Tag: Góry

Akt górski sprowokowany

1b kopia

2b kopia

7 kopia

5b kopia

4 kopia

8 kopia

Dużo dzieje się. Mało mnie tutaj ostatnio.

Ale zanim uchylę rąbka tajemnic rodzaju wszelakiego – zdjęcia ze skąpanej wrześniowym słońcem Norwegii.

Akt górski sprowokowany – gdyż tak piękne widoki wkomponowane w tak piękne widoki ponowne same z własnej woli raczej nie występują. Nie ma tak, że idziesz w góry, a tam leży modelka ułożona już i czekająca na dźwięk migawki. Prowokacje były. Dobry czas.

Tredje dag i Norge / Trzeci dzień w Norwegii część 2 / Sanatorium Harastølen

_DSC6899

Deszcz. Wiatr. Mgła. Dosyć ciężko zazwyczaj o kompilację tych trzech zjawisk w jednym czasie 😉
Sześć kilometrów drogą wciśniętą w strome zbocze. Co kilka metrów ostry zakręt.
Dziury w drodze, więc poczuć się można jak u siebie, w Polsce.
Docieramy. Parkujemy.
Następuje szybkie przegrupowanie, synchronizacja zegarków, kontrola sprzętu i poprawienie opasek na głowach.
Poprawiamy pieczołowicie, gdyż na pięciuset m n.p.m piździ jeszcze mocniej, intensywniej.

_DSC6855

Abstrahując na moment od sanatorium…
Muszę przyznać, że jestem zafascynowany działaniem miejsc opuszczonych o których słyszałem i w którym byłem.
W norweskim regionie Vågsøy (nie mam zielonego pojęcia jak to czytać) stoi latarnia morska.
Stoi opuszczona wiele lat – jest trochę podniszczona, rozklepana, rozciapkana, posunięta przez czas i tak dalej, ale na samym czubku w dalszym ciągu osadzona jest prężnie działająca soczewa, przez którą światło błyska na ocean.
I władzom regionu/komuny/gminy cholernie ciężko burzyć takie cudo (podejrzewam, że w Polsce nikt nie miałby skrupułów).
Zatem władze rzucają hasło „Braaaać!”. Dosłownie… Możesz przyjść, zapłacić symboliczną koronę norweską i stajesz się niejako właścicielem tego morskiego cudu. Warunek? Remont na własną kieszeń … Możesz mieszkać, otworzyć restaurację, galerię, cokolwiek.
Ktoś by się rzucił? Bo ja z pewnością 🙂

_DSC6768

Ale wróćmy do Harastølen.
Otworzone w ok. 1900 roku początkowo było szpitalem dla chorych na gruźlicę.
Położone wysoko w górach, gdzie klimat podobno sprzyjał wyzdrowieniu chorym.
Z własnym wagonikiem górskim transportującym chorych z miasta, chlewnią gdzie radośnie ogonem merdało pożywienie, a nawet pierwszą w Norwegii turbiną wodną, która płodziła prąd…
Niezależność takiego miejsca pełnego chorych na pewno była w tym czasie bardzo ważna…
Po II Wojnie Światowej sanatorium stało się ośrodkiem dla psychicznie chorych. Mnóstwo samobójstw, jakie popełniali rezydenci skłoniło władze ówczesnego zakładu do zabezpieczenia balustrad schodów grubą siatką pełznącą od piwnicy po ostatnie piętro.
Końcówka lat 80tych sanatorium staje się miejscem, gdzie uchodźcy z Jugosławii i Bośni znajdują schronienie.
Potem długoletnia cisza, przeplatana dźwiękiem wybijanych szyb tego opuszczonego budynku.

_DSC6840

I dopiero pod koniec lat 90tych pojawia się Kristian – po sześciu latach spędzonych w Stanach Zjednoczonych wraca do Norwegii. Przez kilka miesięcy pomieszkuje w jednym z pokoi opuszczonego sanatorium. A potem zostaje takim jakby prawnym opiekunem/właścicielem tego miejsca. Dosyć ciężko postawić miejsce na nogi, ale widać, że chłopak świetnie sobie radzi.
Wita nas nienagannym angielskim. Choć papieros, najwyraźniej na stałe przyklejony do górnej wargi, utrudnia mi trochę rozumienie jego słów. Szybko nas oprowadza mówiąc, których miejsc zdecydowanie unikać – wszak nie chcemy zasilić grona lokalnych samobójców. Na pytanie po co to wszystko robi z rozbrajającą szczerością mówi, że jest wariatem. I, że wiele lat był miłośnikiem miejsc opuszczonych, aż w końcu postanowił osiąść na stałe w jednym z nich. Z sanatorium związany dosyć blisko – zmarła mu tu babcia.

_DSC6673

_DSC6671

_DSC6824

_DSC6803

_DSC6796

_DSC6793

Poniżej na zdjęciu ponad stuletni fotel dentystyczny…

_DSC6670

_DSC2764 kopia

_DSC6814

_DSC6808

_DSC2641

_DSC6724

_DSC6780

_DSC6779

_DSC6776

_DSC6734

_DSC6747

_DSC6731

_DSC6757

_DSC2585

_DSC2592

_DSC2591

Biblioteka ze stołem do gry w pokera 🙂

_DSC2595

I martwą naturą w słoiczkach…

_DSC6698

_DSC2726

_DSC6733

_DSC6729

_DSC6745

_DSC6721

_DSC6711

_DSC6852

_DSC6875

_DSC6868

Plany na przyszłość związane z sanatorium Harastølen?
Pewni filmowcy zaopiekowali się drugim piętrem i kręcą tam film „Villmark 2” – zwiastun można obejrzeć tu .
Po za tym Kristian w przyszłym roku planuje otworzyć, zamknięte do tej pory, domu stojące wokół głównego budynku. Najpewniej stare siedziby pielęgniarek i wszelkiej maści doktorów urzędujących tu w latach świetności Harastølen. Otworzyć dla takich ludzi jak ja – przyjeżdżasz, masz możliwość przenocowania i łazisz z aparatem po sanatorium tyle godzin ile dusza zapragnie. Nawet w nooocy – bo jest pokój zwany „naked room” gdzie właśnie w nocy straszy najbardziej 😉

Reszta potężnej galerii poniżej.

A na koniec jeszcze w przypływie weny twórczej, fotograficznie samojebkowej…

_DSC2717 kopia

Pozdrawiamy! 😉

Første dag i Norge / Pierwszy dzień w Norwegii / Dolina Regndalen

_DSC6155 kopia

Poinstruowany doświadczeniem współtowarzyszy (wszak nie mam absolutnie żadnego doświadczenia w łażeniu po górach) ubieram się lekko i wsiadamy w samochód, żeby po przejechaniu paru kilometrów zaparkować u podnóża Regndal. Ale zanim dojeżdżamy to siedząc na tylnym siedzeniu samochodu moje oczy czasami wydają się z siebie wieloskalowe pomruki zadowolenia na widoki zza okna. Cyborgowy Konkubent jakby uszami czytał te moje oczy i co parę kilometrów zatrzymuje się, żebym mógł wysiąść i fotografować i fotografować i fotografowaaać !

_DSC6159 kopia

_DSC6101 kopia

_DSC6104 kopia

_DSC6106 kopia

_DSC6113 kopia

_DSC6115 kopia

_DSC6116 kopia

_DSC6122 kopia

_DSC6129 kopia

_DSC6146 kopia

_DSC6157 kopia

Tak się stało, że jakimś cudem nie padało i wejście było znośne.
Sama wedrówka do doliny momentami po pionowych ścianach, ale że uparte ze mnie bydlę zasuwam z zaciśniętymi zębami próbując nie myśleć o towarzyszących zadyszkach w ilości grubo przekraczającej moją dzienną normę zadyszek. Pełznę, a współtowarzysze szeroko uśmiechając się kłamią, że jak na pierwszy raz w górach świetnie sobie radzę. I, że są pod wrażeniem 😉
Etui ze statywem, nazywane już teraz kołczanem sprawiedliwości, jest dzielnie dzierżone przez Cyborgowego Konkubenta. I w sumie dobrze, że chłopak taki uczynny, bo gdybym niósł osobiście to wtedy wchodziłbym po skałach na czworaka albo jakimś krokiem posuwiście dziwacznie nieodpowiednim czy coś 😉 Zasuwamy. Z aparatem wiszącym u szyi trochę wolniej idę, bo tyle piękna wokół, że migawka sama się rwie. Gdzieś w międzyczasie gubię muszlę oczną i okrutnie nadwyrężam kolano, ale po ponad godzinnej wspinaczce jesteśmy!
Dolina deszczowa. Lodowiec Regndalsbreen.
Perła wśród dolin Sunnmøre.
Jak na tamtą chwilę miałem wrażenie, że jedno z najpiękniejszych miejsc jakie kiedykolwiek widziałem w życiu! Choć tak naprawdę widziałem niewiele 😉

_DSC6180 kopia

_DSC6192 kopia

_DSC6194 kopia

_DSC6202 kopia

_DSC6213 kopia

_DSC6226 kopia

_DSC6228 kopia

_DSC6231 kopia

_DSC6322 kopia

_DSC6239 kopia

_DSC6241 kopia

_DSC6242 kopia

_DSC6248 kopia

_DSC6250 kopia

_DSC6253 kopia

_DSC6257 kopia

_DSC6265 kopia

_DSC6267 kopia

_DSC6270 kopia

_DSC6271 kopia

_DSC6274 kopia

_DSC6276 kopia

_DSC6279 kopia

_DSC6284 kopia

_DSC6314 kopia

I już wracając z czołówką zainstalowaną na spoconym łbie, klnąc cicho na popieprzone kolano, leząc w półmroku po śliskich skałach nawet nie myślę o wyciąganiu aparatu. Ale widok na miejscowości Sykkylven i Velledalen wydają się być takimi wisienkami na torcie tego dnia, że nie wiele myśląc po raz ostatni wyciągam tego wieczoru statyw z kołczanu sprawiedliwości i pstrykam dwa ostatnie zdjęcia.

_DSC6325 kopia

_DSC6324 kopia

Første dag i Norge / Pierwszy dzień w Norwegii

_DSC7135 kopia

Z tym swoim lękiem wysokości wsiadam w samolot do Norwegii.
I choć statystycznie najmniej katastrof na niebie to lecę z przeświadczeniem, że podczas startu zginę na zator płucny. Albo chociaż w uszach z ciśnienia coś wybuchnie. Niestety – całego i zdrowego (lotniczo-samolotowo rozdziewiczonego) odbiera mnie Cyborg Anitex wraz ze swym konkubentem na lotnisku w Alesund. I już jadąc w samochodzie do Sykkylven przyklejony do szyby niczym jamochłon, chłonę wszystko co widzę. Chłonę intensywnie i prawie krztuszę się z nadmiaru piękności 😉
Więc pierwszy dzień w Norwegii – pierwszy dzień zwiedzania, włóczęgostwa i łażenia.
Piątek.
Bo czwartek był bardzo polski i niefotograficzny – zakrapiany polskim Krupnikiem z wolnocłowego i objadany ciastem OREO.
Więc piątek. Budzę się sam w Cyborgowym Domu i szybko podnoszę roletę ledwie jeszcze na oczy widząc, żeby upewnić się, że naprawdę tu jestem. I, że nie przyśnił mi się ten widok z okna.

_DSC5980 kopia

Lekko odziany wypełzam i wbijam w najbliższy las.
Jeszcze oszołomiony całokształtem zachwycony jestem nawet drzewami. A Po oswojeniu się z pierwszymi pozdrowieniami mijających mnie norweżek, już sam nawet łeb zadzieram i mrużąc oczy do słońca ochoczo wołam „Hei!”. Z irracjonalnym lękiem, że zza krzaków wyskoczy jakiś biały niedźwiedź i opierdoli mnie na oczach tych norweżek, które tak się uśmiechają na mój widok 😉

_DSC5984 kopia

_DSC5987 kopia

_DSC5988 kopia

_DSC5990 kopia

_DSC5991 kopia

_DSC5992 kopia

_DSC5995 kopia

_DSC6001 kopia

_DSC6005 kopia

_DSC6007 kopia

_DSC6010 kopia

_DSC6013 kopia

_DSC6017 kopia

_DSC6018 kopia

_DSC6019 kopia

_DSC6021 kopia

_DSC6031 kopia

_DSC6033 kopia

_DSC6040 kopia

Mając jeszcze sporo czasu do przymostowego spotkania z Cyborgiem Anitexem, więc niespiesznie gubię się w uliczkach Sykkylven.

_DSC6064 kopia

_DSC6067 kopia

_DSC6070 kopia

_DSC6046 kopia

_DSC6047 kopia

_DSC6049 kopia

_DSC6050 kopia

_DSC6052 kopia

_DSC6057 kopia

_DSC6060 kopia

A dzień się jeszcze nie skończył… !

Kozubnik deszczowy…

untitled-2851

untitled-2566

untitled-3042

Powrót do przeszłości – nie tak dalekiej.
Folder „Majówka 2014” ponownie został otworzony – tym razem zdjęcia z Zespołu Domów Wypoczynkowo-Szkoleniowych w Porąbce-Kozubniku, który odwiedziliśmy przy okazji eksploracji Górnego Śląska (nie mylić z dolnym, który niebawem).
Szczerze? To widok wciśniętych w zbocze, porośnięte drzewami, budynków Kozubnika robi tak niesamowite wrażenie, że można by usiąść i rozkoszować oczy wszystkim co tam obecne. Tym bardziej, że trafiliśmy tam w deszczowy, ponury dzień – nad wierzchołkami drzew iście niesamowicie fotogeniczna mgła!!!
Jeśli chodzi o wnętrze – stan dosyć opłakany, w którymś z budynków na ścianach jeszcze welurowe tapety, trochę mebli i kilka drobiazgów pamiętających lata świetności tego ośrodka. Multum ozdobników ścianowych pod postacią graffiti. Absolutnie piękne miejsce!

untitled-3168

untitled-2682

untitled-2745

untitled-3062

untitled-3047

untitled-3015

untitled-3157

.