Sportretowana Anna K.

Trzysta sześćdziesiąt pięć dni namawiałem Anię na to, żeby pozwoliła sobie zrobić kilka zdjeć.
No i dziś się udało – w towarzystwie siąpiącego deszczu i wiatru wciskającego się w każdą szczelinę okrycia wierzchniego – powędrowaliśmy ulicami zakorkowanej Gdyni w poszukiwaniu „miejskiej intymności”, o ile rzeczywiście taka istnieje. Efekty poniżej :)

Czekam na piątek.
Połączenie poezji, dredów, fioletu i makaronu oraz wymieszanie tego wszystkiego w kadrze uśmiecha mnie szeroko!