








Zakaz wstępu, budynek grozi zawaleniem, nieupoważnionym…
Albo nie wchodź, bo umrzesz. Na rozedrgane powietrze tłoczone do płuc wiśniowym odcieniem wszystkich ulubionych chmur.
Potem… kradnąc ściany, chowając je w kieszeni tuż obok przywłaszczonych drzew, liści i kamyków ściśnij pierś żeby bardziej poczuć tę śmierć.
Ściśnij delikatnie, bo przecież i tak już nie żyjesz.
Poślij szeroki uśmiech w stronę lśniącej, białej kamery rozwieszonej pod jesiennym niebem, włosy przeczesz lewą dłonią, zwolnij i wywal martwą twarz w soczyste deszcze, obliż wargi.
Jesteś tu, gdzie kiedyś być bardzo kochałeś.