Norweski codziennik, sierpień 2017, migawki – dużo zdjęć

Oops, I did it again…

Norwegia, sierpień dwa tysiące siedemnaście, kilka gór, góreczek i pagóreczków – wszystko co wielbię soczyście.

Spora porcja zdjęć. Czerwona sukienka, pot, krew, łzy i kurewsko zimne potoki, stawy, jeziora. To był bardzo piękny czas – i choć preludium końca pewnego fragmentu mojego życia to jednak sentymenty jakoś siedzą na ramieniu i od czasu do czasu tymi swoimi koślawymi paluszkami kręcą łzy w oku na samo wspomnienie tego wszystkiego co fajne wtedy…

Fotobudka

Fotobudka. Ślub Izy i Mateusza.

Wyjeżdżam na urlop, ale chyba bardziej z poczuciem, że uciekam z kraju na parę dni niż cokolwiek innego. To urlop, który zdecydowanie był światełkiem na końcu tunelu. Z resztą w miejscu, gdzie tylko nogę wystawię na płycie lotniska i już wszystko wraca do normy, pojawia się równowaga , życiowe dylematy znikają, rozterki obumierają a w głowie piętrzą się tylko myśli, że trzeba pod kolejną górę podleźć. Norwegia – moja ukochana…

Norwegia – Droga Troli

Mój urlop jawi się w tym roku niczym światełko na końcu tunelu. Ostatnie miesiące obfitują w Wielkie Zmiany, zarówno w życiu prywatnym, zawodowym jak i fotograficznym. Bywają dni, że co rano budząc się  jestem bardziej Człowiekiem Zmartwychwstającym aniżeli wypoczętym, wyspanym i świeżym…Plan jest taki, że za parę tygodni będę wspinał się z wywieszonym jęzorem (wywieszonym, bo kondycja jest rzadko istniejąca w ostatnim czasie) po górach w Norwegii, fotografował czerwone sukienki i spał do południa, żeby odespać wszystkie traumy związane z porannym wstawaniem do pracy. I w związku z tym mały wpis przypominający – droga Troli w Norwegii to podobno jeden z piękniejszych widoków na świecie – i ja to potwierdzam podpisując się pod tym stwierdzeniem wszystkimi kończynami. Zdjęcia archiwalne, trochę zakurzone i wygrzebane z odmętów moich dysków twardych… Trole i okolice.

Akt górski sprowokowany

1b kopia

2b kopia

7 kopia

5b kopia

4 kopia

8 kopia

Dużo dzieje się. Mało mnie tutaj ostatnio.

Ale zanim uchylę rąbka tajemnic rodzaju wszelakiego – zdjęcia ze skąpanej wrześniowym słońcem Norwegii.

Akt górski sprowokowany – gdyż tak piękne widoki wkomponowane w tak piękne widoki ponowne same z własnej woli raczej nie występują. Nie ma tak, że idziesz w góry, a tam leży modelka ułożona już i czekająca na dźwięk migawki. Prowokacje były. Dobry czas.

Przełom Gudbrandsjuvet, Norwegia

ZbigniewPiotrPiotrowski - przełom Gudbrandsjuvet (11)

ZbigniewPiotrPiotrowski - przełom Gudbrandsjuvet (3)

ZbigniewPiotrPiotrowski - przełom Gudbrandsjuvet (9)

ZbigniewPiotrPiotrowski - przełom Gudbrandsjuvet (8)

W internetach znalazłem informację, że zgodnie z historią z XVI wieku, nazwa tego wąwozu powstała od niejakiego Gudbranda, który uciekając ze swoją narzeczoną uratował się przeskakując wąwóz w najwęższym punkcie. Gudbrand został uznany za wyjętego spod prawa za swoje czyny i mieszkał do końca swoich dni w domku z kamienia w jednej z dolin powyżej Gudbrandsjuvet. Dolina nadal nazywa się Gudbrandsdalen. Co stało się z narzeczoną legenda nie wspomina. I jakich czynów miał czelność dokonywać ów wymieniony – nie wiem. Miejsce bardzo urokliwe – błękitne wody rzeki Valldøla poszarpały miejsce tworząc ciekawe formy i dziury w skałach, niezliczone ilości wirów też robią wrażenie. Przebywanie w tym miejscu zdecydowanie pozytywnie podnosi ciśnienie.

 

Sykkylven. Jak upolować zorzę polarną…?

_DSC0329 kopia

Jak upolować zorzę polarną?

Oto przepis: musisz znaleźć się na norweskiej górze Fauskekambane, z której  widok rozciąga się na miejscowość Sykkylven. Zorza polarna, pomimo miliona świateł bijących z domostw poniżej i tak będzie świetnie widoczna – w końcu jesteśmy w Norwegii… To znaczy byłaby świetnie widoczna, gdyby tylko zechciała rozbłysnąć na niebie… Niestety… Wieczór spędzam siedząc na dwustopniowej drabince, która docelowo miała służyć jako statyw, ale świetnie radziła sobie też jako krzesełko. Do tego popijam kakao i rzucam zachmurzonemu niebu  spojrzenia pełne nienawiści. Co prawda tuż po porannym otworzeniu oczu i uświadomieniu sobie, że właśnie jestem po prawdziwie norweskim telttur wybaczam zorzy tę nieobecność powstałą zapewne z nieśmiałości czy pokrewnych uczuć targających nią w drodze od słońca do ziemi. A kiedy wypełzam z namiotu i widzę jakie światło bezczelnie rozbiegło się po niebie – wybaczam wszystko…

_DSC0349 kopia

_DSC0332 kopia

_DSC0334 kopia

_DSC0344 kopia

Pierwsza noc polowania, mimo braku spotkania pierwszego stopnia z zorzą, ma bardzo sympatyczny finał pod postacią powyższego skromnego wschodu słońca… Jedźmy dalej – jesteśmy na dobrej drodze do spotkania…

_DSC8814 kopia

Więc… (jakkolwiek nie wolno zaczynać zdania w ten sposób, ja robię to z premedytacją…)

Co z tą zorzą? Kolejny wieczór (kilka wymieszanych ze sobą i bezzorzowych dni, które powyżej można obejrzeć w galerii – opisowo pomijam) to wieczór, gdzie wszystko mówi Ci, że coś się wydarzy. Norwedzy wtedy zachowują się odrobinę dziwnie – co prawda jestem z Polski i nie wiele może mnie zdziwić… ;)

piotrografia - jak upolować zorzę polarną (16)

piotrografia - jak upolować zorzę polarną (13)

Siedzę na ławce. 3 godziny. Współtowarzyszka marudzi, że jej zimno – wcale się nie dziwię, bo i ja gdzieś nieśmiało szczękam zębami, ale wspaniałomyślnie i po gentelmeńsku oddaje swoją ciepłą bluzę (żebyśmy przypadkiem nie opuścili miejsca polowania, bo mam przeczucie) i sam siedzę w kurtce jedynie. Zorza pojawia się w dziwny sposób – to znaczy najpierw na niebie wyskakuje biała łuna ciągnąca się od lewej do prawej części horyzontu, którą można pomylić z chmurami. Najlepiej ustawić aparat na dłuższy czas naświetlania – jeśli owa biała łuna na zdjęciu będzie miała zielone zabarwienie to znak, że lada moment na niebie będzie istne szaleństwo, jednorożce, motyle i inne synonimy szczęścia ;)

_DSC9781 kopia kopia

_DSC9783 kopia kopia

_DSC9788 kopia kopia

Moim statywem jest paczka papierosów, lampa błyskowa i skały – na zmianę, czasu jest za mało bo zorza jest dosyć kapryśna. I choć zdjęcie nawet w najmniejszym stopniu nie oddaje piękna tego zjawiska i choć ISO za wysokie, czas otwarcia migawki za krótki, matryca zapaćkana to i tak uśmiecham się szeroko, bo BYŁEM i WIDZIAŁEM. Marzenia się spełniają!

Dalsnibba, Norwegia

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (116)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (120)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (121)

Mam lęk wysokości – wszyscy to wiedzą. W nieskrajnych przypadkach objawia się on perliście spoconym czołem, rozbieganym wzrokiem i pochodnymi, które układając się gdzieś w okolicach prawego ramienia nie dają normalnie w danej chwili funkcjonować. W skrajnych przypadkach wszystko ma miejsce to co powyżej plus dodatkowo drę się, że wszyscy zginiemy… czasami zdarzy się, że jestem na tyle taktowny, żeby wydzierać się milcząco i wewnątrz siebie- rzucam wtedy tylko takie spojrzenia pełne nienawiści do wszystkiego co jest w zasięgu wzroku i w jakikolwiek sposób próbuje popsuć strefę mojego komfortu – i to wcale nie musi być człowiek.

Na szczyt Dalsnibba wjeżdżamy samochodem – jak tylko nieśmiało spojrzę w szybę to widzę, że nic nie widzę… to znaczy droga jest tak powykręcana i powciskania w zbocze, że momentami mam wrażenie, iż zaraz na zakręcie spadniemy te czterysta pięćdziesiąt dwa kilometry w dół i łamiąc kończyny zginiemy dosyć szybko, być może nawet bezboleśnie.  Zatem rzucam swoje nienawistne spojrzenia wszystkim przepaściom, które objawiając się moim oczom przyspieszają bicie serca, rodzą drżenie rąk i  sprawiają, że wciskam wszystkie niewidzialne pedały odpowiedzialne za hamowanie ;)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (4)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (30)

Na samej górze wieje złem – mój kąt oka obserwuje człowieka, który z racji tego zła straszliwego pod postacią wszystkich rodzajów wiatrów występujących na 1495 metrze nad poziomem morza, nie jest w stanie założyć na siebie kurtki. Ani czapki. Za to przepiękny i fotogeniczny widok na dolinę rekompensuje to zło okrutne.

 

Norwegia. Geiranger, król norweskich fiordów

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (56)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (60)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (65)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (64)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (66)

W myślach jest wrzesień. Wrzesień mocno kładący się słońcem na płycie lotniska, kiedy wolno drepczę w stronę samolotu z torbą podróżną żeby zająć swoje miejsce i polecieć TAM WŁAŚNIE. Bo TAM WŁAŚNIE to zdecydowanie moje miejsce, gdzie wyciągnięte mentalne baterie leżące w trawie niewysokich gór ładują się dużo szybciej, niż w trawie krajowego pochodzenia. Gdzie wpychasz ręce w kieszeń, zamykasz oczy i kierując głowę w stronę nieba masz wrażenie, że to tutaj początek ma świat. Bo w kraju nizin, błota, PISu i posłanki Krystyny, z którego przyleciałeś to raczej niekoniecznie. Jest wrzesień – do zdjęć z Norwegii chciałem wrócić nareszcie, ale czekałem na impuls. Taki magiczny pstryczek, kopniak i szept „Piotrowski, dawaj… już można„. Ostatnio lubię jak mi się zdjęcia uleżą, dojrzeją, foldery napuchną i popękają trochę sposobem ciastowo-kuchennym ;)
Najpierw obiecałem sobie, że pierwsze norweskie wpisy pojawią się jak tylko spadnie śnieg – jakoś tak miało grać ze sobą to wszystko… Norwegia, często zimna, śnieg w kraju, ciepła herbata i zdjęcia. Co prawda parę dni temu spadło trochę śniegu, ale że czekałem na to białe cudo tak długo to wolałem złapać aparat i robić nowe zdjęcia, niż wychodzić ze zdjęć archiwalnych.
Impuls pojawił się wraz z możliwością obejrzenia norweskiego filmu Bølgen. Bølgen (po polsku fala) to katastroficzny film przedstawiający skutki osunięcia się mas ziemi ze stoków do wody. Generalnie żeby było śmieszniej, albo wcale nie… Nie są to wyssane z palca historie, bo takie rzeczy już w tym kraju się zdarzały. Tsunami powstałe po takim osunięciu w roku 1958 roku miało wysokość 524 metrów. Wracając do mojego impulsu… akcja filmu Bølgen (pod nazwą filmu link do trailera) dzieje się w Geiranger, małej osadzie u podnóża fiordu o tej samej nazwie – jednym z piękniejszych fiordów w Norwegii, gdzie we wrześniu dwa tysiące piętnaście z największą przyjemnością (spożywając frytki kupione po polsku w polskiej frytbudzie) rozkoszowałem się niesamowitością przyrody ;) Ale zanim… Po drodze dwa promy i parę bardzo fotogenicznych miejsc…

Zatrzymujemy się przy punkcie widokowym skąd rozciąga się widok na Geiranger zwanego też, co akurat mnie nie dziwi, królem fiordów…

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (95)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (96)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (94)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (40)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (41)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (46)

Po wojażach górskimi drogami wciśniętymi czasami w zbocza jakby od niechcenia i po przesłuchaniu tryliona razy „Ballady o Janku Wiśniewskim” (bo jedziesz z całej siły naciskając pedał gazu, z całej siły i na całą parę lecą Chłopcy z Grabówka i to jest tak absurdalne i piękne jednocześnie, że absolutne szaleństwo, łza w oku i motylki w brzuchu wymieszane z jednorożcami szczęścia ;)!) przyszedł czas na podróż w stronę Dalsnibby – szczytu leżącego na południe od Geiranger.  Na wysokości  1 476 m, więc wiało piździło napierdalało wiatrem tak, że nie czułem oczu, nosa i w ogóle całej twarzy. Ale te zdjęcia następnym razem :)

piotrografia.com NORWEGIA, DALSNIBBA, (119)

Siste dag på besøk i Norge / Ostatni dzień wizyty w Norwegii

_DSC7295

_DSC7290

Stało się.
Ostatni dzień zwiedzania. Ostatni dzień pobytu omijam, gdyż spędziłem go na szybkim pakowaniu i jeździe w stronę lotniska.
I z przykrościami małymi, że lada moment nastąpi smutny powrót do rzeczywistości, zawodowych obowiązków i innych rzeczy, które na ten moment wydawały mi się absolutnie straszne.
Wracam do lasu, w który wpełzłem oniemiały dnia pierwszego – z informacji od Anitexa wynikało, że jeśli minę miejsce do którego doszedłem za pierwszym razem i pomęczę się trochę pod górę znajdę wzgórze z wodospadem, hyttami i fajnym widokiem na Sykkylven. Zasuwam zatem …

_DSC7240

_DSC7165

_DSC7173

_DSC7178

_DSC7179

_DSC7180

_DSC7181

_DSC7185

_DSC7192

_DSC7193

_DSC7199

_DSC7200

_DSC7202

_DSC7206

_DSC7214

_DSC7215

_DSC7221

_DSC7231

_DSC7239

_DSC7270

_DSC7244

_DSC7246

_DSC7258

_DSC7260

_DSC7266

Szybki powrót do Cyborgowych Włości i śmigamy w trójkę na prom do Ålesund, żeby zobaczyć miasto.

_DSC7298

_DSC7304

_DSC7313

_DSC7300

Ålesund – portowe miasto handlowe położone na zachodnim wybrzeżu Norwegii, nad Störfjordem, region Møre og Romsdal. Położone na półwyspie i kilku wyspach, tworzących dogodny port. Nazywane norweską Wenecją. Niezwykle urokliwe.
Panorama z punktu widokowego Kniven na górze Aksla jest po prostu nieziemska !!!!!!!

_DSC7326

_DSC7329

_DSC7333

_DSC7334

_DSC7338

_DSC7348

_DSC7354

_DSC7367

_DSC7375

_DSC7396

_DSC7397

_DSC7400

_DSC7392

_DSC7377

_DSC7384

Wracając jeszcze do marudzeń o braku zorzy polarnej – kupiłem sobie własną! W sklepie z pamiątkami w postaci magnesu na lodówkę za parę koron norewskich! Ot co!

_DSC7407

_DSC7411

_DSC7416

_DSC7421

_DSC7425

_DSC7427

_DSC7428

_DSC7430

_DSC7442

_DSC7449

_DSC7451

_DSC7454

_DSC7456

_DSC7464

_DSC7467

_DSC7481

A późnym wieczorem parę zdjęć z brzegu portowego. I powrót na punkt widokowy, żeby się jeszcze pozachwycać głośno.

_DSC7503

_DSC7521

_DSC7533

Koniec.
Tydzień niesamowitych wrażeń, apogeów szczęścia i pochodnych układających się w szerokie uśmiechy nabuźne. Mnóstwo fantastycznych widoków, kadrów, zdjęć, wędrówek.
To był taki tydzień, gdzie każdym zmysłem chłonąłem świat, o zobaczeniu jakiego zawsze marzyłem…
Mam nadzieję, że kiedyś tam wrócę powłóczyć się jeszcze między tym wszystkim co sprawia, że karty pamięci w aparacie pękają w szwach.
Dziękuję! :)

Fjerde dag i Norge / Czwarty dzień w Norwegii

_DSC7051 kopia

Szybki czwarty dzień. Deszczowy.
Wbijamy na górę Aurenakken – to znaczy wbijają Anitex i Cyborgowy Konkubent, ja ledwo wpełzam ;)

_DSC7098 kopia

_DSC7113 kopia

_DSC7092 kopia

_DSC7090 kopia

_DSC7126 kopia

_DSC7123 kopia

_DSC7150 kopia

_DSC7109 kopia

_DSC7037 kopia

_DSC7068 kopia

_DSC7110 kopia

I gdy już po Aurenakken z widokiem na Sykkylven wracamy do Cyborgowego Domu wypić kawę, herbatę i inne rozgrzewające płyny Anitex krzyczy, że musi mi coś jeszcze pokazać! Odziany w zapasowe, suche rzeczy Cyborgowego Konkubenta (deszcz leje i leje) wsiadam w samochód i jedziemy nad przystań.

_DSC2948

_DSC2954 kopia

_DSC2961 kopia

A potem pod uroczy i niepozornie wyglądający z zewnątrz opuszczony domek, gdzie zdjęcia trzaskam trochę w biegu mokrym fiszajem ;)

_DSC2823 kopia

_DSC2913

_DSC2869

Więcej zdjęć domku: TU.

Tredje dag i Norge / Trzeci dzień w Norwegii część 3 / Lodowiec Jostedalsbreen

_DSC6909

_DSC6904

_DSC6907

Żegnamy Harastølen. Zasmuceni trochę, że te kilka godzin w środku tak szybko minęło. Cyborgowy Konkubent ukradkiem ocierając łzę, podaje mi chusteczkę. Tylko Cyborg Anitex dzielnie się trzyma – zarzuciła tryb „nie płakać” i siedzi z chłodnym wyrazem twarzy nie zdradzając swych emocji :D
Ruszamy. Z zamiarem szybkiego powrotu do Cyborgowych Włości. Po drodze wbijając się w takie drążone w górach/skałach tunele.

_DSC6939

I oczywiście zatrzymując się na dźwięk moich pisków.
Co ciekawe w Norwegii przy każdej przydrożnej piękności natury przygotowane jest miejsce na zaparkowanie samochodu, drzewa zasłaniające widok są wycięte, więc można stać i podziwiać bez niepotrzebnych elementów w kadrze ;)

_DSC6951

_DSC6916

_DSC6917

_DSC6927

_DSC6929

_DSC6931

_DSC6933

_DSC6937

_DSC6940

_DSC6941

I zamiast prosto do Sykkylven znowu zjeżdżamy w boczną drogę. Za sprawą znaku, że lodowiec.
A, że widziałem już dwa języki lodowcowe to czuję się dumnym, światowym znawcą tych cudów natury i generalnie nie ma opcji, żebym nie zobaczył i tego.

_DSC6962

Ciocia Wikipedia podpowiada, że Jostedalsbreen to największy lodowiec w kontynentalnej Europie. Ramiona lodowca tworzy wiele dolin – jest ich ponad pięćdziesiąt – w tym Bøyabreen (gdzie już miałem okazję być podczas tego pobytu). Trafiamy tam po sezonie wycieczkowym, więc dojście jest trochę utrudnione. Po za tym, podczas godzinnej wędrówki do „jak najbliżej” ciągle pada.

_DSC6954

_DSC6960

_DSC6993

_DSC6963

_DSC6967

_DSC6972

_DSC6974

_DSC6984

_DSC6988

_DSC6990

_DSC6992

Można się poczuć jak na innej planecie…

_DSC7027

_DSC7024

_DSC7003

_DSC7004

_DSC7000

_DSC7028

_DSC7023

_DSC7009

Potem parę zdjęć – żeby się pochwalić, że pomimo potłuczonego kolana nadal umiem skakać.
I do Sykkylven – padając na moooordy! ;)

_DSC7020

_DSC7026

Tredje dag i Norge / Trzeci dzień w Norwegii część 2 / Sanatorium Harastølen

_DSC6899

Deszcz. Wiatr. Mgła. Dosyć ciężko zazwyczaj o kompilację tych trzech zjawisk w jednym czasie ;)
Sześć kilometrów drogą wciśniętą w strome zbocze. Co kilka metrów ostry zakręt.
Dziury w drodze, więc poczuć się można jak u siebie, w Polsce.
Docieramy. Parkujemy.
Następuje szybkie przegrupowanie, synchronizacja zegarków, kontrola sprzętu i poprawienie opasek na głowach.
Poprawiamy pieczołowicie, gdyż na pięciuset m n.p.m piździ jeszcze mocniej, intensywniej.

_DSC6855

Abstrahując na moment od sanatorium…
Muszę przyznać, że jestem zafascynowany działaniem miejsc opuszczonych o których słyszałem i w którym byłem.
W norweskim regionie Vågsøy (nie mam zielonego pojęcia jak to czytać) stoi latarnia morska.
Stoi opuszczona wiele lat – jest trochę podniszczona, rozklepana, rozciapkana, posunięta przez czas i tak dalej, ale na samym czubku w dalszym ciągu osadzona jest prężnie działająca soczewa, przez którą światło błyska na ocean.
I władzom regionu/komuny/gminy cholernie ciężko burzyć takie cudo (podejrzewam, że w Polsce nikt nie miałby skrupułów).
Zatem władze rzucają hasło „Braaaać!”. Dosłownie… Możesz przyjść, zapłacić symboliczną koronę norweską i stajesz się niejako właścicielem tego morskiego cudu. Warunek? Remont na własną kieszeń … Możesz mieszkać, otworzyć restaurację, galerię, cokolwiek.
Ktoś by się rzucił? Bo ja z pewnością :)

_DSC6768

Ale wróćmy do Harastølen.
Otworzone w ok. 1900 roku początkowo było szpitalem dla chorych na gruźlicę.
Położone wysoko w górach, gdzie klimat podobno sprzyjał wyzdrowieniu chorym.
Z własnym wagonikiem górskim transportującym chorych z miasta, chlewnią gdzie radośnie ogonem merdało pożywienie, a nawet pierwszą w Norwegii turbiną wodną, która płodziła prąd…
Niezależność takiego miejsca pełnego chorych na pewno była w tym czasie bardzo ważna…
Po II Wojnie Światowej sanatorium stało się ośrodkiem dla psychicznie chorych. Mnóstwo samobójstw, jakie popełniali rezydenci skłoniło władze ówczesnego zakładu do zabezpieczenia balustrad schodów grubą siatką pełznącą od piwnicy po ostatnie piętro.
Końcówka lat 80tych sanatorium staje się miejscem, gdzie uchodźcy z Jugosławii i Bośni znajdują schronienie.
Potem długoletnia cisza, przeplatana dźwiękiem wybijanych szyb tego opuszczonego budynku.

_DSC6840

I dopiero pod koniec lat 90tych pojawia się Kristian – po sześciu latach spędzonych w Stanach Zjednoczonych wraca do Norwegii. Przez kilka miesięcy pomieszkuje w jednym z pokoi opuszczonego sanatorium. A potem zostaje takim jakby prawnym opiekunem/właścicielem tego miejsca. Dosyć ciężko postawić miejsce na nogi, ale widać, że chłopak świetnie sobie radzi.
Wita nas nienagannym angielskim. Choć papieros, najwyraźniej na stałe przyklejony do górnej wargi, utrudnia mi trochę rozumienie jego słów. Szybko nas oprowadza mówiąc, których miejsc zdecydowanie unikać – wszak nie chcemy zasilić grona lokalnych samobójców. Na pytanie po co to wszystko robi z rozbrajającą szczerością mówi, że jest wariatem. I, że wiele lat był miłośnikiem miejsc opuszczonych, aż w końcu postanowił osiąść na stałe w jednym z nich. Z sanatorium związany dosyć blisko – zmarła mu tu babcia.

_DSC6673

_DSC6671

_DSC6824

_DSC6803

_DSC6796

_DSC6793

Poniżej na zdjęciu ponad stuletni fotel dentystyczny…

_DSC6670

_DSC2764 kopia

_DSC6814

_DSC6808

_DSC2641

_DSC6724

_DSC6780

_DSC6779

_DSC6776

_DSC6734

_DSC6747

_DSC6731

_DSC6757

_DSC2585

_DSC2592

_DSC2591

Biblioteka ze stołem do gry w pokera :)

_DSC2595

I martwą naturą w słoiczkach…

_DSC6698

_DSC2726

_DSC6733

_DSC6729

_DSC6745

_DSC6721

_DSC6711

_DSC6852

_DSC6875

_DSC6868

Plany na przyszłość związane z sanatorium Harastølen?
Pewni filmowcy zaopiekowali się drugim piętrem i kręcą tam film „Villmark 2” – zwiastun można obejrzeć tu .
Po za tym Kristian w przyszłym roku planuje otworzyć, zamknięte do tej pory, domu stojące wokół głównego budynku. Najpewniej stare siedziby pielęgniarek i wszelkiej maści doktorów urzędujących tu w latach świetności Harastølen. Otworzyć dla takich ludzi jak ja – przyjeżdżasz, masz możliwość przenocowania i łazisz z aparatem po sanatorium tyle godzin ile dusza zapragnie. Nawet w nooocy – bo jest pokój zwany „naked room” gdzie właśnie w nocy straszy najbardziej ;)

Reszta potężnej galerii poniżej.

A na koniec jeszcze w przypływie weny twórczej, fotograficznie samojebkowej…

_DSC2717 kopia

Pozdrawiamy! ;)

Tredje dag i Norge / Trzeci dzień w Norwegii część 1

_DSC6606

Sobotni wieczór z szampanem absolutnie nie przeszkadza przy wczesnym wstawaniu dnia następnego.
Szybka kawa na tarasie spożyta w towarzystwie norweskich wróbli…

_DSC6611

i wybywam na deszczowy spacer po Lustrafjorden.
Lustrafjorden to najbardziej wcięte ramię Sognefjorden. Największy fiord w Norwegii. I trzeci pod tym względem na świecie.
I z takimi widokami, że dech zapiera !!! ;)

_DSC6657

_DSC6622

_DSC6604

_DSC6602

_DSC6603

_DSC6628

_DSC6613

_DSC6615

_DSC6619

_DSC6665

_DSC6624

_DSC6626

_DSC6627

_DSC6631

_DSC6632

_DSC6634

_DSC6637

_DSC6640

_DSC6643

_DSC6644

_DSC6645

_DSC6646

_DSC6647

_DSC6651

_DSC6653

_DSC6662-2

A gdzieś przed godziną dwunastą docieramy w góry, gdzie moje szczęście tego dnia osiąga absolutne apogeum.
Opuszczone sanatorium, w którym buszujemy kilka ładnych godzin…

_DSC6855

Andre dag i Norge / Drugi Dzień w Norwegii

_DSC6328

Kurwamaćjapierdolizm Uroczysty ogarnia mnie tego dnia jakoś pod wieczór. Dlaczego?
Od początku.
Jest sobota. Świt niejako. Otwieram drzwi Cyborgowego Pokoju Gościnnego przekonany, że wstałem jako pierwszy.
I co? I okazało się, że Cyborg Anitex tak sobie kabelki w oprogramowaniu ułożył(a), żeby wstać godzinę szybciej niż ja i po odpaleniu programu „pakowanie” spakowała pół zawartości lodówki, toster i kuchenne pochodne przedmioty, bo w drogę. Więcej! Wspomnieć należy, że na tytuł Cyborga zasłużyła jak tylko odkryłem Jej ogromne pokłady energii, niewiadomego pochodzenia. Ma dziewczę na 14 do pracy to zamiast polenić się powłóczyście z rana to robi chleb bezglutenowy, chleb bananowy, trzy ciasta, a w między czasie biega dla zdrowotności po lesie zahaczając też o góry, na które ja pewnie bym nawet nie wlazł. I owce w tych górach zaczepia. I potem do pracy. ;)
No ale wracając … Bo w drogę. Jedziemy trzysta kilometrów na południe od Sykkylven – do opuszczonego sanatorium w Luster.
Po drodze zatrzymując się przy punkcie widokowym Ljøen, żeby mógł przez chwilę wybałuszać oczęta na Geirangerfjord. Fiord wpisany na listę UNESCO.

_DSC6345

_DSC6338

_DSC6334

No i dalej.
Odwieczny problem dotyczący selekcji zdjęć – więc będzie ich duuuużo! ;)

_DSC6413

_DSC6383

_DSC6367

_DSC6382

_DSC6366

_DSC6412

_DSC6381

_DSC6364-2

_DSC6444

_DSC6410

_DSC6377

_DSC6363

_DSC6443

_DSC6398

_DSC6375

_DSC6361

_DSC6436

_DSC6396

_DSC6374

_DSC6357

_DSC6434

_DSC6393

_DSC6373

_DSC6354

_DSC6431

_DSC6390

_DSC6372

_DSC6353

_DSC6428

_DSC6389

_DSC6371

_DSC6352

_DSC6419

_DSC6387

_DSC6369

_DSC6416

_DSC6385

_DSC6368

_DSC6414

Nie wiem…
Jakoś stoję w miejscu, przygnieciony wszechobecnością tych wszystkich cudów natury, obracam się górną częścią tułowia prawie wokół własnej osi i z oszołomienia nawet nie rejestruję dźwięku migawki. Zdjęcia robią się same ;)
I kiedy już obiecuję sobie, że przestanę piszczeć z radości na te widoczki na tyłach Cyborgowego Bolidu (w między czasie przegryzając sajgonki roboty Anitexa) okazuje się, że znajdujemy się w pobliżu języka lodowca Bøyabreen. Nie wiele myśląc Cyborgowy Konkubent pyka te dodaktowe 40 km. I tadaaam!

_DSC6446

_DSC6454

_DSC6460

Z daleka mam wrażenie, że trzeba będzie na czworaka włazić w te lodowe jaskinie…

_DSC6466-3

_DSC6501

_DSC6470

_DSC6473

_DSC6474

_DSC6477

_DSC6493

_DSC6495

_DSC6497

_DSC6500

Moja orientacja w terenie wynosi minus sto. Dodać też mogę nieumiejętność … oceniania perspektywy (?) ;)

_DSC6547

_DSC6533

_DSC6516

_DSC6508

_DSC6503

Zanim docieramy do Luster – okazuje się, że w tobołkach kuchennych Anitexa NIE MA KAWY!
Więc, jako najczęściej pijący i chyba nawet w zasadzie jedyny pijący regularnie, deklaruję zakup w najbliższym sklepie.
Korony Norweskie i tak muszę wydać, a kawa (poranny napój bogów) to absolutnie szczytny cel.
Więc sklep.
Kawa, mleko, cukier – przeliczam sobie na PLN i wychodzi jakieś 100 złotych :D
I już wieczór.
Kurwamaćjapierdolizm Uroczysty.
Stoję na tarasie, spożywam nikotynę, wypijam kubek wspomnianej kawy (celebrując w sobie uczucie zadowolenia – wszak to najdroższa kawa jaką do tej pory piłem ;)) i nagle drzwi tarasu od wewnątrz otwiera Anitex i machając mi telefonem przed nosem coś bełkocze (wieczór na bogato, lał się szampan więc i bełkotanie było).
Zorza polarna … W ich miejscowości, skąd przyjechaliśmy!
Akurat wtedy, kiedy byliśmy te trzysta kilometrów za daleko.

No Kurwamaćjapierdolizm Uroczysty…

Første dag i Norge / Pierwszy dzień w Norwegii / Dolina Regndalen

_DSC6155 kopia

Poinstruowany doświadczeniem współtowarzyszy (wszak nie mam absolutnie żadnego doświadczenia w łażeniu po górach) ubieram się lekko i wsiadamy w samochód, żeby po przejechaniu paru kilometrów zaparkować u podnóża Regndal. Ale zanim dojeżdżamy to siedząc na tylnym siedzeniu samochodu moje oczy czasami wydają się z siebie wieloskalowe pomruki zadowolenia na widoki zza okna. Cyborgowy Konkubent jakby uszami czytał te moje oczy i co parę kilometrów zatrzymuje się, żebym mógł wysiąść i fotografować i fotografować i fotografowaaać !

_DSC6159 kopia

_DSC6101 kopia

_DSC6104 kopia

_DSC6106 kopia

_DSC6113 kopia

_DSC6115 kopia

_DSC6116 kopia

_DSC6122 kopia

_DSC6129 kopia

_DSC6146 kopia

_DSC6157 kopia

Tak się stało, że jakimś cudem nie padało i wejście było znośne.
Sama wedrówka do doliny momentami po pionowych ścianach, ale że uparte ze mnie bydlę zasuwam z zaciśniętymi zębami próbując nie myśleć o towarzyszących zadyszkach w ilości grubo przekraczającej moją dzienną normę zadyszek. Pełznę, a współtowarzysze szeroko uśmiechając się kłamią, że jak na pierwszy raz w górach świetnie sobie radzę. I, że są pod wrażeniem ;)
Etui ze statywem, nazywane już teraz kołczanem sprawiedliwości, jest dzielnie dzierżone przez Cyborgowego Konkubenta. I w sumie dobrze, że chłopak taki uczynny, bo gdybym niósł osobiście to wtedy wchodziłbym po skałach na czworaka albo jakimś krokiem posuwiście dziwacznie nieodpowiednim czy coś ;) Zasuwamy. Z aparatem wiszącym u szyi trochę wolniej idę, bo tyle piękna wokół, że migawka sama się rwie. Gdzieś w międzyczasie gubię muszlę oczną i okrutnie nadwyrężam kolano, ale po ponad godzinnej wspinaczce jesteśmy!
Dolina deszczowa. Lodowiec Regndalsbreen.
Perła wśród dolin Sunnmøre.
Jak na tamtą chwilę miałem wrażenie, że jedno z najpiękniejszych miejsc jakie kiedykolwiek widziałem w życiu! Choć tak naprawdę widziałem niewiele ;)

_DSC6180 kopia

_DSC6192 kopia

_DSC6194 kopia

_DSC6202 kopia

_DSC6213 kopia

_DSC6226 kopia

_DSC6228 kopia

_DSC6231 kopia

_DSC6322 kopia

_DSC6239 kopia

_DSC6241 kopia

_DSC6242 kopia

_DSC6248 kopia

_DSC6250 kopia

_DSC6253 kopia

_DSC6257 kopia

_DSC6265 kopia

_DSC6267 kopia

_DSC6270 kopia

_DSC6271 kopia

_DSC6274 kopia

_DSC6276 kopia

_DSC6279 kopia

_DSC6284 kopia

_DSC6314 kopia

I już wracając z czołówką zainstalowaną na spoconym łbie, klnąc cicho na popieprzone kolano, leząc w półmroku po śliskich skałach nawet nie myślę o wyciąganiu aparatu. Ale widok na miejscowości Sykkylven i Velledalen wydają się być takimi wisienkami na torcie tego dnia, że nie wiele myśląc po raz ostatni wyciągam tego wieczoru statyw z kołczanu sprawiedliwości i pstrykam dwa ostatnie zdjęcia.

_DSC6325 kopia

_DSC6324 kopia