wapnie

_DSC8213

Był plan na tę miejscówkę już dużo wcześniej – niestety podczas lipcowo-urlopowego powrotu z Dolnego Śląska nie starczyło czasu na zahaczenie o to cudo, więc w minioną niedzielę postanowiliśmy nadrobić. O samej kopalni w internecie można przeczytać, że była bohaterką największej górniczej katastrofy w historii górnictwa. Część sztolni zalała się wodą i postanowiono zalać i resztę – gdzieś pomiędzy połowa miasta zapadała się pod ziemię, ewakuowano mnóstwo ludzi.

_DSC8094

_DSC8033

_DSC8046

_DSC8070

_DSC8108

_DSC8101

_DSC8166

_DSC3213

_DSC3238

Mała Moskwa – poradziecki szpital w Legnicy

untitled-7463

untitled-7403

Szpital sowiecki w Legnicy.
Wielki kompleks budynków, kilka oddziałów – od chirurgii, poprzez psychiatrię, ortopedię i inne oddziały…
Długie na pół kilometra korytarze, które sprawiają takie wrażenie jakby nigdy się nie kończyły i w których można się pogubić – coś niesamowitego – dosłownie nie widać ich końca!
Oczywiście mnóstwo sal, pomieszczeń, mieszkań, zakamarków, przejść podziemnych, piwnic.
Jest także ogromny basen pływacki dla niegdysiejszych pacjentów, prawdziwe kino, sklepy, apteka, kuchnia, stołówka, sala konferencyjna, a także kaplica.
Na zapleczu szpitalnej kaplicy znajduje się chłodnia na ciała i prosektorium.
Miejsce niesamowite i w myśl zasady, że obrazy mówią więcej niż słowa nic pisać już nie będę ;)
Z 3GE! Trójmiejską Grupą Eksploracyjną

untitled-7333

untitled-7350

untitled-7415

untitled-7429

untitled-7461

untitled-7486

untitled-7625

untitled-7741

untitled-7766

untitled-7865

untitled-7870

untitled-7886

untitled-7926

untitled-7941

untitled-7977

untitled-7309

untitled-7312

untitled-7320

Letni pałac rodziny Hochbergów

untitled-8363

Pałac w Roztoce, dawny majątek rodziny magnatów niemieckich – wyczytałem w Sieci, że swego czasu jedynym bogatszym osobnikiem od nich był tylko sam cesarz.
Pierwotnie na tych ziemiach stały dwa mniejsze dwory zarządzane przez braci Conrada i Christophera von Hochberg.
Pałac na przestrzeni wielu lat przechodził mnóstwo metamorfoz budowlanych – kolejny właściciel hrabia Bolko von Hochberg dosyć intensywnie dbał o rezydencję: do piętrzącej się wieży dobudowano taras widokowy, a wszystkie okna ozdobiono marmurowymi koronami, wnętrze rezydencji zyskało bogato rzeźbione schody, ściany uświetniły malowidła Bigasa, a sufity pozłacane stiuki, robiące tak ogromne wrażenie, że nawet nie sposób o tym napisać, bo trzeba zobaczyć ;)
W środku można znaleźć marmur, szczątki barokowych mebli, leniwie zwisające z wysokich suftiów weneckie żyrandole.
Taki zupełnie baśniowy klimat – brak tylko jakiejś damy w bogato zdobionej sukni, przechadzającej się po pokojach z filiżanką popołudniowej herbaty w chińskiej porcelanie (bo z takowej podobno w czasach świetności tej rodziny pijało się popołudniowe herbaty.)
Istnieje kilka plotkolegend dotyczących tego miejsca.
Jedna z nich mówi o mezaliansie – że niby KtóryśTam von Hochberg zakochał się w pokojówce i z racji niemożności zaślubin oboje popełnili samobójstwo – ich ciała podobno pochowano w ogrodzie, w miejscu gdzie górka ziemi co roku pokrywa się pięknymi kwiatami.
Inna plotka głosi, że na terenie okalającym pałac zakopano wannę złota – ludzie zjeżdżali z całej Polski i rzucali się w wir poszukiwań ;)
Na poszukiwania tego złota czasu nie mieliśmy – za to udało się zwiedzić prawie wszystkie piętra tej dolnośląskiej perły :)

untitled-8203

untitled-8205

untitled-8295

untitled-8304

untitled-8309

untitled-8311

untitled-8411

untitled-8345

untitled-8354 copy

untitled-8388

untitled-8395

untitled-8392

untitled-8160

untitled-8164

untitled-8165

untitled-8169

untitled-8182

untitled-8184

untitled-8186

untitled-8189

untitled-8192

untitled-8193

untitled-8194

untitled-8236

untitled-8238

untitled-8234

untitled-8226

untitled-8231

untitled-8207

untitled-8276

untitled-8275

untitled-8274

untitled-8196

untitled-8199

untitled-8200

untitled-8213

untitled-8224

untitled-8267

untitled-8201

untitled-8257

untitled-8278

untitled-8260

W stronę Dolnego Śląska…

untitled-7276

Zdecydowanie zdjęcie powyżej nie jest moim najlepszym – ale co zrobić? Jestem na nogach od 3 w nocy, nieogolony i z tego co pamiętam już intensywnie śmierdzę, z racji gorączkowej pogody tego dnia. Po za tym samo miejsce zobowiązywało do dziwności – w natężeniu większym niż zazwyczaj.
Dwa tygodnie temu ruszyliśmy w czwórkę na Dolny Śląsk – po drodze zahaczając o psychiatryk w Owińskach.
Ciężko mi teraz wstrzelić się w klimat jaki wtedy nam towarzyszył – było duszno, gorąco, cicho…

untitled-7196

untitled-7242

untitled-6934

untitled-6881

untitled-6882

untitled-6906

untitled-7133

untitled-7176

O psychiatryku ciocia Wikipedia mówi:

Pierwszym dyrektorem zakładu był Friedrich Wilhelm Christian Beschorner, a kolejnym Karl Wilhelm Werner. Do 1920 zakład w Owińskach był jedynym publicznym zakładem dla całej Prowincji Poznańskiej i jednym z najlepiej urządzonych w Niemczech. Rozbudowę obiektu w 1880 roku nadzorował Heinrich Laehr. Według stanu na 1911 rok dysponował 750 łóżkami. Pierwszym dyrektorem po 1920 roku był Stanisław Górny (1886–1934), a po nim nastał Marcin Zieliński. Pod koniec lat 30. planowano zreorganizować zakład i przekształcić go z detencyjnego w ośrodek o charakterze naukowo-leczniczym. Miał też być zapleczem Polskiego Instytutu Badań Dziedziczności. Po wybuchu II wojny światowej, pacjenci szpitala (1100 chorych) zostali zamordowani w ramach akcji T4 (wątek ten porusza Jakub Małecki w powieści Przemytnik cudu). Od 1943 do stycznia 1945 na terenie zakładu znajdował się Arbeitslager Treskau. Podczas działań wojennych część kompleksu została zniszczona.

Ja mówię, że moja Wyobraźnia szaleje po kątach … Widzę te wszystkie eksperymenty na pacjentach czynione przez szalonych, niemieckich doktorów. Skutki uboczne lobotomii są fascynujące – brak ciągłości własnego „ja” – pacjent nie jest świadomy jednego „ja”, codziennie może być kimś innym. No, ale to tylko moja Wyobraźnia, która zazwyczaj działa na pełnych obrotach w takich miejscach ;)
Miejsce fascynujące, zdecydowanie polecam odwiedzić – ot, chociażby żeby zakupić pamiątkową koszulkę z pierwszego zdjęcia ;)
Zdarzyło się też włóczęgostwo bezeksploracyjne :)

untitled-8038 copy

untitled-8025 copy

untitled-8020 copy

untitled-8048 copy

untitled-8112 copy

A za chwilę zaproszę do pałacu w Roztoce!

untitled-8368 copy

Kozubnik deszczowy…

untitled-2851

untitled-2566

untitled-3042

Powrót do przeszłości – nie tak dalekiej.
Folder „Majówka 2014” ponownie został otworzony – tym razem zdjęcia z Zespołu Domów Wypoczynkowo-Szkoleniowych w Porąbce-Kozubniku, który odwiedziliśmy przy okazji eksploracji Górnego Śląska (nie mylić z dolnym, który niebawem).
Szczerze? To widok wciśniętych w zbocze, porośnięte drzewami, budynków Kozubnika robi tak niesamowite wrażenie, że można by usiąść i rozkoszować oczy wszystkim co tam obecne. Tym bardziej, że trafiliśmy tam w deszczowy, ponury dzień – nad wierzchołkami drzew iście niesamowicie fotogeniczna mgła!!!
Jeśli chodzi o wnętrze – stan dosyć opłakany, w którymś z budynków na ścianach jeszcze welurowe tapety, trochę mebli i kilka drobiazgów pamiętających lata świetności tego ośrodka. Multum ozdobników ścianowych pod postacią graffiti. Absolutnie piękne miejsce!

untitled-3168

untitled-2682

untitled-2745

untitled-3062

untitled-3047

untitled-3015

untitled-3157

.

Dzieje się ! DAG w puszczy bydgoskiej

DSC05137

Albo i działo się, na chwilę przestało i teraz zaczęło znowu.
W amoku przygotowań do obrony uczelniano-szkolnego portfolio – czytaj zrobieniu pudła na zdjęcia (a kurwamaćjapierdolizmu z tym od dolin po wyżyny), batalii z drukarnią o błędy techniczne wydruków i inne pochodne, które w chwili obecnej wywołują już tylko uśmiech na twarzy – foldery z zaległymi zdjęciami tak jakoś pozakurzałysię, obrosły pajęczyną i w ogóle mrok, ciemność i wszędzie nietoperze. Ale tyle na łbie było ostatnio – w sumie to dziwię się, że po stresie związanymi ze wszystkim co wokół (a słynę z przejmowania się nawet błahostkami) jeszcze jakoś łeb prosto trzymam, że szyja się wzięła i nie ugięła pod wpływem.
Ale koniec. Albo właśnie początek. Zobaczy się.
Póki co – otwieram, leżący nieruchomo od świąt wielkanocnych, folder o nazwie DAG i wywalam na światło dzienne kawałek Bydgoszczy ukrytej w puszczy bydgoskiej. DAG Fabrik Bromberg – to największa pod względem powierzchni fabryka zbrojeniowa koncernu Dynamit Nobel AG w hitlerowskich Niemczech, istniejąca w latach 1939–1945. Po resztę informacji odsyłam w przepastne internety.
Jeśli chodzi o DAG i samą Bydgoszcz – nie obyło się bez małych przygód i drobnych nieprzyjemności.
Do samego DAG’u zawiozła nas nieznajoma niewiasta, która zgarnęła nas na dworcu i wyrzuciła w środku lasu, gdzie jak się okazało po DAG’u się oprowadza! Nie ma opcji samotnej wędrówki, wcześniej trzeba zadzwonić i umówić się z Panem, który coś tam opowiada. A, że wcześniej nikt z nas nie zadzwonił próbowano nas odesłać z kwitkiem. Na szczęście byliśmy uparci – i w las pełen opuszczoności wszelakiej wleźliśmy sami :)

untitled-9188

untitled-9239

untitled-9276

untitled-9304

untitled-9359

untitled-9434

untitled-9459

untitled-9662

W zajawce wypełzania z zaległości – następnym razem będzie wariat, czerwone rajstopy, koło i rura…

untitled-4551 copy

…że już nawet nie wspomnę o zaległym, majówkowym Kozubniku i klimatach dolnośląskich z ostatniego weekendu!

untitled-8368 copy

Huta „jedność”, Siemianowice Śląskie

untitled-1935

untitled-2264

untitled-2181

Zabieganie z zalataniem, poplątane z poplątaniem i kurwamaćjapierdolizm uroczysty, panika i stres.
Za dużo kortyzolu i pokrewnych.
Za mało czasu, chęci i czasu znów. Ale wychodzę z „Jedności”, jeszcze majówkowej.
Enyoj!