Po szóste – turpistyczny powrót do inspiracji fotografiami Jana Saudka

Fotograf Jan Saudek – obecny w moim życiu odkąd po raz pierwszy zapałałem miłością czysto fotograficzną do wszystkiego co można zmieścić w kadrze. I tak sobie mieściłem przez ostatnie kilka lat, podświadomie gdzieś chłonąc z twórczości Saudka garściami – absolutnie ubóstwiam fantasmagoryczne akty autorstwa tego człowieka i mógłbym oglądać je godzinami. I chłonę do dziś, gdyż człowiek ten w dalszym ciągu ma przeogromny wpływ na moją radosną, zwyrolską twórczość.

I osobiście wielbię też pasjami każdą kobietę, która ma w sobie tyle odwagi i akceptacji własnego ciała, że jest gotowa w imię sztuki przed moim obiektywem robić z pozoru rzeczy brzydkie, niesmaczne i ogólnie uważane za dziwne. Mały powrót do Suadkowych Inspiracji tworzonych w dużej mierze przez ostatnie lata na zasadzie totalnego spontanu – i chyba dobrze, choć trochę strach pomyśleć co udałoby się stworzyć gdybym zaplanował wszystko od a do z…

Modelka – Ewelina Czebotar.
Fotograf – oczywiście Zbigniew Piotr Piotrowski


Zatem s m a c z n e g o !

Čtvrtý den. Česká republika. Prague.

_DSC1565 (Kopiowanie)

_DSC1451 (Kopiowanie)

_DSC1456 (Kopiowanie)

_DSC1487 (Kopiowanie)

Dzień ostatni. Gdzie poszukiwania Saudka osiągają stan podgorączkowy i mocno histeryczny :)
Ale najpierw zgrabnie pominę proces śniadaniowy, pakowanie i inne prozaiczne czynności – zatem jesteśmy w okolicach południa. Bagaże zostawione na dworcu Florenc i mamy mały plan, żeby wypić jak najwięcej kubków grzanego wina na Starym Mieście przed wyjazdem – kobiecina, która wyżej wymienione w te kubki rozlewa kasując groszowe części koron czeskich już nawet nie pyta po co przyleźliśmy do jej stoiska. Wino w dłoń i na Celetná’ą, żeby po raz ostatni upewnić się, że osobista galeria mojego mistrza po prostu nie istnieje i dla pewności, że nie jestem źle szukającym gamoniem. Bo gamoniem zdecydowanie bywam, ale źle szukającym? ;)

I kiedy po raz enty sprawdzam czy numer budynku, w którym miała być rzeczona galeria na pewno jest tylko sklepem z pamiątkami, gdzie blond piękności pochodzenia rosyjskiego wciskają breloczki czeskiego krecika każdemu kto wchodzi postanawiam zapytać lokalesa. Stoi Naganiacz Klientowy z tacą pełną jakichś cukierków i zaprasza do restauracji – podchodzę, pytam z uśmiechem, a ten gapi się wzrokiem nie zdradzającym żadnej inteligencji i robi najokrutniejszą rzecz jaką zrobić tylko może. Nieświadomie zapewne. Mówi, że nie wie… Ale tam (wskazuje ręką) jest zakład (patrzę na jakiś zapyziały zakładzik fotograficzny z logiem kodaka, gdzie wchodzi się tylko po to, żeby zdjęcie legitymacyjne zrobić) i może tam jest ten Saudek? Z tej swojej bezsilności łapię Naganicza Klientowego za włosy i tą jego nicniewiedzącą głową uderzam o te piękne, czeskie kocie łby ułożone pod stopami. W wyobraźni – bo tak naprawdę rzucam mu tylko pogardliwe spojrzenie i odchodzę… ;)

 Na głównym rynku stoi Obecní dům – Miejski Dom Reprezentacyjny, na nim afisze z informacją, że wystawy Alfonsa Muchy i Andy Warhola… Kobiecina w okienku wybałusza oczy na pytanie o Saudka i swoją łamaną angielszczyzną mówi, że „tak! była galeria, ale zamknęli parę lat temu…”. I wszystko stało się jasne…

I kiedy już przybrałem żałobną minę, w akcie rozpaczy przechylając kolejny plastikowy kubek grzanego wina i powłócząc nogami kierowałem się na dworzec, gdzie zostawiliśmy bagaże Jan Saudek spojrzał na mnie z witryny jakiejś księgarni. I absolutnie szybka akcja… Bo gotówki zostało zdecydowanie za mało na kupno albumu i Katarzyna Wszechmocna i Najwspanialsza wykłada pieniądze (mamrocząc coś pod nosem, że przecież urodziny mam niedługo, a ona nie miała pomysłu na prezent;)) i tym sposobem zabieram Saudka ze sobą do Polski. W reklamówce. Saudek znaleziony – może nie w formie jaką sobie wymyśliłem… Ale to chyba nawet lepiej…?

Třetí den. Česká republika . Prague

_DSC1564 kopia

No i od czego zacząć dzień trzeci?
To dosyć oczywiste, że od śniadania bo i tak właśnie było – jednakże pragnę wskoczyć czasowo w okolice popołudnia tego dnia, przedstawić po raz kolejny Saudka, a dopiero potem wrócić od zwiedzania, które miało miejsce tuż po śniadaniu właśnie.
Otóż…
Po wejściu do jakiegoś podziemnego przejścia wszystko dzieje się w zwolnionym tempie – i gdybym był cycatą blondynką zapewne zamaszyście machnąłbym głową w celu samoczynnego odgarnięcia włosów z twarzy – jak w tych wszystkich filmach amerykańskich, a z obficie obdarowanej klatki piersiowej wydobyłoby się głośne westchnienie podniecenia na widok Karela Rodena. A tak tylko stoję przez chwilę (bez tych cycek i bez tego wzdychania ;) ) i gapię się z myślą „Osz kurwa… No znam fotę…”
Film o Saudku? W pierwszej chwili nie chce mi się trochę wierzyć – chyba rzadko zdarza się żeby powstawały filmy o sławach za ich życia?
No tak…
Był film o Wałęsie, ale to Wałęsa. A Saudek? Fotograf…?
Po przeczesaniu internetów odnajduję trailer…

…dowiadując się też, że sam Saudek mocno uczestniczył w powstawaniu filmu – ot, chociażby osobiście pstryknął fotkę, która jest na plakacie. Więcej tu. Tego dnia i następnego też błądzę jeszcze po ulicy Celetná w poszukiwaniu galerii Saudka – ale o tym jak bardzo czesi nie znają rodzimego fotografa – sławnego na absolutnie całym świecie trochę później.
Tymczasem wracamy do zwiedzania Žižkova.

_DSC1089

_DSC1087

W okrojonym towarzystwie – to dzień kiedy każdy robi i lezie gdzie chce, więc podzieleni na dwie grupy działamy samopas.

_DSC1099

Powłóczystym krokiem kierujemy się na Witkową Górę, gdzie stoi monumentalny pomnik Jana Žižki.

_DSC1103

_DSC1095

_DSC1097

_DSC1101

_DSC1106

Pomnik jak i cały budynek zwany dalej Narodowym Miejscem Pamięci na Witkowej Górze upamiętnia bitwę która miała miejsce 14 lipca 1420 roku podczas pierwszej krucjaty w okresie wojen husyckich. Ale jak zwykle zapraszam ciekawskich w okolice wikipedii ;)

_DSC1149

_DSC1151 (Kopiowanie)

_DSC1152

_DSC1153

_DSC1107

_DSC1108

_DSC1111

_DSC1114

_DSC1118 (Kopiowanie)

_DSC1137

_DSC1144

_DSC1130

_DSC1128 (Kopiowanie)

A schodząc w dół i kierując się w okolice wzgórza Petřín napotykamy co jakiś czas brakkostekbrukowych i z pełnym dystansem do własnej narodowości stwierdzamy, że byli tu Polacy ;)

_DSC1174

_DSC1154

_DSC1159

_DSC1163

_DSC1170

_DSC1171

Kiedy przechadzamy się w miejscu pokazanym poniżej w okolicach dworca autobusowego Florenc z megafonów głos jakiejś kobiety ogłasza koniec świata. Przynajmniej takie sprawa wrażenie – dźwięk z megafonów jest tak cholernie głośny i niepokojący, że przez chwilę zastanawiamy się gdzie się schować przed owym wyimaginowanym końcem świata ;)

_DSC1172

_DSC1173

A u podnóża Petřín znajduje się Pomnik Ofiar Komunizmu.

_DSC1178

_DSC1175

_DSC1176

Na Wzgórze Petřín wjeżdżamy kolejką linową.

_DSC1196

_DSC1185

_DSC1200

_DSC1199

Podczas gdy moja grupa kapituluje – ja płacę 350 koron za możliwość pokonania miliona schodów i obejrzenia Pragi z wieży widokowej. Widok warty wysiłku ;)

_DSC1202

_DSC1203

_DSC1210

_DSC1208

W kolejnym planie na ten dzień słynny symbol Pragi – Złota Uliczka.
Jednakże najpierw spożywamy kawę w knajpce na Hradczanach – a z racji tego, że spożywamy w papierowym kubku czuję się jakbym tę kawę profanował. Na Złotą Uliczkę wchodzimy chwilę po szesnastej – jak się okazuje słusznie, bo za darmo. A niesamowicie zły byłbym gdybym zapłacił… Złota Uliczka jakkolwiek urokliwa to przereklamowana po stokroć. Moim zdaniem, oczywiście.

_DSC1248

_DSC1297

_DSC1299

_DSC1302

_DSC1305

_DSC1306

_DSC1311

_DSC1314

_DSC1316

_DSC1318

_DSC1319

_DSC1321

_DSC1327

_DSC1333

_DSC1335

Po wejściu w mikroskopijnych rozmiarów drzwiczki okazało się, że weszliśmy do mini muzeum…

_DSC1269

_DSC1253

_DSC1258

_DSC1260

_DSC1264

_DSC1267

_DSC1265

Sala tortur :)

_DSC1289

_DSC1275

_DSC1277

_DSC1279

_DSC1280

_DSC1282

_DSC1286

_DSC1358

_DSC1350

_DSC1352

_DSC1356

Późnym wieczorem drepczemy sobie po starym mieście z mistrzowskim, grzanym winem i w poszukiwaniu osobiście saudkowej galerii z absolutnie stałą ekspozycją i pochodnymi.

_DSC1361

Nie zawracam sobie głowy zbytnio, żeby zapamiętać numer budynku (sprawdzany wcześniej w hotelu przy pomocy internetów w telefonie i hotelowym wifi), w którym znajduje się owa galeria – przecież to SAUDEK i podejrzewam, że owy przybytek powinien być widoczny już z daleka. Z resztą sama ulica Celetná nie jest jakaś strasznie długa, żeby po niej błądzić. Oczywiście, nie mogło być inaczej, galerii nie znalazłem :)
I sumiennie poprzysiągłem udać się ponownie w te okolice dnia następnego…

_DSC1377

_DSC1362

_DSC1364

_DSC1366

_DSC1370

I na koniec, a jakże… Most Karola. Tym razem w biegu, w deszczu i bez szmatki, którą byłbym w stanie na bieżąco wycierać zapaćkany obiektyw ;)

_DSC1394

_DSC1391

_DSC1393

Druhý den. Česká republika . Prague

_DSC0616

Dzień drugi.
Po obfitym śniadaniu w hotelowym bufecie wita nas naprawdę fantastyczna pogoda.
Mamy ambitny plan poszukiwań słynnego muru Lennona – a według naszego przewodnika i mapy (na której mur oznaczony jest zieloną siódemką) znajduje się dosłownie parę chwil dreptania od naszego hotelu, na dzielnicy Žižkov.
I nikomu w tej chwili nie wydaje się dziwne, że ściana Lennona znajduje się na takim dzielnicowym odpowiedniku warszawskiej pragi.

_DSC0668

_DSC0662

_DSC0663

_DSC0666

_DSC0669

_DSC0670

Poniżej žižkovska wieża telewizyjna, na której w 2000 roku pojawiły się rzeźby raczkujących dzieci autorstwa Davida Černý(ego) – tego samego artysty od instalacji sikającej pod muzeum Kafki. Teraz trochę żałuję, że nie udało się popatrzeć na wieżę z bliska ;)

_DSC0672

Wdrapujemy się na wzgórze w parku o nazwie Parukářka. Ciągle intensywnie poszukując Lennona. I podziwiając widoki.

_DSC0674

_DSC0676

_DSC0679

_DSC0681

Język czeski jest językiem uroczym – nie da się ukryć. Być może za dużo piwa naród spożywa i stąd miękkość i śmieszność prawie każdego słowa. Jednakże apogeum radości osiągam w momencie słyszenia czeskich dzieci przedszkolnych, które na początku swojego życia (jak każde dziecko przecież) naturalnie sepleniąc kaleczą większość słów na swój dziecinny sposób. Język czeski z ich ust jest po prostu tak przesłodki, że aż do tak zwanego porzygania tęczą. Więc rzygam i idę ;)

_DSC0687

_DSC0689

_DSC0692

_DSC0740

Znajdujemy mur – zaledwie trzymetrowy i wyglądający zupełnie inaczej niż w przewodniku. Trzeba dopytać ale czeskie przedszkolanki niestety nie grzeszą podstawową znajomością angielskiego, a przechodzący staruszek (z outfit’em, który mógłby pozazdrościć sam Lennon) na pytanie „czy po angielsku” odkrzykuje, że „Jaa! Naturlich!”.
Ale… Udaje się odkryć, że nasz tajemniczy przewodnik (na którym mur Lennona zaznaczony zieloną siódemką, jak już wspominałem) ma różne odcienie wymienionego zielonego i tym samym okazuje się, że szukamy Lennona nie tam gdzie powinien być.
Staruszek na mapie pokazuje okolice… mostu Karola :D
Zatem w stronę tramwaju…

_DSC0694

_DSC0696

_DSC0699

_DSC0702

_DSC0706

Pogoda cudo…

_DSC0708

_DSC0711

_DSC0713

_DSC0714

_DSC0716

_DSC0719

_DSC0722

_DSC0724

_DSC0726

_DSC0727

_DSC0729

_DSC0732

_DSC0735

_DSC0736

_DSC0737

_DSC0738

_DSC0739

_DSC0741

_DSC0744

_DSC0746

Już z daleka słychać jakiegoś czeskiego śpiewaka, który zachrypłym głosem (i wcale nie takim pierwszej jakości) wyje imadżiiiiin of de pipl sprawiając, że wizyta pod murem jest ciut szybsza, niż planowaliśmy ;)

_DSC0748

_DSC0750

_DSC0753

_DSC0757

_DSC0759

Znajdujemy się na Kampie – półwyspie na Wełtawie z centralnie położonym owalnym rynkiem. Grupę różnokolorowych domków przecina Čertovka – ślepy kanał rzeki Wełtawy. Wyczytałem, że prażanie nazywają to miejsce swoją Małą Wenecją. I wcale mnie to nie dziwi…

_DSC0762

_DSC0768

_DSC0761

I zdjęcie z ostatniego wpisu potwierdzające praską Wenecję.

_DSC0619

A potem schodami.
W internetach można poczytać, że w zamierzchłych czasach schodów tych nie było i mieszkańcy wyspy używali drabin, żeby na most Karola się wdrapać.

_DSC0781

I tradycyjnie kilka zdjęć z mostu Karola. Hradczany same pchają się do aparatu.

_DSC0782

_DSC0788

_DSC0790

_DSC0794

_DSC0795

_DSC0799

_DSC0800

_DSC0803

_DSC0805

_DSC0813

_DSC0816

_DSC0817

_DSC0818

_DSC0820

_DSC0821

_DSC0824

_DSC0826

Docieramy na Josefov – dawną żydowską dzielnicę otoczoną z każdej strony Starym Miastem. Niestety – moje wyobrażenia na temat tego miejsca nijak się miały z rzeczywistością – multum włoskich sklepów sprawiał, że urok żydowskości znikł zanim się jeszcze pojawił. Po za tym okazało się jeszcze, że żeby wejść na stary cmentarz żydowski trzeba zapłacić około 250 koron czeskich. Nie… Zdecydowanie nie należę do sknerowatych i wiecznie oszczędzających ludzi, gdyż rękę do pieniędzy mam dosyć lekką ;) Jednakże wychodzę z założenia, że za pewne rzeczy po prostu nie powinno się płacić.

_DSC0827

_DSC0829

_DSC0831

_DSC0832

_DSC0834

_DSC0838

_DSC0841

_DSC0842

_DSC0844

_DSC0848

_DSC0849

_DSC0851

W planach kolejne wzgórze, na które docieramy drepcząc przez kolejny most. I kolejne widoki.

_DSC0854

_DSC0856

_DSC0858

_DSC0862

_DSC0868

_DSC0871

_DSC0872

_DSC0876

I schody.

_DSC0884

Ze wzgórza z metronomem też świetne widoki.
Po za tym nasz książkowy przewodnik określa miejsce, na które się wdrapaliśmy jako Praga dla zaawansowanych ;)

_DSC0889

_DSC0907

_DSC0909

_DSC0910

O samym nieistniejącym już i potężnym pomniku Stalina (który kiedyś z tego miejsca górował nad miastem) można poczytać na ZŁOTEJ PRADZE.

_DSC0896

_DSC0929

_DSC0931

_DSC0933

_DSC0935

_DSC0913

_DSC0926

_DSC0937

_DSC0947

_DSC0949

_DSC0950

_DSC0955

_DSC0960

_DSC0962

_DSC0967

Przejścia dla pieszych w Pradze są co najmniej fascynujące.
Tak samo jak mała ilość widocznych na mieście sędziwych mieszkańców i jeszcze tego samego dnia mamy okazję świadomie przyjrzeć się tym dwóm zjawiskom (wcześniej nikt nie zwracał na to uwagi), a nawet stwierdzić, że łączy je jedno. Otóż… Stoimy i czekamy przed przejściem dla pieszych, żeby zgodnie z ogólnie pojętymi zasadami ruchu ulicznego przejść zgodnie z prawem na zielonym świetle. Zielone światło zapala się na trzy sekundy i gaśnie w momencie kiedy nawet nie jesteśmy w połowie owego przejścia. Potem już nauczyliśmy się przybierać pozy jakbyśmy startowali do biegu, a i tak nie zawsze się udawało. A teraz wyobraźmy sobie że, taka czeska staruszka ledwo kuśtykająca obładowana czeskimi siatami z czeskiego tesco idzie po tym czeskim przejściu i kiedy już by się mogło wydawać, że zdąży przejść przejeżdża ją czeski autobus. Selekcja naturalna? Czeski film, no mówię wam ;)

_DSC0969

_DSC0973

_DSC0982

_DSC0984

I drugi dzień już prawie ku końcowi.
Pomimo, że od popołudnia nogi wchodzą ze zmęczenia w czteroliterową część ciała obiecuję sobie szybki, wieczorny spacer po Pradze ze statywem i długim czasem naświetlania. I jak się okazało z odczuciem delikatnego szoku, że bydło turystyczne o tej porze znika w tajemniczych okolicznościach…

_DSC0985

_DSC0988

Powrót na wzgórze z metronomem.

_DSC0999

_DSC1002

_DSC1005

_DSC1010

_DSC1013

_DSC1028

Rzecz chyba niespotykana w ciągu dnia – opustoszały plac zamkowy na Hradczanach. Tym bardziej dziwne, że wejście o tej porze jest ogólnodostępne i nikt nie ściga, że zamknięte czy coś.

_DSC1033

_DSC1046

_DSC1049

_DSC1051

_DSC1053

_DSC1054

_DSC1057

_DSC1065

_DSC1069-2

_DSC1072

_DSC1074

_DSC1080

I schodami w dół. Do hotelu. Spaaaaaaać!

_DSC1085

První den . Česká republika . Prague / część 2

Po wdrapaniu się po sześciu tysiącach dziewięćset dwudziestu trzech tysiącach miliardach schodów docieramy na plac zamkowy.

_DSC0491

_DSC0488

… z widokiem, jeśli się nie mylę, na dachy Małej Strany.

_DSC0506

_DSC0505

_DSC0485

_DSC0493

_DSC0500

_DSC0509

_DSC0510

_DSC0512

_DSC0514

_DSC0517

_DSC0502

Krótka przerwa na papierosa. Wciśnięci w jakiś kąt puszczamy dym nosem i w milczeniu podziwiamy to, co wydarzyło się na zdjęciu poniżej. Podziwiamy nie rozumiejąc, oczywiście ;)

_DSC0528

Absolutnie fenomenalna Katedra Świętych Wita, Wacława i Wojciecha!!!
Oczywiście, żeby wejść dużo bardziej w katedrę trzeba zapłacić – a jakże! I to taki łączony bilet trzeba kupić (bo na samo zwiedzanie katedry się nie da, gdyż pewnie wyszłoby za tanio), ale z racji ogólnej ignorancji na wszelkie rzeźby świętych i mniej świętych władających kiedyś Czechami znajdujących się w głębi katedry – nie płacimy i podziwiamy darmowo kręcąc się w obszernym fragmencie katedry, gdzie idealnie można było sfotografować interesujące części wyżej wymienionej.

_DSC0519

_DSC0531

_DSC0523

_DSC0533

_DSC0554

_DSC0542

_DSC0543

_DSC0548

_DSC0549

_DSC0572

_DSC0573

_DSC0574

_DSC0577

_DSC0532

_DSC0534

_DSC0535

_DSC0538

_DSC0557

_DSC0563

_DSC0569

_DSC0568

_DSC0586

_DSC0584

_DSC0593

_DSC0581

_DSC0583

_DSC0588

_DSC0607

_DSC0597

_DSC0601

_DSC0604

_DSC0609

_DSC0614

_DSC0619

_DSC0661

No i most. Słynny most Karola…
Sypiący się, brudny i… nie powiem… piękny w swojej specyficznej brzydocie.
Nie muszę chyba nikomu wspominać, jak bardzo krew zalewała mój i tak już zmęczony organizm na widok tych wszystkich ludzi pełzających tu i ówdzie… a w szczególności przed obiektywem i w najmniej odpowiednim momencie? Że już nawet nie będę wspominał jak bardzo serce moje skradły jebane nieestetyczne straganiki z pamiątkami osadzone dosłownie przy najbardziej fotogenicznych fragmentach mostu…
Ale to NIC…
Miałem pełne prawo cichutko używać najpiękniejszych słów polskich pod nosem i ukradkiem w stronę tłumu – wszak już pół dnia nogi niosły po uliczkach Pragi, wolnym krokiem doskwierał też głód a i zapas wepchniętej rano kofeiny na Hlavní Nádraží ubożał z każdą chwilą…

_DSC0660

_DSC0651

_DSC0623

_DSC0637

_DSC0634

_DSC0648

_DSC0631

_DSC0650

_DSC0638

_DSC0618

_DSC0645

_DSC0620

_DSC0627

Więc zacisnąwszy ząbki (ależ ja jestem hipokrytą, będąc jednym z turystów, narzekam własnie na nich!) drepcę sobie z aparatem tuż przy twarzy przekonany, że absolutnie nic mi już nie będzie psuło nadwątlonego humoru i wtedy pojawia się ON!
Człowiek w NIEBIESKIM BALERONIE SPLENDORU (nie rozumiejących odsyłam: tu).
Już tylko pozostaje mi parsknięcie… ;)

_DSC0625

Dosyć intensywnie macam Jasia Nepomucena… Macam trzy razy na wszelki wypadek, żeby życzenie się spełniło.

_DSC0642

I resztę też macam, bo macają wszyscy ;)

_DSC0630

_DSC0629

I kiedy dzień chyli się ku końcowi, siedząc nad kuflami z czeskim piwem dochodzimy do jednego wniosku: w Pradze wszędzie trzeba dojść pod górę, po schodach i na około, I to na raz ;)

10928711_10205447808049719_870986265_n kopia

První den . Česká republika . Prague / część 1

1

No to Praga – trochę przereklamowana, naszpikowana bydlęctwem turystycznym i pokątnie brudna. Ale wciąż tak pięknie fotogeniczna jak wszyscy wspominali. Gdyby nie przepinanie wagonów na bocznicy w Bohuminie podróż ciągnęłaby się godzinę krócej – choć i tak oczekiwanie na dalszą jazdę umilał konduktor wpadający do przedziału z zapytaniem „Všechno v pořádku?”. I chyba nawet nie był świadomy ile radości przynosił nam tym pytaniem w swoim języku ;)
No to Praga – wielbłądzio obładowani wypełzamy z pociągu na Hlavní nádraží i przekrwionymi oczyma jak w amoku poszukujemy jakiegokolwiek miejsca gdzie można napić się kawy. I zapalić.

_DSC0336

_DSC0341

_DSC0337

_DSC0338

_DSC0340

I z mapą, trochę z początku błądzimy w poszukiwaniu naszego hotelu. I tak lezę sobie przysłuchując się pociągnięciom nosowym chorych koleżanek (że nawet już nie wspomnę o armagjedonie kaszlowo-katarowym w pociągu ;) ) i coś tam pstrykam już niecierpliwie i mało wygodnie (wyglądam trochę jak człowiek-plecak, na plecach 80L, z przodu plecak fotograficzny) i tradycyjnie rozglądam się jak szalony w poszukiwaniu dobrego kadru i nagle dostaję w pysk – mocno, zamaszyście i prawie z pięści! I jak najbardziej metaforycznie… Oto sam Jan Saudek wita mnie w swoim mieście – mój mistrz absolutny!!! I takich spotkań było więcej – co śmieszne, codziennie!!! ;)

_DSC0343

_DSC0345

_DSC0346

_DSC0350

_DSC0351

_DSC0353

W hotelu szybkie doprowadzenie się do ładu i na miasto postraszyć ludzi, gdyż doprowadzanie się do porządku tak naprawdę niewiele dało ;)

2

I tradycyjnie zdjęć ciut, ciut i troszeczkę. Marudzących, że za dużo kadrów na stronie odsyłam na fejsbukową piotrografię, gdzie pewnie poleci ostra selekcja i nie będzie tak nudno ;)

_DSC0360

Z całodobowym biletem za 110 koron czeskich wsiadamy w 207 i dojeżdżamy do ostatniego przystanku Staroměstská. Ablo wysiadamy na Právnická fakulta. Już nie pamiętam ;)
W każdym bądź razie spacerowo znajdujemy się na moście Josefa Manesa, skąd oczywiście widać słynny Most Karola.

_DSC0362

_DSC0372

_DSC0379

_DSC0361

_DSC0364

_DSC0363

Ponure przedpołudnie, ale potem się rozpogodziło ;)

_DSC0373

_DSC0368

_DSC0378

_DSC0381

_DSC0382

_DSC0383

_DSC0384

_DSC0385

_DSC0386

W pobliżu ulicy Cihelná schodzimy na brzeg Wełtawy.
Pomimo, że widzę to miejsce pierwszy raz w życiu odnoszę wrażenie, że już tu kiedyś byłem…

_DSC0395

_DSC0389

…i jak się okazuje nie zawodzi przeczucie…? Dodatkowy zmysł saudkowy…? Nie mam pojęcia ;)
W tym miejscu Saudek popełnił zdjęcie „Hej Joe” i szkoda, że nie byłem tego świadomy podczas pobytu w Pradze – pewnie ułożyłbym kadr w odpowiedniej perspektywie. Chyba nawet drzewo to samo? Bo łabędzie to chyba nie…? ;)

_DSC0387

Hey-Joe-Place-30-years-later

I na samej Cihelnej ruchoma rzeźba Čůrající postavy autorstwa Davida Černego.
Dwóch kolesi leje do basenu w kształcie Czech – a przecież sam proces sikania to bardzo przyjemna czynność ma więc kojarzyć się z przyjemnością wstąpienia Czech do UE – bo z tej okazji powstała instalacja ;)

_DSC0401

_DSC0402

I dalej idąc w stronę Wzgórza Hradczany

_DSC0410

_DSC0398

_DSC0399

_DSC0406

_DSC0407

_DSC0411

_DSC0414

_DSC0416

_DSC0418

_DSC0415

_DSC0424

_DSC0419

_DSC0459

_DSC0426

_DSC0427

_DSC0428

_DSC0429

_DSC0430

_DSC0431

_DSC0432

_DSC0433

_DSC0434

_DSC0439

_DSC0441

_DSC0442

_DSC0444

_DSC0447

_DSC0456

_DSC0457

Miliony fantastycznych detali architektonicznych przyprawiają o zawroty głowy. Chyba, że zawroty z powodu miliona schodów do pokonania…? ;)
Rzadki widok uliczka bez ludzi albo prawie bez ludzi

_DSC0460

_DSC0461

_DSC0463

_DSC0465

_DSC0464

_DSC0471

_DSC0466

_DSC0475

_DSC0478

_DSC0467

_DSC0472

Na sam Hradczanowy/Hradczański Plac Zamkowy dotrzemy w następnym wpisie odcinku pewnie.
Przed nami świetne widoki na Pragę, wizyta w absolutnie fenomenalnej Katedrze Świętych Wita, Wacława i Wojciecha, Złota Uliczka i poszukiwanie muru Johna Lennona w zupełnie innym miejscu niż rzeczony stoi, kolejne spotkania z Saudkiem i mnóstwo innych fajnych rzeczy!!! ;)
Tymczasem ahoj, vidět, číst! ;)

_DSC0612

Las ramion, rąk i dłoni

untitled-1 copy

untitled-2 copy

untitled-1 copy

untitled-1722

Dziwne sny. Pustki, szufelka do węgla, brudne okna i rozsypany cukier. Jesteśmy na Śląsku.
Przy żółtej filiżance pełnej gorzkiej herbaty siedzi Czyjaś Matka.
Czyjaś Matka Siedzi pochylona przy wielkim stole i przyszywając dłonie swojej martwej córce nuci piosenki o miłości.
Ma na sobie niebieski fartuch w kwiaty, kieszenie pełne czekoladowych cukierków i srebrną łyżeczkę.
Uśmiecha się. Jest cicho i ta cisza jest ciężka, boląca.
Brudna szyba półotwartego okna, pomarszczona twarz kobiety, drzewa bez liści, ciemność.
Drzwi drugiego pokoju otwiera Czyjś Ojciec, też się uśmiecha i mówi, że już nigdy nie zabraknie rąk.
W drugim pokoju stoi dziecięce łóżeczko wypełnione do połowy ziemią, z której rosną dłonie właśnie.

Zupełnie jakby nieśmiały krok ku nowej, krótkiej i horrorowej serii, zapoczątkowanej lasem dłoni.
I takie szaleństwo, nie powiązane w żaden sposób z powyższymi, robione miliony lat temu i przypadkiem odkryte w zapomnianych folderach. Chyba z czasów Saudkowych Inspiracji ;)

7-Edit

Martwa Natura a

martwa natura - zbigniew piotr piotrowski

martwa natura - zbigniew piotr piotrowski (2)

Jakiś kosmos zupełny !
Moje mieszkanie zamieniło się ostatnio w plan zdjęciowy.
Kilkanaście reklamówek ze zdobytym „produktem martwonaturalnym” (czyt. warzywa, owoce i inne zgniłe płody ziemi) wala się po kątach, odpływ w wannie mam zapchany rzeżuchą, na parapecie w kuchni leżą kurze łapki i świńskie kopyta i ryba w lodówce czeka na swoją kolej.
Chyba dopiero rozkręcam się – temat martwej natury głęboko osadził się w mojej wyobraźni i jak na razie – nie zamierza znikać :)
I w sumie podoba mi się taki stan rzeczy!

Bez_tytułu_1

bajzlowo1

martwapognieciona