Pastisz Fotograficzny Mona Lisa & madame Oopjen Coppit & Matka Whistlera

piotrografiaMONALISApastiszfotograficzny

Pochłonął mnie temat – i zazwyczaj jak już tak się stanie, dzieją się bardzo fajne rzeczy. Nie tylko fotograficzne.
Temat pastiszów fotograficznych zgłębiam od jakiegoś czasu i absolutnie cała część mojego organizmu odpowiedzialna za obmyślanie kreacji fotograficznie-inscenizacyjnych – została pochłonięta. Kilka realizacji za mną, kilka przede mną – i sam nie wiem kiedy nastąpi satysfakcjonujący koniec tematu, kiedy będę malarsko i fotograficznie najedzony. Wypadałoby przybliżyć trochę samą definicję tajemniczo brzmiącego pastiszu – zdecydowanie można go nazwać utworem naśladującym oryginał, ale przy tym nie będącym w żaden sposób jego plagiatem. Zdecydowanie można (trzeba!) do takiego pastiszu dorzucić jakieś swoje elementy, swoją historię, swoje widzimisię – ale to wydaje mi się oczywiste, wszak idealne odwzorowanie (łącznie z poszukiwaniem do zdjęć modelki łudząco podobnej do nieżyjącej Mona Lisy, a najlepiej takiej która byłaby praprapraprprapraprapraprapraprawnuczką wyżej wspomnianej ;)) mijałoby się z celem, wtedy można by to nazwać plagiatem. Paranoicznym plagiatem ;)

Zmierzyłem się ostatnio z kilkoma malarskimi gigantami – i choć najbardziej znanym, wydawać by się mogło jest „Mona Lisa, to jednak mam nadzieję, że reszta obrazów też kiedyś obiła się o oczy w odmętach internetu czy telewizji.
Mona Lisa – pozuje Joanna Kucharska, którą można znaleźć pod tym linkiem: Curves To Love. Z Asią znamy się z tysiąc lat (czyt. około 10), wspólnie kiedyś błądziliśmy fotograficznie w poszukiwaniu sposobu na wyrażanie własnych emocji przy pomocy aparatu (że się tak wyrażę dosyć pompatycznie) – ja zostałem za aparatem, Asia wybrała trochę trudniejszą drogę i wyraża te emocje przed aparatem. Pominę nasze wspólne zawirowania życiowe podczas których nasz kontakt urwał się w sposób dramatyczny i niczym w filmie o miłości ;) Odzyskany niedawno kontakt zaowocował wspólnymi zdjęciami, pastiszem słynnej „Mony Lisy”

piotrografiaMONALISApastiszfotograficzny2

piotrografiaMONALISApastiszfotograficzny3

piotrografiaMONALISApastiszfotograficzny4

Kolejny pastisz to rembrandtowski „Portret Oopjen Coppit” (oryginał) – dla nie wtajemniczonych wspomnę, że to jeden z najdroższych portretów ślubnych na świecie (w chwili obecnej obraz wart jest ponad 180 mln dolarów!!!!!!!). Portret Oopjen to zaledwie połowa dzieła – drugie pół to oczywiście małżonek Oopjen, Maerten Soolmans. Obydwa obrazy od momentu namalowania nigdy nie zostały rozdzielone – póki znajdę odpowiedniego męża dla mojej Oopjen (pozuje również Asia), musi ona postać trochę w samotności. Pastisz powstał spontanicznie, gdzieś między klasycznym ujęciem Mony Lisy, a Mona Lisą zdegustowaną hejterami w internecie (na zdjęciu z klawiaturą ;). Wspomnieć muszę, że pomimo iż Asia to modelka plus size to do samej Oopjen jej daleko i w procesie postprodukcji Asi przybyło dużo kilogramów ;)

piotrografiaOOPJETKOPPITpastiszfotograficzny4

A „Matka Whistlera”?
Matkę można skojarzyć z filmu gdzie Jaś Fasola, usilnie próbuje ratować spieprzony przez siebie obraz. Wyszło mu? No zdecydowanie był to swoistego rodzaju pastisz ;) Moja wersja poniżej:

piotrografiaMATKAWHISTLERApastisz

Przede mną „Dama z Łasiczką”, sporo dzieł Rubensa, Hans Memling i same fotogeniczności w kadrze!

Dziewczyna z tatuażem

3 kopia

Ktoś mądry powiedział kiedyś, że nie ważne w jaki sposób zdjęcie powstaje… liczy się efekt końcowy. A efekt z tak piękną modelką, mógł być tylko piorunujący!
Ale…
Ale jedną nogą opierając się o kant wanny, drugą w przestrzeni kafelkowej ściany (tak wannę wbudowano, że drugiego kantu owa wanna nie posiada) czuję się trochę jak świeżo rozwieszone pranie, jeszcze cieknące (gdyż balansując gdzieś blisko sufitu odkrywam, że jest tam cieplej i pocę się dosyć intensywnie), po mieszkaniu biegają koty, na łóżku współlokatorki Klaudii leży świeżo wycięta dynia (która miała być niespodzianką dla nieobecnej wówczas koleżanki, haloween i takie tam), Klaudia od czasu do czasu zapomina, że jest pod wodą i próbuję do mnie mówić…
I teraz taka sytuacja…
Wyobraźcie sobie…
Stopa moja, ta umieszczona w przestrzeni kafelkowej nagle się ześlizguje, wpadam do wanny i z całej siły swoim cielskiem odbieram modelce przytomność, oboje się topimy (gdyż i ja waląc łbem w brzeg wanny przytomność tracę)… Po kilku dniach jej współlokatorka wchodzi do mieszkania, znajduje dwa trupy w wannie, przestraszone koty jedzące te trupy i nadgniłą dynię na swoim łóżku… WTF?! :D To tylko wizje – intensywnie współdzielone i współwyśmiane z modelką…

Zapraszam do oglądania :)

1 kopia

_DSC3195 kopia kopia kopia

_DSC3360 kopia

_DSC3232 kopia

_DSC3311 kopia

_DSC3316 kopia

_DSC3381 kopia

_DSC3412 kopia

 

Fotograf z Gdyni

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (7)

Nie lubię zaległości.
Takich fotograficznych nie lubię najbardziej – piętrzą się foldery, patrzą na Ciebie tym swoim chełpliwym, folderowym okiem, a zdjęcia ze środka szepczą „musisz nas obrobić chuju…” Czy coś ;)
Zatem w końcu usiadłem do swoich zaległości, w końcu znalazł się i czas i chęci – zdjęcia odleżały swoje, najwyraźniej musiały dojrzeć, można iść dalej.
Urlopowy wrzesień to był zdecydowany czas wojaży podróżniczych i przypadkowych spotkań.

Pod koniec urlopu jadę na Górny Śląsk – do Katowic, a stamtąd do Zabrza, gdzie mieszkałem pierwsze trzynaście lat swojego życia. Jadę na cały tydzień, żeby zupełnie na luzie i bez przysłowiowych spinek pospacerować, powspominać, pozwiedzać… i porobić wszystko to, na co nie miałem czasu, kiedy byłem tu ostatnim razem. Zdjęć w zasadzie nie robię wcale, zabieram ze sobą aparat, ale bardziej skupiam się na chłonięciu atmosfery jaka towarzyszy dzielnicy, w której się wychowywałem. To bardziej czas bliżej nieokreślonych refleksji i celebrowania w sobie uczucia zadowolenia, że oto jestem i mogę mury swojej podstawówki pomacać i inne tego typu dziwne ciągoty.

Jest środa. Ciepłe popołudnie. Spożywając kawę, miętoszę misternie przykrywkę papierowego kubka i rozmawiam z Januszem o sztuce wysokiej, niskiej i tej pomiędzy, którą czasem ciężko określić mianem jakiejkolwiek. Kątem oka, którego oczywiście nie mam prawa posiadać z naukowego punktu widzenia, dostrzegam kobiecinę, która wymachując flagą w niebo krzyczy coś cała taka przejęta i ubrana w Kaczyńskiego. Niewiele myśląc łapię kubek kawy w zęby, plecak z aparatem w rękę, Janusza pod pachę i lecimy do kobieciny zapytać o co chodzi…

No i się zaczęło.

Jestem Krystyna, Częstochowa, mam tam poletko i wszyscy mnie tam znają… bo mam emerytury tysiąc czterysta z groszem i szukam trzeciego męża, bo dwóch poprzednich nie dało rady i musiałam pochować, ale takiego co nie będzie miał więcej ode mnie… takie piękne te kwiaty w Częstochowie mam…Uniwersytet Trzeciego Wieku, bo ja jeżdżę trochę po Polsce i te monety w Krakowie takie piękne, widziałam wszystkie… zapiszcie sobie numer telefonu do mnie i adres też weźcie Panowie to może wpadniecie kiedyś na kawę jakąś alboco… może któryś z Was by tym trzecim został co…? Nie? Bo byłam nauczycielką i teraz jestem na wakacjach życia i tak chodzę i śpiewam… zaśpiewać Wam coś? No to zaśpiewam piosenkę patriotyczną, zakazaną kiedyś…” 

Plac Wolności w Zabrzu, wypełniony po brzegi ludźmi, ludźmi na przystankach, ludźmi spacerującymi, ludźmi wszędzie, a  Krystyna L.  zaczyna śpiewać „Nielegalny kwiaty, zakazany krzyż” i wymachiwać flagą. Cała jej mowa ciała, a przede wszystkim to w jaki sposób spojrzeniem lgnie do człowieka podczas rozmowy/śpiewu/koegzystencji wszelakiej, (wręcz układa się tym spojrzeniem w każdym widząco-czującym fragmencie człowieka) sprawia, że nie mogę o Niej myśleć inaczej jak tylko „dobry, fajny i ciepły człowiek”, już nawet niech ma tego Kaczyńskiego na koszulce…

Można kilka zdjęć? Fotograf z Gdyni jestem… 

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (2)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (5)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (4)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (3)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (6)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (8)

Dama na placu Zbawiciela - piotrografia (9)

I tym jakże śpiewającym akcentem rozpoczynam wychodzenie z fotograficznych zaległości miesiąca września!

Na starym, angielskim cmentarzu…Zombie

_DSC2834 kopiOa kopia

Wschód Anglii, stary cmentarz, jeden aparat, jeden Piotrowski i kilka sztuk Zombie.
Szanownych państwo Fitton miałem okazję fotografować podczas ich ślubu parę miesięcy temu i już wtedy pojawił się pomysł na sesję w stylu Zombie (Nick wielbi, ja wielbię, Olę zmusiliśmy ;)). Zdjęcia powstały w pierwszym dniu mojego urlopu w Anglii – Nick i Ola wyśmienicie przygotowani, krew butelkach, soczewki w oczach, broń biała w bagażniku… Można działać! ;)

_DSC2533 kopia kopia

_DSC2503 kopia

_DSC2685 kopia

_DSC2939 kopia

_DSC2945 kopia

_DSC2785 kopia

_DSC2709 (2) kopia

_DSC2769

_DSC2897 kopia

_DSC2557 kopia

_DSC2798 kopia

_DSC2623 kopia

Między zdjęciami, w przerwach na papierosa działy się różne rzeczy…

_DSC2706 kopia

_DSC2636 kopia

_DSC2956 kopia

A tuż po zdjęciach stoimy pod samochodem, palimy papierosy, Nick straszy ludzi, Ola wyciera sztuczną krew z włosów… Grupa przechodzących lokalesów na widok Nicka podchodzi i najodważniejszy z nich pyta drżącym głosem, czy aby wszystko w porządku i nie wzywać karetki… „Stary, jesteś cały we krwi…”. Historię kończy głośny rechot fotografa… ;)

_DSC2981 kopia

Ślub Magdy i Michała

_DSC6004

Jednak zanim wpadniemy w oglądanie obszernego materiału ślubnego Magdy i Michała zapraszam na kilka zdjęć z sesji narzeczeńskiej.

_DSC6016

_DSC6055-2 kopia kopia

3

_DSC6042

_DSC6047 kopia kopia

Wspomnieć należy, że osobnik płci męskiej towarzyszący Magdzie przy przygotowaniach to nie Pan Młody, a brat Panny Młodej – gwoli ścisłości. Enyoj! ;)

Magda i Michal - slub (10)

Magda i Michal - slub (11)

Magda i Michal - slub (14)

Magda i Michal - slub (13)

Magda i Michal - slub (18)

Magda i Michal - slub (17)

Magda i Michal - slub (15)

Magda i Michal - slub (16)

Magda i Michal - slub (19)

Magda i Michal - slub (20)

Magda i Michal - slub (22)

Magda i Michal - slub (21)

Magda i Michal - slub (23)

Magda i Michal - slub (27)

Magda i Michal - slub (24)

Magda i Michal - slub (25)

Magda i Michal - slub (26)

Magda i Michal - slub (29)

Magda i Michal - slub (31)

Magda i Michal - slub (30)

Magda i Michal - slub (32)

Magda i Michal - slub (33)

Magda i Michal - slub (34)

Magda i Michal - slub (36)

Magda i Michal - slub (35)

Magda i Michal - slub (45)

Magda i Michal - slub (38)

Magda i Michal - slub (39)

Magda i Michal - slub (43)

Magda i Michal - slub (42)

Magda i Michal - slub (41)

Magda i Michal - slub (40)

Magda i Michal - slub (37)

Magda i Michal - slub (47)

Magda i Michal - slub (49)

Magda i Michal - slub (44)

Magda i Michal - slub (48)

Magda i Michal - slub (50)

Magda i Michal - slub (51)

Magda i Michal - slub (52)

Magda i Michal - slub (54)

Magda i Michal - slub (53)

Magda i Michal - slub (55)

Magda i Michal - slub (56)

Magda i Michal - slub (57)

Magda i Michal - slub (59)

Magda i Michal - slub (65)

Magda i Michal - slub (60)

Magda i Michal - slub (63)

Magda i Michal - slub (67)

Magda i Michal - slub (58)

Magda i Michal - slub (66)

Magda i Michal - slub (12)

Magda i Michal - slub (68)

Magda i Michal - slub (69)

Magda i Michal - slub

Magda i Michal - slub (2)

Magda i Michal - slub (3)

Magda i Michal - slub (7)

Magda i Michal - slub (72)

Magda i Michal - slub (70)

Magda i Michal - slub (71)

Magda i Michal - slub (4)

Magda i Michal - slub (5)

Magda i Michal - slub (6)

Magda i Michal - slub (8)

Magda i Michal - slub (9)

Pozostaje mi życzyć SZCZĘŚCIA ABSOLUTNEGO!
I w małej zapowiedzi kilka zdjęć z szybkiego pleneru w delikatnej retro stylistyce… działamy jeszcze w najbliższą niedzielę… ;)

_DSC7832 kopia

ś

_DSC7858 kopia

_DSC7870 kopia

_DSC8018 kopia

Ola & Nick – wedding day & outdoor wedding session.

Ola & Nick - wedding (93)

Szalony to był dzień!
Jako specjalista od polsko-angielskich ślubów i innych imprez szczerze muszę przyznać, że niczym nie różnią się one od tych typowo polskich – ludzie tak samo fajni, wódka tak samo zimna, para młoda tak samo zestresowana (z pozdrowieniami dla Nick’a) i wesele tak samo wariackie jak wszystko tego dnia! ;)
Zatem jak było? Pięknie, dużo śmiechu, trochę łez, urocze pomyłki w kościele (Nick spędza długie godziny na przygotowaniu przysięgi w ojczystym języku swojej żony, a i tak zamiast „…aż do śmierci” mówi „…aż do śmierdzi” ;)), wesele uświetnia zespół Maxel swoją „Lekcją Miłości”… Tyle się działo!!!
Krótki reportaż z tego dnia (śmiesznie brzmi „krótki” przy tej ponad setce zdjęć)…

It was a crazy day!
As a Polish-English weddings specialist I must admit that these weddings aren’t different from a standard Polish one –same cool folks, same cool vodka, same stressed groom and bride (special greetings to Nick) and the wedding as crazy as everything on that day! ;)
So, how was it? It was beautiful, with lot of laugh, with few tears, with charming mistakes in the church (Nick has spent long hours on the vow preparation in bride’s mother tongue and still instead of “till death do us part” (“aż do śmierci”) he said “till it smells” (“aż do śmierdzi”) ;)) and with Maxel group who played its sweet “Love Lesson” and other hits through the whole party. There was so much happening!!!

Ola & Nick - wedding

Ola & Nick - wedding (2)

Ola & Nick - wedding (3)

Ola & Nick - wedding (4)

Ola & Nick - wedding (5)

Ola & Nick - wedding (6)

Ola & Nick - wedding (7)

Ola & Nick - wedding (8)

Ola & Nick - wedding (9)

Ola & Nick - wedding (10)

Ola & Nick - wedding (17)

Ola & Nick - wedding (11)

Ola & Nick - wedding (12)

Ola & Nick - wedding (14)

Ola & Nick - wedding (15)

Ola & Nick - wedding (13)

Ola & Nick - wedding (18)

Ola & Nick - wedding (19)

Ola & Nick - wedding (20)

Ola & Nick - wedding (21)

Ola & Nick - wedding (22)

Ola & Nick - wedding (23)

Ola & Nick - wedding (24)

Ola & Nick - wedding (25)

Ola & Nick - wedding (26)

Ola & Nick - wedding (28)

Ola & Nick - wedding (27)

Ola & Nick - wedding (29)

Ola & Nick - wedding (30)

Ola & Nick - wedding (31)

Ola & Nick - wedding (32)

Ola & Nick - wedding (33)

Ola & Nick - wedding (34)

Ola & Nick - wedding (35)

Ola & Nick - wedding (36)

Ola & Nick - wedding (37)

Ola & Nick - wedding (39)

Ola & Nick - wedding (48)

Ola & Nick - wedding (40)

Ola & Nick - wedding (42)

Ola & Nick - wedding (43)

Ola & Nick - wedding (44)

Ola & Nick - wedding (45)

Ola & Nick - wedding (46)

37148800 kopia

Ola & Nick - wedding (49)

Ola & Nick - wedding (51)

Ola & Nick - wedding (52)

Ola & Nick - wedding (53)

Ola & Nick - wedding (54)

Ola & Nick - wedding (55)

Ola & Nick - wedding (56)

Ola & Nick - wedding (57)

Ola & Nick - wedding (58)

Ola & Nick - wedding (59)

Ola & Nick - wedding (60)

Ola & Nick - wedding (61)

Ola & Nick - wedding (62)

Ola & Nick - wedding (63)

Ola & Nick - wedding (65)

Ola & Nick - wedding (66)

Ola & Nick - wedding (67)

Ola & Nick - wedding (68)

Ola & Nick - wedding (70)

Ola & Nick - wedding (69)

Ola & Nick - wedding (71)

Ola & Nick - wedding (72)

Ola & Nick - wedding (73)

Ola & Nick - wedding (74)

Ola & Nick - wedding (75)

Ola & Nick - wedding (80)

Ola & Nick - wedding (81)

Ola & Nick - wedding (90)

Ola & Nick - wedding (88)

Ola & Nick - wedding (84)

Ola & Nick - wedding (85)

Ola & Nick - wedding (77)

Ola & Nick - wedding (78)

Ola & Nick - wedding (79)

Ola & Nick - wedding (82)

Ola & Nick - wedding (83)

Gdzieś w międzyczasie udało się wyciągnąć młodych z sali (prawie, że siłą ;P) i skorzystać z fantastycznego zachodzącego słońca w Rewie.

Somewhere in the meantime I managed to pull the spouses from the hall ( almost in force :P) and use the fantastic sunset in Rewa.

Ola & Nick - wedding (89)

Ola & Nick - wedding (91)

Ola & Nick - wedding (92)

Ola & Nick - wedding (93)

Kilka dni później widzimy się na plenerze ślubnym – trochę wariackim i szybkim… osadzonym w scenerii gdyńskiej plaży, której Oli zdecydowanie brakuje na tak zwanej obczyźnie.

A few days later we saw at wedding outdoors – was a little crazy and fast … embedded in the scenery of the beach in Gdynia, which Ola definitely missing when she is abroad.

Ola & Nick - wedding (96)

Ola & Nick - wedding (97)

Ola & Nick - wedding (98)

Ola & Nick - wedding (99)

Ola & Nick - wedding (100)

_DSC8733 kopia

Ola & Nick - wedding (101)

Ola & Nick - wedding (102)

Ola & Nick - wedding (103)

Ola & Nick - wedding (104)

Ola & Nick - wedding (105)

Ola & Nick - wedding (106)

Ola & Nick - wedding (107)

Ola & Nick - wedding (108)

Ola & Nick - wedding (109)

Ola & Nick - wedding (110)

Ola & Nick - wedding (112)

Jak widać na poniższym zdjęciu, wiatr nie do końca tego dnia chciał współpracować i powstawały też takie trochę creepy zdjęcia ślubne – fotograf zachwycony! ;)

As you can see in the picture below, the wind doesnt want to cooperate with us and formed a little too creepy wedding photos – photographer is fascinated! ;)

Ola & Nick - wedding (111)

Ola & Nick - wedding (115)

Ola & Nick - wedding (114)

I na koniec Młodzi z asystentkami fotografa, które cierpliwie znosiły artystyczne fochy Głównego Dowodzącego („Proszę w kadr nie wchodzić, bo ubiję!„) ;)

And at the end the spouses and assistants Of photographer which patiently endure his artistic sulks („Please do not go in the frame, because I will shoot all”) ;)

Ola & Nick - wedding (113)

Ola & Nick - wedding (116)

To były niesamowite dni!

It was amazing day’s!

Ola & Nick - wedding (87)

SHARE, LIKE & COMMENT! ;)

Adrianna i Karol – sesja narzeczeńska

_DSC2753 kopia

Zdecydowanie brakowało mi takich zdjęć!
Przedstawiam Adę i Karola, jeszcze narzeczonych.

_DSC2748 kopia

_DSC2811 kopia

_DSC2782 kopia

_DSC2795 kopia

_DSC2800 kopia

_DSC2812 kopia

_DSC2779 kopia

Karola podobno bardzo ciężko oderwać do samochodu. Wesele pewnie najchętniej zrobiłby w garażu ;)

_DSC3853 kopia

Narodziny Wenus. Pastisz i pochodne.

Zbigniew Piotr Piotrowski - Narodziny Wenus

Narodziny Wenus

 

Tym razem pastisz Sandra Botticelli „Narodziny Wenus”.
Sam proces narodzin odbywa się w szalecie miejskim w wenezuelskim Caracas – w tej interpretacji Wenus występuje jako wenezuelska prostytutka. O resztę nie pytać – poniosły mnie wyobraźnie wielkie i niezgłębione. W ramach spotkań Absolwentów TSF ;)

_DSC0054 kopia

_DSC0049 kopia

_DSC0051 kopia

_DSC0122 kopia

_DSC0119 kopia

_DSC0186 kopia

_DSC0135 kopia

_DSC9965 kopia

Świąteczny pastisz „Ostatnia Wieczerza” – zbliżenie

Bez nazwy 2 kopia

Absolwenci Trójmiejskiej Szkoły Fotografii rzucili się w (ś)wir świąteczności i Leonardo Da Vinci przerobili na swój sposób.
Jeśli dobrze się przyjrzycie – wyglądam trochę jak chytra baba z Radomia z tą choinką pod pachą.
Więc wesołych świąt i niech jezus jak co roku doceni umyte okna i zabitego karpia – koniecznie wyszarpanego jakiejś staruszce w Lidlu!
Kilka zbliżeń i nadprodukcji ze spotkania Absolwentów TSF :)

1 kopia

2 kopia

3 kopia

_DSC9302

_DSC9302 kopia

_DSC9309 kopia

_DSC9306 kopia

_DSC9326 kopia

Plener ślubny Magdy i Grzesia…

mig (40)

Magda i Grzegorz – parę miesięcy temu czyniliśmy zdjęcia narzeczeńskie, w trakcie których biedny Grzesio przeziębił się okrutnie, a włosy Magdy za sprawą wiatru robiły co chciały, żyły własnym życiem, i w ogóle huragan seksu na głowie.
No i obecny psiak Bąbel rzucał się z zębiskami gdy podszedłem za blisko młodych próbując ich zabić tym dziwacznym urządzeniem trzymanym przy twarzy i wydającym tajemnicze dźwięki ;)
Parę dni temu plener ślubny.
Smołdziński las, wydma Czołpińska, dom latarników, latarnia morska, las, morze…
I tym wszystkim fotogenicznościom towarzyszyły też okrutne zadyszki powstałe wskutek wdrapywania się i pokonywania wydm, a na drugi dzień panna młoda stała się nawet posiadaczką zakwasów ;)
Pięknie byłooooo!
Kilka zdjęć z tego dnia. Szczęścia Dzieciaki!!! :)

_DSC0221 kopia

DSC_2807 kopia

_DSC2963 kopia

_DSC3040 kopia

_DSC3120 kopia

_DSC3110 kopia

_DSC3158 kopia

_DSC3188 kopia

_DSC3196 kopia

_DSC3206 kopia

_DSC3226 kopia

_DSC3473 kopia

_DSC3322 kopia

_DSC3344 kopia

_DSC3365 kopia

_DSC3623 kopia

_DSC3618 kopia

_DSC3668 kopia

_DSC3683 kopia

_DSC3707 kopia

Dama na dworze rodziny von Tesmar

sus

Stan chorobowy zelżał – pozostał jedynie gruźliczy kaszel rodem z gardła Dworcowego Żula Bordowego Na Twarzy, ale to zupełnie nie przeszkodziło, żeby rzucić się w kolejne fotograficzne schizy.
Przy okazji kolejnych zdjęć do dyplomu zorganizowanych w grobowcu rodziny von Tesmar w Borkowie Lęborskim, zajechaliśmy też do neoklasycystycznego, tesmarowskiego dworu gdzie Magdalena (tuż po odkryciu, że urodziła się po to by nosić takie przepastne suknie) wirowała klasycznie, przybierając pozy bogatej z domu szlachcianki. Szalona :)

sus3

sus4

sus6

sus2

Bakstejdż dzięki uprzejmości Daniela Wojewskiego.

back1

wamp (128) kopia

Piotrograficzna lustracja, prywaty, dyplomy, migawki, taki klimat…

_DSC4667 kopia

Ponad miesiąc mija od ostatniego wpisu, więc siadam trochę jakbym miał pisać list.
Taki wiesz … prawdziwy … papierowy ;)
Po głowie mi się ostatnio tłucze imię „Krystyna”, którym obdarowuje wszystkie przedstawicielki płci „skobieciałej”, niezależnie od tego czy rzeczywiście tak się nazywa rzeczony kobiet czy też nie…
Więc…
Droga Krystyno… Piszę do Ciebie, bo postanowiłem napisać, że u mnie słychać.
Słuchać dużo.
I nie tylko na płaszczyźnie fotograficzno piotrograficznej.
Już pomijając fakt, że w chwili obecnej zdrowie usiadło na brzegu skurwysyństwa i czerpie radość z moich niedyspozycji głosowo-nosowych, że przed paroma miesiącami lekarzyna (żeby śmieszniej było: Krystyna właśnie, lat 60, koszula w romantyczne kwiaty) na podstawie zwykłych wyników krwi miała czelność zdiagnozować białaczkę (!), że w zasadzie moja wątroba jest w takim stanie, że jakby prawie wcale nie istniała i w ogóle pod górę z pozostałościami mózgu i pochodnymi. To mam przyjemność ogłosić, droga Krystyno, że jest całkiem przyzwoicie.
W ostatnim czasie jakoś tak się stało, że po wleźciu do samochodu wysiadłem pod miastem, w którym się urodziłem. Jakieś 160 km od miasta, w którym teraz mieszkam :)
Dobrze jest mieć miejsce, gdzie z samego rana siadasz pod jabłonią z kubkiem kawy i rozkoszujesz się wszędobylską mazurską ciszą – tego mi było trzeba wtedy.
Higiena umysłu, jak to mawia pewna norweżka ;)

_DSC4559 kopia

Po owej higienie szał zdjęciowy – powstało mnóstwo zdjęć do dyplomu (po kątach, po strychach, po stodołach, gdzie tylko się dało), więc seria robi się coraz okazalsza i bardziej spójna.

_DSC4031 kopia

_DSC4032 kopia

Po powrocie do Trójmiasta kolejny szał – zdjęcia w miejscu, który swoim klimatem niesamowicie inspiruje.

_DSC5459 kopia

Były chwilowe przeprowadzki stołu prosektoryjnego do rogatych garaży kolegi. Trzeba było przewieźć stół przez połowę Sopotu – miny ludzi były takie, że cud, miód i jednorożce. Dopiero potem wpadliśmy na to, że można było kogoś na nim położyć, przykryć białym prześcieradłem i tak wieźć rubasznie przy tym rechocząc ;)

_DSC5304 kopia

_DSC5314 kopia

Przypadkowe odwiedziny Wioski Indian, malowniczo opuszczonej dzielnicy Wrzeszcza – następnie zupełnie świadoma wizyta parę dni później – wszak i tu może powstać zdjęcie do dyplomu, przy którym asystuje niezastąpiona Agnieszka… ;)

_DSC6343 kopia

… z magiczną walizeczką ;)

_DSC6412 kopia

Jak widzisz, droga Krystyno … W biegu jakby.
I wracając jeszcze do Mazur, bo właśnie sobie uświadomiłem, że to o tym miał być w zasadzie ten wpis – przeżyłem najszybszą w życiu eksplorację (bo aż całe dwadzieścia minut fotograficznego urbexu) i co dziwne – była to rodzinna eksploracja – z dzieciakami, wujkiem, kuzynkami i szwagrami ;)

_DSC4173 kopia

Pałac w Drogoszach – będę wredny, reszta zdjęc tego obiektu w następnym „liście” Krycha!
Tymczasem dbaj o dzieciaki, męża, kochanka i wszystkie koty w lodówce!!!

Leria Valeria na Niebiesko

_DSC7111 kopia

I sumiennie obiecałem sobie i wszystkim obecnym i nieobecnym, na jednym kolanie przyklękając podczas rozlewania wódki prezentowej na ławce w sopockim podwórku przy Monciaku i z szarfą żałobną przewieszoną przez ramię (która niejako w prezencie z podpisami wariatów moich z okazji czerwca), że gdy będzie czasu więcej i ochot powłóczyście wszelakich, to powychodzę z jakichś tam zaległości fotograficznych co się nagromadziły w trakcie. Czasu więcej wcale nie ma, ale chęci powłóczyste poprzylepiały się do oczu, więc jest powychodzenie ;) Leria już gościła w moich internetach – gości ponownie…

_DSC7077 kopia

_DSC7106 kopia

_DSC7183 kopia

_DSC7216 kopia

_DSC7220 kopia

_DSC7225 kopia

_DSC7275 kopia

_DSC7213 kopia

Modelka: Leria Valeria
Stylizacja&MakeUp: Bogumiła Piazza-Składanowska
Miejsce: Trójmiejska Szkoła Fotografii

Bliskości …

4 kopia

1 kopia

2 kopia

Wyciśnięte cisze do granic możliwość, w kącie leżymy, jesteśmy. Granatowe pustki. Wszystko jest takie mnogie i niepojedyncze.
Lubię w takich chwilach umierać, zadzierać wysoko głowę, chować dłonie, stopy, serca i żebra, przebierać się w pożółkłe od papierosów paznokcie i rozdrapywać mocno uszy, żeby słyszały jeszcze mocniej. Flegmatyczne wieczory…Modlę się do boga miękkimi słowami, by zrozumiał, że mi życie utyka… że pijany brzemiennym mrokiem otulam się kożuchem mleka…

Jakoś tak górnolotnie wyjątkowo – ostatnio bronię się przed tym stanem wszystkimi kończynami.
Wieki nie pisałem – a jak już się zacznie, to słowa i tak sprawiają o wiele mniej radości niż kiedyś. Ze starości mojej, zapewne. Albo popadam w stan miejskobydlęcy – żadnych myśli, stadem do przodu by przetrwać… wiecie… Taka jednostkowa ślepota na piękno świata tego, która w stadzie jest tak intensywna, że ciężko się oderwać. Sam nie wiem… Póki co, czuję się fragmentarycznie wypisany i wypiszę resztę pewnie za jakiś czas ;)

Anita

_DSC1940

_DSC2011

_DSC1925

Najprzyjemniej fotografować ludzi kiedy masz wrażenie, że znasz ich milion lat, a w rzeczywistości widzicie się pierwszy raz w życiu!
Więc oto Anita – skrzyżowanie Urbańskiej, Adele, Washington’a i innych, których w tej chwili nie jestem w stanie sobie przypomnieć ;)
Wulkan śmiechu, energii i wszystkich pozytywnych emocji jakie znam – w życiu się tak nie naśmiałem na zdjęciach!
I generalnie dosyć często trzeba było dziewczę uciszać, żeby zrobić zdjęcie – gada i gadaaa ;)

_DSC1294

_DSC1393

_DSC1510

_DSC1444

_DSC1508

_DSC1549

_DSC1572

_DSC1589

_DSC1899

_DSC1788

_DSC1865

_DSC1869-2

_DSC1890