
To mogłoby być rozliczenie się z własną przeszłością, próby uwolnienia się od niebezpiecznych głębin w głowie, które czasami wracają jeszcze głębsze niż kiedyś. To mogłyby być próby ugłaskania tej swojej głowy, uszesanie jej, ubranie w ochronny czepek i pozwolenie na proces higienizacji myśli. Wyczyszczenie przestrzeni mieszczącej się w punkcie na czubku chaosu towarzyszącemu mi niezmiennie odkąd pamiętam. Ale czy rzeczywiście tak jest? Myśli są dobre, złe myśli też są dobre tylko trzeba je odpowiednio podać, na tyle smacznie by móc trawić je potem bezboleśnie albo chociaż przeżuć bez grymasu. Czy za dużo myślimy w tych czasach? Czy za bardzo boimy się myśleć? Myślimy w ogóle? Czy pozwalamy sobie stworzyć w głowie krótką historię od której nie będziemy mogli zasnąć albo pojawią nam się wypieki na policzkach?
Rejestr osób przyjętych do szpitala psychiatrycznego to swoistego rodzaju kreacyjny autoportret autora obecnego w każdym, wydawać by się mogło przypadkowym kadrze i przypadkowym słowie – ale czy aby na pewno przypadek jest tu kluczowy? Zapraszam do własnej głowy, otwieram szeroko drzwi, z rozmachem prawie krzycząc „Masz! Patrz! Taki jestem! Choć nie na każdym zdjęciu to ja…”. Tryptyki połączone z wydawać by się mogło przypadkowymi fragmentami z książek – ale czekaj… Czy ten tekst nie budzi Twoich myśli względem fotografii? Czy to rzeczywiście przypadek? Co myślisz?
Punktem zapalnym do stworzenia Pokoju Pełnego Miłości była fotograficzna wizyta w opuszczonym szpitalu psychiatrycznym gdzie w jednym z pokojów znajdowały się teczki medyczne pacjentów. Na fotografiach nie ma pacjentów, są ludzie. Ale czy ludzie nie bywają pacjentami?
Prace w formacie a4 stylizowane na starodruk, przywodzące na myśl dokumenty leżące latami w odmętach wszystkich opuszczonych pokoi jakie odwiedzałem.
Projekt otwarty powstający od 2012 roku.





























