Tag: koty

Plener TSF w Gniewie

_DSC2990 kopia

_DSC2999 kopia

_DSC3005 kopia

W Brodzkich Młynach pod Gniewem rzeka Wierzyca, pola rzepaku w ilości jak tylko okiem sięgnąć i most – pozostałość po linii kolejowej Starogard Gdański – Skarszewy (najprawdopodobniej). I tyle. A że żaden ze mnie spostrzegawczy krajobrazista to są momenty kiedy stoję pośrodku zielonego pola panicznie rozglądając się za czymś do sfotografowania. I wtedy Ów Jegomość wyłania się zza wzniesienia polnej drogi – w pierwszej chwili aparat do twarzy, że niby drzewo fotografuję, (bo takie wow zielone i wow z kwiatkami), a tak naprawdę kątem oka obserwuję zachowanie Ów Jegomościa – no patrzy, patrzy jakby z jakimś grymasem, więc myślę sobie, że pewnie wpieprzyłem się w jego pole i rozdeptuję bezczelnie jakieś niesamowicie ważną uprawę. Podnoszę rękę w geście powitania i wspinam się pod zieloną górę, z przepraszającym uśmiechem, że „jak po pańskim polu łażę to przepraszam…”.
Ale gdzieżby tam …

Wszyscy łażą, sąsiad to na rybach właśnie gdzieś na dole siedzi. Szwagier w więzieniu, bo przekręty robił w latach 90tych, a tak to jak widzę młodych teraz jak im się pracować nie chce to mnie krew zalewa. Kiedyś to wszyscy pracowali, i nie było wybrzydzania, że za mało płacą. Tam jak pan spojrzy to kiedyś kolej jeździła… taka zwykła, osobowa z ludźmi…chce Pan wina?”.

Wina nie chciałem, ale Ów Jegomość z radością zgodził się na kilka zdjęć – jakby tylko na to czekał…

Ja tylko wino schowam, bo tak głupio z tym winem…

_DSC2994 kopia

A co w Gniewie? W Gniewie kilka bardzo inspirujących spotkań z mieszkańcami…
Lezie sobie Piotrowski z aparatem między uliczkami miasteczka i nagle rzuca się na niego lokales, (tuż po przyśmietnikowym wypiciu swojej kolejki) rzuca się z prośbą, żeby mu zoom pokazać jak działa („no pokaż jak duży jest ten…no ten…„). I wtedy nagle robi się tłum, wspólne zdjęcia, ze szwagrem, z zięciem, z kumplem… („Na fejsa może wrzucę, bo z takiego aparatu to pewnie ładnie wyjdą„). Z owego spotkania wychodzę z kilkoma fajnymi zdjęciami i jednym, nowym znajomym na fejsie, który prezentuje swoje dziary, a potem łapie mnie jeszcze żeby parę fot z dzieciakami porobić. Cholernie to fajne 🙂

_DSC3084 kopia

_DSC3092 kopia

_DSC3089 kopia

_DSC3093 kopia

_DSC3100 kopia

_DSC3102 kopia

_DSC3104 kopia

_DSC3106-2 kopia

_DSC3115 kopia

_DSC3147 kopia

_DSC3136 kopia

_DSC3140 kopia

I potem już dużo spokojniej…;)

_DSC3169 kopia

_DSC3198 kopia

_DSC3178 kopia

_DSC3243 kopia

_DSC3253 kopia

_DSC3240 kopia

_DSC3264 kopia

_DSC3275 kopia

I absolutny mistrz ze spotkania pod gniewskim zamkiem – kowal 🙂

_DSC3278 kopia

_DSC3305 kopia

_DSC3299 kopia

_DSC3302 kopia

Kubek mleka

Betonowe plastry łatają panowie w żarówiastych kamizelkach, spoceni.
Spaceruję więc w stronę przystanku, spaceruję cmentarzem wojskowym, na środku którego anioł kamienny na mnie kamiennym wyrazem twarzy (oczu) patrzy. Można tak? Milczymy oboje, zasłuchani w szumy.
W autobusie czuję się jak ziemniaki. Kierowca jedzie uśmiechnięty.
Wieczorem ulubionej Osiedlowej Pijaczce zostawiam drobne pieniądze na czerowne wino i papierosy.
Ulubiona Osiedlowa Pijaczka zawsze umalowana szminką w najmniej odpowiednim miejscu (i kolorze) siedzi na ławeczce nieopodal sklepu i krzyczy „skurwysyny!”

(…)Lubię wieczory. Wypijam mleko, kawę, herbatę i wciągam kreskę.
Wyobrażam sobie, kreślę, podkreślam. Mam duże oczy.
Mam wrażenie, że umrę za jakiś czas. Albo pojutrze.

Granatowy

Bonifacy Grzbiet.
Statystyczny polak w połowie posiadający cycki na plecach, a w połowie nie posiadający też niczego. Zadziwiające ślinotoki, lemoniada w szklanakch poszczerbionych i ostrzypu wydopcianie (wydopcił Ci się). Pewna blondynka do innej pewnej blondynki subtelnie drżąc na ciele pyta dlaczego ta wydzielina z odbytu jest taka słodka (lwowska wersja: Ta wydzielina taka slodka.) Kurewskie spożywanie herbat pośród luźno zaczesanego drobiu ułożonego rzędem jak do ścięcia siekerami codzienności, mój miły i chowamy się przed deszczem za drewnem już ciut mniej równo ułożonym. Niezrozumienie w oczach, pod powiekami coś (skąd wiesz, że słodka?), rozpychasz się łokciami jak stara kurwa pod mięsnym z okazji poniedziałku. Grzecznie.
Bonifacy Grzbiet nosił okulary, czesał się na dwa boki i przygarbiony chodził, i kulał i w kieszeni zawsze miał kulki analne z podrabianej skóry łabędzia. Bo wszak posiadanie w połowie niczego bardzo dużo zmienia w tej kwestii z dupy, żeby nie powiedzieć z odbytu znów – kręci się świat. Za dużo niczego, dwa dni wolnego, pierdolę pod nosem, uchem i za plecami czasami Matki Boskiej PółRozepchniętej, wielokrotnie przekładam się, przekręcam ochoczo wypinając … buzię do resztek słońca, granatowego co to prawie czarne. I nie palmy już tyle, do kurwy nędzy. Bonifacy miał w oku długopis, amfetaminę i jej koleżanki.

Babcie Kociakowe

Kocie Babcie.
„Pan te młode porobi, ładne są .. ”

Istotnie.
Rok temu zasiedziałem się na śmietniku kilka godzin fotografując kocie brzdące, które do dziś już spotężniały.
Pojawiło się nowe pokolenie, bardziej strachliwe i nieufne – wszak stoi jakiś debil z czarną puszką przy oku i „kici kici” wypluwa z ust pocąc się przy tym jak maniakalny morderca czworonogów śmietnikowych 🙂

Koty

Obudziła mnie chęć wypicia kawy. Trzecia pięćdziesiąt osiem. Za uchylonym oknem szalaje wiatr. Miasto wydaje się spać.

Poprostość.
/Lepisz mi się do dłoni, ustami balony z porzeczkowej gumy do żucia i ograniczanie swoistości ciszy. Zasłucham się./

Od dwóch dni jest gorzej. Odzywa się gardło, tajemniczo powstający katar doprowadza do subtelengo szału, ręce nie mieszczą się w kieszeniach. Ósmego sierpnia Ich ślub.
Odzywa się we mnie współczucie, napuchnięcie uczuć gdzie kulminacyjnym momentem będzie wyziew płaczliwy, mokra siatkówka oka i górne rzęsy zlepione z dolnymi.
Dni wyglądają tak samo, ubrane z samego rana w kubki z kawą, bose stopy układające się w skrzyżowanie dotyków (Chyba nie jestem) i półsuche palce błądzące po czarnej klawiaturze. Nudzę się.

Kici Kici / Walcz!

Tępe bóle głowy zagłuszam kolejnymi kawami, rozmowy mi się nie kleją, chmury są fotogeniczne i Wioleta opowiada o swoim romansie z Tym Murzynem.
(Nie zaprzeczam.)
Chcąc zmienić Formę Całości staczam się w te świetliki w ciemności wypatrując Twarzy, co mają uśmiechać, potem następuje wyrwanie i rozmawiam z ludźmi o dupie-marynie w przyciasnej sukience w kwiaty, bo lato przecież. Pan Monroe uzależnia, nie tyle słowem co historią nim napisaną. Zeszyty w kratkę zapełniam niebieskiem długopisem tuż po otworzeniu oczu, ucząc się pamięci w pochmurne poranki. Nie ma sensu, jest splot czerwonych szminek, dziewczyn, włosów i kotów z długimi ogonami. Jest Chaos, podskórnie toczący krew w zakamarki ciała.