Tag: Luster

Tredje dag i Norge / Trzeci dzień w Norwegii część 2 / Sanatorium Harastølen

_DSC6899

Deszcz. Wiatr. Mgła. Dosyć ciężko zazwyczaj o kompilację tych trzech zjawisk w jednym czasie 😉
Sześć kilometrów drogą wciśniętą w strome zbocze. Co kilka metrów ostry zakręt.
Dziury w drodze, więc poczuć się można jak u siebie, w Polsce.
Docieramy. Parkujemy.
Następuje szybkie przegrupowanie, synchronizacja zegarków, kontrola sprzętu i poprawienie opasek na głowach.
Poprawiamy pieczołowicie, gdyż na pięciuset m n.p.m piździ jeszcze mocniej, intensywniej.

_DSC6855

Abstrahując na moment od sanatorium…
Muszę przyznać, że jestem zafascynowany działaniem miejsc opuszczonych o których słyszałem i w którym byłem.
W norweskim regionie Vågsøy (nie mam zielonego pojęcia jak to czytać) stoi latarnia morska.
Stoi opuszczona wiele lat – jest trochę podniszczona, rozklepana, rozciapkana, posunięta przez czas i tak dalej, ale na samym czubku w dalszym ciągu osadzona jest prężnie działająca soczewa, przez którą światło błyska na ocean.
I władzom regionu/komuny/gminy cholernie ciężko burzyć takie cudo (podejrzewam, że w Polsce nikt nie miałby skrupułów).
Zatem władze rzucają hasło „Braaaać!”. Dosłownie… Możesz przyjść, zapłacić symboliczną koronę norweską i stajesz się niejako właścicielem tego morskiego cudu. Warunek? Remont na własną kieszeń … Możesz mieszkać, otworzyć restaurację, galerię, cokolwiek.
Ktoś by się rzucił? Bo ja z pewnością 🙂

_DSC6768

Ale wróćmy do Harastølen.
Otworzone w ok. 1900 roku początkowo było szpitalem dla chorych na gruźlicę.
Położone wysoko w górach, gdzie klimat podobno sprzyjał wyzdrowieniu chorym.
Z własnym wagonikiem górskim transportującym chorych z miasta, chlewnią gdzie radośnie ogonem merdało pożywienie, a nawet pierwszą w Norwegii turbiną wodną, która płodziła prąd…
Niezależność takiego miejsca pełnego chorych na pewno była w tym czasie bardzo ważna…
Po II Wojnie Światowej sanatorium stało się ośrodkiem dla psychicznie chorych. Mnóstwo samobójstw, jakie popełniali rezydenci skłoniło władze ówczesnego zakładu do zabezpieczenia balustrad schodów grubą siatką pełznącą od piwnicy po ostatnie piętro.
Końcówka lat 80tych sanatorium staje się miejscem, gdzie uchodźcy z Jugosławii i Bośni znajdują schronienie.
Potem długoletnia cisza, przeplatana dźwiękiem wybijanych szyb tego opuszczonego budynku.

_DSC6840

I dopiero pod koniec lat 90tych pojawia się Kristian – po sześciu latach spędzonych w Stanach Zjednoczonych wraca do Norwegii. Przez kilka miesięcy pomieszkuje w jednym z pokoi opuszczonego sanatorium. A potem zostaje takim jakby prawnym opiekunem/właścicielem tego miejsca. Dosyć ciężko postawić miejsce na nogi, ale widać, że chłopak świetnie sobie radzi.
Wita nas nienagannym angielskim. Choć papieros, najwyraźniej na stałe przyklejony do górnej wargi, utrudnia mi trochę rozumienie jego słów. Szybko nas oprowadza mówiąc, których miejsc zdecydowanie unikać – wszak nie chcemy zasilić grona lokalnych samobójców. Na pytanie po co to wszystko robi z rozbrajającą szczerością mówi, że jest wariatem. I, że wiele lat był miłośnikiem miejsc opuszczonych, aż w końcu postanowił osiąść na stałe w jednym z nich. Z sanatorium związany dosyć blisko – zmarła mu tu babcia.

_DSC6673

_DSC6671

_DSC6824

_DSC6803

_DSC6796

_DSC6793

Poniżej na zdjęciu ponad stuletni fotel dentystyczny…

_DSC6670

_DSC2764 kopia

_DSC6814

_DSC6808

_DSC2641

_DSC6724

_DSC6780

_DSC6779

_DSC6776

_DSC6734

_DSC6747

_DSC6731

_DSC6757

_DSC2585

_DSC2592

_DSC2591

Biblioteka ze stołem do gry w pokera 🙂

_DSC2595

I martwą naturą w słoiczkach…

_DSC6698

_DSC2726

_DSC6733

_DSC6729

_DSC6745

_DSC6721

_DSC6711

_DSC6852

_DSC6875

_DSC6868

Plany na przyszłość związane z sanatorium Harastølen?
Pewni filmowcy zaopiekowali się drugim piętrem i kręcą tam film „Villmark 2” – zwiastun można obejrzeć tu .
Po za tym Kristian w przyszłym roku planuje otworzyć, zamknięte do tej pory, domu stojące wokół głównego budynku. Najpewniej stare siedziby pielęgniarek i wszelkiej maści doktorów urzędujących tu w latach świetności Harastølen. Otworzyć dla takich ludzi jak ja – przyjeżdżasz, masz możliwość przenocowania i łazisz z aparatem po sanatorium tyle godzin ile dusza zapragnie. Nawet w nooocy – bo jest pokój zwany „naked room” gdzie właśnie w nocy straszy najbardziej 😉

Reszta potężnej galerii poniżej.

A na koniec jeszcze w przypływie weny twórczej, fotograficznie samojebkowej…

_DSC2717 kopia

Pozdrawiamy! 😉

Tredje dag i Norge / Trzeci dzień w Norwegii część 1

_DSC6606

Sobotni wieczór z szampanem absolutnie nie przeszkadza przy wczesnym wstawaniu dnia następnego.
Szybka kawa na tarasie spożyta w towarzystwie norweskich wróbli…

_DSC6611

i wybywam na deszczowy spacer po Lustrafjorden.
Lustrafjorden to najbardziej wcięte ramię Sognefjorden. Największy fiord w Norwegii. I trzeci pod tym względem na świecie.
I z takimi widokami, że dech zapiera !!! 😉

_DSC6657

_DSC6622

_DSC6604

_DSC6602

_DSC6603

_DSC6628

_DSC6613

_DSC6615

_DSC6619

_DSC6665

_DSC6624

_DSC6626

_DSC6627

_DSC6631

_DSC6632

_DSC6634

_DSC6637

_DSC6640

_DSC6643

_DSC6644

_DSC6645

_DSC6646

_DSC6647

_DSC6651

_DSC6653

_DSC6662-2

A gdzieś przed godziną dwunastą docieramy w góry, gdzie moje szczęście tego dnia osiąga absolutne apogeum.
Opuszczone sanatorium, w którym buszujemy kilka ładnych godzin…

_DSC6855

Andre dag i Norge / Drugi Dzień w Norwegii

_DSC6328

Kurwamaćjapierdolizm Uroczysty ogarnia mnie tego dnia jakoś pod wieczór. Dlaczego?
Od początku.
Jest sobota. Świt niejako. Otwieram drzwi Cyborgowego Pokoju Gościnnego przekonany, że wstałem jako pierwszy.
I co? I okazało się, że Cyborg Anitex tak sobie kabelki w oprogramowaniu ułożył(a), żeby wstać godzinę szybciej niż ja i po odpaleniu programu „pakowanie” spakowała pół zawartości lodówki, toster i kuchenne pochodne przedmioty, bo w drogę. Więcej! Wspomnieć należy, że na tytuł Cyborga zasłużyła jak tylko odkryłem Jej ogromne pokłady energii, niewiadomego pochodzenia. Ma dziewczę na 14 do pracy to zamiast polenić się powłóczyście z rana to robi chleb bezglutenowy, chleb bananowy, trzy ciasta, a w między czasie biega dla zdrowotności po lesie zahaczając też o góry, na które ja pewnie bym nawet nie wlazł. I owce w tych górach zaczepia. I potem do pracy. 😉
No ale wracając … Bo w drogę. Jedziemy trzysta kilometrów na południe od Sykkylven – do opuszczonego sanatorium w Luster.
Po drodze zatrzymując się przy punkcie widokowym Ljøen, żeby mógł przez chwilę wybałuszać oczęta na Geirangerfjord. Fiord wpisany na listę UNESCO.

_DSC6345

_DSC6338

_DSC6334

No i dalej.
Odwieczny problem dotyczący selekcji zdjęć – więc będzie ich duuuużo! 😉

_DSC6413

_DSC6383

_DSC6367

_DSC6382

_DSC6366

_DSC6412

_DSC6381

_DSC6364-2

_DSC6444

_DSC6410

_DSC6377

_DSC6363

_DSC6443

_DSC6398

_DSC6375

_DSC6361

_DSC6436

_DSC6396

_DSC6374

_DSC6357

_DSC6434

_DSC6393

_DSC6373

_DSC6354

_DSC6431

_DSC6390

_DSC6372

_DSC6353

_DSC6428

_DSC6389

_DSC6371

_DSC6352

_DSC6419

_DSC6387

_DSC6369

_DSC6416

_DSC6385

_DSC6368

_DSC6414

Nie wiem…
Jakoś stoję w miejscu, przygnieciony wszechobecnością tych wszystkich cudów natury, obracam się górną częścią tułowia prawie wokół własnej osi i z oszołomienia nawet nie rejestruję dźwięku migawki. Zdjęcia robią się same 😉
I kiedy już obiecuję sobie, że przestanę piszczeć z radości na te widoczki na tyłach Cyborgowego Bolidu (w między czasie przegryzając sajgonki roboty Anitexa) okazuje się, że znajdujemy się w pobliżu języka lodowca Bøyabreen. Nie wiele myśląc Cyborgowy Konkubent pyka te dodaktowe 40 km. I tadaaam!

_DSC6446

_DSC6454

_DSC6460

Z daleka mam wrażenie, że trzeba będzie na czworaka włazić w te lodowe jaskinie…

_DSC6466-3

_DSC6501

_DSC6470

_DSC6473

_DSC6474

_DSC6477

_DSC6493

_DSC6495

_DSC6497

_DSC6500

Moja orientacja w terenie wynosi minus sto. Dodać też mogę nieumiejętność … oceniania perspektywy (?) 😉

_DSC6547

_DSC6533

_DSC6516

_DSC6508

_DSC6503

Zanim docieramy do Luster – okazuje się, że w tobołkach kuchennych Anitexa NIE MA KAWY!
Więc, jako najczęściej pijący i chyba nawet w zasadzie jedyny pijący regularnie, deklaruję zakup w najbliższym sklepie.
Korony Norweskie i tak muszę wydać, a kawa (poranny napój bogów) to absolutnie szczytny cel.
Więc sklep.
Kawa, mleko, cukier – przeliczam sobie na PLN i wychodzi jakieś 100 złotych 😀
I już wieczór.
Kurwamaćjapierdolizm Uroczysty.
Stoję na tarasie, spożywam nikotynę, wypijam kubek wspomnianej kawy (celebrując w sobie uczucie zadowolenia – wszak to najdroższa kawa jaką do tej pory piłem ;)) i nagle drzwi tarasu od wewnątrz otwiera Anitex i machając mi telefonem przed nosem coś bełkocze (wieczór na bogato, lał się szampan więc i bełkotanie było).
Zorza polarna … W ich miejscowości, skąd przyjechaliśmy!
Akurat wtedy, kiedy byliśmy te trzysta kilometrów za daleko.

No Kurwamaćjapierdolizm Uroczysty…