Zostawiam po sobie śniadaniowe okruchy, zamarźnięte dłonie zwinięte w prześcieradło i ciszę, której nie potrafię. Ostatnio bywa ciężko, i nie potrafiąc wytłumaczyć tego stanu – przyjmuję go łąpczywie. Upajam się bólem głowy, pięty i krzyża. Płaczę. Wycięci jesteśmy – tak myślę. Patryk pyta, jakiej czułości używać. A mi w głowie tłuczę myśl, że tej najckliwszej. […]