Tag: długi czas naświetlania

Umieranie na długim czasie

Na początku było jajko.
Potem ciepło pierza ckliwością dziobu rozłupało wapienna skorupę zamkniętego świata, aby zatrzymać punkt w którym dźwięk rozbijany stanowi radość nowego życia.

Dzień mój w okularach usiadł na szklanym brzegu szklanki od Ewy.
Alfabetycznie poukładany w taką ciszę, że nawet przezroczyste kwiaty odważnie pachną, choć tak naprawdę wszystkie już umierają.
Niewymierne serce jakby wyciśnięte. Fusy i herbata.
Zmęczony jestem.
Między ruchem palca, a pukaniem w parapet odszukuję głębszego sensu.
Jest wiatr.
Tłoczony w pejzaż na skrzydłach odmrożonych łabędzi.
Starałem się sięgnąć w głębię.
Tylko wtedy widzę jak mewy rozdziobują kulisty kształt chmury narosły formą naftowych przemian. Rozmazanie rysuje się na śladach w piasku. Wyrzeźbiona w kamieniu historia śnieżnego grzebienia piany. Umieram cicho, niemal bezgłośnie.

♫ ♪ Roo Panes – Lullaby Love

 

Třetí den. Česká republika . Prague

_DSC1564 kopia

No i od czego zacząć dzień trzeci?
To dosyć oczywiste, że od śniadania bo i tak właśnie było – jednakże pragnę wskoczyć czasowo w okolice popołudnia tego dnia, przedstawić po raz kolejny Saudka, a dopiero potem wrócić od zwiedzania, które miało miejsce tuż po śniadaniu właśnie.
Otóż…
Po wejściu do jakiegoś podziemnego przejścia wszystko dzieje się w zwolnionym tempie – i gdybym był cycatą blondynką zapewne zamaszyście machnąłbym głową w celu samoczynnego odgarnięcia włosów z twarzy – jak w tych wszystkich filmach amerykańskich, a z obficie obdarowanej klatki piersiowej wydobyłoby się głośne westchnienie podniecenia na widok Karela Rodena. A tak tylko stoję przez chwilę (bez tych cycek i bez tego wzdychania 😉 ) i gapię się z myślą „Osz kurwa… No znam fotę…”
Film o Saudku? W pierwszej chwili nie chce mi się trochę wierzyć – chyba rzadko zdarza się żeby powstawały filmy o sławach za ich życia?
No tak…
Był film o Wałęsie, ale to Wałęsa. A Saudek? Fotograf…?
Po przeczesaniu internetów odnajduję trailer…

…dowiadując się też, że sam Saudek mocno uczestniczył w powstawaniu filmu – ot, chociażby osobiście pstryknął fotkę, która jest na plakacie. Więcej tu. Tego dnia i następnego też błądzę jeszcze po ulicy Celetná w poszukiwaniu galerii Saudka – ale o tym jak bardzo czesi nie znają rodzimego fotografa – sławnego na absolutnie całym świecie trochę później.
Tymczasem wracamy do zwiedzania Žižkova.

_DSC1089

_DSC1087

W okrojonym towarzystwie – to dzień kiedy każdy robi i lezie gdzie chce, więc podzieleni na dwie grupy działamy samopas.

_DSC1099

Powłóczystym krokiem kierujemy się na Witkową Górę, gdzie stoi monumentalny pomnik Jana Žižki.

_DSC1103

_DSC1095

_DSC1097

_DSC1101

_DSC1106

Pomnik jak i cały budynek zwany dalej Narodowym Miejscem Pamięci na Witkowej Górze upamiętnia bitwę która miała miejsce 14 lipca 1420 roku podczas pierwszej krucjaty w okresie wojen husyckich. Ale jak zwykle zapraszam ciekawskich w okolice wikipedii 😉

_DSC1149

_DSC1151 (Kopiowanie)

_DSC1152

_DSC1153

_DSC1107

_DSC1108

_DSC1111

_DSC1114

_DSC1118 (Kopiowanie)

_DSC1137

_DSC1144

_DSC1130

_DSC1128 (Kopiowanie)

A schodząc w dół i kierując się w okolice wzgórza Petřín napotykamy co jakiś czas brakkostekbrukowych i z pełnym dystansem do własnej narodowości stwierdzamy, że byli tu Polacy 😉

_DSC1174

_DSC1154

_DSC1159

_DSC1163

_DSC1170

_DSC1171

Kiedy przechadzamy się w miejscu pokazanym poniżej w okolicach dworca autobusowego Florenc z megafonów głos jakiejś kobiety ogłasza koniec świata. Przynajmniej takie sprawa wrażenie – dźwięk z megafonów jest tak cholernie głośny i niepokojący, że przez chwilę zastanawiamy się gdzie się schować przed owym wyimaginowanym końcem świata 😉

_DSC1172

_DSC1173

A u podnóża Petřín znajduje się Pomnik Ofiar Komunizmu.

_DSC1178

_DSC1175

_DSC1176

Na Wzgórze Petřín wjeżdżamy kolejką linową.

_DSC1196

_DSC1185

_DSC1200

_DSC1199

Podczas gdy moja grupa kapituluje – ja płacę 350 koron za możliwość pokonania miliona schodów i obejrzenia Pragi z wieży widokowej. Widok warty wysiłku 😉

_DSC1202

_DSC1203

_DSC1210

_DSC1208

W kolejnym planie na ten dzień słynny symbol Pragi – Złota Uliczka.
Jednakże najpierw spożywamy kawę w knajpce na Hradczanach – a z racji tego, że spożywamy w papierowym kubku czuję się jakbym tę kawę profanował. Na Złotą Uliczkę wchodzimy chwilę po szesnastej – jak się okazuje słusznie, bo za darmo. A niesamowicie zły byłbym gdybym zapłacił… Złota Uliczka jakkolwiek urokliwa to przereklamowana po stokroć. Moim zdaniem, oczywiście.

_DSC1248

_DSC1297

_DSC1299

_DSC1302

_DSC1305

_DSC1306

_DSC1311

_DSC1314

_DSC1316

_DSC1318

_DSC1319

_DSC1321

_DSC1327

_DSC1333

_DSC1335

Po wejściu w mikroskopijnych rozmiarów drzwiczki okazało się, że weszliśmy do mini muzeum…

_DSC1269

_DSC1253

_DSC1258

_DSC1260

_DSC1264

_DSC1267

_DSC1265

Sala tortur 🙂

_DSC1289

_DSC1275

_DSC1277

_DSC1279

_DSC1280

_DSC1282

_DSC1286

_DSC1358

_DSC1350

_DSC1352

_DSC1356

Późnym wieczorem drepczemy sobie po starym mieście z mistrzowskim, grzanym winem i w poszukiwaniu osobiście saudkowej galerii z absolutnie stałą ekspozycją i pochodnymi.

_DSC1361

Nie zawracam sobie głowy zbytnio, żeby zapamiętać numer budynku (sprawdzany wcześniej w hotelu przy pomocy internetów w telefonie i hotelowym wifi), w którym znajduje się owa galeria – przecież to SAUDEK i podejrzewam, że owy przybytek powinien być widoczny już z daleka. Z resztą sama ulica Celetná nie jest jakaś strasznie długa, żeby po niej błądzić. Oczywiście, nie mogło być inaczej, galerii nie znalazłem 🙂
I sumiennie poprzysiągłem udać się ponownie w te okolice dnia następnego…

_DSC1377

_DSC1362

_DSC1364

_DSC1366

_DSC1370

I na koniec, a jakże… Most Karola. Tym razem w biegu, w deszczu i bez szmatki, którą byłbym w stanie na bieżąco wycierać zapaćkany obiektyw 😉

_DSC1394

_DSC1391

_DSC1393

Druhý den. Česká republika . Prague

_DSC0616

Dzień drugi.
Po obfitym śniadaniu w hotelowym bufecie wita nas naprawdę fantastyczna pogoda.
Mamy ambitny plan poszukiwań słynnego muru Lennona – a według naszego przewodnika i mapy (na której mur oznaczony jest zieloną siódemką) znajduje się dosłownie parę chwil dreptania od naszego hotelu, na dzielnicy Žižkov.
I nikomu w tej chwili nie wydaje się dziwne, że ściana Lennona znajduje się na takim dzielnicowym odpowiedniku warszawskiej pragi.

_DSC0668

_DSC0662

_DSC0663

_DSC0666

_DSC0669

_DSC0670

Poniżej žižkovska wieża telewizyjna, na której w 2000 roku pojawiły się rzeźby raczkujących dzieci autorstwa Davida Černý(ego) – tego samego artysty od instalacji sikającej pod muzeum Kafki. Teraz trochę żałuję, że nie udało się popatrzeć na wieżę z bliska 😉

_DSC0672

Wdrapujemy się na wzgórze w parku o nazwie Parukářka. Ciągle intensywnie poszukując Lennona. I podziwiając widoki.

_DSC0674

_DSC0676

_DSC0679

_DSC0681

Język czeski jest językiem uroczym – nie da się ukryć. Być może za dużo piwa naród spożywa i stąd miękkość i śmieszność prawie każdego słowa. Jednakże apogeum radości osiągam w momencie słyszenia czeskich dzieci przedszkolnych, które na początku swojego życia (jak każde dziecko przecież) naturalnie sepleniąc kaleczą większość słów na swój dziecinny sposób. Język czeski z ich ust jest po prostu tak przesłodki, że aż do tak zwanego porzygania tęczą. Więc rzygam i idę 😉

_DSC0687

_DSC0689

_DSC0692

_DSC0740

Znajdujemy mur – zaledwie trzymetrowy i wyglądający zupełnie inaczej niż w przewodniku. Trzeba dopytać ale czeskie przedszkolanki niestety nie grzeszą podstawową znajomością angielskiego, a przechodzący staruszek (z outfit’em, który mógłby pozazdrościć sam Lennon) na pytanie „czy po angielsku” odkrzykuje, że „Jaa! Naturlich!”.
Ale… Udaje się odkryć, że nasz tajemniczy przewodnik (na którym mur Lennona zaznaczony zieloną siódemką, jak już wspominałem) ma różne odcienie wymienionego zielonego i tym samym okazuje się, że szukamy Lennona nie tam gdzie powinien być.
Staruszek na mapie pokazuje okolice… mostu Karola 😀
Zatem w stronę tramwaju…

_DSC0694

_DSC0696

_DSC0699

_DSC0702

_DSC0706

Pogoda cudo…

_DSC0708

_DSC0711

_DSC0713

_DSC0714

_DSC0716

_DSC0719

_DSC0722

_DSC0724

_DSC0726

_DSC0727

_DSC0729

_DSC0732

_DSC0735

_DSC0736

_DSC0737

_DSC0738

_DSC0739

_DSC0741

_DSC0744

_DSC0746

Już z daleka słychać jakiegoś czeskiego śpiewaka, który zachrypłym głosem (i wcale nie takim pierwszej jakości) wyje imadżiiiiin of de pipl sprawiając, że wizyta pod murem jest ciut szybsza, niż planowaliśmy 😉

_DSC0748

_DSC0750

_DSC0753

_DSC0757

_DSC0759

Znajdujemy się na Kampie – półwyspie na Wełtawie z centralnie położonym owalnym rynkiem. Grupę różnokolorowych domków przecina Čertovka – ślepy kanał rzeki Wełtawy. Wyczytałem, że prażanie nazywają to miejsce swoją Małą Wenecją. I wcale mnie to nie dziwi…

_DSC0762

_DSC0768

_DSC0761

I zdjęcie z ostatniego wpisu potwierdzające praską Wenecję.

_DSC0619

A potem schodami.
W internetach można poczytać, że w zamierzchłych czasach schodów tych nie było i mieszkańcy wyspy używali drabin, żeby na most Karola się wdrapać.

_DSC0781

I tradycyjnie kilka zdjęć z mostu Karola. Hradczany same pchają się do aparatu.

_DSC0782

_DSC0788

_DSC0790

_DSC0794

_DSC0795

_DSC0799

_DSC0800

_DSC0803

_DSC0805

_DSC0813

_DSC0816

_DSC0817

_DSC0818

_DSC0820

_DSC0821

_DSC0824

_DSC0826

Docieramy na Josefov – dawną żydowską dzielnicę otoczoną z każdej strony Starym Miastem. Niestety – moje wyobrażenia na temat tego miejsca nijak się miały z rzeczywistością – multum włoskich sklepów sprawiał, że urok żydowskości znikł zanim się jeszcze pojawił. Po za tym okazało się jeszcze, że żeby wejść na stary cmentarz żydowski trzeba zapłacić około 250 koron czeskich. Nie… Zdecydowanie nie należę do sknerowatych i wiecznie oszczędzających ludzi, gdyż rękę do pieniędzy mam dosyć lekką 😉 Jednakże wychodzę z założenia, że za pewne rzeczy po prostu nie powinno się płacić.

_DSC0827

_DSC0829

_DSC0831

_DSC0832

_DSC0834

_DSC0838

_DSC0841

_DSC0842

_DSC0844

_DSC0848

_DSC0849

_DSC0851

W planach kolejne wzgórze, na które docieramy drepcząc przez kolejny most. I kolejne widoki.

_DSC0854

_DSC0856

_DSC0858

_DSC0862

_DSC0868

_DSC0871

_DSC0872

_DSC0876

I schody.

_DSC0884

Ze wzgórza z metronomem też świetne widoki.
Po za tym nasz książkowy przewodnik określa miejsce, na które się wdrapaliśmy jako Praga dla zaawansowanych 😉

_DSC0889

_DSC0907

_DSC0909

_DSC0910

O samym nieistniejącym już i potężnym pomniku Stalina (który kiedyś z tego miejsca górował nad miastem) można poczytać na ZŁOTEJ PRADZE.

_DSC0896

_DSC0929

_DSC0931

_DSC0933

_DSC0935

_DSC0913

_DSC0926

_DSC0937

_DSC0947

_DSC0949

_DSC0950

_DSC0955

_DSC0960

_DSC0962

_DSC0967

Przejścia dla pieszych w Pradze są co najmniej fascynujące.
Tak samo jak mała ilość widocznych na mieście sędziwych mieszkańców i jeszcze tego samego dnia mamy okazję świadomie przyjrzeć się tym dwóm zjawiskom (wcześniej nikt nie zwracał na to uwagi), a nawet stwierdzić, że łączy je jedno. Otóż… Stoimy i czekamy przed przejściem dla pieszych, żeby zgodnie z ogólnie pojętymi zasadami ruchu ulicznego przejść zgodnie z prawem na zielonym świetle. Zielone światło zapala się na trzy sekundy i gaśnie w momencie kiedy nawet nie jesteśmy w połowie owego przejścia. Potem już nauczyliśmy się przybierać pozy jakbyśmy startowali do biegu, a i tak nie zawsze się udawało. A teraz wyobraźmy sobie że, taka czeska staruszka ledwo kuśtykająca obładowana czeskimi siatami z czeskiego tesco idzie po tym czeskim przejściu i kiedy już by się mogło wydawać, że zdąży przejść przejeżdża ją czeski autobus. Selekcja naturalna? Czeski film, no mówię wam 😉

_DSC0969

_DSC0973

_DSC0982

_DSC0984

I drugi dzień już prawie ku końcowi.
Pomimo, że od popołudnia nogi wchodzą ze zmęczenia w czteroliterową część ciała obiecuję sobie szybki, wieczorny spacer po Pradze ze statywem i długim czasem naświetlania. I jak się okazało z odczuciem delikatnego szoku, że bydło turystyczne o tej porze znika w tajemniczych okolicznościach…

_DSC0985

_DSC0988

Powrót na wzgórze z metronomem.

_DSC0999

_DSC1002

_DSC1005

_DSC1010

_DSC1013

_DSC1028

Rzecz chyba niespotykana w ciągu dnia – opustoszały plac zamkowy na Hradczanach. Tym bardziej dziwne, że wejście o tej porze jest ogólnodostępne i nikt nie ściga, że zamknięte czy coś.

_DSC1033

_DSC1046

_DSC1049

_DSC1051

_DSC1053

_DSC1054

_DSC1057

_DSC1065

_DSC1069-2

_DSC1072

_DSC1074

_DSC1080

I schodami w dół. Do hotelu. Spaaaaaaać!

_DSC1085

Szybkie,Nocne i Bałuty

untitled-3907

Sobota wieczór. Łódź, Bałuty. Oj szybciutki spacerek…
Tuż po wyjściu z hostelu na ulicy Rybnej usłyszeliśmy przeciągle-dresowe „kurwa!Kto to?!” skierowane w naszą stronę, więc wieczór mógł być cudny absolutnie.
Potem jakoś stało się, że kobiecina z twarzą przesiąkniętą odcieniem bordo przechodząc obok wypierdoliła się soczyście („Bo tak szłam, zagapiłam się jak cipa i się wzięłam przewróciłam. Macie papierosa?”).
Potem trójka lokalesów rzuciła się na kolegównę Kaziutę, z czego jeden nalegał na wspólne zdjęcie z rzeczoną kolegówną (miał eleganski sweterek).
Następnie przypałętał się kolejny Kaziutowy Amant (z pochodzenia jak dobrze pamiętam grek) i spod jego bujnego wąsa wypluwały się ślinowo (prócz słów, którymi coś tam opowiadał) zapachy alkoholi przeróżnych, wysokoprocentowych.
Dalej jakiś Jego Mość mocno bujający się między brzegami chodnika, tłumaczył swemu psu „Jak Ty kurwo, nie umisz iść prosto, to ja cię nauczę …”.
W kolejnej bramie grupa lokalesów, spożywająca zapewne z okazji sobotniego wieczoru herbatę, z wyrazem pożądania w oczach patrzyła na nasze aparaty (przyspieszamy kroku!).
Były też jednookie koty w oknach – chyba jedyne trzeźwe stworzenia, które spotkaliśmy tego wieczoru.

untitled-3874

Łódź, piękna Łódź. Piękne bramy, piękne światła, piękne wszystko!

untitled-3789

untitled-3761

untitled-3919

untitled-3784

„Chodź do bramy, pogadamy!” 😉

untitled-3800

untitled-3817

untitled-3818

untitled-3820

untitled-3823

untitled-3829

untitled-3834

untitled-3837

untitled-3869

untitled-3892

untitled-3901

untitled-3921

I coś dla smakoszy słodkości absurdalnych – zdjęcia amatorskie w ciągu godziny.
Znaczy modelowi wydaje się, że pozuje. Fotografowi wydaje się, że robi zdjęcia.
A płacić mogłaby Gruba Pani Urszula z siódmego piętra, czy ktokolwiek.
Ot, taki tam smaczek – wielbię takowe.

untitled-3897

A Łodzi tutaj jeszcze trochę będzie w przyszłości!

Niedziela

Podwójnie.
W nocy śnią mi się ludzie bezczelnie gapiący się w monitory mojej głowy, czytający z lini papliarnych moich dłoni, wiedzący więcej niż ja sam chciałbym wiedzieć o sobie.
Za oknem ptaki pod niebem, i każdorazowo dokończonym lotem muskają wierzch trawy soczyście zielonej zmieniając tym samym poziom mojego uśmiechu.
Podwójnie.
Jest szum, świetliście zakończone w powietrzu fale morskie przy długim czasie naświetlania, pole pełne piasku, kiełkującego czegoś i myszy białoszarych chowających się w kępkach przypadkowości.
Przez uchylone drzwi Chaos zagląda.