Tag: MotoVaria!

MotoVaria!

Zapomniałem się.
Zasiedziałem na brzegu swoich imaginacji, swojej nieochoty i niebycia odstawianego z odpowiednią sobie subtelną spektakularnością.
Robię nic, popijam czerwoną herbatą, wydłubuję z resztek swojego wnętrza myśli i myśli mi się sypią namiętnie.
Otwiera mnie stara Grażyna, ze staro zwisającymi szarymi włosami, starą twarzą i chudością swoją, też starą.
Ja przechylam czasami głowę w lewo i robię się niewidzialny, nie ma mnie. Grażyna otwiera moją podświadomość, moje czakry wewnętrznie spięte rodzierając je jak poranny chleb nad stołem, mówi o sekrecie, o tym, że jak przebiegnie drogę czarnemu kotu to zawsze znajduje pieniądze. Masz miłość. (Ja nie mam kota.)

Stokroć

Halina przebierze się za rosyjską Swietłanę w białych kozaczkach i do pracy na stopa będzie jeździła – wszak owy zakład, w którym pełni funkcję koordynatorki projektów małoważnych stoi tuż przy obwodnicy, więc w drodze to jeszcze zarobi na mało czystym, a nawet brudnym, a przy tym jeszcze umiejętnym wpychaniu sobie do rozchylonych ust różnych takich tam. Finezyjnie można krzywą nóżkę, na wpół niedogoloną patrząc od kolana poniżej, wybebszyć spod taniej spódnicy z tesco i równie finezyjnie mrużąc oczy od wiatru i uśmiechając się szeroko, nawet subtelnie zionąc brakiem zębowej jedynki można mruczeć do siebie piosenki o wielkiej miłości. W torbie Halina będzie miała paczkę gum do żucia, kilka dni po terminie, bo podobno wtedy najdłużej smak trzyma w gębie i machać tą torebką będzie – machać i muchy odstraszać, bo przecież dopiero co włosy perfumowała wodą toaletową.
Halina będzie półetatową kurewką, obwodnicową szmatą którą mijająca w lśniącym i wypucowanym samochodzie rodzina z uśmiechem na wybotoksowanych ustach nazywać będzie „tą panią co na autobus się spóźniła” – bo dzieci pytają, luksusowo usadowione w drogich fotelikach na sześć zapieć i z pozłacanym zagłówkiem.
A Halina będzie miała to w dupie.