Szalone Fotografki w trakcie plenerów ślubnych …

Plener ślubny w pełnym słońcu i dość wysokiej temperaturze nie jest dobrym pomysłem.
Wszelkie muchy, muszki i inne robaczki po zobaczeniu bieli sukni ślubnej osiągają apogeum swojej złośliwości. Można je znaleźć wszędzie! Nawet w butach panny młodej.
Czasami jednak w napiętym grafiku pary młodej (napiętym pomimo, że mija już tydzień od zaślubin), pomiędzy odwiedzinami rodziny, przyjaciół i wypijaniu wódki weselnej, która jakimś cudem ostała się po weselu ;) nie da się wygospodarować chwili na kilka zdjęć w czasie, jaki byśmy sobie życzyli – najlepiej wieczorem, przy miękkim świetle, chłodniejszym wietrze i innych sprzyjających warunkach. Dlatego pozostała nam godzina w południe, z ciężkim powietrzem, parnością i klejącymi się do twarzy muszkami :)
Więcej zdjęć Katarzyny i Marka wkrótce w Strefie Ślubu.
A tymczasem zapraszam do objerzenia kilku kadrów Szalonej Fotografki – kuzynki Kasi, która porwane rajstopy i rozmazany makijaż nosi zawsze i wszędzie ;)

Fragment dnia. Żukòwò.

Dzielnie dzierżąc kubek kawy w dłoni rozpoczynamy małe włóczęgostwo po tym trzynastowiecznym miasteczku, uważając (jak wspomniała Izabela K.) na cyganów, którzy gęsto rozsiani w okolicach kościoła poszukują pięniedzy w cudzych portfelach. W Żukowie fantastyczny jest właśnie kościół w stylu ponorbertańskim (można poczuć się jak we wczesnym średniowieczu ;) ), i nic po za tym. No, może jeszcze grad padający jakimś dziwnym sposobem do nosa był imponujący ;)

Abstrachując, kilka tygodni temu dorwałem starą, niemiecką EXę, po dosłowym wepchnięciu kliszy do środka – czekam na ostatnią klatkę, żeby przekonać się czy aparat popsuty czy nie popsuty ;)

♪♫ Youth Lagoon – July

O tym, tamtym i niczym

Jest czwartek.
Nad pozłacaną filiżanką czarnej kawy długowłose wróżki w okularach, mówią dużo i dosyć intensywnie.
Zakładają nogę na nogę, zwilżają usta i uśmiechają się ubrane w światła żarówek sufitowych.
Jest styczeń. To liczba pierwsza. Drugą liczbą jest Duży Wtorek, o małym oficjalnie nie mówi się. Był sobie fragment.
Licząc do siedmiu możnaby stworzyć swój mały świat, uczesany w nadpobudliwość chwil popołudniowego chaosu, rozsiadać się w słowa i dłubać palcem w dniu ósmym, nieistniejącym fizycznie. Zapowiada się zmiana, początek i jutro. To dosyć dziwne, tym bardziej, że kawa smakuje jakoś inaczej.

♪♫ Michel Teló – Ai Se Eu Te Pego

Ślub Moniki i Sebastiana

Czas na ślub! I pozostając na razie w tej tematyce przedstawiam kilka zdjęć Moniki i Sebastiana.
Z Moniką i Sebastianem, z małymi przerwami, znamy się już od kilku ładnych lat – z siostrą Panny Młodej zrobiliśmy kiedyś kilka świetnych sesji, które do dzisiaj można obejrzeć w moim portretowym portfolio. Współpracę z siostrami wspominam fantastycznie, a z racji odświeżenia naszej, niegdyś intensywnej, znajomości zapowiada się, że w przyszłości obie pojawią się jeszcze na tej stronie.

Na chwilę obecną to tyle – myślę, że pierwsze zdjęcie można potraktować jako małą zapowiedź pleneru ślubnego, który pojawi się tu na pewno w tym tygodniu.
Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Wam kochani młodzi dużo szczęścia i pochodnych, które sprawiają, że wspólne życie bywa wyśmienite.
Do zobaczenia!

Lekkie zabarwienie ślimakowe

Skłamię jeśli napiszę, że planowałem te zdjęcia.
Dobrym przykładem przypadku w fotografii jest sam Nicéphore Niépce – uważany za ojca prafotografii. Dlaczego? Bo i u niego wszystko działo się przypadkiem i gdyby nie On, myślę, nie fotografowalibyśmy.
Przekonany jestem, że gdzieś w świecie na pewno istnieją takie zdjęcia, że ktoś już wpadł na taki pomysł i uskutecznił go na swój sposób. Sfotografowano już chyba wszystko – teraz można tylko nadrabiać postprodukcją i bawiąc się środkami artystycznego przekazu dopełniać obraz swoim „widzimisię”. Na zdjęciach Ewelina zwana Pigułą z Gdyni, gościnnie wystąpili też Kasia i Bastian.

Kasia na tych zdjęciach jest zjawiskowa pod każdym każdym.

I na koniec Bastian, który zdecydował się na sesje na zasadzie Time For Print.

Oprócz udział w moim tzw. wyziewie artystycznym, załapał się też na kilka zdjęć portretowych bez ślimakowych wspomagaczy.

I na koniec jeszcze Kasia.

Udanego weekendu wszystkim!

Vilia

Jakiś czas temu w moje objęcia padł aparat fotograficzny, analogowy o nazwie Vilia.
Tak więc po zakupieniu taniej kliszy i wypstrykaniu jej celem sprawdzenia jak, co i czy korpsuik na pewno szczelny i czy nic się nie tenteguje w środku, nie prześwietla i w ogóle – wywołałem.
Jakość zdjęć zmiażdżyła mi nerki – tak więc poszukuję dawcy!
Skany wywołanych zdjęć pozostawiają trochę do życzenia – ale i tak jest fajnie.
Także ten .. druga klisza już wepchnięta w aparat :)

Idalia S.

Rozdwojenie jaźni, wielowarstwowość czasu, pochmurność uśmiechu i Ja. W tym wszystkim.
Zastanawiam się co powiedzieć, w które słowa się ubrać.

O Pełnym Dniu

Drzwi.
Adapter Bambino, aparat fotograficzny AMI sześćdziesiąt sześć, trzy albumy do negatywów dwadzieścia cztery na trzydzieści sześć i setki kobiet leżących półnago na podłodze, wydartych stronom gazet z tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego roku, kilka szczelnie zamkniętych opakowań papieru światłoczułego starego tak, że nawet już pewnie nie dźwignie jakiegokolwiek naświetlania, zmurszała torba koloru błękitnopodobnego, sterty książek czekających jakby na kogoś, kto je przeczyta, postawi na półce i sprawi, że znowu będą. Odpryski niebieskiej farby, fragmenty drewnianej cudownie powywijanej szafy.
I my czujemy, że to kawałki czyjegoś życia, których można dotknąć…
Wchodząc, lubię sobie wyobrażać ludzi tam mieszkających, pracujących czy po prostu będących. Próbuję wyobrażać sobie ich twarze i zapachy. Próbuję całym sobą ich samych trwających w tych wszystkich opustoszałych pokojach, półotwartych onkach, porzuconych okularach, krzeseł i innych zwykłych rzeczy, które dla większości ludzi wydają się być nic nie warte.

Skanuję kilka znaleionych negatywów …