
Na zielonym świetle mógłbym przejść na przykład z rękami schowanymi głęboko w kieszeni. Mógłbym na przykład jeszcze żuć gumę głośno mlaszcząc i wypinając brzuch patrzeć w niebo. Pogwizdywać. Albo mówić sam do siebie. Albo milczeć też, na każdy temat. Albo mieć wszystko w dupie. Gdybym tylko wychodził z domu. A jeśli w tym wszystkim chodzi o lęk przed byciem? I ten lęk właśnie… Kiedy już układ współczulny aktywuję tym niewidzialnym guzikiem… Kiedy kortyzol wylewa się w takiej ilości, że nie jestem w stanie wycierać na bieżąco… Ten lęk właśnie rozsiada się okrakiem na moim ramieniu i drąży dziurę palcem pod żebrem. Ten lęk to jakby przed byciem widzianym w tej przestrzeni. Przed skanowaniem, ocenianiem, czuciem. Lęk przed tym, że ktoś zobaczy że jeszcze nie jestem dokończony. Że próbuję, ale jeszcze potrzebuję momentu albo dwóch. Bo przecież jutro będę duży.
2026 / Specyficzne (izolowane) postacie fobii (lęk przed bycia obserwowanym przez zwierzęta/przedmioty), kod choroby F40.2.