Tag: trójmiejska grupa eksploracyjna

Opuszczony Pałac Czartoryskich, Stary Sielec

Zbigniew Piotr Piotrowski - pałac Czartoryskich, stary Sielec (43)

Zbigniew Piotr Piotrowski - pałac Czartoryskich, stary Sielec (36)

Zbigniew Piotr Piotrowski - pałac Czartoryskich, stary Sielec (25)

Zaległych miejsc opuszczonych, w których byłem w przeciągu ostatniego roku i które grzecznie w kolejce czekają na swoje miejsce jest kilka. A czwartek z godziną trzynaście zero dwa to świetny czas na to, żeby zabrać Was do pałacu rodu Czartoryskich w Starym Sielcu. Pałac zaczęto budować w 1911 i nigdy tej budowy nikt nie skończył – odsyłam do artykułu. Miejsce odrobinę przywodzi na myśl zamek w Łapalicach – ale dosłownie odrobinę, bo Łapalice to Łapalice 😉

Kirby Hall – ruiny Elżbiety Pierwszej

_DSC3420 kopia

Od powrotu do Polski z urlopu po angielsku mija prawie tydzień – strasznie ciężki tydzień, gdzie trzeba było przestawić trybiki i zmusić się do przystosowania do nieurlopowej rzeczywistości – generalnie wypadałoby, żeby człowiek po urlopie był wypoczęty i zrelaksowany, więc dlaczego co rano czuję się jakbym zmartwychwstawał? 😉
Urlop niesamowicie intensywny, od rana do wieczora latanie z wywieszonym jęzorem i aparatem u szyi, żeby jak najwięcej zobaczyć, udokumentować, zobaczyć, zobaczyć, zooobaaaczyć!!! (W międzyczasie sporo kawy!)
Sesja zombie na starym, angielskim cmentarzu, całodniowy spacer po Londynie (na wspomnienie nogi znowu zaczynają boleć!), wizyta w Cambridge, Burghley House, mnóstwo zdjęć z Peterborough (w pierwszych dniach robiłem najwięcej zdjęć, bo zachwycony byłem ABSOLUTNIE WSZYSTKIM!), przepiękna Katedra św. Piotra, Pawła i Andrzeja… Tyle tego, że przez najbliższy miesiąc nie ruszam się sprzed komputera i wszystko obrabiam! 😉

Teraz zapraszam do Kirby Hall – elżbietański dworek(!), w którym wypoczywała czasami Królowa Dziewica Elżunia Pierwsza Tudorowa. To najpiękniejsze ruiny, w jakich kiedykolwiek byłem, a wierzcie mi – widziałem ich mnóstwo!

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (16)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (7)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (4)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (5)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (11)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (13)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (18)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (20)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (15)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (10)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (6)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (2)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (14)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (3)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (19)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (8)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (12)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (9)

Zbigniew Piotr Piotrowski - Kirby Hall (17)

Zakład dla Nerwowo i Psychicznie Chorych Żydów „Zofiówka”

DSC9153-kopia

zofiowka (29)

zofiowka (28)

zofiowka (30)

Początek grudnia w Warszawie z Grupą Mobilnych.
Z Warszawy, parę godzin przez odjazdem w stronę Trójmiasta zabieramy się ze ZłymStarymSierżantem do Otwocka, żeby zobaczyć urbexowe miejsce z tych które po prostu TRZEBA zobaczyć. Zatem otwocki zakład dla nerwowo i psychicznie chorych żydów „Zofiówka” – w chwili obecnej królowa ruin, jakie kiedykolwiek miałem okazję zwiedzać. Jedynie fakt tego co tam się działo w przeszłości nadawał całości takiego pompatycznego charakteru tej wizycie – zainteresowanych historią miejsca odsyłam tu. Wspomnieć należy, że pogoda tego dnia jakoś zbytnio nie chciała współpracować, co przełożyło się na dosyć słabe światło.

Warszawskie migawki

_DSC8597 kopia

Początek grudnia zeszłego już roku.
Kilka dni łażenia po stolicy z pozytywną grupą mobilini-opuszczone. Trochę wizyt w opuszczonych miejscach, na dachach warszawskich drapaczy chmur i innych równie fotogenicznych miejscach. Mała relacja poniżej.

_DSC8666 kopia

_DSC3494-2 kopia

_DSC8890 kopia

_DSC3581 kopia

_DSC3582 kopia

_DSC3592 kopia

_DSC8693 kopia

_DSC8710 kopia

_DSC8712 kopia

_DSC8735 kopia

_DSC8741 kopia

_DSC8744 kopia

_DSC8745 kopia

_DSC8751 kopia

_DSC8724 kopia

_DSC8730 kopia

_DSC8731 kopia

_DSC8738 kopia

_DSC8771 kopia

_DSC8615 kopia

_DSC8607 kopia

_DSC3611 kopia

_DSC8896 kopia

_DSC8590 kopia

_DSC8542 kopia

_DSC8579 kopia

_DSC8797 kopia

_DSC8849 kopia

_DSC8863 kopia

_DSC8537 kopia

_DSC8544 kopia

_DSC8546 kopia

_DSC8553 kopia

_DSC8562 kopia

_DSC8568 kopia

_DSC8576 kopia

_DSC8789 kopia

_DSC8914 kopia

_DSC8915 kopia

_DSC8940 kopia

Głębinowa kopalnia soli kamiennej w Wapnie

_DSC8213

Był plan na tę miejscówkę już dużo wcześniej – niestety podczas lipcowo-urlopowego powrotu z Dolnego Śląska nie starczyło czasu na zahaczenie o to cudo, więc w minioną niedzielę postanowiliśmy nadrobić. O samej kopalni w internecie można przeczytać, że była bohaterką największej górniczej katastrofy w historii górnictwa. Część sztolni zalała się wodą i postanowiono zalać i resztę – gdzieś pomiędzy połowa miasta zapadała się pod ziemię, ewakuowano mnóstwo ludzi.

_DSC8094

_DSC8033

_DSC8046

_DSC8070

_DSC8108

_DSC8101

_DSC8166

_DSC3213

_DSC3238

Tredje dag i Norge / Trzeci dzień w Norwegii część 2 / Sanatorium Harastølen

_DSC6899

Deszcz. Wiatr. Mgła. Dosyć ciężko zazwyczaj o kompilację tych trzech zjawisk w jednym czasie 😉
Sześć kilometrów drogą wciśniętą w strome zbocze. Co kilka metrów ostry zakręt.
Dziury w drodze, więc poczuć się można jak u siebie, w Polsce.
Docieramy. Parkujemy.
Następuje szybkie przegrupowanie, synchronizacja zegarków, kontrola sprzętu i poprawienie opasek na głowach.
Poprawiamy pieczołowicie, gdyż na pięciuset m n.p.m piździ jeszcze mocniej, intensywniej.

_DSC6855

Abstrahując na moment od sanatorium…
Muszę przyznać, że jestem zafascynowany działaniem miejsc opuszczonych o których słyszałem i w którym byłem.
W norweskim regionie Vågsøy (nie mam zielonego pojęcia jak to czytać) stoi latarnia morska.
Stoi opuszczona wiele lat – jest trochę podniszczona, rozklepana, rozciapkana, posunięta przez czas i tak dalej, ale na samym czubku w dalszym ciągu osadzona jest prężnie działająca soczewa, przez którą światło błyska na ocean.
I władzom regionu/komuny/gminy cholernie ciężko burzyć takie cudo (podejrzewam, że w Polsce nikt nie miałby skrupułów).
Zatem władze rzucają hasło „Braaaać!”. Dosłownie… Możesz przyjść, zapłacić symboliczną koronę norweską i stajesz się niejako właścicielem tego morskiego cudu. Warunek? Remont na własną kieszeń … Możesz mieszkać, otworzyć restaurację, galerię, cokolwiek.
Ktoś by się rzucił? Bo ja z pewnością 🙂

_DSC6768

Ale wróćmy do Harastølen.
Otworzone w ok. 1900 roku początkowo było szpitalem dla chorych na gruźlicę.
Położone wysoko w górach, gdzie klimat podobno sprzyjał wyzdrowieniu chorym.
Z własnym wagonikiem górskim transportującym chorych z miasta, chlewnią gdzie radośnie ogonem merdało pożywienie, a nawet pierwszą w Norwegii turbiną wodną, która płodziła prąd…
Niezależność takiego miejsca pełnego chorych na pewno była w tym czasie bardzo ważna…
Po II Wojnie Światowej sanatorium stało się ośrodkiem dla psychicznie chorych. Mnóstwo samobójstw, jakie popełniali rezydenci skłoniło władze ówczesnego zakładu do zabezpieczenia balustrad schodów grubą siatką pełznącą od piwnicy po ostatnie piętro.
Końcówka lat 80tych sanatorium staje się miejscem, gdzie uchodźcy z Jugosławii i Bośni znajdują schronienie.
Potem długoletnia cisza, przeplatana dźwiękiem wybijanych szyb tego opuszczonego budynku.

_DSC6840

I dopiero pod koniec lat 90tych pojawia się Kristian – po sześciu latach spędzonych w Stanach Zjednoczonych wraca do Norwegii. Przez kilka miesięcy pomieszkuje w jednym z pokoi opuszczonego sanatorium. A potem zostaje takim jakby prawnym opiekunem/właścicielem tego miejsca. Dosyć ciężko postawić miejsce na nogi, ale widać, że chłopak świetnie sobie radzi.
Wita nas nienagannym angielskim. Choć papieros, najwyraźniej na stałe przyklejony do górnej wargi, utrudnia mi trochę rozumienie jego słów. Szybko nas oprowadza mówiąc, których miejsc zdecydowanie unikać – wszak nie chcemy zasilić grona lokalnych samobójców. Na pytanie po co to wszystko robi z rozbrajającą szczerością mówi, że jest wariatem. I, że wiele lat był miłośnikiem miejsc opuszczonych, aż w końcu postanowił osiąść na stałe w jednym z nich. Z sanatorium związany dosyć blisko – zmarła mu tu babcia.

_DSC6673

_DSC6671

_DSC6824

_DSC6803

_DSC6796

_DSC6793

Poniżej na zdjęciu ponad stuletni fotel dentystyczny…

_DSC6670

_DSC2764 kopia

_DSC6814

_DSC6808

_DSC2641

_DSC6724

_DSC6780

_DSC6779

_DSC6776

_DSC6734

_DSC6747

_DSC6731

_DSC6757

_DSC2585

_DSC2592

_DSC2591

Biblioteka ze stołem do gry w pokera 🙂

_DSC2595

I martwą naturą w słoiczkach…

_DSC6698

_DSC2726

_DSC6733

_DSC6729

_DSC6745

_DSC6721

_DSC6711

_DSC6852

_DSC6875

_DSC6868

Plany na przyszłość związane z sanatorium Harastølen?
Pewni filmowcy zaopiekowali się drugim piętrem i kręcą tam film „Villmark 2” – zwiastun można obejrzeć tu .
Po za tym Kristian w przyszłym roku planuje otworzyć, zamknięte do tej pory, domu stojące wokół głównego budynku. Najpewniej stare siedziby pielęgniarek i wszelkiej maści doktorów urzędujących tu w latach świetności Harastølen. Otworzyć dla takich ludzi jak ja – przyjeżdżasz, masz możliwość przenocowania i łazisz z aparatem po sanatorium tyle godzin ile dusza zapragnie. Nawet w nooocy – bo jest pokój zwany „naked room” gdzie właśnie w nocy straszy najbardziej 😉

Reszta potężnej galerii poniżej.

A na koniec jeszcze w przypływie weny twórczej, fotograficznie samojebkowej…

_DSC2717 kopia

Pozdrawiamy! 😉

Cedron w Wejherowie, opuszczone

_DSC0586 kopia

Rozlewnia wina „Cedron” to prywatna rozlewnia powstała na bazie wejherowskiej firmy „LAS” w 1993 roku. Istniała do 2000 roku.
Dziś rozlewnia to niszczejąca ruina, a co za tym idzie idealne miejsce na poczynienie fotograficznych odwiedzin…
Tym bardziej, że w ostatnim czasie jedynym urbexem jaki czyniłem był urbex wirtualny, któremu towarzyszyły pomruki zachwytu i tęsknoty. Czasu brak, ale staram się ostatnio nadrabiać! 😉

_DSC0367

_DSC0394 kopia

_DSC0397 kopia

_DSC0432 kopia

_DSC0452 kopia

_DSC0455 kopia

_DSC0446 kopia

_DSC0471 kopia

Wioska indiańska, Gdańsk

_DSC5754

Piękne bagna, więc stoję oparty o drzewo lewą stroną ciała i ustawiam ustawienia w aparacie nikonowym. W zasięgu wzroku, tuż nad najbardziej fotogenicznym odcinku bagiennym, stoi Ktoś. Ktoś ma ręce w kieszeni, łysiejącą głowę i pogwizduje piosenki. Nie rozpoznaje twarzy, ale to Ktoś budzący poczucie bezpieczeństwa. Mówi „uważaj, tu są aligatory”. No rzeczywiście są. Leżą leniwie i zauważam je dokładnie wtedy, kiedy zaczynają leźć w moją stronę. Więc w akcie ucieczki biegnę, pasek nikonowy niewygodnie zawinął mi się na szyi. Aligatory też biegną. Wstają i zapierdalajo na tych swoich krzywych nóżkach poszczekując dziwnie i kiedy jeden z nich mnie dogania z całej siły próbuję go kopnąć – w tym momencie budzi mnie ból absolutnie wszystkich palców nożnych, którymi napierdalałem w ścianę przy łóżku 🙂

_DSC5628

Grzebanie palcami w cudzym życiu. Wioska Indiańska, Gdańsk-Wrzeszcz. Lubię ten stan.

_DSC5856

_DSC5869

_DSC5853

Mała Moskwa – poradziecki szpital w Legnicy

untitled-7463

untitled-7403

Szpital sowiecki w Legnicy.
Wielki kompleks budynków, kilka oddziałów – od chirurgii, poprzez psychiatrię, ortopedię i inne oddziały…
Długie na pół kilometra korytarze, które sprawiają takie wrażenie jakby nigdy się nie kończyły i w których można się pogubić – coś niesamowitego – dosłownie nie widać ich końca!
Oczywiście mnóstwo sal, pomieszczeń, mieszkań, zakamarków, przejść podziemnych, piwnic.
Jest także ogromny basen pływacki dla niegdysiejszych pacjentów, prawdziwe kino, sklepy, apteka, kuchnia, stołówka, sala konferencyjna, a także kaplica.
Na zapleczu szpitalnej kaplicy znajduje się chłodnia na ciała i prosektorium.
Miejsce niesamowite i w myśl zasady, że obrazy mówią więcej niż słowa nic pisać już nie będę 😉
Z 3GE! Trójmiejską Grupą Eksploracyjną

untitled-7333

untitled-7350

untitled-7415

untitled-7429

untitled-7461

untitled-7486

untitled-7625

untitled-7741

untitled-7766

untitled-7865

untitled-7870

untitled-7886

untitled-7926

untitled-7941

untitled-7977

untitled-7309

untitled-7312

untitled-7320

Letni pałac rodziny Hochbergów

untitled-8363

Pałac w Roztoce, dawny majątek rodziny magnatów niemieckich – wyczytałem w Sieci, że swego czasu jedynym bogatszym osobnikiem od nich był tylko sam cesarz.
Pierwotnie na tych ziemiach stały dwa mniejsze dwory zarządzane przez braci Conrada i Christophera von Hochberg.
Pałac na przestrzeni wielu lat przechodził mnóstwo metamorfoz budowlanych – kolejny właściciel hrabia Bolko von Hochberg dosyć intensywnie dbał o rezydencję: do piętrzącej się wieży dobudowano taras widokowy, a wszystkie okna ozdobiono marmurowymi koronami, wnętrze rezydencji zyskało bogato rzeźbione schody, ściany uświetniły malowidła Bigasa, a sufity pozłacane stiuki, robiące tak ogromne wrażenie, że nawet nie sposób o tym napisać, bo trzeba zobaczyć 😉
W środku można znaleźć marmur, szczątki barokowych mebli, leniwie zwisające z wysokich suftiów weneckie żyrandole.
Taki zupełnie baśniowy klimat – brak tylko jakiejś damy w bogato zdobionej sukni, przechadzającej się po pokojach z filiżanką popołudniowej herbaty w chińskiej porcelanie (bo z takowej podobno w czasach świetności tej rodziny pijało się popołudniowe herbaty.)
Istnieje kilka plotkolegend dotyczących tego miejsca.
Jedna z nich mówi o mezaliansie – że niby KtóryśTam von Hochberg zakochał się w pokojówce i z racji niemożności zaślubin oboje popełnili samobójstwo – ich ciała podobno pochowano w ogrodzie, w miejscu gdzie górka ziemi co roku pokrywa się pięknymi kwiatami.
Inna plotka głosi, że na terenie okalającym pałac zakopano wannę złota – ludzie zjeżdżali z całej Polski i rzucali się w wir poszukiwań 😉
Na poszukiwania tego złota czasu nie mieliśmy – za to udało się zwiedzić prawie wszystkie piętra tej dolnośląskiej perły 🙂

untitled-8203

untitled-8205

untitled-8295

untitled-8304

untitled-8309

untitled-8311

untitled-8411

untitled-8345

untitled-8354 copy

untitled-8388

untitled-8395

untitled-8392

untitled-8160

untitled-8164

untitled-8165

untitled-8169

untitled-8182

untitled-8184

untitled-8186

untitled-8189

untitled-8192

untitled-8193

untitled-8194

untitled-8236

untitled-8238

untitled-8234

untitled-8226

untitled-8231

untitled-8207

untitled-8276

untitled-8275

untitled-8274

untitled-8196

untitled-8199

untitled-8200

untitled-8213

untitled-8224

untitled-8267

untitled-8201

untitled-8257

untitled-8278

untitled-8260

W stronę Dolnego Śląska…

untitled-7276

Zdecydowanie zdjęcie powyżej nie jest moim najlepszym – ale co zrobić? Jestem na nogach od 3 w nocy, nieogolony i z tego co pamiętam już intensywnie śmierdzę, z racji gorączkowej pogody tego dnia. Po za tym samo miejsce zobowiązywało do dziwności – w natężeniu większym niż zazwyczaj.
Dwa tygodnie temu ruszyliśmy w czwórkę na Dolny Śląsk – po drodze zahaczając o psychiatryk w Owińskach.
Ciężko mi teraz wstrzelić się w klimat jaki wtedy nam towarzyszył – było duszno, gorąco, cicho…

untitled-7196

untitled-7242

untitled-6934

untitled-6881

untitled-6882

untitled-6906

untitled-7133

untitled-7176

O psychiatryku ciocia Wikipedia mówi:

Pierwszym dyrektorem zakładu był Friedrich Wilhelm Christian Beschorner, a kolejnym Karl Wilhelm Werner. Do 1920 zakład w Owińskach był jedynym publicznym zakładem dla całej Prowincji Poznańskiej i jednym z najlepiej urządzonych w Niemczech. Rozbudowę obiektu w 1880 roku nadzorował Heinrich Laehr. Według stanu na 1911 rok dysponował 750 łóżkami. Pierwszym dyrektorem po 1920 roku był Stanisław Górny (1886–1934), a po nim nastał Marcin Zieliński. Pod koniec lat 30. planowano zreorganizować zakład i przekształcić go z detencyjnego w ośrodek o charakterze naukowo-leczniczym. Miał też być zapleczem Polskiego Instytutu Badań Dziedziczności. Po wybuchu II wojny światowej, pacjenci szpitala (1100 chorych) zostali zamordowani w ramach akcji T4 (wątek ten porusza Jakub Małecki w powieści Przemytnik cudu). Od 1943 do stycznia 1945 na terenie zakładu znajdował się Arbeitslager Treskau. Podczas działań wojennych część kompleksu została zniszczona.

Ja mówię, że moja Wyobraźnia szaleje po kątach … Widzę te wszystkie eksperymenty na pacjentach czynione przez szalonych, niemieckich doktorów. Skutki uboczne lobotomii są fascynujące – brak ciągłości własnego „ja” – pacjent nie jest świadomy jednego „ja”, codziennie może być kimś innym. No, ale to tylko moja Wyobraźnia, która zazwyczaj działa na pełnych obrotach w takich miejscach 😉
Miejsce fascynujące, zdecydowanie polecam odwiedzić – ot, chociażby żeby zakupić pamiątkową koszulkę z pierwszego zdjęcia 😉
Zdarzyło się też włóczęgostwo bezeksploracyjne 🙂

untitled-8038 copy

untitled-8025 copy

untitled-8020 copy

untitled-8048 copy

untitled-8112 copy

A za chwilę zaproszę do pałacu w Roztoce!

untitled-8368 copy

Kozubnik deszczowy…

untitled-2851

untitled-2566

untitled-3042

Powrót do przeszłości – nie tak dalekiej.
Folder „Majówka 2014” ponownie został otworzony – tym razem zdjęcia z Zespołu Domów Wypoczynkowo-Szkoleniowych w Porąbce-Kozubniku, który odwiedziliśmy przy okazji eksploracji Górnego Śląska (nie mylić z dolnym, który niebawem).
Szczerze? To widok wciśniętych w zbocze, porośnięte drzewami, budynków Kozubnika robi tak niesamowite wrażenie, że można by usiąść i rozkoszować oczy wszystkim co tam obecne. Tym bardziej, że trafiliśmy tam w deszczowy, ponury dzień – nad wierzchołkami drzew iście niesamowicie fotogeniczna mgła!!!
Jeśli chodzi o wnętrze – stan dosyć opłakany, w którymś z budynków na ścianach jeszcze welurowe tapety, trochę mebli i kilka drobiazgów pamiętających lata świetności tego ośrodka. Multum ozdobników ścianowych pod postacią graffiti. Absolutnie piękne miejsce!

untitled-3168

untitled-2682

untitled-2745

untitled-3062

untitled-3047

untitled-3015

untitled-3157

.